Actions

Work Header

Nie chcę, by świat mnie zobaczył

Summary:

TŁUMACZENIE
Tony ma sekret, który coraz trudniej jest ukryć przed spostrzegawczymi kolegami z drużyny.

Notes:

  • A translation of [Restricted Work] by (Log in to access.)

A/N
(szybka) propozycja do tego promptu o avengerkink (spojlery w linku, chociaż tagi ficku prawdopodobnie i tak je zdradzają)

Nie udało mi się trafić kwadraciku "sexytimes", ponieważ nie był on częścią oryginalnego postu (a do tego miała to być szybka historia, a nie potwór liczący 5k), ale mam nadzieję, że zrobię MAŁY sequel z sexytimes w prezencie.

Nie jestem też niewidoma ani nie mam w rodzinie nikogo z taką wadą. Jeśli cokolwiek powiedziane, zrobione lub przedstawione w opowiadaniu jest złe lub obraźliwe, proszę o jakikolwiek odzew, a dołożę wszelkich starań, aby to naprawić.

Notatka od tłumaczek:
Witamy z powrotem!
Wszystkich niepewnych proponowanego w opowiadaniu shipu zapewniamy, że nie jest ultra znaczący dla fabuły, pełni bardziej formę prequelu do czegoś poważnego, także życzymy wszystkim miłego czytania!

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

-(0)-

 

Jarvis był… efektem działania głupiego szczęścia, śliny i drgających od modlitwy oraz nadmiaru kawy palców, które stukały w klawiaturę, aż bolały go nadgarstki i ktoś przychodził, by zabrać go z warsztatu. Choć wszystko w jego wnętrzu było nastawione na stworzenie systemu operacyjnego, nawet sam Tony w swoich najśmielszych snach nie mógł przewidzieć wyników tego, co osiągnął. Było to trudne, ale udowodnił to – udowodnił, że potrafił poradzić sobie bez ojca, bez asystentów laboratoryjnych, bez Rhodey'a. Jarvis był kumulacją wszystkiego, nad czym Tony tak ciężko pracował – i to Jarvis miał go uwolnić. Dum-E był krokiem na przód, drogą do wolności w warsztacie, gdyż dotychczas geniusz był ograniczony do wykonywania tylko najprostszych zadań, ale jeśli miał udowodnić Obiemu, że jest dostatecznie kompetentny, by zająć się firmą, musiał sprawić, by ludzie nie wiedzieli o jego niepełnosprawności. Potrzebował tylko sposobu, żeby ją ukryć.

A jeśli Jarvis był majakiem, czymś pochodzącym z science-fiction, czymś, co technicznie nie powinno było działać, wytworem wzorowanym na jedynej osobie na świecie, której brunet mógł zaufać i która nigdy nie myślała o nim jako o ciężarze lub bezużytecznym skrawku ciała, to no cóż, chrzanić to. Jeżeli to wypali, Tony nie będzie kwestionował zbytnio tego cudu.

Dzień… dobry… sir. Wizu… alne… re… cep… tory… on… line.

Stark uśmiechnął się, a krople spływały mu po twarzy, kiedy oparł drżące ręce na starannie zorganizowanym biurku.

– Dzień dobry, Jarvis. Mamy sporo pracy.

 

-5-

 

Dręczyło ją to przez cały czas jej pracy pod przykrywką w Stark Industries. Sporządzając jego akta, opisując jego wady w czerni i bieli oraz w zimnych, wyraźnych, precyzyjnych szczegółach, jej ręka zatrzymała się nad przyciskiem drukowania.

W jej oko wpadały małe rzeczy, na przykład, kiedy byli poza domem w miejscach publicznych, czasami Stark nie zauważał jej, dopóki nie znajdowała się prawie bezpośrednio przed jego twarzą. Co prawda szła cicho, ale kiedyś okrążyła samochód, by otworzyć mu drzwi, a on wysiadł, patrząc prosto przed siebie zamiast na nią, a kiedy zwrócił głowę w jej stronę, zrobił ten mały nerwowy tik, drobny ruch oznaczający przestraszenie, który ludzie wykonywali, kiedy zostali wzięci z zaskoczenia lub wytrąceni z równowagi. Do tego dochodził fakt, że za każdym razem, gdy geniusz wchodził do pokoju, zawsze skanował przestrzeń w zwolnionym tempie, patrząc od lewej do prawej, ale nie sprawdzając wyjść, a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki robiłby to ktoś szukający wyjść. Był to raczej powolny skan, coś, co uznała za jego ekscentryczność. Podobnie zresztą zbyła jego skłonność do zapominania, że coś było bezpośrednio przed nim, albo to, że czasami potykał się o nic, jak i również zlekceważyła sposób, w jaki Tony wahał się, nim miał coś powiedzieć lub rozpocząć dialog jako pierwszy. Sposób, w jaki nie zabierał rzeczy z rąk innych ludzi. Sposób, w jaki pochłaniał kawę litrami.

Stark miał różne drobne dziwactwa. Kobieta nauczyła się ignorować większość z nich i zdołała stworzyć jego jak najbardziej dokładny i najbliższy rzeczywistości profil, jaki potrafiła.

Więc kiedy pewnego ranka zeszła na dół z potarganymi, wymagającymi przeczesania włosami, mając za sobą bardzo długą noc, a Tony patrzył w dół na swoją kawę – ale twarzą do drzwi – uznała za stosowne, by chwycić jabłko i usiąść przy stole na miejscu naprzeciw niego.

Agentka patrzyła, jak inżynier podnosi całkowicie pustą filiżankę i ponownie próbuje się z niej napić.

Przypuszczała, że można było to przypisać zmęczeniu, ale potem mężczyzna wstał, potykając się nieco po drodze, i zamknął oczy, kiedy nalewał sobie kolejny kubek kawy, dodając trochę cukru i odstawiając dzbanek z powrotem. Dokładnie na to samo miejsce, z którego go wcześniej wziął. Bez patrzenia. A potem znów usiadł – oczy otwarte, ale ledwo skupione gdzieś po jej lewej stronie – i zaczął pić kawę.

– Bez mleka? – zapytała, ponieważ normalnie nie gustował w piciu czarnej kawy.

Przez pół sekundy jego oczy błyskały czymś zbliżonym do iskry elektryczności, a jedynym powodem, przez który to zauważyła było to, że uważnie obserwowała jego ciemne tęczówki, mimo że jego ręka mocno drgnęła, a gorąca kawa rozlała się po stole, a on sam prawie przewrócił się do tyłu z krzesłem.

– Natasha! – sapnął, przyciskając jedną dłoń do klatki piersiowej, a kobieta mogła zauważyć jego przyspieszony puls na tętnicy szyjnej. – Cholera, przestraszyłaś mnie!

A potem wydarzyła się najdziwniejsza jak dotąd rzecz – jego oczy, które od kilku sekund wpatrywały się w jakiś punkt obok niej, nagle zaczęły się zwężać, źrenice zdawały się skupiać, a potem jego wzrok napotkał jej.

– Muszę być bardziej zmęczony, niż sądziłem. Kiedy żeś tu usiadła? – spytał brunet, a jego ton głosu był fałszywy, zbyt lekki, zbyt swobodny. Stark chciał, żeby uwierzyła, że nie zauważył jej obecności, bo był zmęczony.

Nie sądziła, by to była prawdziwa przyczyna, ale za to inna wyjaśniałaby tych kilka niespójności, które agentka znalazła w przeszłości miliardera, kilka osobliwych zachowań, które nie wydawały się z początku ze sobą powiązane, ale teraz występowały w tandemie.

Cóż. Jeśli naprawdę był niewidomy, to do tej pory jeszcze nigdy nie naraził drużyny na niebezpieczeństwo z tego powodu. Z pewnością udało mu się zajść naprawdę daleko w życiu, nie zdradzając się niczym, co wypłynęłoby z czego mogłyby skorzystać media, może jedynie poza podejrzanie zredagowaną dokumentacją medyczną, która sugerowała traumę z dzieciństwa, ale nie wyjaśniała szczegółów. Choć agentka nie wiedziała, jak to miało wyjaśniać ten mały, prawie niezauważalny krążek w cielistym kolorze, który znajdował się w prawym uchu Starka. Będzie musiała go uważniej obserwować, bo nawet przez myśl jej wcześniej nie przeszło, że Iron Man może być niewidomy, dopóki nie usiadła tuż przed nim, jedząc jabłko, a on jej nie zauważył, aż ta się nie odezwała.

– Całkiem niedawno. Nie mamy mleka? – zapytała ponownie.

– Myślę, że się zepsuło… Dziwnie smakowało.

Natasha wstała tak cicho, jak tylko potrafiła, jednocześnie obserwując uważnie, jak mężczyzna przechyla głowę, spuszczając oczy na stół. Nasłuchiwał. Z grzeczności narobiła hałasu, podchodząc do lodówki i otwierając drzwi.

No, no, spójrzcie na to.

– Może byłeś po prostu zmęczony i wziąłeś maślankę Clinta? – zapytała, biorąc butelkę Clinta i przesuwając ją na półkę łucznika, czym odsłoniła wepchniętą do tyłu butelkę mleka Tony’ego.

Nastąpiła chwila ciszy, nim Tony westchnął i potarł kark.

– Tak. Cholera. Powinienem chyba trochę odpocząć.

Wyjęła butelkę, podeszła – z premedytacją krocząc głośniej – i oparła się o plecy geniusza, nalewając mu mleko do filiżanki. Ucałowując go lekko w czoło, wymamrotała:

– Naprawdę powinieneś. Proszę. Wypij kawę i idź spać.

– Kawa trzyma ludzi na nogach.

– Nie kłam mi tutaj, mógłbyś spać z litrem kawy w krwioobiegu. Zasypiałeś już z litrem kawy w krwioobiegu – dokuczała Natasha, odkładając butelkę na miejsce, przy okazji przypatrując się wnętrzu lodówki. Każdy miał własną półkę w ogólnodostępnej lodówce, a teraz, kiedy ją zlustrowała, na półce inżyniera panowało coś, co można było określić bałaganem, ale był on precyzyjny, z jedzeniem na wynos w jednym miejscu, napojami po środku oraz całą resztą z boku. Jasno posegregowane, co Clint zaburzył, umieszczając swoją maślankę na drugiej półce zamiast na trzeciej.

Czy ktokolwiek z pozostałych wiedział o Tonym?

 

-4-

 

Thor spojrzał w górę, gdy Tony wkroczył do pokoju i skierował w stronę odległej kanapy, gdzie na poduszkach leżał jego tablet. Geniusz zdawał się jednak nie zauważać Thora, więc ten zdecydował się odezwać.

– Ach, Tony Stark! Jak się miewasz tego wieczoru?

Thor obserwował, jak Tony bardzo celowo się nie wystraszył. Gromowładny nie mógłby go winić, jeśli tak rzeczywiście było – jako iż nie mógł spać, Thor postanowił pobawić się elektroniką, którą Tony udostępnił we wspólnym salonie. Systemy były… starodawne i stawiające duże wyzwanie ze względu na swoje ograniczone możliwości, ale prawie zdołał opanować obsługę kontrolera i konsoli do gier wideo. Thor jednak nie potrzebował włączonych lamp, a światło rzucane przez telewizor było przyciemnione, więc Tony'emu można było wybaczyć, że nie widział Asa rozciągniętego na kanapie i uważnie uczącego się wyczucia gry.

– Hej, Thor, nie zauważyłem cię tam – zażartował Stark z napiętym wyrazem twarzy.

–  Nie martw się, mój przyjacielu, większość Midgardczyków z natury prawdopodobnie nie zobaczyłaby niczego w tak zaciemnionym pokoju – odparł spokojnie Thor.

As zauważył, że Tony lekko zesztywniał, nim wymamrotał:

– Jarvis, światła.

Lampy w pokoju rozbłysnęły i Thor kolejny raz oniemiał przez genialność człowieka, który wyprzedzał swoich bliźnich o lata świetlne, a mimo to wciąż tyle mu brakowało do asgardyjskiej technologii.

Wtedy do Gromowładnego również dotarło w pełni znaczenie tej sytuacji. Tony wszedł do pokoju i nie zawracał sobie głowy zapaleniem światła i zamiast tego pewnie przemierzał pokój po ciemku – Tony, który miał technologię na wyciągnięcie ręki i który zawsze z niej korzystał przy każdej okazji. Dlaczego nie poprosił Jarvisa o włączenie lamp, kiedy tylko wszedł do pomieszczenia?

Thor zmrużył oczy, poszukując mechanicznego szumu, który towarzyszył urządzeniom, które najlepiej nie powinny się znajdować w jego pobliżu, ponieważ jego pole elektryczności statycznej powodowało, że w większości przypadków maszyny się przeładowywały, powodując awarie w delikatnych systemach. A i owszem, zlokalizował ten szum w klatce piersiowej Tony'ego, ale także w jego uchu i w każdym z jego ciemnych oczu.

Takie połączenie nie było niespotykane w Asgardzie i jeśli Tony tego sam do tej pory jeszcze nie wyjaśnił, byłoby niegrzecznie o tym teraz wspominać. Zamiast tego As poklepał siedzenie obok siebie i zaproponował:

– Możemy powrócić do ciemności, jeśli masz problemy ze snem, i jeżeli chcesz to możesz potowarzyszyć mi podczas prób rozpracowania tej starożytnej technologii.

– Przestań obrażać moje rzeczy – wymamrotał Tony, ale wahał się, wyraźnie zastanawiając się nad propozycją. Kiedy Gromowładny ponownie poklepał poduszkę, Stark westchnął, chwycił tablet i podszedł do Thora, potykając się tylko raz o ciągnące się przewody.

Thor musiał pamiętać, żeby nie prosić geniusza o podejście, kiedy miał kontroler wymagający podłączenia zasilania ciągnącego się po podłodze.

– Dlaczego nie używasz bezprzewodowego kontrolera? – burknął Tony, opadając na wolne miejsce, na wpół pochylając w stronę Asa.

Thor uśmiechnął się nieśmiało.

– Jestem prawie pewien, że wszystkie kontrolery bezprzewodowe padły ofiarą mej siły, dopóki nie opanowałem sztuki odpowiedniej siły nacisku na przyciski.

– Mocniejsze naciśnięcia nie sprawią, że twój atak stanie się potężniejszy – zauważył słusznie Tony, ale brzmiał bardziej na rozczulonego niż zirytowanego, a Thor odchylił się do tyłu, pozwalając Tony'emu zwinąć się w kłębek u jego boku.

I tak jak podejrzewał, że się stanie, geniusz szybko zasnął.

 

-3-

 

Steve patrzył, głęboko zafascynowany, jak Tony porusza się po swoim warsztacie. Niższy mężczyzna mówił o pracy zespołowej i jedności pomiędzy członkami drużyny, a Steve planował kolejny trening, ale obserwowanie Tony'ego było… rozpraszające. To był tak wyraźnie teren Tony'ego – sposób, w jaki tu chodził, nie przypominał tego, jak poruszał się na wyższych piętrach. Od czasu do czasu Tony wychodził za róg stołu i podnosił kolejne narzędzie, po czym wracał do tej garstki obcej technologii, którą wygrzebał w zeszłym tygodniu, żeby jeszcze nieco bardziej ją wypatroszyć.

Był to jeden z tych razy, kiedy Tony powracał do obcej maszynerii leżącej na stole, w połowie już przysiadając na stołku z kluczem w dłoni, pochylając się nad sprzętem, kiedy jakaś mała część spadła ze stołu i potoczyła się pod siedzenie. Wzdychając, Tony pochylił głowę i spojrzał na ziemię.

Steve zerknął na Tony'ego, a potem na upuszczoną śrubkę, która leżała tuż przed nim.

– Jarvis… – zaczął Tony, a potem jego ramiona napięły się i odwrócił głowę, by spojrzeć na Steve'a. Zaskoczony Kapitan zmarszczył brwi i zaczął wstawać.

Wtedy właśnie pojawił się Dum-E i delikatnie podniósł część zza nogi stołku.

– Dzięki, Dum-E – powiedział Tony trochę zbyt lekkim głosem. – Dałbym sam radę.

Robot zakołysał się w przód i w tył na swoich kołach, po czym wrócił do swojej pierwotnej pozycji.

Steve otworzył usta, by zapytać geniusza, czy ten naprawdę nie widział zgubionej części, ale Tony natychmiast przeszedł do dyskusji o potrzebie częstszego uwzględniania Hulka w treningach zespołu. Po kilku sekundach Steve podjął tę zmianę tematu.

W końcu sam nienawidził tego, kiedy ludzie mówili o jego niepełnosprawności jeszcze przed tym, jak otrzymał serum. Wątpił, żeby Tony chciał, by ktokolwiek się na tym skupiał, zwłaszcza kiedy nie przeszkadzało mu to w działaniu jako Iron Man.

 

-2-

 

Clint lubił wkurzać innych. Szlag, wkurzał nawet Hulka, a jeśli to nie była najniebezpieczniejsza osoba do irytowania, to łucznik nie wiedział, kto nią był. On i Tony darzyli się wzajemną niechęcią i mieli ten typ relacji, gdzie obaj wzajemnie naciągali struny – w której Clint obrażał Tony'ego, geniusz odwzajemniał pogardliwe uwagi, a następnie Clint wycinał mu numer. Tego popołudnia Tony wszedł do pokoju znacznie wolniej niż zwykle, mając zamknięte oczy i wyglądając na oderwanego od rzeczywistości. Clint doszedł do wniosku, że mężczyzna nie spał już od dłuższego czasu – łucznik zaczynał zdawać sobie sprawę, że nie był jedynym cierpiącym na bezsenność w Wieży i że zbiorowe problemy wszystkich Avengersów mogłyby zatopić łódź.

– Hej, Tony – przywitał się agent.

Geniusz praktycznie skoczył w powietrze, odwracając głowę, by spojrzeć w kierunku Clinta, a choć jego oczy były otwarte, wydawały się być nieskoncentrowane.

– Clint? Co do diabła, człowieku, czemu tu jesteś?

– Uhm, mieszkam tutaj? – odparł Clint, przechylając głowę. Machnął ręką w kierunku ubrania Tony'ego: zdezelowany, poplamiony i szczerze obrzydliwy podkoszulek, workowate dresy i niedopasowane skarpetki.

– Co to niby ma być?

Tony zawahał się, wyglądając na wyraźnie zakłopotanego i coraz bardziej i bardziej spiętego, im dłużej łucznik go obserwował.

– Niby że co?

– Ty, człowieku! Co, inżynierski nieład jest teraz dla ciebie zbyt ekskluzywny?

– Wiesz co, jest za wcześnie, by słuchać twojej paplaniny – burknął Tony, ale czubki jego uszu zrobiły się ciemno czerwone, a sam zgarbił ramiona, pochodząc do dzbanka z kawą… I nagle zamarł, a jego dłoń znieruchomiała w powietrzu zaraz obok dzbanka.

Clint obserwował go przez chwilę.

– O co teraz chodzi? – zapytał.

– O nic – odpowiedział szybko geniusz wysokim i napiętym tonem, kładąc rękę na blacie. – Po prostu… ktoś przesunął dzbanek z kawą.

– No tak, stary, ale stoi dosłownie tuż obok ciebie – zakpił łucznik. – Bruce próbował dosięgnąć pudełko z herbatą z tyłu szafki i nie chciał go strącić czy coś.

– Pieprzyć to – mruknął Tony, zaciskając mocno dłonie, a następnie odwracając się i wychodząc z kuchni.

Wzdychając, Clint zeskoczył ze stołka przy barze, gdzie pracował nad poranną krzyżówką, i złapał Starka za łokieć.

– Hej, słuchaj…

Tony zatrzymał się w bezruchu, a jego puls wydawał się przyspieszyć. Clint zastanowił się nad sposobem, w jaki Tony się pilnuje, jak był całkowicie zaskoczony dotykiem na łokciu, a następnie wrócił myślami do tego, jak Tony był zaskoczony, kiedy Clint się odezwał, jak jego oczy były nieskupione i jak nie zauważył dzbanka z kawą kilka sekund wcześniej.

Cholera. Natasha prawdopodobnie już wiedziała.

Chociaż… malowała się tu idealna możliwość do tak wielu żartów.

– Słuchaj, siadaj, naleję ci filiżankę, okej? Wygląda na to, że miałeś zły dzień.

Tony z wahaniem podszedł do stołu i gdyby Clint nie patrzył dostatecznie uważnie to przegapiłby sposób, w jaki ręka Tony'ego, niby w bardzo zwyczajnym geście, musnęła przestrzeń przed nim, aż dotknęła krawędzi krzesła, po czym mężczyzna wysunął je i usiadł.

Tak wielu, wielu żartów.

 

-1-

 

Bruce naprawdę nie miał nic przeciwko Tony’emu przychodzącego do jego laboratorium. Zdarzało im się wykonywać najlepszą pracę, gdy działali razem, wymieniając się pomysłami wte i wewte. Ale był jeden nawyk, który naprawdę wkurzał Bruce’a, a był to fakt, że Tony nie potrafił utrzymać się w jednej linii

podczas pisania. Do diabła, nie potrafił pisać prosto nawet w najmniejszym stopniu. Jego pismo kręciło i zawijało się po całej przestrzeni białej tablicy, i choć jego równania zazwyczaj były prosto w punkt – przez 99,9% czasu, akurat matematyka Tony’ego była bez zarzutu – zdarzyło mu się kilka razy coś błędnie napisać. A inny nawyk, który wkurzał Bruce’a jeszcze bardziej?

Tony nigdy mu nie wierzył. Nie wierzył, dopóki Bruce dosłownie nie podchodził do tablicy, by wymazać błąd, jednocześnie czytając go na głos, na co Tony reagował zawstydzonym uśmiechem i pocieraniem karku dłonią (często robiąc przy tym czarne ślady z tyłu szyi, które potem Thor zmazywał z czułem wyrazem twarzy, gdy cała drużyna siedziała później wieczorem przy kolacji).

Więc kiedy Tony był zajęty zapisywaniem tablicy swoim wijącym się pismem, tworząc równanie siły, które wyjaśniałoby spalanie oraz reakcje biologiczne zachodzące w sprzęcie zgarniętym od kosmitów, który Tony zdołał wreszcie pojąć na tyle, by go zrozumieć (mniej lub bardziej), Bruce uświadomił sobie, że Tony napisał źle część równania trzy kroki wcześniej. Widząc to, doktor prychnął pod nosem.

Tony przestał pisać na tablicy.

– Coś nie tak, gamma-ramma ?

– Zawsze partaczysz coś, gdy balansujesz zmiany w entropii i entalpii.

Tony wyglądał na bardzo urażonego, kładąc dłonie na biodrach.

– Nie partaczę.

A jednak – odparł sfrustrowany Bruce, podchodząc do etapu obliczeń, które Tony zapisał jakiś czas temu. – Właśnie tu, nie powinno być tutaj trójki, to ma być dwójka, i przez to następna część nieznacznie się zmienia, a więc twoje obliczenia będą odrobinę niedokładne i to na tyle, że jako iż jest to kosmiczna technologia, to jej niestabilna natura może się zwrócić przeciwko nam i pochłonąć nas w płomieniach, zamiast dostarczać nam nieprzerwalnie energię!

Tony tylko zerknął przelotnie na tablicę.

– Och, no cóż, w takim razie po prostu uwzględnię zmianę w dalszej części równania.

Bruce urwał i spojrzał przymrużonymi oczami najpierw na tablicę, a potem na Tony’ego.

Albo możesz po prostu wymazać współczynnik i go poprawić, a potem liczyć dalej.

– Ech. Jeśli poprawię go teraz, to zaraz będę musiał poprawić również pozostałą część obliczeń, a że jest to w sumie prosty błąd obliczeniowy, a wyniki się zgadzają...

–  To niechlujstwo i dobrze o tym wiesz – burknął niecierpliwie Bruce. Wracając do stołu roboczego znajdującego się pośrodku pomieszczenia, na którym leżało źródło energii z kosmicznego sprzętu, Banner skorygował odczyty i zapisał prawidłową formułę w swoim notesie tak na wszelki wypadek. Jednak brak jakichkolwiek dźwięków szybko sprawił, że mężczyzna spojrzał w górę i dopiero wtedy naprawdę coś zauważył.

Tony był napięty. Geniusz zawsze wyglądał na spiętego w ostatnim czasie, szczególnie w wspólnych częściach Wieży, i stawało się to coraz bardziej i bardziej widoczne z dnia na dzień, ale był to pierwszy raz, gdy ramiona Tony’ego były zgarbione, a kark oraz szczęka napięte, gdy ten akurat przebywał w laboratorium Bruce’a. Stark wpatrywał się pustym wzrokiem w znajdującą się

przed nim tablicę, ściskając marker w swojej dłoni tak bardzo, że jego knykcie pobielały, a palce zawinęły się w pięść u jego boku. Z wahaniem mężczyzna uniósł mazak do miejsca, gdzie skończył wcześniej pisać…

… i naskrobał obliczenia na wierzchu tych, które już tam były, nim przemieścił się w prawo, by dalej kontynuować równanie.

Bruce przyjrzał się zmrużonymi oczami Tony’emu. On nie mógł naprawdę…? Ale to było niemożliwe… Był Iron Manem, świetnie radził sobie w czasie walk i współgrał z resztą drużyny…

… utrzymywał miejsce swojej pracy obsesyjnie czyste, wkurzał się, gdy ludzie dotykali jego rzeczy i je przestawiali, nigdy nie brał nic od nikogo z rąk, w dużej mierze znał układ swojej Wieży i był w stanie nawigować po niej w całkowitej ciemności (i nawet nie raz to robił). Czasami nosił niedopasowane skarpetki i gryzące się kolory. Nigdy nie miał przy sobie gotówki.

No tak. Bruce poczuł, jak po jego karku rozpływa się ciepło wstydu. Cóż. Bruce mógł przymknąć oko na te złe nawyki, jeżeli to rzeczywiście była prawda. Choć czemu Tony utrzymywał to jako sekret przed nimi, Bruce nie…

Nie, wiedział dlaczego. Tony w przeszłości pewnie musiał pracować dziesięć razy bardziej niż inni, by osoby, które wiedziały o jego niepełnosprawności zdołały w niego uwierzyć. Avengersi współgrali lepiej jako drużyna i po tych kilku miesiącach od inwazji kosmitów szło im już lepiej, ale nadal nie było idealnie.

Cóż, doktor postanowił, że poczeka, aż Tony powie mu o tym w swoim własnym czasie. A na razie będzie tylko wskazywał błędy w obliczeniach i ręcznie je poprawiał bez zmuszania Tony’ego, by robił to sam.

 

+1+

 

– Iron Man, uważaj!

– Sir, nadlatująca rakieta na wektorze 9.34.1, szacowane zdarzenie za 0,03…

Siła uderzenie popchnęła Tony’ego w bok, spychając go z jego toru lotu i prosto w budynek na wektorze 2.0.5. Metal słyszalnie wygiął się i mężczyzna czuł jak boczne płyty zbroi przebijają i wbijają się w jego bok. Rakieta była rzekomo zaprojektowana na zagrożenia rozmiarów Hulka – jakby nie patrzeć, to próbowali właśnie poskromić Abomination – lecz wtedy jego ciąg myśli został przerwany przez piszczący dźwięk alarmu, który Tony nagle zarejestrował.

– Iron Man, czy możesz…

Wtedy nastąpiła kolejna miniaturowa eksplozja ciepła oraz hałasu po dobrej stronie Tony’ego i inżynier krzyknął, gdy jego głowa obiła się o wnętrze hełmu, a ciało walnęło o ziemię. Abomination miał w swojej ucieczce pomoc w postaci AIM – Avengers wiedzieli, że AIM miało zamiar zrobić ruch w stronę zdobycia zbroi Iron Mana, ale nie spodziewali się, że w tym celu spuszczą ze smyczy coś takiego jak Abomination w ramach odciągnięcia ich uwagi.

Co oznaczało, że zbroja, połączenie z Jarvisem, jego soczewki oraz słuchawka, będąca zabezpieczającą formą kontaktu z Jarvisem, właśnie dostały zwarcia przez impuls elektromagnetyczny, który wysłała głowica rakiety.

– Jarvis? – wychrypiał Tony, próbując poruszyć się w zbroi, ale oberwanie impulsem oznaczało totalne zablokowanie zbroi, żadnej elektryczności, by

poruszyć kończynami lub chociaż samymi palcami. Utknął w tej metalowej trumnie był dotkliwie świadomy, że został trafiony dosyć spory kawałek drogi od reszty swojej drużyny, i AIM mogło zdołać znaleźć go wcześniej niż jego przyjaciele, totalnie tu utknął, nie mogąc się poruszyć, wydostać się, nie mogąc zrobić czegokolwiek poza czekaniem, aż jego porywacze przyjdą po niego, i właśnie tego nienawidził w swoim pobycie w Afganistanie, że nie miał połączenia z Jarvisem, nic nie miał, że potrzebował Yinsena, aby ten był jego oczami, ponieważ on był bezsilny…

– Spokojnie, ukochany.

Zgrzyt metalu, a następnie fala świeżego powietrza na jego twarzy. Silne dłonie zaczęły gładzić jego policzki, a potem szczękę. Stark znał te ręce.

– Oddychaj głęboko, Tony – zadudnił głęboki głos.

Thor. Thor tu był. Thor ochroni go. Thor był bogiem.

Thor… Thor nie wiedział, że Tony był uszkodzony.

– Jest cały?

– Nie byłbym tego pewien, jego zbroja jest wgięta po jednej stronie. Potrzebuje pomocy medycznej.

– Dobra, odsuń się. Clint, kryjesz nas?

– Tak. Hulk i Kapitan w dużej mierze już uporali się z Abomination, a nasi ziomkowie z AIM dali dyla, gdy Thor ich dopadł, nim ci mieli czas dostać się do naszego irytującego dobroczyńcy. Hej, Tony, no dawaj, głębokie oddechy, bo zaraz nam tu zemdlejesz.

Mniejsze dłonie, choć wcale nie słabsze czy mniej umięśnione, otoczyły jego twarz.

– Oddychaj, Tony. Licz ze mną. Jeden, dwa, trzy, okej, wydech, właśnie tak, trzy, cztery, pięć, wdech, bardzo dobrze. Otworzę twoją zbroję, w porządku? Musimy cię z niej wydostać. No chyba że zasilanie już wróciło?

Osłabiony Tony próbował potrząsnąć głową w negatywnej odpowiedzi, ale nadal nie był w stanie się poruszyć.

– Thor, trzymaj dłoń na jego czole. – Po tych słowach głos Natashy dochodził jakby z niższej pozycji i Tony usłyszał syk otwierającej się zbroi, której ciężka waga nagle się zmniejszyła. Nad jego głową zapach ozonu oraz świeżego deszczu stał się silniejszy, a kosmyki włosów otarły się o jego oczy i nos, gdy usta przycisnęły się do jego czoła.

– Bądź spokojny, kochany – mruknął Thor, ale Tony był teraz wolny, wyciągnięty ze zbroi jak ostryga ze swojej skorupy, więc spróbował się z niej wygramolić, ale potknął się i upadłby, gdyby nie dwie pary rąk, które go złapały.

– Jest już dobrze, Tony, ale musisz oddychać. Cholera, ta rana nie wygląda dobrze. Czy Kapitan…

Ziemia zawibrowała i Tony usłyszał szuranie zbliżających się butów, choć w tym samym momencie odezwał się również Hulk.

– Iron Man dobry?

– Przyprowadziłem ze sobą personel medyczny TARCZY. – I to był głos Kapitana, ale ponieważ impuls pozbawiło go soczewek oraz systemu, brunet nie mógł zlokalizować żadnego z nich, był tak samo ślepy, jak te lata temu, nim stworzył Jarvisa, kiedy Obie i Howard traktowali go jak brzemię, które nie było w stanie

zostać inżynierem, którym Tony zawsze chciał być. Mężczyzna czuł, jak się trzęsie, a jego płuca walczyły o pełen wdech.

– Atak paniki – mruknął Clint, choć Tony nie wiedział do kogo, nie wiedział… I wtedy Natasha zaczęła pocierać knykciami jego mostek oraz pierś, a Thor objął tył jego głowy.

– Jesteśmy tuż obok, Tony – odezwał się Steve niskim głosem, znacznie bliżej niż wcześniej i to wystarczyło, by przestraszyć Tony’ego i sprawić, że ruszył się gwałtownie do tyłu, uderzając w szeroką pierś oraz ramiona Thora.

Natasha mamrotała uspokajająco po rosyjsku, oddychając głęboko oraz regularnie, co było czymś, czego Tony mógł się złapać, ponieważ Natasha już go kiedyś uratowała, gdy umierał, była czymś bezpiecznym, i już po kilku minutach odezwał się Hulk:

– Bezpieczny, Iron Man – zaburczał wielkolud.

– Ja nie… – To był jego własny głos, słaby, cienki i drżący, ale wtedy silne ramiona owinęły się luźno wokół jego talii, a nos Thora otarł się o jego ucho.

– Jesteśmy tu dla ciebie, Tony. Ochronimy cię.

– … nie widzę – wydusił z siebie inżynier, a jego ręce uniosły się, by wbić paznokcie w twarz albo szarpnąć za włosy, jeszcze nie wiedział co dokładnie w tamtym momencie chciał zrobić, bo wszystko, co wiedział sprowadzało się do tego, że został zdegradowany do posiadania czterech zmysłów i to nie było bezpieczne.

– Impuls zrobił zwarcie? – zapytała agentka.

Rzeczowy ton głosu podołał temu, czemu nic innego nie dało radę – sprawił, że Stark zaprzestał chaotycznych ruchów i zamarł do tego stopnia, że przestał oddychać.

– Co…

– To właśnie w taki sposób to robił? Powinienem był zgadnąć – zaczął marudzić Clint.

Tony czuł, jakby odpływał ze swojego ciała i patrzył na wszystko z bardzo daleka w szoku.

– Co wy…

– Wiem, ukochany. Tym razem to ja będę twoimi oczyma, dopóki nie odzyskasz na nowo swojej metody widzenia – zapewnił go Thor, a jego pierś wibrowała przyciśnięta do tyłu głowy bruneta.

– To dlatego nie chcesz iść do medyków, bo ich nie widzisz? – zapytał Kapitan, a przez jego głos przeplatało się zmartwienie, ale nie przesadne. – Zostaniemy z tobą. Nie zostawimy cię, jeżeli tak będzie ci łatwiej. Ale ta rana wymaga szwów oraz bandaży.

Ręce Tony’ego chwyciły ramię Thora i dłoń Natashy, ściskając mocno.

– Wiecie?

– Wiedziałam już dwa tygodnie po tym, jak się wprowadziliśmy – odparła Romanoff, a jej dłoń lekko zadrżała w jego uścisku. – W sumie jakieś trzy miesiące w tej chwili.

– Cholera, ja się domyśliłem dopiero dwa tygodnie temu – znów marudził Barton i Tony usłyszał, jak jego buty przesuwają się po żwirze, ale nic dłużej już

ze sobą nie współgrało, nic nie stanowiło spójnego obrazu, bo już dłużej nie mógł wierzyć w to, co słyszał. – Mogłem robić mu żarty już od dawna, gdybyś mi powiedziała wcześniej.

– To nie był mój sekret do wyjawienia – odparła Natasha.

– Chwilunia… – zaczął Tony, nie zauważając nawet, że jego oddech przestał być nieregularny oraz szorstki, a jego atak paniki zaczął przechodzić.

– Nasza droga towarzyszka broni pobiła mnie w tym przypadku – dodał Thor i Tony poczuł, jak Gromowładny składa pocałunek na czubku jego głowy. – Mnie zajęło to miesiąc.

– Mi dwa – przyznał Kapitan, brzmiąc na smutnego, ale również jakby… podziwiał go?

Hulk zawarczał cicho.

– Hulk wiedział od helicarriera. Bruce głupi… nie wiedział aż do poprzedniego tygodnia.

– Wiemy, Tony.

– Jestem… – Inżynier potrząsnął głową, próbując ułożyć to wszystko w jakąś sensowną całość. – Jestem balastem.

Zapadł moment ciszy, ale wtedy Steve odezwał się stanowczym głosem.

– Nie jesteś. Nie jesteś balastem w jakikolwiek sposób. Radzisz sobie doskonale sam i jestem dumny z tego, że mam cię w swojej drużynie.

– Wyglądasz trochę blado, Tones… Myślisz, że możemy przesunąć nasz moment ujawniania nowinek na później, aż medycy cię obejrzą? – wtrącił się Clint.

Tony powinien powiedzieć nie. Chciał powiedzieć nie. Nie lubił przebywania wśród ludzi – w szczególności personelu medycznego – kiedy był słaby i obnażony. Powinien nalegać na powrót do Wieży, gdzie miał zapasowe soczewki kontaktowe i słuchawkę…

Ale jego drużyna teraz wiedziała. I nie przejmowali się tym.

Przełykając ciężko, geniusz niechętnie puścił dłoń Natashy i poluzował uścisk na ramieniu Thora.

– T-tak. Okej.

Te same smukłe palce splotły się z jego własnymi i ścisnęły je mocno.

– Jesteśmy tu z tobą, Tony. Nigdzie się nie ruszamy.

Co tu dużo mówić: Tony’emu to zdecydowanie pasowało.

 

***

 

– Więc to z tego powodu byłeś taki spięty cały czas?

Tony spojrzał w generalnym kierunku Clinta i machnął do niego dłońmi w geście „daj mi to”.

– Niestety istnieje limit dziwaczności, które mogą ci ujść płazem, gdy jesteś bogaty, zanim ludzie dowiedzą się prawdy. Na szczęście tata nie chciał, aby ktokolwiek dowiedział się o jego wadliwym synu, więc zapieczętował moją dokumentację medyczną całkiem porządnie.

Stark usłyszał zbliżającego się agenta, a następnie poczuł, jak mała walizka opada na jego kolana. Tony otworzył ją ostrożnie i zlokalizował grubsze niż typowe szkła kontaktowe oraz okrągłą słuchawkę. Podczas gdy on je wkładał, Natasha – siedząca gdzieś w innej części pomieszczenia – zadała mu pytanie:

– Czy ktoś jeszcze wie?

– Pepper – powiedział Tony. – Rhodey. Jeden lub dwóch przyjaciół z college. – Używał słowa „przyjaciel” w luźnym znaczeniu, ale wciąż. – Fury.

– Fury wiedział? – wtrącił się Clint, brzmiąc na wkurzonego.

– To źle? – zapytał brunet.

– Moglibyśmy cię ochraniać w polu znacznie lepiej, gdybyś nam powiedział – odparł Barton, a jego głos tym razem dochodził skądś dalej. Tony’emu wtedy zaczął się zastanawiać, czy cała drużyna stała jak kretyni, czy może jednak rzeczywiście mieli krzesła do siedzenia. Cudaczni szpiegowscy bliźniacy byli tak cicho przez cały czas, że było ciężko stwierdzić, kiedy chodzili, wstawali czy siadali.

– Nie potrzebuję waszej ochrony. Nie potrzebowałem jej wcześniej, prawda? – odpowiedział z ożywieniem Tony i wtedy słuchawka nareszcie znalazła się w jego uchu, gdzie usłyszał spokojny i znajomy głos Jarvisa.

– Sir, wspaniale jest mieć z panem znów kontakt. Proszę zacząć skanować pokój w dowolnej chwili.

– Jak to działa? – To był Bruce brzmiący na zmęczonego, ale i zafascynowanego.

Tony westchnął, nakładając najpierw jedną, a potem drugą soczewkę i zamrugał niezdarnie. Następnie obrócił głowę w lewo i otworzył oczy.

– Wektor 1.0.0, krzesło, Thor obecny, 1.1.0, zasłona. Wektor 2.0.0, Kapitan Ameryka obecny, pozycja stojąca. 2.1.0, zasłona. Wektor 3.0.0, czysto, 3.1.0, zasłona. Wektor 4.0.0…

Tony skanował powoli pokój, z lewej do prawej, słuchając Jarvisa dającego mu ogólne pozycje wszystkiego w pomieszczeniu z zawrotną szybkością, będąc niewyraźnie świadom ciszy swoich towarzyszy z drużyny. Kiedy skan został zakończony („Wektor 10.0.0, mały stolik, 10.1.0, czysto, 10.2.0, okno”), geniusz wyciągnął dłoń w kierunku Thora.

Thor chwycił jego rękę, pocierając kciukiem po jego knykciach.

– Nie musisz nam mówić, Tony – powiedział bóg spokojnie. – Jesteś naszym towarzyszem oraz dobrym człowiekiem.

– Nie, to… zbudowałem to, ten system, jako dzieciak. Moje soczewki mają małe receptory wizualne, a Jarvis skanuje generalne otoczenie i podaje mi całe ułożenie w wektorach, najpierw kierunek, potem bliskość, a na końcu wysokość. Zaprojektowałem to… zaprojektowałem to jak byłem dzieciakiem, mając świetny pomysł, że Jarvis mógłby przekazywać mi dokładne pozycje wszystkiego.

– Nie zadziałało? – zapytał ciekawsko Kapitan.

– Zadziałało – poprawił go Tony, lekko urażony tym, że Steve mógłby pomyśleć, że jakiekolwiek dzieło Tony’ego mogłoby nie działać. – Ale był to zbyt duży natłok informacji. Nie mogłem przetrawić ich wystarczająco szybko, więc uznałem, że będzie łatwiej, jeżeli nie będę się skupiać na małych rzeczach, typu narzędzia, śrubki czy teczki z dokumentami. Albo ręce ludzi, bo ludzie są nieprzewidywalni, w końcu nie są nieożywionymi przedmiotami. Informacja, że jakaś ręka jest dokładnie przede mną nie oznacza dużo, jeżeli ta osoba zaraz

postanawia się ruszyć, więc no. Tylko generalne rzeczy plus upewnianie się, że patrzę ludziom w oczy, a w dodatku… byłem bogaty. Ludzie nie kwestionują dziwnych nawyków, kiedy jesteś bogaty, a przynajmniej nie aż tak bardzo.

– Czy mogę tylko powiedzieć, że jest to niewiarygodnie genialne? – odezwał się Clint ze swojego miejsca przy drzwiach.

– On ma rację, Tony – mruknął Bruce, klepiąc nogę inżyniera. – I pamiętaj, że jesteśmy tu dla ciebie.

Tony ścisnął dłoń Thora, usłyszał Natashę mamroczącą coś obraźliwego czułym głosem i uśmiechnął się miękko.

– Teraz już o tym wiem.

Notes:

Wpadnijcie na nasze profile w Święta, obiecujemy nie zostawić was bez niczego do czytania ❣️

Series this work belongs to: