Actions

Work Header

Warzyciel (Drarry)

Summary:

Harry po śmierci rodziców trafia pod opiekę swojego ojca chrzestnego. Już od najmłodszych lat przejawiał duży talent w zakresie eliksirów. Uwielbiał czytać na temat mikstur, a nawet potrafił przygotować najprostsze z nich. Syriusz bardzo go wspierał w rozwijaniu wrodzonego daru.

Notes:

Witam, zapraszam na moje pierwsze Drarry. Mam nadzieję, że się spodoba. W opowiadaniu będą miały miejsce sytuacje zgodne i niezgodne z kanonem. Postacie, a także sytuacje zgodne z kanonem należą do J. K. Rowling.

Sytuacje kanoniczne i niekanoniczne będą się przeplatać. Bez dalszych opóźnień, zapraszam do czytania.

Chapter 1: Prolog

Chapter Text

Noc ostatniego dnia października była inna niż wszystkie. Nie dlatego, że była znacznie chłodniejsza, czy też dlatego, że obchodzono Halloween, co oznaczało, że tej nocy dzieci, przebrane za różnego rodzaju potwory, zjawy, a nawet czarnoksiężników i czarownice, chodziły od domu do domu prosząc o słodycze lub robiąc niewinne psikusy. Żadne z tych dzieci nie zdawało sobie sprawy, że istoty, w które się przebierają, istnieją naprawdę. Zwłaszcza czarodzieje.

Szczególną różnicę stanowił fakt, że wąską ulicą miasteczka w Dolinie Godryka szedł wysoki mężczyzna ubrany w czarną szatę z kapturem. Patrzył z pogardą na oznaki czarodziejskiego świata, w którego istnienie zwykli ludzie nie wierzą. On sam był czarodziejem i przybył tu w konkretnym celu – zabić chłopca, który w przyszłości mógł mu zagrozić. Rodzice dziecka chcąc go chronić ukryli się pod zaklęciem Fideliusa, które już kilka tygodni temu straciło moc. Czarodziej ten – znany w czarodziejskim świecie jako Lord Voldemort - nie wiedział jednak, że popełnił ogromny błąd pojawiając się w Dolinie Godryka.

Dom i rodzinę odnalazł bez kłopotu, dzięki „życzliwości” Strażnika Tajemnicy. Wszedł do środka, zabił rodziców, lecz kiedy chciał posłać do nich rocznego chłopczyka, coś poszło nie tak i zaklęcie uśmiercające odbiło się od niemowlęcia i ugodziło w Voldemorta pozbawiając go ciała i mocy. Chłopcu po całym zdarzeniu pozostała tylko blizna w kształcie błyskawicy na czole.

Niedługo później na miejscu zjawił się wysoki, przystojny mężczyzna ubrany w brązowy płaszcz. Miał długie, poplątane, ciemnobrązowe włosy i oczy w tym samym kolorze. Jego twarz pokrywał kilkudniowy zarost. Nazywał się Syriusz Black i był wieloletnim przyjacielem zamordowanej rodziny. Ujrzawszy ich martwe ciała zapłakał gorzko, ale jego łzy obeschły, kiedy zobaczył małego Harry'ego. Co prawda zapłakanego i z blizną na czole, ale żywego i zdrowego. Zabrał go z łóżeczka, owinął kocem i wyniósł z domu.

- Nie bój się, Harry – szepnął do maleństwa, które przestało płakać.

Syriusz już wsiadał na swój motor, kiedy usłyszał, że ktoś się zbliżył. Był to ogromnych rozmiarów mężczyzna o bardzo poplątanej czarnej brodzie i włosach. Miał na sobie obszerny płaszcz, a ciemne oczy błyszczały od łez. Blacka bardzo zaskoczył jego widok, nie spodziewał się tu starego przyjaciela.

- Hagrid, co cię tu sprowadza? - zapytał zaskoczony Syriusz.

- Dumbledore kazał sprawdzić, czy z Lily i Jamesem wszystko dobrze – odrzekł olbrzym. - I z Harrym.

- Lily i James nie żyją, Czarny Pan ich znalazł. - Głos Syriusza załamał się. - Harry, o dziwo, ocalał.

- Bidny, mały Harry – załkał Hagrid. - Daj mi go, Syriuszu.

- Dlaczego?

- Dumbledore powiedział, że Harry ma trafić do ciotki i wuja, gdyby jego rodzicom coś się stało.

Syriusz otarł łzy z policzków i spojrzał wyzywająco na olbrzyma. Zawiniątko z maleństwem przy-cisnął do piersi, dając do zrozumienia, że nie odda chrześniaka bez walki.

- Przekaż dyrektorowi, że prędzej zginę, niż pozwolę, żeby Harry trafił do tych mugoli! Ja się nim zajmę! Jako jego ojciec chrzestny, mam do tego prawo!

- Syriuszu, ja nie wątpię, że lepiej zająłbyś się Harrym, niż ci mugole, ale Dumbledore...

- ...Dumbledore może sobie twierdzić, że Harry będzie bezpieczny u Dursley'ów, ale się z tym nie zgadzam! Lily wielokrotnie mówiła, że jej siostra nienawidzi wszelkiej magii! Skąd mamy mieć pewność, że nie zrobi z Harry'ego kogoś w rodzaju domowego skrzata?

- Syriuszu... albo wiesz co? Sam pogadaj o tym z Dumbledorem. Czeka w Little Whinging w Surrey. Spotkamy się na miejscu.

- Oczywiście. Już ja sobie z dyrektorem pogadam.

Syriusz wsiadł na motor i wzbił się w powietrze, nadal trzymając niemowlę. Mężczyzna dbał o to, by dziecku nie było zimno i wcześniej dopilnował, żeby silnik motoru nie warczał zbyt głośno. Nie potrzebował uwagi mugolskich dzieci zajętych świętowaniem.

Droga przebiegała bez problemów. Po drodze Harry zasnął i Syriusz musiał bardziej na niego uważać. Po kilku godzinach, wylądował na Privet Drive w Little Whinging w hrabstwie Surrey, gdzie na pogrążonej w mroku ulicy czekał stary czarodziej z długą białą brodą oraz srogo wyglądająca kobieta w średnim wieku. Oboje wyraźnie zaskoczył widok Syriusza.

- Dobry wieczór, Syriuszu – powiedział stary czarodziej uśmiechając się dobrotliwie do przybysza.

- Dobry wieczór, Dumbledore – odpowiedział Syriusz zsiadając z motoru. - I pani McGonagall – dodał na widok kobiety.

Niedługo później dołączył do nich Hagrid, który przywitał wszystkich uprzejmie i zapytał Syriusza jak się czuje Harry.

- Dobrze – odpowiedział Syriusz. - Śpi teraz.

- Czy chciałeś o czymś ze mną porozmawiać, Syriuszu? - zapytał Dumbledore.

- Tak. Dumbledore, ja stanowczo sprzeciwiam się temu, żeby Harry mieszkał z siostrą Lily. Wiesz, że ona nienawidzi czarodziejów. Skąd pewność, że w tym domu nie spotka go większa krzywda, niż z ręki jakiegoś śmierciożercy?

Dumbledore spokojnie wytłumaczył, że chodzi mu o fakt, że przebywanie w domu krewnych wzmocni barierę ochronną, którą nałożyła na Harry'ego Lily oddając za niego życie. Dodał też, że jako pochodzący ze starego rodu, czystokrwisty czarodziej, Syriusz powinien wiedzieć jak ważna jest więź wspólnej krwi. Black odrzekł na to, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę, jednak boi się, że chłopcu może stać się krzywda, jeśli będzie przebywał w domu wujostwa.

- Poza tym – dodał na zakończenie – jestem jego ojcem chrzestnym. Mam pełne prawo i obowiązek otoczyć go swoją opieką. Lily i James poprosili mnie o przyjęcie tej odpowiedzialności, a ja się zgodziłem. Nie jestem może bliskim krewnym Harry'ego, ale nasze rodziny są ze sobą spowinowacone. Siostra mojej prababki ze strony ojca była praprababką Harry'ego, więc jakieś wspólne więzy krwi mamy.

- Dumbledore, ja... - odezwała się profesor McGonagall – zgadzam się z Syriuszem. On lepiej zajmie się Harrym i zapewni mu odpowiednią ochronę. Na pewno lepszą niż ci mugole. Obserwowałam ich cały dzień i jestem pewna, że nie nadają się na opiekunów dla małego Harry'ego. I mają syna. Sama widziałam, jak na ulicy kopał matkę wrzeszcząc, żeby kupiła mu cukierki i... i Harry Potter miał-by z nimi zamieszkać? Nie, tym razem się z tobą nie zgadzam. To nie jest dobry pomysł, żeby umieszczać Harry'ego z wujostwem.

Dumbledore ze spokojem słuchał argumentów obojga czarodziejów. To co mówili, nie było tak do końca pozbawione sensu. Staruszek zamyślił się i w pewnej chwili zapytał Hagrida, co on myśli. Olbrzym odpowiedział, że nie podoba mu się pomysł, żeby oddać Harry'ego mugolom. Według niego lepiej, żeby zajęła się nim jakaś czarodziejska rodzina, a chętnych na pewno nie zabraknie.

- No dobrze – powiedział Albus. - Zgadzam się. Syriuszu, ty zaopiekujesz się Harrym. Obiecaj mi tylko, że kiedy będzie odpowiednio duży, opowiesz mu o wszystkim.

- Oczywiście – odpowiedział Syriusz, a jego twarz rozjaśnił uśmiech. - Harry'emu będzie ze mną dobrze. Nie pozwolę, żeby stała mu się krzywda.

- Tylko go zanadto nie rozpieszczaj – powiedziała profesor McGonagall. - I jeszcze jedna rzecz. Jak Sami-Wiecie-Komu udało się znaleźć Potterów? Przecież... nie uwierzę, że Syriusz mu to zdradził.

- Nie byłem ich Strażnikiem Tajemnicy, pani profesor.

- Nie? - zdziwiła się kobieta. - Przecież to tobie ufali najbardziej.

- Sądziłem, że tak będzie bezpieczniej. Nakłoniłem ich w ostatniej chwili, żeby swoim Strażnikiem Tajemnicy uczynili Petera zamiast mnie, bo sądziłem, że Voldemort nawet nie pomyśli, że na swojego powiernika wybrali takiego słabeusza. Myliłem się.

- Może wydobył z niego tą informację siłą.

Syriusz pokręcił głową.

- Parę godzin temu byłem u Petera. Jego kryjówka była pusta, żadnych śladów walki. Coś mnie tknęło. Udałem się do Doliny Godryka i... zastałem rozwalony dom... i ich ciała... i małego Harry'ego płaczącego w łóżeczku.

Syriusz urwał i rozpłakał się.

- Znaczy... Pettigrew ich zdradził? - zapytał Hagrid i głos mu się załamał. - Jeden z ich najlepszych przyjaciół?

- Ten sam. Szczerze mówiąc mam straszliwą ochotę dopaść tego tchórza. Jakim cudem trafił do Gryffindoru, to ja nie wiem. Ale Harry mnie potrzebuje, a Petera dostanę w swoje ręce kiedy indziej.

Dumbledore pochwalił decyzję Syriusza i oznajmił, że pora się im wszystkim zbierać. Hagrid poprosił o możliwość pożegnania się z Harrym, czego Syriusz mu nie odmówił. Potem powiedział, że jakby Hagrid chciał zobaczyć się z chłopcem, to znajdzie do w Londynie na Grimmauld Place 12. Dyrektor dodał jeszcze, że pójdzie z nim, żeby nałożyć na dom odpowiednie zaklęcia ochronne. Po za-kończeniu spotkania wszyscy zniknęli z Privet Drive, a reszta czarodziejskiego świata wznosiła toasty za Harry'ego Pottera. Za Chłopca, Który Przeżył.