Actions

Work Header

Świąteczne życzenie

Summary:

TŁUMACZENIE.
– Mógłbyś poprosić Mikołaja o chłopaka! – krzyknęła dziewczynka z podekscytowaniem. – Czy właśnie nie to powiedziałeś cioci Peggy? Że potrzebujesz chłopaka albo umrzesz, bo jesteś tak napa…

– Okej! W tym właśnie momencie się przymykasz! – Tony zakrył dłonią usta swojej córki w daremnej próbie uciszenia jej, jakby ta już nie zdążyła powiedzieć chyba najbardziej możliwej żenującej rzeczy, jaką można było powiedzieć w obecności najgorętszego ochroniarza na świecie. – Panie Barnes, dziękujemy za poinformowanie nas o przyjęciu świątecznym i uhh… uhh, do zobaczenia później?

– Życzę miłego wieczoru, panie Stark.

Niechcąco nieuzbrojony w informację, że Tony najwidoczniej potrzebował chłopaka na święta – i chwilowo przerywając wszelkie czynności, by popatrzeć jak cudownie ruszał się ten tyłek, gdy Tony śpieszył się do windy – Bucky chwycił telefon, by napisać do jednego z pozostałych ochroniarzy.

Bucky: Stevie, powiedz, że mogę być Mikołajem w tym roku

Steve: Po co, żeby ten gorący nauczyciel fizyki mógł ci usiąść na kolanach?

Bucky: ... tak?

Steve: O MÓJ BOŻE BUCKY

Notes:

Notatka od tłumaczek:
*a co jeżeli, wrzucimy dzisiaj DWA opowiadania?*

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

– Hej, Bucky!

Bucky musiał skończyć podpisywać potwierdzenie doręczenia przesyłki, zanim mógł odpowiedzieć na radośnie wyśpiewane powitanie, ale uśmiechał się od ucha do ucha, gdy nareszcie miał szansę przywitać się z najmłodszym mieszkańcem apartamentowca.

– Hej, Robaczku!

– Nazywam się Morgan! – Morgan (lat siedem, przeokrutnie mądra, przerażająco pyskata oraz szczerze urocza) wybuchła przewidywalnym chichotem w reakcji na swoje przezwisko. – Nie Robaczek!

– A to  ci heca. – Bucky zawsze trzymał słodycze w górnej szufladzie swojego biurka ochroniarza właśnie na takie okazje. Mężczyzna wygrzebał jedną z tych obrzydliwie smakujących cukierkowych lasek, które Morgan tak uwielbiała i zaoferował jej go. – Mógłbym przysiąc, że nazywasz się Robaczek. Może to dlatego, że wyglądasz jak gąsienica przez te stojące w każdą stronę włosy. A może dlatego, że chodzisz tak wolno, że zaraz robak cię przegoni! A może…!

– Tatusiu! – Morgan buchnęła cukierka i krzyknęła w odpowiedzi na dokuczanie. – Bucky znów mnie nazywa robaczkiem! I to tylko dlatego, że przebrałam się za biedronkę na Halloween i go przestraszyłam!

– Tak, ta biedronka w Halloween była super straszna – zgodził się Bucky fałszywie poważnym tonem. – Koszmary męczyły mnie przez wiele tygodni.

– Strachajło – prychnęła Morgan i Bucky rzucił w nią papierkiem.

Robaczek.

Tatusiu!

– Pamiętaj, Morgan. Gąsienice zmieniają się w motyle, więc uznaj to za przedwczesny komplement. – Tony (nauczyciel ścisłych przedmiotów w liceum, samotny tata, niesprawiedliwie przystojny, zawsze wyglądający na lekko wycieńczonego oraz posiadający tyłek, obok którego po prostu nie można przejść obojętnie) przerwał chwilowo wydobywanie poczty ze skrzynki w lobby i szybko oraz przyjaźnie pomachał Bucky’emu. – Panie Barnes, jak się pan miewa? Budynek bezpieczny? Zrobił pan dzisiaj cokolwiek, żeby zasłużyć na tą kupioną na bazarze oznakę policjanta?

– A gdzie tam. – Bucky popukał palcem we wszyty znaczek na jego koszuli i poruszył figlarnie brwiami. – Bądźmy szczerzy. W takim ekskluzywnym miejscu jak to służę tutaj głównie za miód dla oczu, siedząc na recepcji. Noszę ten mundur tylko dlatego, że jest mi w nim do twarzy, przez co gorący tatusiowie mogą mnie obczaić, kiedy przechodzą obok.

– Czyżby? – Tony znów zostawił chwilowo pocztę i przyjrzał się z powolna Bucky’emu. – … huh.

Bucky wyprostował się jak na pstryknięcie palcami, gotowy i chętny zaoferować Tony’emu trochę więcej widoków do podziwiania, ale ten tylko zaśmiał się cicho i obrócił do Morgan.

– Chodź, mała. Mamy pracę domową do zrobienia, obiad do ugotowania i prezenty do zapakowania. Pożegnaj się z panem Barnesem i…

– Och, chwilka! – rzucił pośpiesznie Bucky i po chwili poczuł się jak skończony idiota, kiedy Tony obrócił się, by spojrzeć na niego z zaskoczeniem. – Emm, to znaczy… wy… wy jesteście tu nowi, to wasz pierwszy rok u nas, więc nie wiem, czy już ktoś wam o tym powiedział lub czy ulotka jest nadal jest w waszej skrzynce, ale co roku pan Lee urządza imprezę świąteczną tutaj w lobby dla wszystkich mieszkańców oraz pracowników. Jest wielka choinka, prezenty dla wszystkich dzieciaków i nawet pojawia się Mikołaj. Wszyscy zawsze na to przychodzimy i mamy ogrom frajdy. Wy też powinniście wpaść dzisiaj wieczorem.

Mikołaj?! – zapiszczała Morgan.

– Mogłoby być miło poznać sąsiadów – zaczął powoli Tony – w szczególności, jeżeli mają dzieci w wieku Morgan.

– Mógłbyś poprosić Mikołaja o chłopaka! – krzyknęła dziewczynka i podczas gdy brwi Bucky’ego wystrzeliwują na daleką północ w zaskoczeniu, Tony wygląda, jakby chciał wczołgać się do jakiejś nory i w niej umrzeć. – Czy właśnie nie to powiedziałeś cioci Peggy? Że potrzebujesz chłopaka albo umrzesz, bo jesteś tak napa…

– Okej! W tym właśnie momencie się przymykasz! – Tony zakrył dłonią usta swojej córki w daremnej próbie uciszenia jej, jakby ta już nie zdążyła powiedzieć chyba najbardziej możliwej żenującej rzeczy, jaką można było powiedzieć w obecności najgorętszego ochroniarza na świecie. – Przymykasz się. Panie Barnes, dziękujemy za poinformowanie nas o przyjęciu świątecznym i uhh… uhh, do zobaczenia później?

– Życzę miłego wieczoru, panie Stark.

Niechcąco nieuzbrojony w informację, że Tony najwidoczniej potrzebował chłopaka na święta – i chwilowo przerywając wszelkie czynności, by popatrzeć jak cudownie ruszał się ten tyłek, gdy Tony śpieszył się do windy – Bucky chwycił telefon, by napisać do jednego z pozostałych ochroniarzy.

Bucky: Stevie, powiedz, że mogę być Mikołajem w tym roku

Steve: To bardzo podejrzane, że przez ostatnie pięć lat naśmiewałeś się ze mnie za bycie Mikołajem, a teraz nagle TY chcesz nim być. Co się zmieniło?

Bucky: Nic, po prostu chcę poczuć świąteczny nastrój.

Steve: Gówno prawda. Jak cię znam, to prawdopodobnie wpadłeś na plan, dzięki któremu ten gorący nauczyciel usiądzie ci na kolana na kilka minut.

Bucky: … … …

Steve: O MÓJ BOŻE, TO RZECZYWIŚCIE MA BYĆ PLAN BY GORĄCY NAUCZYCIEL WYLĄDOWAŁ U CIEBIE NA KOLANACH??

Bucky: MOGĘ POŻYCZYĆ TEN STRÓJ CZY NIE

 

***

 

Sobota

Z roku na rok świąteczne imprezy pana Lee stawały się coraz to bardziej i bardziej skandaliczne. Tym razem był obecny miniaturowy pociąg, który mógł zabrać dzieci na przejażdżkę wokół lobby oraz objechać kilka razy ogromną choinkę wokół, nielimitowany bar dla każdego mieszkańca powyżej dwudziestego pierwszego roku życia, cały stos prezentów piętrzący się w rogu oraz Mikołaj, siedzący na tronie na szczycie podwyższonej sceny oraz otoczony zdecydowanie zbyt wielkimi dekoracjami, więc kiedy dzieciaki wdrapywały się na schodki, by zdobyć zdjęcie z Mikołajem, maluchy wyglądały, jakby były w samym środku magicznej krainy z ogromnymi cukrowymi laskami oraz uroczymi bałwanami.

Była to chaotyczna noc, ale w najlepszy możliwy świąteczny sposób, i choć mózg Bucky’ego zmienił się w delikatną papkę od całych tych piszczących, naładowanych energią oraz nacukrzyconych dzieci wdrapujących mu się na kolana i mówiących mu podekscytowanym tonem co chciałyby dostać na święta… Bucky musiał przyznać, że była to niezła frajda. Nawet pomimo tego, że musiał nosić ogromny brzuch i topić się we własnym pocie, próbując wytrzymać w welurowym, skórzanym przebraniu i tej drapiącej brodzie i peruce, i kapeluszu… było to fajne.

A kiedy w końcu Tony zawitał na dół z Morgan u swoim boku, noc nagle stała się momentalnie jeszcze lepsza.

Morgan od razu rzuciła się pędem, gnając przez ogromne lobby i krzycząc z całych sił o dekoracjach! i przepięknych kolorach! i choince! i prezentach! i kolorowych łańcuchach! i te wszystkie błyskotki! i ten brokat! i Bucky co jakiś czas odrywał wzrok od innych dzieciaków spragnionych uwagi Mikołaja, by spojrzeć na małą brunetkę i szeroko się uśmiechnąć. Morgan była przesłodka, a sposób, w jaki Tony za nią posłusznie podążał dookoła, od stacji do stacji, kolekcjonując świąteczne drobiazgi oraz liczne inne błahostki z nieskończenie cierpliwym uśmiechem, również był cholernie słodki.

A plan Bucky’ego, by Tony zgodził się dziś wieczorem na randkę? Niemożliwe, że się nie powiedzie. Po tym, jak Morgan podejdzie do Mikołaja, aby dać mu swoją listę świątecznych życzeń, a ten ją wysłucha, Bucky przeprosi wszystkich na moment i uda się na przerwę, by odpocząć od całej tej świątecznej wesołości i zahaczyć o bar w celu zdobycia drinku. Załatwiłby jeden również Tony’emu, licząc na to, że idiotycznie wyglądająca broda oraz sztuczny, bardzo galaretowaty brzuch zdołają przełamać lody, a wtedy będzie swoją najbardziej czarującą wersją, aż ta nie przekona ślicznego bruneta, aby przestał go postrzegać tylko jako stróża budynku, a za to zaczął widzieć w nim potencjalny materiał na chłopaka.

Więc tak, plan był idealny. Każdy uwielbiał Świętego Mikołaja, nawet super mądry oraz super seksowny nauczyciel fizyki.

Idealny.

– Mikołaj, Mikołaj, Mikołaj! – Morgan wreszcie zdołała dotrzeć do platformy i ogromnego siedziska Mikołaja. Dziewczynka wbiegła po schodach jak rakieta i rzuciła się prosto na Bucky’ego. Barnes złapał ją z łatwością, śmiejąc się głośno z typowego dla niej braku strachu, w porę się jednak opamiętując, by zmienić ten śmiech w Ho ho ho!, żeby nie zniszczyć iluzji dla małej albo przypadkowo nie zdradzić jej swojej prawdziwej tożsamości. – Hej, Mikołaju!

– Ah, witaj mała dziewczynko! – zahuczał Bucky i Morgan krzyknęła z uciechy. – Co chcesz w tym roku dostać na święta?

– Zrobiłam listę. – Morgan wyciągnęła kartkę z kieszeni i ostrożnie ją rozłożyła, rozprostowując ją na swoich kolanach. – Ponumerowałam ją, a tatuś również pomógł mi ją skatalizować…

– Sklasyfikować, gwiazdko – zawołał Tony. – Pomogłem ci ją sklasyfikować.

– … sklasyfikować, żebyś wiedział, co chcę najbardziej, i żeby w taki sposób było ci łatwiej zdecydować, co mi najlepiej przynieść! – Morgan podniosła listę i zaczęła z zawrotną szybkością recytować wszystkie swoje zachcianki, zatrzymując się, by wyjaśnić pierwszorzędne, drugorzędne oraz trzeciorzędne preferencje kolorystyczne, gestykulując przy tym dziko, kiedy napisane słowa nie wystarczały i potrzeba było głębszych wyjaśnień, przy okazji sprawdzając kilkanaście razy, czy Mikołaj aby na pewno wiedział, o czym mówiła dziewczynka.

Bucky oczywiście był tak samo oczarowany jak zawsze za każdym razem, gdy mała wbiegała do budynku jak szalona po szkole i wyrzucała z siebie wszystko, czego w danym dniu akurat nauczyła się na przyrodzie. A Tony przez cały czas spotkania śmiał się, jednocześnie pstrykając zdjęcia i podsuwając córce prawidłową wymowę słów, które Bucky nawet nie był pewien, czy wiedział, jak przeliterować. Wszystko to było chaotyczne i cudowne, i ho ho cholera jasna, Bucky był zachwycony.

– Tatusiu! – Morgan zeskoczyła z kolan „Mikołaja” bez złożenia wymaganej obietnicy, że będzie bardzo grzeczna, co Bucky zdecydowanie będzie jej wytykać przez najbliższe kilka tygodni po świętach. – Twoja kolej! Powiedz Mikołajowi co chcesz na święta!

– Och, kochanie. – Tony skrzywił się. – Chyba dam sobie z tym spokój.

– Obiecałeś! – Morgan wyglądała na komicznie zszokowaną, że jej tata odważył się złamać przysięgę. – Obiecałeś, że to zrobisz, jeśli ja to zrobię.

– Ale… ale to było wtedy, kiedy myślałem, że będziesz trochę przestraszona – zaprotestował słabo Tony, mając cichą nadzieję, że dziewczynka zwyczajnie odpuści. W pewnym sensie, tak jakby, może miał nadzieję, że tego wieczoru zobaczy Bucky'ego i to byłoby dokładnie przeciwieństwem szczęścia, gdyby muskularny ochroniarz wszedł do środka akurat wtedy, kiedy Tony balansował na kolanach Mikołaja. – Może pójdziemy po gorącą czekoladę?

– Tato!

– Hej, nie możesz łamać obietnicy przed Mikołajem! – Tony przestraszył się, gdy Święty Mikołaj odezwał się, po czym ponownie został zaskoczony, gdy ten do niego mrugnął. Czy Święty Mikołaj właśnie puścił mi oczko? – Chodź tutaj i powiedz mi, czego chcesz na Boże Narodzenie.

– Do diabła. – Tony stłumił jęk i zmusił się do posłania swojej córce uśmiechu. – Jasne, kochanie, w porządku. Chcesz zrobić zdjęcie moim telefonem?

– Tak! – Morgan chwyciła smartfona i cofnęła się o kilka kroków. – Uśmiech! Uśmiechnij się, bo kochamy Święta!

– Przepraszam za to – wyszeptał przepraszająco Tony, siedząc niezgrabnie na samym końcu kolan Mikołaja. – Niech zrobi zdjęcie, a potem…

– Powiedz mu czego sobie życzysz!

– … na miłość boską. – Tony przetarł oczy ze zmęczenia i sapnął z zaskoczenia, kiedy ogromna rękawica znalazła się na jego biodrze i przyciągnęła go bliżej na szerokie uda. – Um…?!

– Widzisz, tak się siedzi na kolanach Mikołaja. – Bucky nie mógł powstrzymać cichego śmiechu, gdy policzki Tony'ego przybrały szesnaście różnych odcieni czerwieni, kiedy już siedział o wiele bardziej wygodnie na jego kolanach, kołysząc niezręcznie stopami w powietrzu, ponieważ krzesło było zbyt wysokie. – A więc, czy byłeś bardzo grzecznym chłopcem?

– O mój Boże. – Tony naprawdę myślał, że umrze z zawstydzenia w tamtej chwili, ale Morgan patrzyła i pstrykała zdjęcie za zdjęciem, więc zebrał się w sobie, by uśmiechnąć się do obiektywu, mówiąc wystarczająco głośno, by Morgan usłyszała: – Okej, chciałbym nowy zestaw do chemii oraz członkostwo w muzeum przyrodniczym i…

Kiedy w tym momencie pociąg przejechał w pobliżu, a głowa Morgan odwróciła się, by śledzić atrakcję, Tony skorzystał z okazji, by spróbować się wyswobodzić.

– Słuchaj, Mikołaju, naprawdę za to przepraszam – wymamrotał, próbując z wdziękiem ześlizgnąć się z niefortunnie welurowych spodni i postawić stopy z powrotem na ziemi. – Moje dziecko ma dobre intencje, ale mimo tego, że jesteś dziwnie seksowny w tym wdzianku, a ja odrobinę za głośno pisnąłem, kiedy mnie złapałeś, i jeszcze fakt, że jestem na tyle samotny, że kiedy nazywałeś mnie bardzo dobrym chłopcem, to prawie zemdlałem i padłem przed tobą na kolana, a to cóż, to w niczym nie pomaga, więc może pójdę i…

– Hej. – Błysk bezbronności w oczach Tony'ego sprawił, że Bucky na poważnie przybrał maskę Mikołaja, trzymając jedną rękę na biodrze mniejszego bruneta i zniżając głos, by zapytać. – Hej, czego tak naprawdę chcesz na Boże Narodzenie?

– Um… – Tony znów zaczął kręcić głową, ale Bucky szczerze i cicho naciskał:

– Czego tak naprawdę chcesz na święta? Komu jak komu, ale Mikołajowi możesz powiedzieć.

– Chryste, nie mogę uwierzyć, że to robię. – Tony próbował się zaśmiać, ale zaraz całkowicie spoważniał, a jego ramiona opadły. – Tak, jasne, pograjmy. Dlaczego nie powiedzieć czegoś takiego totalnemu nieznajomemu, prawda?

Nabrał głęboki wdech, a potem zaczął prawie niesłyszalnie:

– Wiesz, co chciałbym na Boże Narodzenie, Mikołaju? Chciałbym nie być tak samotny przez cały czas. Po tym, jak straciliśmy mamę Morgan, nigdy nie sądziłem, że będę miał czas, by odetchnąć, a co dopiero czas na randki, ale to było lata temu i jestem po prostu samotny. Cholernie osamotniony przez cały czas i to jest naprawdę, serio do kitu, a w Boże Narodzenie zawsze jest o wiele gorzej.

Tony z tęsknotą zerknął na puste stanowisko ochrony.

– Odkąd się wprowadziłem, zadurzyłem się w ochroniarzu z popołudniowej zmiany, ale szanse na to, że cokolwiek powiem, są praktycznie zerowe. Powinien tu być dziś wieczorem, więc może mógłbyś sypnąć odrobiną świątecznej magii i nakłonić go, by zrobił pierwszy krok, bo ja nigdy nie będę miał tyle odwagi, by to zrobić. Bo kto chciałby umawiać się z kujonem i samotnym tatą?

Bucky chciałby umawiać się z kujonem i samotnym tatą. Bucky chciałby to zrobić, ale trzymał język za zębami i zwyczajnie czekał, a Tony ponownie oblał się rumieńcem i przyznał:

– Tak. Może wyślij mi ochroniarza albo uh… może chociaż swojego najbardziej napakowanego elfa? Gdybyś mógł mi zarezerwować jednego takiego, nie miałbym nic przeciwko. Ja tylko… Jestem zmęczony samotnością.

– Okej. – Tony pokiwał kilka razy głową, ponieważ nie mógł zdecydować, czy rzucić się przez okno w wyrazie czystego upokorzenia, czy wybuchnąć płaczem, bo od lat nie przyznał się nikomu, jak szczerze brakowało mu towarzystwa. – Dobra, przeze mnie zrobiło się dziwnie dla wszystkich, więc pójdę. Dobrej nocy, Mikołaju.

Kiedy Tony w końcu zszedł z kolan Świętego, Bucky był zbyt oszołomiony wyznaniami, by spróbować go powstrzymać, a Tony pomaszerował, by znaleźć Morgan i zdobyć gorącą czekoladę.

– O co poprosiłeś? – Napędzana cukrem Morgan tańczyła wokół Tony'ego, gdy zbliżali się do stoiska z napojami. – Poprosiłeś o zestaw do chemii? Albo nową kanapę? O co prosiłeś?

– O zestaw do chemii. – Tony uśmiechnął się do niej, próbując zapomnieć o nieoczekiwanych emocjach, które pojawiły się w ciągu ostatnich kilku minut. – Czy przeczytałaś mu całą swoją listę?

– Tak! I powiedziałam mu, że chcę…

Ich głosy utonęły w tłumie, a Bucky zwrócił się z uśmiechem do następnego czekającego dziecka, ale nie słuchał uważnie, gdy mały chłopiec opowiadał o jakimś nowym Transformersie.

Mentalnie porzucał już swój plan uwiedzenia Tony'ego kostiumem Świętego Mikołaja i zamiast tego zaczął myśleć, gdzie mógłby kupić kwiaty z dostawą na jutro rano i zastanawiał się, jak wielki może być uśmiech Tony'ego, gdy zaprosi go na randkę.

Tony był samotny przez długi czas, ale o stary, Świąteczny Ochroniarz Bucky był gotów coś z tym zrobić.

 

***

 

Wczesnym niedzielnym przedpołudniem domofon zabrzęczał w mieszkaniu Tony'ego.

– Panie Stark? Mam tu dla pana przesyłkę.

– Och. – Tony wepchnął ostatni kęs gofra do ust i pospiesznie przeżuł, by odpowiedzieć. – Dziękuję, panie Barnes. Zaraz zejdziemy odebrać.

Świąteczna muzyka z poprzedniego wieczoru wciąż leciała zapętlona w myślach Tony'ego, kiedy pomagał Morgan założyć parę japonek na gołe stopy, po czym prowadził ją do windy, nucąc Santa Baby, slip a sable under the tree, for me…, co zostało przerwane przez narzekania Morgan.

– Tato! Jestem wystarczająco duża, by zostać sama, kiedy schodzisz na dół!

– Morgan, ledwo mogę cię zostawić samą w salonie na pięć minut, żebyś czegoś nie zepsuła, więc zdecydowanie nie zostaniesz bez opieki, kiedy idę podpisać odbiór – powiedział cierpliwie, acz stanowczo Tony, powracając do nucenia I really do believe in you, let's see if you, believe in me, Ba dum, ba dum, Santa baby…

– Bucky! – Morgan rozjaśniła się, gdy zobaczyła swojego ulubionego ochroniarza i odłączyła się od Tony'ego, by pobiec do biurka. – Bucky! Widziałam wczoraj Świętego Mikołaja! Jechałam pociągiem i dostałam siedem cukierków i gorącą czekoladę!

– Wygląda na to, że miałaś fajny wieczór, Robaczku. – Bucky uśmiechnął się do dziewczynki. – I jestem prawie pewien, że na tym wielkim, starym drzewie zostało jeszcze kilka słodyczy, może pójdziesz poszukać?

Morgan pomknęła jak strzała przez hol, a Bucky zwrócił się do Tony'ego, który wyglądał dziś rano niesamowicie, choć sprawiał wrażenie odrobinę nieśmiałego.

– Panie Stark. – Bucky zwilżył usta i uśmiechnął się. – Dzień dobry.

– Dzień dobry, panie Barnes. – Czubki uszu Tony'ego zrobiły się różowe, gdy próbował się nie gapić na faceta, o którym opowiadał Mikołajowi. – Ponoć ma pan dla mnie przesyłkę.

– Tutaj. – Bucky skinął głową w stronę jedynej rzeczy na blacie, czyli ogromnego bukietu świątecznych lilii owiniętego dużą, czerwoną kokardą. – Przyszły do pana zaledwie parę minut temu.

– To kwiaty. – Tony z ciekawością podniósł bukiet. – Kto… kto mógłby przysłać mi kwiaty?

– Przeczytaj bilecik, Tony – odparł Bucky, na wpół rozbawiony oraz zbyt skupiony na obserwowaniu uśmiechu rozkwitającego na ładnych ustach Tony'ego, by zdać sobie sprawę, że pomylił się i zwrócił się do niego po imieniu. – Od kogo to jest?

– Napisane jest… Dla Tony'ego. Przepraszam, skończyły mi się napakowane elfy… Och, ja pierdolę – Tony zakrył usta dłonią. – … Przepraszam, skończyły mi się przystojne elfy, ale mam nadzieję, że kwiaty i randka z Bucky’m to odpowiedni zamiennik. Wesołych Świąt, kochający… Mikołaj?

Brwi Tony'ego zmarszczyły się w zmieszaniu, a Bucky pochylił się nad blatem, by wymruczeć:

– Powiedz mi, czy byłeś bardzo grzecznym chłopcem?

– Czy byłem bardzo… – Tony zbladł, a potem zaczerwienił się mocno, gapiąc się z szeroko otwartymi oczami i ustami, nim pisnął: – Ty byłeś Mikołajem?!

– No weź, nie mów mi, że bardziej lubiłeś mnie z brodą i sztucznym brzuchem, naprawdę ciężko pracuję, by utrzymać te mięśnie. – Bucky uśmiechnął się z zachwytem, kiedy Tony ukrył twarz w kwiatach i jęknął z zawstydzeniem. – Och, hej, nie musisz się chować. Z całą pewnością sam usiadłbym na kolanach Mikołaja i poprosił o ciebie pod choinkę.

– Tak? – Tony zerknął niepewnie zza kwiatów. – Naprawdę?

– Żebyś cholera wiedział – zaklął Bucky. – Pozwól, że zabiorę ciebie i Morgan na obiad, a pokażę, jak bardzo poważny jestem.

– Och… w takim razie okej – Tony pochylił nos, zanurzając go w bukiecie i wąchając pachnące lilie, po czym pozwolił, by jego oczy błysnęły figlarnie nad liśćmi dla Bucky'ego. – Podziękuj ode mnie Mikołajowi i… Tak, obiecuję być bardzo grzeczny w przyszłym roku, skoro spełniło się moje świąteczne życzenie.

– Ale też… – Tony pochylił się bliżej i zniżył głos, żeby Morgan nie miała szans nic usłyszeć. – Także, umm, skoro będę musiał się starać, żeby przez cały następny rok być na liście grzecznych dzieci… Może moglibyśmy spędzić trochę czasu na liście niegrzecznych przed Nowym Rokiem?

– Och. – Bucky zaśmiał się cicho, kiwając głową ze zrozumieniem. – Jasne słodziaku. Wesołych Świąt dla mnie.

Notes:

Notatka od autorki

 

Naprawdę był taki czas, kiedy nie lubiłam opowiadań z dziećmi, ale endgameowa Morgan całkowicie skradła moje serce, a zwłaszcza w połączeniu z WinterIron, gdzie Tony jest oddanym ojcem, a Bucky leci na gorącego nauczyciela, ale również już kocha Morgan – to jest po prostu top!motyw. Uwielbiam to. Dosłownie umarłabym za wygadaną Morgan, która ma Tony’ego owiniętego wokół małego palca.

 

Poza tym Bucky mówiący "A czy byłeś w tym roku BARDZO grzecznym chłopcem?" jest zdecydowanie bardziej seksowny, niż ma do tego prawo.

 

Wesołych wszystkim!

Series this work belongs to: