Actions

Work Header

Najcieplejsze i najjaśniejsze

Summary:

TŁUMACZENIE
Jest Wigilia, a Tony powinien być właśnie w trakcie zawieszania dekoracji na świąteczne przyjęcie organizowane przez niego i Rhodeya w ich nowym wspólnym mieszkaniu. Zamiast tego jednak utknął w windzie z przystojniakiem spod 12A ze Steve’em, który nie wydaje się być w bardzo świątecznym nastroju.

Jednak utknięcie w windzie wydaje się zmieniać w bożonarodzeniowy cud.

Notes:

A/N
Dla vapaad

Napisane w ramach SteveTony Secret Santa 2019 dla ultimatestony na Twitterze ze spełnionym życzeniem o AU bez supermocy. Przepraszam, że nie udało mi się napisać dla ciebie sportowego AU, ale mam nadzieję, że to też polubisz! Dziękuję za Twoją cierpliwość 😊
Stokrotne podziękowania dla erde za betowanie, a Stevie za zorganizowanie eventu.
Uwaga: ten fick jest luźno zainspirowany jednym z pobocznych wątków z filmu New Year’s Eve. Jest to również pierwszy raz, kiedy tworzę AU oraz piszę całe opowiadanie z perspektywy Tony’ego! 😊
Ostrzeżenie o rozmowie poruszającej temat o utracie bliskich oraz żałobie w czasie świąt.
Tytuł jest kwestią z serialu Community (odcinek jest wspomniany w końcowych notatkach).

Notatka od tłumaczek:
Wesołych Świąt dla was kochani! Trochę nam zeszło, by znaleźć czas i dokończyć tekst, by wyglądał jak trzeba, ale w końcu jesteśmy i z pewnością to nie koniec świątecznych atrakcji :3

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Jak się nad tym jednak zastanowić, to prawdopodobnie powinienem był pójść schodami jest pierwszą myślą Tony’ego, kiedy winda zaczyna emitować niski, zgrzytający dźwięk. Po kilku sekundach odgłos zamiera. Tony już ma odetchnąć z ulgą, kiedy słyszy, jak stojący metr dalej w kącie windy mężczyzna mamrocze pod nosem „No i znowu się zaczyna.”

Obracając się do niego z uniesionymi brwi, Tony ma tylko kilka sekund, by rozpoznać w obcym przystojniaka mieszkającego pod numerem 12A, nim zostają zatopieni w ciemnościach, a winda się zatrzymuje.

– Jaja sobie robicie? – krzywi się Tony, sięgając po swój telefon.

Stojący za nim 12A śmieje się krótko znużonym tonem.

– Niestety nie, a przycisk alarmu również niezbyt działa, ale i tak możesz spróbować, nie zaszkodzi. – Dźwięk jest głosu pobudza coś w pamięci Starka, aż brunetowi nareszcie udaje się połączyć blond włosy oraz niebieskie oczy wyrwane prosto z boybandu z imieniem. Steve. Racja. Steve przedstawił mu się tamtego razu, gdy Tony zatrzasnął przypadkowo mieszkanie i utknął na zewnątrz bez telefonu, nie mogąc zadzwonić do Rhodeya, by przybył mu na pomoc. Jednak „Przystojniak spod 12A” nadal bardziej pasowało.

Tony wciska mocno przycisk alarmowy tylko po to, aby się zorientować, że ten jest zacięty. Niech to szlag.

– Często tak się dzieje? – rzuca pytaniem w generalnym kierunku Steve’a, dźgając stopą swoją torbę ze świątecznymi dekoracjami stojącą u swoich nóg. Obiecał Rhodeyowi, że załatwi wszystkie dekoracje na przyjęcie na czas, ale gdzieś pomiędzy dosyć napiętą wizytą jego mamy a nowym kontraktem, który próbowali zawrzeć z Pym Tech, kwestia dekoracji ulotniła się z jego głowy i nie powróciła do niej aż do dzisiejszego poranka, pomimo iż cała impreza była jego własnym pomysłem.

Światła migoczą i zapalają się na nowo, choć są trochę ciemniejsze niż zazwyczaj. Tony zauważa, że Steve ruszył się ze swojego kąta i teraz siedzi oparty o ścianę. Na twarzy mężczyzny maluje się rezygnacja, a w jego oczach gości zmęczenie, gdy napotykają oczy Starka.

– Wystarczająco, aby nie było to żadnym zaskoczeniem. Co twój pierwszy raz, co nie? – Widząc przytakującego Tony’ego, kąciki ust Steve’a unoszą się lekko do góry, ale zaraz z powrotem opadają w dół, a uśmiech zostaje zastąpiony prostą linią. – Podejrzewam, że nie jest to coś, co mówią ludziom, którzy przychodzą na oglądanie apartamentu.

– Najwidoczniej nie. – Idąc za przykładem Steve’a, Tony również usadawia się na ziemi koło blondyna. – Więc jeżeli przycisk alarmowy nie działa, a sygnał tu nie dociera, to na jak długo tu utknęliśmy?

– Od lat wnosimy skargi, ale zarządcy budynku ociągają się jak mogą. Wszystko zależy od nich. Raz nas wyciągnęli po piętnastu minutach, ale czasami zajmuje im to godziny – wyjaśnia Steve, po czym unosi rękę, by potrzeć kark, i Tony nie może się powtrzymać przed rzuceniem mu ukradkowego spojrzenia.

Blondyn wygląda dobrze, nawet pomimo puchowatego, granatowego płaszcza oraz zaczerwienionych policzków od chłodu panującego na zewnątrz. Teraz nie jest czas na obczajanie, mówi sobie Stark. Nie żeby było tu zbyt wiele innego do roboty, dodaje umyślnie jakiś inny cichutki głos w jego głowie, który Tony dzielnie ignoruje.

Zostaje jednak wyrwany z myśli przez następne słowa Steve’a:

– A jako iż mamy Wigilię to zgaduję, że trochę tu sobie posiedzimy. – Mężczyzna spogląda w dół, nie krzyżując wzroku z Tonym. – Można było się spodziewać, że coś takiego stanie się akurat dzisiaj. – W jego głosie jest coś ciężkiego, co ściska klatkę piersiową Tony’ego, i brunet zastanawia się, czy powinien pociągnąć Steve’a za język, czy po prostu zmienić temat, gdy stopą nagle dotyka stojącej obok torby. Figurka Świętego Mikołaja niebezpiecznie wysuwa się z reklamówki i przechyla się do przodu, i żołądek Starka zamienia się w supeł.

Cholera. Rhodey zdecydowanie go zabije, gdy wróci do nieozdobionego mieszkania, bez Tony’ego w zasięgu wzroku.

 

***

 

Tony wciska przycisk na telefonie i zerka w dół, nim ponownie chowa go do kieszeni. Minęło już czterdzieści minut i nadal nic. Wciąż nie ma sygnału, a Steve zostawił swoją komórkę w mieszkaniu.

Blondyn w dużej mierze siedział cicho od momentu wyjaśnienia sytuacji z windą. Tony’ego aż prawie nosi, by coś powiedzieć, cokolwiek, byleby przerwać ciszę, choć wygląda na to, że Steve chce być pozostawiony samemu sobie. Siedzenie w ciszy przez godziny, ledwo zamieniając ze sobą słowo – nie tak Tony wyobrażał sobie spędzenie przedednia Gwiazdki.

Rozważa zapytanie Steve’a o jego plany bożonarodzeniowe, ale biorąc pod uwagę wcześniejszy komentarz mężczyzny na temat Wigilii, Tony decyduje, że będzie mądrzej pozostać z dala od tego tematu. Niepewnie pyta blondyna o jego pracę, po części oczekując pozbawionej zainteresowania oraz emocji odpowiedzi, ale zamiast twarz Steve’a pojaśnia się, a jego oczy się rozświetlają.

– Poważnie, Widmowi Wędrowcy? Siostrzenica mojego najlepszego przyjaciela uwielbia tą serię!

Steve uśmiecha się szeroko.

– Cóż, zawsze jest miło słyszeć opinię fanów. Zazwyczaj pracuję przy książkach dla dzieci, ale jeden z edytorów polecił mnie Wędrowcom rok temu, to naprawdę była frajda.

– Niech mnie, byłoby ekstra, gdyby Lila mogła cię poznać, mała byłaby wniebowzięta. – Tony spogląda szybko na Steve’a. – Oczywiście, o ile ty nie miałbyś nic przeciwko – poprawia się.

– To byłby zaszczyt. Tak jak powiedziałem, pracuję głównie przy książkach dla dzieci, a Wędrowcy to trochę niedoceniona seria, więc nie mam za bardzo szansy porozmawiać z kimkolwiek o mojej pracy. – Steve przerywa na chwilę, by zaśmiać się nieśmiało. – Znaczy no, raz jakiś dzieciak poprosił mnie, bym podpisał jego nowy numer Wędrowców, kiedy akurat miałam zmianę w bibliotece kilka miesięcy temu, ale to wszystko, naprawdę.

Ku niemałemu zdziwieniu Tony’ego, Steve wydaje się być bardziej niż uprzejmie zainteresowany, kiedy inżynier wyjaśnia mu swoją wspólną pracę z Rhodeyem w robotyce, gdzie próbują pomóc w tworzeniu nowych protez kończyn, a po tym zaczynają prowadzić prawdziwą rozmowę. Skaczą z tematu na temat, nigdy nie mają problemu z wymyśleniem, co powiedzieć następnie, a Tony nie sprawdza ponownie swojego telefonu.

 

***

 

– Okej, szybka runda, gotowy?

– Gotowy, dawaj.

Star Trek czy Star Wars?

– Trek, oczywiście.

– Bogu dzięki. Okej, następne: Masz wiadomość czy Kiedy Harry poznał Sally?

– Wybieram Kiedy Harry poznał Sally, to klasyk.

– Żartujesz sobie, Steve? Masz Wiadomość nic nie pobije.

 

***

 

– Tony, teraz już się trzęsiesz, chodź tu po prostu. – Steve przechyla głowę w kierunku Tony’ego, brzmiąc na zdenerwowanego. Zanim Stark ma szansę odpowiedzieć, jasnowłosy rozpina już swój płaszcz i rozkłada go na bok, machając ręką do Tony’ego, aby ten przysunął się bliżej.

– Nic mi nie jest, Steve, to tylko… – Jego słowa zamieniają się w okrzyk, gdy Steve wzdycha ciężko i przyciąga go do siebie, otaczając częścią swojego płaszcza jego ramiona. Ciało Steve’a jest ciepłe i bardzo solidne obok jego własnego, promieniując zapraszającą, życiodajną aurą, i pomimo swojego wcześniejszego wahania, Tonu czuje, jak relaksuje się w objęciu Steve'a w ciągu kilku sekund.

– I czemu do licha wyszedłeś w taką pogodę na zewnątrz bez porządnej kurtki? – marudzi Steve, nie kryjąc niezadowolenia w głosie. Siedzą tak blisko siebie, przytuleni pod płaszczem, że Tony czuje oddech Steve’a na twarzy. Brunet śmieje się, uderzając ramieniem Steve’a w jego własne, jednocześnie walcząc z rumieńcem. Nie jest pewien, czy ciepło na policzkach jest wywołane zażenowaniem czy raczej tym, jak blisko siebie są. Oczy Steve’a mienią się jeszcze piękniejszym odcieniem błękitu, gdy teraz Tony może przyglądać się im z tak małej odległości.

– Zastanawiałem się nad nałożeniem mojego świątecznego swetra, ale uznałem, że byłoby to zbyt okrutne wobec niczego niespodziewającym się ludziom na zewnątrz. A poza tym, pani mamo – mówi Tony, podkreślając nowe miano – nie planowałem utknięcia w windzie na przeszło cztery godziny. I poszedłem tylko do sklepu kilka budynków dalej. – Tony zerka na Steve, wyszczerzając się. – Ale chociaż towarzystwo nie jest złe.

– Doceniam komplement. – Ukryty uśmiech w na pozór kpiącym tonie Steve’a sprawia, że Tony’emu robi się jeszcze cieplej.

 

***

 

– Gdybyś musiał wybrać jakąś supermoc, to co to by było?

– To zaczyna brzmieć jak Aladyn. Jesteś pewien, że nie jesteś niebieskim dżinem, który zaoferuje mi zaraz spełnienie moich trzech życzeń?

– Bardzo śmieszne, Steve. Ale serio, supermoce, co byś wybrał?

– Super-siła byłaby fajna. Albo zdolności leczenia. Dużo chorowałem, jak byłem mały, więc możliwość uzdrowienia się na pewno byłaby przydatna.

– Ja zdecydowanie wybrałbym latanie. Albo może mógłbym być jednym z X-Menów. Skopałbym wszystkim tyłki jako Professor X albo Wolverine’a.

– Hej, miała być jedna supermoc, a nie dwanaście w jednej!

 

***

 

– Boże, Rhodey na stówę mnie zabije za zwianie z przyjęcia. – Z bolesnym jękiem, Tony pozwala opaść swojej głowie do tyłu, by oparła się o ścianę. Siedzący obok niego Steve wydaje cichy dźwięk, który pewnie można byłoby uznać za współczujący, gdyby nie mały uśmiech obecny na jego twarzy.

– Jeżeli spojrzeć na pozytywy, to jeśli nie uda nam się stąd wydostać w porę na twoją imprezę, Rhodey będzie zbyt zmartwiony, czemu cię nie ma, by wkurzyć się za dekoracje – stwierdza Steve.

– Nie jest to tak bardzo pocieszające, jak ci się wydaje, Steve, ale dzięki – odpiera oschle Tony. Zaraz jednak potrząsa głową i spuszcza ją w dół, wpatrując się teraz w podłogę z westchnięciem. – Nie, to tak naprawdę mnie martwi. Po prostu chcę, abyśmy mieli świetne przyjęcie świąteczne. – Dalej utrzymując wzrok wlepiony w posadzkę, Tony znów się odezwał. – Nie do końca mam najlepsze wspomnienia z dzieciństwa o świętach. Zawsze wszystko sprowadzało się do wystawnych przyjęć albo do moich rodziców wyjeżdżających w jakąś podróż biznesową, choć nadal kochałem oczekiwanie na Gwiazdkę.

Kiedy w końcu unosi wzrok w górę, Tony widzi na twarzy Steve’a delikatny uśmiech pełen zrozumienia i na ten widok jego serce na moment się ścisnęło.

– Ale wcale nie było aż tak źle – opowiada dalej. – Jarvis, który w zasadzie mnie wychował, zawsze ubierał ze mną choinkę i każdego roku dawał mi coś, co rzeczywiście lubiłem, a nie jakąś przypadkową rzecz z katalogu wybraną przez sekretarkę.

– Co było twoim ulubionym prezentem? – pyta cicho Steve.

Tony przez jakiś czas zastanawia się nad pytaniem i już po chwili na jako twarz wypływa ogromny uśmiech na myśl o wspomnieniu.

– Kiedy miałem dziewięć lat, dostałem od niego rolki. Jarvis spędził cały dzień, ucząc mnie jak na nich jeździć. W pewnym momencie wjechałem w stół i rozbiłem wazę, ale Jarvis powiedział, że to będzie nasz sekret. – Tony wybucha śmiechem, choć da się w nim usłyszeć odrobinę smutku. Steve nie komentuje tego, ale jego dłoń jest ciepła na ramieniu Starka. – W mojej obronie muszę powiedzieć, że była to naprawdę okropna waza.

– Jarvis brzmi na świetnego gościa, Tony, cieszę się, że mieliście siebie nawzajem – mówi cicho Steve i Tony musi kilka razy szybko mrugnąć, nim jego gardło oczyszcza się wystarczająco.

– Tak, cóż, to są moje pierwsze święta, od kiedy powiedziałem tacie, że nie będę przejmował po nim biznesu zbrojeniowego. Mama przychodzi co jakiś czas, ale on nie odzywa się już od wieków, i wydaje mi się, że pomyślałem, że zorganizowanie naprawdę świetnych świąt udowodniłoby, że jestem w stanie sam sobie poradzić, że nie zrobiłem błędu, odrzucając jego propozycję.

– Hej, nie potrzebujesz przyjęcia, by mieć dobre święta, Tony. – Głos Steve’a jest nieśmiały, gdy odpowiada, choć w jego słowach jest ciepło, którego Tony chce się chwycić i nie puszczać. Blondyn milczy przez moment, jakby nie był pewien, czy powinien dalej kontynuować. – Ja sam wcale się nie cieszyłem na myśl o świętach, ale wtedy przydarzyła się winda i rozmawianie z tobą… Miałem dobry dzień. A to wiele znaczy.

– Dzięki, Steve. W sensie, to też dla mnie wiele znaczy, że coś takiego mówisz. – Na chwilę zapada cisza, ale nie ma w niej żadnego dyskomfortu czy chłodu. – Zazwyczaj – zaczyna znów Tony, trącając Steve’a łokciem – gdy ktoś musi spędzić ze mną kilka godzin, pod koniec już chodzi po ścianach. Jesteś całkiem wytrzymały, Rogers.

– Nie jest łatwo mnie przestraszyć – odpiera poważnie blondyn. Tony wytrzymuje przez kilka uderzeń serca, nim wreszcie spogląda Steve’owi w oczy i wtedy oboje wybuchają śmiechem. To naprawdę głupota śmiać się z czegoś takiego, to nawet nie jest wcale takie śmieszne, ale Tony czuje się dzięki temu lżej, jak gdyby z jego ramion został zdjęty jakiś ciężar, a Steve również wygląda na bardziej zrelaksowanego.

– Ale tak na serio nie masz planów? – Tony pyta Steve'a, kiedy w końcu się uspokajają. Rząd lampek świątecznych wypada z torby na podłogę, a Tony podnosi go i owija wokół płaszcza blondyna.

Steve marszczy nos z niesmakiem.

– Co ty…

Tony podnosi rękę, po czym wydaje odgłos uciszenia.

– Teraz jest świątecznie, Steve.

Blondyn otwiera usta, by odpowiedzieć, zanim ponownie je zamyka, wyraźnie przemyślając wypowiedź.

– Odpowiadając na twoje pytanie, nie, naprawdę nie mam planów. Miałem pilnować kota mojego najlepszego przyjaciela. Jest teraz w podróży poślubnej, ale zarządca kamienicy jest dość surowy w stosunku do zwierząt, więc nasz przyjaciel Sam opiekuje się Alpine dla Bucky'ego. Zaprosił mnie do siebie, a także kilku innych przyjaciół, ale odmówiłem. – Steve wzrusza ramionami. – Cieszę się, że Alpine nie jest ze mną i nie utknęła w mieszkaniu całkiem sama, podczas kiedy my jesteśmy tutaj, wszystko koniec końców wyszło na dobre.

– Więc co, nie czujesz ducha Bożego Narodzenia? – pyta Tony. Znów zastanawia się, czy powinien omijać ten temat, ale pomysł, że Steve spędza święta w pojedynkę sprawia, że brunet czuje, jakby coś ostrego utkwiło mu w piersi i nie może powstrzymać się od lekkiego naciskania.

– Ja, uh… – Wyraz twarzy Steve'a staje się zbolały, kiedy dociera do niego pytanie Tony'ego, i jest to wystarczający powód, by ten otworzył usta i zaczął zmieniać temat, ale Steve przerywa mu, kontynuując: – Straciłem mamę dwa lata temu, tuż przed Bożym Narodzeniem. Bez niej jest ciężko.

Wyraz twarzy blondyna sprawia, że Tony chce go mocno przytulić, aż cały smutek zostanie z niego wyciśnięty i znów będzie mu lepiej, ale Tony wie, że żałoba tak nie działa.

– W zeszłym roku byłem w rozsypce, a w tym po prostu nie chciałem się z tym wszystkim zmagać, wiesz? Boże Narodzenie zawsze było jej ulubioną porą roku i stawienie temu czoła bez niej… – Głos mężczyzny lekko drży. – To po prostu bardzo, bardzo trudne – kończy z westchnięciem.

Bez zastanowienia Tony wyciąga dłoń, by chwycić Steve'a za rękę, mając nadzieję, że tym gestem zaoferuje mu jakiś rodzaj pocieszenia. Steve odwzajemnia uścisk, a Tony nieruchomieje.

– Wiem, że cierpisz, Steve, i wiem, że tak naprawdę tego nie rozumiem. Jeśli chcesz, żebym się zamknął i wyszedł, to zrobię to, ale jest jedna rzecz, której nauczyłem się od Jarvisa. Boże Narodzenie powinno być spędzane z ludźmi, na których ci zależy i którym zależy na tobie. Twoja mama nie chciałaby, żebyś był sam, Steve.

Steve przesuwa się, by położyć głowę na ramieniu Tony'ego.

– Nie musisz się zamykać ani wychodzić – mruczy. Tony czuje ciepłe wibracje głosu mężczyzny, które zdają się przepływać przez niego, i nie może powstrzymać drżenia, nawet gdy przysuwa się bliżej do blondyna.

– Wiem tylko – zaczyna Tony – że Boże Narodzenie to zwariowany pomysł, gdzie najdłuższe, najzimniejsze i najciemniejsze noce mogą być najcieplejsze i najjaśniejsze, jeśli w to wierzysz.

Śmiech Steve'a jest na wpół niedowierzający, ale wyraz jego oczu wydaje się być czuły, kiedy zwraca się do bruneta.

– Czy to odniesienie do serialu Community?

– Hej, to był dobry odcinek! A ty rujnujesz moją szczerość śmiejąc się ze mnie, tak dla twojej wiadomości. Tylko dlatego, że…

Reszta riposty ginie w dźwięku głośnego uderzenia, po którym następuje długo, wysoko brzmiący skowyt, sygnalizujący powrót windy do życia.

Tony nie jest pewien, czy czuje ulgę, czy rozczarowanie.

 

***

 

Tony bierze łyk czegoś, co niemal na pewno jest mocno naszpikowane ajerkoniakiem, najprawdopodobniej dzięki uprzejmości Clinta, i bardzo stara się udawać, że cieszy się imprezą i nie czeka na pewnego niebieskookiego, jasnowłosego, ubranego w granatowy płaszcz (ta część jest opcjonalna, naprawdę) kogoś, by ten pojawił się pod jego drzwiami. Jest prawie pewien, że ponosi sromotną porażkę.

Po tym, jak winda dotarła na ich piętro, Tony odprowadził Steve'a do jego drzwi – prawdopodobnie powinien był skierować się z powrotem prosto do mieszkania, które dzielił z Rhodey'em, żeby zająć się dekoracjami, ale chciał po prostu cieszyć się towarzystwem Steve'a nieco dłużej. Zaprosił też blondyna, by przyszedł i wpadł na ich przyjęcie, mając w głosie coś więcej niż tylko cień nadziei, że mężczyzna zmieni zdanie i rzeczywiście się zgodzi. Uśmiech Steve'a sprawił, że serce Tony'ego przyspieszyło, ale blondyn odparł tylko, że pomyśli o propozycji i że dziękuje, zanim się z nim pożegnał.

Przynajmniej z pomocą Carol i Rhodey'a zdążył rozwiesić większość dekoracji na czas przed rozpoczęciem przyjęcia, nawet jeśli ozdoby z reniferami trochę się zniszczyły. Wspomniał, że utknął ze Steve'em w windzie (Och, masz na myśli tego przystojniaka spod 12A) bez wchodzenia w szczegóły. Brunet był zwyczajnie wdzięczny, że przyjaciele byli zbyt zajęci choinką, by przesłuchiwać go dalej.

Ramię owinięte wokół jego ramion wyrywa Tony'ego z zamyślenia. Podnosi głowę i widzi Pepper oraz Sharon, stojące po obu jego stronach. Pepper przyciąga go bliżej siebie, wyraźnie podchmielona, a Sharon podchodzi, by chwycić swoją dziewczynę za ramię, ukrywając uśmiech, kiedy ta odwraca się, by złożyć niechlujny pocałunek na jej policzku.

– Coś ci chodzi po głowie, Tony? – Głos Sharon jest miękki i zatroskany, gdy spogląda na niego zza Pepper. – Cały wieczór jesteś taki cichy. Normalnie do tej pory wyciągnąłbyś już sprzęt do karaoke i zaszczycił nas wszystkich swoją niesamowitą interpretacją "Make You Feel My Love".

– Dwa razy – dodaje Pepper, uśmiechając się szeroko.

– Moja wersja jest darem od bogów, dziękuję bardzo – odpowiada Tony z uśmieszkiem, ale wie, że widać to jak białe na czarnym, że nie wkłada w to serca.

Może to głupie być rozczarowanym, że Steve zdecydował się nie przychodzić, i może pokłada zbyt duże nadzieje w tym małym zauroczeniu, ale… Ale Steve był zabawny i to nie był ten typowy "spójrz-jak-śmieszny-jestem" humor, do którego Tony był przyzwyczajony – nie, Steve był zabawny w ten uroczo ironiczny sposób, był miły i słodki, lubił Star Trek oraz romantyczne komedie, a do tego Tony bardzo chciał go pocałować. Wystarczy, że jest w stanie się przyznać przed samym sobą, jak bardzo chce, by Steve się pojawił, nie musi mówić tego nikomu innemu.

– Czy to ma coś wspólnego z tym spod 12A? – pyta Pepper, a serce bruneta podskakuje zdradziecko. Niech go szlag trafi, że ma przyjaciół, którzy czytają z niego jak z otwartej księgi. Powinien był zgadnąć, że Carol wyda go Pepper.

– 12A?

Pepper otwiera usta, by rozwinąć temat i najprawdopodobniej namalować bardzo niedokładny obraz tego, jak Tony rozpływa się nad Steve'em, jednak on naprawdę nie chce być tego świadkiem.

– Okej! Myślę, że na mnie już czas, miłej rozmowy. To była przyjemność. – Tony kłania się im kpiąco, po czym wypija szklankę ajerkoniaku, zdeterminowany, by znaleźć dolewkę.

Jego poszukiwanie przerywa pukanie do drzwi, prawie niesłyszalne pod głośnymi nutami AC/DC, a także grzmiącej świątecznej składance Thora. Tony jest prawie pewien, że wszystko jest po norwesku. Ignorując iskrę podniecenia narastającą w jego żołądku, Tony kieruje się do drzwi, przyklejając uśmiech na twarzy. To prawdopodobnie nie blondyn. To niemalże na pewno nie jest Steve.

Tony otwiera drzwi.

Steve stoi przed nim w niebieskiej koszuli – która, według Tony obserwującego z dystansu, naprawdę podkreśla kolor jego oczu – z rękami włożonymi do kieszeni i małym, zawstydzonym uśmiechem. Jego twarz rozjaśniła się na widok Tony'ego, który bardzo usilnie się stara, by nie emanować wszystkimi uczuciami.

Blondyn jest tutaj i wygląda na szczęśliwego. Sam fakt tego wystarczy, by klatka piersiowa Tony'ego rozpromieniła się ciepłem, nawet jeśli niewielka jego część jest wdzięczna, że Rhodey nalegał na powieszenie jemioły w tym roku.

– Hej, Tony. – Steve wybucha cichym, nerwowym śmiechem i przesuwa niezręcznie stopą po podłodze. – Więc wspominałeś coś o przyjęciu? – pyta, a brunet ma wrażenie, że ten nie mówi wyłącznie o imprezie.

– Czekałem tylko, aż zostaniemy zaszczyceni twoją obecnością – odpowiada Tony, uśmiechając się do Steve'a. – Więc, nie masz mnie jeszcze dość?

– Chyba utknąłeś ze mną na jakiś czas – mówi mu Steve, a Tony jest prawie pewien, że ten się rumieni, przez co jego własna twarz też się rozgrzewa. Wszędzie odczuwa ciepło, ale w taki bardzo dobry sposób.

– To świetna wiadomość.

Tony podchodzi o krok bliżej, nie odrywając wzroku od przystojnej twarzy blondyna. Muzyka wydaje się być cicha i odległa, a on myśli, że nie potrafiłby patrzeć nigdzie indziej, nawet gdyby próbował. Inżynier bierze głęboki oddech.

– Chcesz iść, umm, stanąć pod jemiołą? – Tony słyszy samego siebie pytającego z sercem utkniętym w gardle.

Brunet ma tylko chwilę, by wewnętrznie przerazić się swoim pytaniem, zanim Steve się do niego uśmiecha.

– Albo mógłbym pocałować cię tu i teraz – proponuje niebieskooki w odpowiedzi, po czym jego twarz przybiera bardzo głęboki odcień czerwieni, bardzo uroczy w ocenie Tony'ego. – Uh, to znaczy, tylkojeślityteżchcesz – dodaje Steve, a ostatnie słowa wychodzą razem na jednym wdechu.

Owijając ramiona wokół szyi Steve'a, Tony pochyla się do przodu.

– Myślę, że to świetny pomysł.

Pocałunek jest ciepły i delikatny, gdy Stark zanurza się w nim z westchnięciem. Steve całuje tak, jakby jedyne, czego teraz pragnął, to całować Tony’ego do nieprzytomności, i jest to odurzające uczucie. Brunet nie zostaje dłużny i odwdzięcza się z identycznym zapałem, wślizgując język do ust blondyna i je ostrożnie je badając, trzymając się mocno jego ramion.

Oboje nie mogą złapać tchu, kiedy rozdzielają się, by zaczerpnąć powietrza, a Steve opiera czoło o Tony'ego.

– Wow.

– Wow to mało powiedziane – stwierdza brunet, a następnie rejestruje wiwaty w tle i dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że to nie tylko dźwięk w jego głowie.

Spogląda na zegarek – jest północ.

– Wesołych Świąt, Steve – mówi cicho, rozkoszując się wyrazem twarzy blondyna przedstawiającym miękkość i całkowite szczęście.

– Wesołych Świąt, Tony – mówi Steve tuż przy ustach bruneta, a jego oczy błyszczą.

Tony jest bardzo zadowolony, że kierownictwo nadal nie zajęło się naprawą windy, akurat w sam raz na Boże Narodzenie.

Notes:

Tytuł jest zaczerpnięty z kwestii wypowiedzianej przez Annie z serialu "Community" S2E11 pt. "Abed's uncontrollable Christmas": To zwariowany pomysł/szalona koncepcja, że najdłuższe, najzimniejsze i najciemniejsze noce mogą być najcieplejszymi i najjaśniejszymi. Cytat jest również przywoływany przez Tony'ego w tym ficku.
Wspomniałam także Lilę Rhodes, siostrzenicę Rhodey'a z 616, i Alpine, kotkę Bucky'ego z komiksów (Steve i Tony zdecydowanie będą w przyszłości jej pilnować dla Bucka, hehe).
Jeśli ktoś jest ciekawy, kontekst dla Widmowych Wędrowców jest taki, że jest to seria graficznych powieści, które ilustruje Steve, skupiona wokół grupy poszukiwaczy duchów :)
I w odniesieniu do debaty "Kiedy Harry poznał Sally" kontra "Masz wiadomość", kocham oba filmy, ale przez nostalgię muszę zgodzić się z Tony'm.
Komentarze i kudosy to najlepsze prezenty, chciałabym usłyszeć, co o tym myślisz!
Znajdziesz mnie na twitterze oraz tumblrze jako ishipallthings, wpadnij porozwawiać o stony 😊

Series this work belongs to: