Actions

Work Header

anartria

Summary:

Langa od dzieciństwa cierpi na anartrie, nie może mówić, mimo że doskonale słyszy wszystkie dźwięki.
To dla niego trudniejsze niż mogło by się wydawać.

Ale przecież ma przy sobie Rekiego.

Notes:

Sprawdź notatki poniżej tekstu, aby dowiedzieć się, co migają chłopcy!

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Świat Langi był pełen dźwięków. Wszystko wokół niego wydawało jakiś odgłos, dzieci na podwórku śmiały się, krzyczały i płakały, kobieta stojąca na balkonie naprzeciwko jego uchylonego okna kłóciła się z kimś stojącym poniżej, kimś, kogo nie mógł zobaczyć, ale wciąż go słyszał. Nawet mama Langi, choć starała się być cicho, aby nie przeszkadzać mu w nauce (na nic się to nie zdało, i tak nie potrafił się skupić), ciągle wydawała jakieś dźwięki, cicho mrucząc nieznaną mu piosenkę podczas gotowania.

Świat Langi był pełen dźwięków, ale Langa nie należał do tego świata.

Istniały jednak wspomnienia w wczesnego dzieciństwa, miał może pięć lat i potrafił. Potrafił mówić, należał do tego oszałamiającego świata brzmień i odgłosów. A mimo to, gdy teraz otwierał usta, żaden, nawet najmniejszy dźwięk, nie mógł się z nich wydobyć. Dawno temu obudził się w jasnej sali szpitalnej i od tego czasu wszystko stało się takie inne.

Potem zmarł jego ojciec, a Langa nawet nie mógł się z nim pożegnać, nie mógł powiedzieć nawet jednego głupiego słowa. Nie mógł w żaden sposób pocieszyć swojej mamy, powiedzieć jak bardzo ją kocha, że zostanie z nią na zawsze. Czasem słowa były po prostu konieczne. 

Któregoś dnia Nanako znalazła nowy sposób, aby móc rozmawiać z synem. Z całej siły trzymając jego dłonie, ze łzami w oczach dociskając je do czoła, do piersi, układając palce w skomplikowane wzory, uczyła jego i samą siebie języka migowego. Zapewniło im to pewien spokój, stabilizację, której przez lata nie potrafili znaleźć, która oddaliła się jeszcze bardziej po śmierci Olivera. 

Byli ze sobą i to mu wystarczało, nawet jeśli nikt inny nie mógł go zrozumieć, wciąż miał matkę, z którą wreszcie nie czuł się, jak niepasujący element układanki. Nie było ważne, czy są razem tu, w Kanadzie, czy w Japonii. A jeśli Nanako pragnęła wrócić do Okinawy, on nie mógł zrobić niczego innego, tylko się zgodzić. Przecież tam tak samo będą mieli siebie nawzajem. 

Ta decyzja okazała się najlepszą, jaką podjął w całym swoim życiu. 

Od czasu, gdy pierwszy raz spotkał Rekiego, już wiedział . Wcale nie potrzebował słów, nie musiał wypełniać ciszy własnym głosem, bo ta cisza nie istniała. Reki wypełniał przestrzeń całym sobą, swoim śmiechem, który opadał i wznosił się, gdy chłopiec pochylał się i przymykał oczy, głośnym oddechem, który pojawiał się gdy zeskakiwał z deskorolki, zaskakująco miękkim głosem, mimo wciąż trwającej mutacji. 

Reki nigdy nie pytał, nie był jak dzieci z Kanady, które wciąż podbiegały do niego, krzyczały mu do uszu, myśląc, że nie może ich usłyszeć. Nie był też jak reszta nowych znajomych z Okinawy, nie spoglądał na niego jak na kogoś innego, dziwnego, jak na zwierzątko w zoo. 

I chociaż Reki nie mógł go zrozumieć, wciąż był przy nim, pomógł mu na nowo odnaleźć szczęście i pasję, którą stracił, gdy przestał jeździć na snowboardzie. Chłopiec wypełnił każdą beznadziejnie pustą przestrzeń w życiu Langi, wypełnił poranki ( “Dzień dobry śpiochu, wstawaj już do szkoły, spóźnimy się”) , wypełnił szkolne przerwy ( “Langa, chodźmy na dach zjeść lunch, moja mama zrobiła niesamowite bentō!” ) , wypełnił popołudnia ( “Chodźmy do mnie, pokażę ci świetny filmik, który znalazłem wczoraj i od razu pomyślałem o tobie” ) i wieczory ( “Langa, dzisiaj S! Chodźmy się ścigać!” )

Zawsze chciał gdzieś z nim iść, biec z nim ramię w ramię, zawsze o nim myślał. Nigdy wcześniej nikt nie był dla Langi, tak jak był tam dla niego Reki. 

I nagle Langa zapragnął powiedzieć mu to wszystko, bo jak mógłby żyć, wiedząc, że Reki nie jest świadomy ile dla niego znaczy, jak wiele zmienił i wniósł do jego życia? Ale jak miał przekazać to bez słów, jak miał wyznać uczucia, których sam do końca nie rozumiał, które plątały się w jego myślach, zniekształcały pole widzenia i doprowadzały do łez. 

Nie sądził, że dałby radę to zrobić, nawet, gdyby potrafił mówić. 

Mimo tej świadomości nadal nie mógł pogodzić się z myślą, że Reki nigdy się nie dowie. To bolało bardziej niż był w stanie przyznać, bo przecież ten chłopak zasługiwał na cały wszechświat. Zasługiwał, aby był przy nim ktoś lepszy niż tylko biedy niemowa-Langa. 

I gdy któregoś dnia z błyszczącymi oczami wpatrywał się w nigdy nie milknącą sylwetkę swojego jedynego przyjaciela, gestykulującego zawzięcie podaczas tłumaczenia jednego z bardziej zawiłych tricków, Langa zauważył coś. On rozpoznawał niektóre z tych ruchów. Nie mogło mu się wydawać, używał ich przez lata, były jego porządkiem i harmonią. 

Zerwał się, zaskakując tym nie tylko Rekiego, który zamarł z wciąż uniesionymi rękami, ale nawet siebie. Nie zauważył nawet, kiedy podbiegł do drugiego chłopca, drżącym dłońmi chwytając te jego. Jedyne, co mógł zobaczyć, to rozszerzone, bursztynowe oczy, rozchylone usta i pogłębiający się rumieniec. 

Sam nie wiedział co zrobić, jak miał wyjaśnić, coś, co możliwe, że działo się tylko w jego wyobraźni? 

Machinalnie ułożył swoje dłonie we właściwy sposób, prostopadle do ziemi, opuszkami w dół, przemieszczająca je w prawo, a potem w lewo. Przełknął ślinę, gdy oczy Rekiego zabłysły, a on sam pochylił się lekko do przodu. 

Zamykając oczy, by przypadkiem nie zobaczyć pojawiającego się na twarzy przyjaciela zdezorientowania, uniósł wciąż trzęsącą się prawą dłoń i wskazał w jego stronę, prawie dotykając paznokciem żółtej bluzy, a potem, biorąc gwałtowny wdech, uniósł rękę w górę, przyciągając ją do skroni, prostując palec wskazujący i wreszcie otwierając oczy.*

Reki się uśmiechał, był to jeden z tych delikatnych, kruchych uśmiechów, przeznaczonych tylko dla Langi, tych, które sprawiały, że w kącikach jasnych oczu tworzyły się maleńkie zmarszczki, a na jego lewym policzku pokazywał ledwodostrzegalny dołeczek. 

Langa, pochłonięty nieogarnietą radością zamigał coś jeszcze, bez ładu, prawdopodobnie myśląc znaki, ale to nie było ważne, bo Reki się zaśmiał, chwytając jego ręce i przyciągając go jeszcze bliżej, aż złączył ich ręce ze swoją klatką piersiową. I Langa mógł przysiąc, że słyszy, jak szybko bije jego serce. 

- Nie tak szybko - mruknął Reki, odwracając wzrok. - Wciąż się uczę. 

Chciało mu się płakać i śmiać jednocześnie, bo ten chłopak, ten sam, który nie potrafił przyswoić najprostszego tematu na angielskim, specjalnie dla niego uczył się nowego języka. Tylko dla niego. To było niewyobrażalne, jak spełnienie największych marzeń, miał kogoś . I to nie byle kogo, ale najcudowniejszą osobę we wszechświecie. 

Otoczony tym otumaniającym uczuciem szczęścia, zamigał jeszcze jedno zdanie, najprostsze, którego nauczył się już na samym początku. Tym razem powoli, patrząc w jego oczy, uniósł prawą rękę prostując trzy palce, mały, wskazujący i kciuk.**

Wcale nie musiał znać wyszukanych słów, Reki też ich nie potrzebował, ten prosty znak wystarczył. Sprawił, że usta chłopca otworzyły w wyrazie zdumienia, a szkarłatna czerwień zalała policzki. Znał ten znak. 

Łapiąc chwiejny oddech, wysunął swoją dłoń, pokazując Landze dokładnie ten sam układ palców.                   

Notes:

Reki i Langa migają w amerykańskim języku migowym.
*"Czy rozumiesz?"
**"Kocham cię"