Work Text:
Dźwięk budzika rozniósł się po pomieszczeniu, wybudzając mnie ze snu. Jednocześnie irytujący i nużący, mdły. Brzmiał jak stara melodia sprzed 15 lat i zapewne miała niewiele mniej. Nikt teraz nie trudził się z tworzeniem dźwięków systemowych, które spełniały właściwie dwie funkcje – denerwowały cię o chorych godzinach, zaburzając słodki sen i informowały babcie o telefonach wnucząt lub dzieci. W moim przypadku była to pierwsza opcja.
Wychyliłem się, aby złapać za telefon, wyłączając go na ślepo. Nie otwierałem nawet oczu, chcąc zatrzymać się w tym stanie – obudzony, ale nie rozbudzony, dryfowałem na granicy snu i jawy. Nie byłem na tyle przytomny, aby pamiętać co to był za dzień tygodnia, ani jak skończyłem poprzedni wieczór. Niezależnie czy ojciec wrócił pijany albo matka śmierdząca obcymi, męskimi perfumami, byłem tylko ja i miękka, pachnąca pościel.
Świetnie, pomyślałem. Stamtąd moje myśli łatwo popłynęły w stronę pedantycznej strony własnej rodzicielki, która nie potrafiła odpuścić pomocy domowej z praniem wszystkiego co było możliwe, przynajmniej raz na dwa tygodnie. Moje prześcieradła powinno się prać co tydzień – młodzieńczy wiek, czy coś takiego. Szczerze jednak wolałem prać je sam, co było ironicznie łatwym zadaniem wrzucania rzeczy do bębna, dorzucenia tabletek do prania i dolania płynu. Nie chciałem aby ktoś się babrał w moim… Młodzieżowym okresie.
Dzisiaj obeszło się bez incydentów, co dało mi całe 5 minut więcej spania, a potem już zmusiło do wstania z łóżka. Nie zrozumcie mnie źle – nie byłem pilnym uczniem, ani takim, który przychodził wiecznie na czas, ale pewne rzeczy traktowałem poważnie. Skończenie szkoły było na tej liście, podobnie jak otrzymanie porządnych wyników, kwalifikujących mnie do najlepszych szkół policyjnych. Miałem aspiracje. Ambicje.
Nie chciałem analizować czy z indywidualnych pobudek czy potrzeby udowodnienia czegoś światu.
Zbierając się do szkoły, spakowałem do plecaka drugie śniadanie, darując sobie poranne wygolenie paru włosów na brodzie i nad wargami. Nie było to nic rzucającego się w oczy, przynajmniej na pierwszy rzut oka, a może zniechęci tych bardziej wnikliwych.
Pomiędzy piętnastym a szesnastym rokiem życia sporo skoczyłem do góry, potem zatrzymałem się na moment, nabierając nieco masy, a w ostatnie wakacje dołożyłem kilka centymetrów. Dzięki temu przez dwa lata urosłem o 20 centymetrów i przytyłem (w tym podobno dobrym znaczeniu zdaniem mojej babci) z 15 kilo. Do tego moje rysy twarzy się wyostrzyły, powoli odgradzając mnie od dziecięcej, pełnej buzi. Wyglądałem dobrze, a po jakimś czasie nawet względnie dobrze poczułem się w swoim ciele. Zapanowałem nad długimi kończynami, zdobywając parę dobrych ocen na wfie, podciągając sobie dodatkowo średnią.
Jednak wraz z tym wzrostem zaczęło się też coś, co mniej mi leżało. Zacząłem zwracać uwagę ze swoimi sto osiemdziesięcioma centymetrami, czarnymi włosami i „tajemniczymi” oczami. Cokolwiek to znaczyło w ustach Elki.
Sama Elka Soyta wraz z rodziną przyjechała parę lat temu do Polski. Miała śniadą karnację po ojcu i falowane blond włosy po mamie. Do tego szlachetne rysy twarzy i podkreślający je delikatny, praktyczny makijaż, i nagle zwracała uwagę połowy szkoły. Jakby w ogóle go potrzebowała. Oficjalnie obwiniałem ją o zainteresowanie skierowane i w moją stronę. Za wielu facetów się do niej śliniło, a kobiet zazdrościło. Równie dobrze mogły próbować mnie poderwać z tego względu, aby dostać się bliżej niej i podłożyć świnię, która przekreśliłaby zdradzieckie zainteresowanie ich facetów raz na zawsze. Wszystko było możliwe. Ja jednak wiedziałem, że koniec końców każdy hetero spojrzałby na długie nogi mojej przyjaciółki, która trenowała na równi ze mną.
- Mógłbyś umyć kiedyś włosy, nie zaszkodziłoby to nikomu - Elka przywitała mnie tekstem, który chyba powinien mnie do czegoś zmotywować.
Spotkaliśmy się na parkingu, ja idący od strony przystanku, a ona zamykająca swój samochód. Mówiłem, że jej rodzice są dziani? Dzięki temu przede mną właśnie stał nowy, błyszczący Ford, który ojciec Elki pracujący za granicą wziął córce na leasing. Może jego „córeczka” nie obnosiła się zbyt mocno ze swoim pochodzeniem, ale była praktyczna. Nikt nie odmawiałby takiego auta, szczególnie mając dobre kontakty z rodziną.
Osobiście splunął bym na niego, ale to była inna historia.
- Zaspałem - mruknąłem beznamiętnie, idąc w stronę drzwi wejściowych.
- Tak się kończy przestawianie budzika - Elka wytknęła, dziarsko idąc w stronę szkoły. Oboje uczyliśmy się w prywatnej, na szczęście niezbyt wylansowanej placówce. Elka bo nie chciała mieć aż tak wiele wspólnego z bogatymi dzieciakami, a ja dzięki moim kochanym rodzicom. Nie narzekałem, przynajmniej aż tak głośno, a wewnętrznie momentami byłem nawet trochę wdzięczny. Mniej denerwujących ludzi, i dzięki temu więcej spokoju dla mnie. Nie miałem cierpliwości do rówieśników, którzy czasem zachowywali się jak bezmózga banda małp, a kiedy indziej napalonych kretynów.
Elka jako jedna z niewielu była warta mojej uwagi.
- A wiesz jak się kończy wymądrzanie z samego rana? Stawianiem kawy - burknąłem, będąc na tyle sympatycznym przez te dodatkowe 5 minut, że nie wypomniałem jej więcej rzeczy. Czułem się dzisiaj wręcz łaskawy, i miałem dziwne przekonanie, że niewiele rzeczy mogło mi zepsuć ten dzień.
Zarówno w domu nie natknąłem się na nikogo, jak i autobus podejrzanie świecił pustkami. Byłem ja, moje słuchawki i teraz dźwięczny odgłos automatu, z którego płynęła mało aromatyczna lura. Nie narzekałem. To i tak był luksus.
Pomimo, że oboje z Elką chodziliśmy do jednej szkoły, byliśmy w innych klasach. Chwile między przerwami były jedynymi, które spędzaliśmy wspólnie w szkole, mając ze sobą więcej wspólnego poza nią. Kiedy ja wybrałem humanistyczne przedmioty, z naciskiem na rozszerzony angielski, Elka poszła w stronę biologii. Chciała pójść na psychologię i kryminologię, najlepiej coś o specjalizacji profilowania przestępców. Na chwilę nie było takiego kierunku, ale w przeciągu dwóch lat mogło trafić się coś idealnego pod nią. Ja za to chciałem pójść od razu do szkoły policyjnej, więc nie musiałem się wybitnie wysilać z kierunkami. Miałem inne plany niż studiowanie, które nie przybliży mnie do tego, co chciałem osiągnąć.
***
Elka dorwała mnie pomiędzy trzecią, a czwartą lekcją, podczas dłuższej przerwy. Akurat kładłem na swoją tackę talerz z puree ziemniaczanym i niesatysfakcjonującej wielkości schabowym, który teoretycznie pozwalał trzymać dietę naszej grupie lekkoatletycznej co roku zdobywającej jakieś tytuły, a przynajmniej wyróżnienia. Ja byłem głodny. Niewiele zmieniało to, że niedawno wsunąłem batona.
- W sobotę jest osiemnastka Dawida - oznajmiła mi, wsuwając się na siedzenie obok mnie. - Dzięki za kolejkę - dodała głośniej, aby wszyscy słyszeli, że specjalnie trzymałem jej miejsce. Na szczęście złapała sałatkę i trochę marchewek, nie zabierając prawdziwym facetom ich upatrzonego mięsa. - Organizuje ją w klubie Bosko, tym, który Cię kiedyś interesował.
- Interesował mnie kiedyś, jak był inny właściciel - zbyłem to, nie będąc zainteresowany klubami. Wolałem spędzić ten czas w domu, ewentualnie w barze, ale nie przy głośnej muzyce, wibrującej od niej podłodze i masie napierających na ciebie ludzi.
- Nie znasz żadnego właściciela - Elka przypomniała mi, wymądrzając się. Miałem ochotę pokazać jej język, ale ograniczyłem się do skrzywienia, aby wiedziała o mojej dezaprobacie i wstępnej irytacji. - Tego też nie poznasz, ale możesz zamiast tego w końcu gdzieś wyjść i na chwilę odpuścić. Zabawić się.
Oboje zajęliśmy miejsce przy jednym ze stolików na samym końcu stołówki. Zamiast być w centrum, woleliśmy być z boku – obserwować, a przede wszystkim móc porozmawiać, zamiast przekrzykiwać się. Teraz nie byłem pewny czy to faktycznie był dobry pomysł. Kiedy Elka atakowała, nie brała jeńców.
- Poza tym mógłbyś dotrzymać mi towarzystwa, zamiast siedzieć w swoim pokoju. Mówiłeś, że Twoja mama była przez ostatnie weekendy w pracy, teraz wypada jej wolne, prawda? - Elka dopytała, znając odpowiedź. Robiła to specjalnie, próbując mnie wmanewrować w coś, co wydawało się jej rozsądnym rozwiązaniem. Szczerze? Zaczynałem się wplątywać w jej sieć. - W piątek spędzisz czas z nimi, a sobotę ze mną. Trochę odskoczni i wolności ci się przyda. Ma być darmowy alkohol - sprzedała ostateczne argumenty, rozdając karty.
- Nie myśl, że zamierzam się tam dobrze bawić i integrować. Fajki i alkohol, to mój wieczór - nie chciałem jej dać do końca satysfakcji, ale ta już wszystko wiedziała. Uśmiechnęła się pod nosem, odrzucając swoje włosy na plecy, kiedy pochyliła się nad jedzeniem.
Wygrała turę.
***
W sobotę na imprezę udało nam się dostać Boltem. Umyłem włosy, nawet ogoliłem się do końca, czując się nagle i tak nadmiernie wystrojonym. Zrekompensowałem sobie to czarną, prostą koszulką i lekko spranymi, ciemnymi jeansami. Wyglądałem jakbym wchodził w okres buntu, zatrzymując się na okresie lat ’80, kiedy rock‘n’roll królował, a branie trzech osób do domu i uprawianie z nimi orgii, było paradoksalnie mniej skandaliczne niż teraz. Miałem to gdzieś. Nie zamierzałem przyprowadzać nikogo do siebie, a tym bardziej kończyć w zaułku. Nie byłem zainteresowany podobnymi atrakcjami. Mówiłem serio – chciałem się tylko upalić i napić, a przede wszystkim nie siedzieć ze swoimi rodzicami na stypie, która w każdej chwili mogła zamienić się w awanturę.
Z dwojga złego wolałem być tutaj, pilnując Elki, która nie zachwiała się ani razu w niebotycznych obcasach, będąc równie piękna i pełna gracji co zawsze. Faceci (i nie tylko) oglądali się za nią klasycznie, a niektóre dziewczyny uderzały ich po dłoniach, szczególnie przypominając o swojej obecności, kiedy mijaliśmy ich stoliki.
Jak zwykle w takiej sytuacji pomyślałem, że wyglądamy jak para. Może o to jej chodziło, kiedy mnie zapraszała? Chciała wsparcie i zabezpieczenie przed pijanymi ludźmi w klubie? Mogłem obiecać już teraz, że jeśli ktokolwiek spróbuje ją tknąć bez jej zgody, to powybijam zęby. Połamię szczękę. Zniszczę go.
- Nie ociągaj się, chodź! - pogoniła mnie, prowadząc do baru. To była impreza jednego z jej bogatych kolegów, więc bar był otwarty. Opcja All Inclusive opierała się na paru drinkach, dwóch rodzajach shotów i popicie w formie słodkich napojów. Zamówiła dla nas Sex on the Beach i Mohito. Niechętnie spojrzałem na oba, wykrzywiając wargi. - Przestań robić miny! To tylko drinki, nikt się do Ciebie nie dobierze za coś słodkiego! - zaśmiała się, podając mi ten mniej kolorowy. Sama wzięła dla siebie pomarańczową mieszankę z sokiem żurawinowym.
- Skąd wiesz. Wygląda to na najbardziej gejowski drink z całej karty! - burknąłem, podnosząc trochę głos, aby przekrzyczeć muzykę.
- I co? Są tylko gejowskie drinki i czyste shoty. Zacznijmy od czegoś lżejszego, zanim pogrążę cię zupełnie - zażartowała, podnosząc jedną rękę. Delikatnie zabujała biodrami w rytm muzyki, popijając nieśpiesznie swojego drinka. Ja swojego właśnie kończyłem na raz, odstawiając szkło na blat.
- Zwykła. Może być z colą, jeśli nie lejecie samej - rzuciłem do barmana, stukają palcami krótko o blat, zanim nie odwróciłem się w stronę parkietu. Już trochę osób na nim szalało. Było koło 22, a impreza dopiero się rozkręcała.
Potrzebowałem dokładnie czterech takich drinków i dwóch czystych kolejek shotów, aby zacząć bujać głową w rytm muzyki. Elka właśnie żartowała obok mnie z typem, który patrzył się częściej na jej dekolt niż twarz. Chyba ją to zaczynało denerwować, bo zwracała na mnie większą uwagę niż wcześniej. Dawała mu jasne sygnały, że nie była tym zainteresowana, a kiedy nie posłucha, to powie mu to wprost. Jak dla mnie za dużo zabawy. Wiedziałem, że typ w którymś momencie przegrał swoją turę, z większym fiaskiem niż ja odmowę pójścia na tę imprezę.
W tym momencie bardziej interesujący byli ludzie. Lubiliśmy ich z Elką obserwować. Zastanawiać się, kto miał nerwicę, a kto był rozpieszczonym dzieciakiem. Tworzyliśmy dla nich historie, dopasowywaliśmy profile. Egoistycznie i zaborczo lubiłem jak to było tylko nasze. Zbliżało nas też do marzeń o pracowaniu kiedyś w jednym wydziale jako partnerzy.
- Słuchaj – odezwałem się w końcu do biednego faceta, litując się nad nim. – Nic z tego nie będzie, chcemy chwilę pogadać sami. Daj spokój – doradziłem mu, a ten chyba czując przegraną sprawę i nie chcąc wylecieć z imprezy, faktycznie odpuścił. Nie miał tutaj czego szukać, marnował czas mogąc go poświęcić na inną dziewczynę. To nie był wiek, kiedy faktycznie uganiałeś się za kimś wartościowym, a łatwym.
Dzięki temu zostaliśmy ponownie we dwójkę. Ja i Elka. Elka i ja.
- Okej, lovelasie, na ósmej widzę kogoś kto zdecydowanie potrzebuje ratunku – podsunęła blondynka, zaczynając naszą grę. Tak stawiałem, bo kimś na ósmej mogły być dwie dziewczyny, jedna na obcasach w których nie wyglądała zbyt pewnie, druga w tenisówkach, bujając się lekko na boki. Za nimi za to stała kolejna para, tym razem damsko-męska. Dziewczyna koło dwudziestki w kusej sukience, której nogi i tak nie były lepsze od Elki oraz wysoki facet odwrócony do nas tyłem. Miał blond włosy, dobrane spodnie i idealnie skrojoną koszulę. Od razu przykuwał uwagę, stojąc prosto i pewnie, nawet od tyłu sprawiając wrażenie wręcz zuchwałego w tej pewności siebie. Na pewno pyskatego. Prowadzenie z nim śledztwa mogło być koszmarem.
- Przed gburowatym typem? Na pewno - przytaknąłem, żałując przez chwilę seksownej brunetki. Jeśli typ zachowywał się jak wyglądał, był kłopotami na dwóch nogach. Dobrych nogach, nawet ja musiałem to przyznać. Chyba lepszych od tej dziewczyny, a obcasy przecież swoje robiły.
- Nie, przed złamanym sercem. Nie ta liga, nie ten kosz - Elka rzuciła obok, trochę sepleniąc. Spojrzałem na nią krótko, zastanawiając się czy tak się upiła, ale trzymała słomkę między wargami. Wróciłem więc wzrokiem do wspomnianej dwójki.
- Czego miałaby łamać mu serce - burknąłem, gubiąc się w tym.
- To on może jej złamać - Elka spojrzała na mnie jak na idiotę. Czułem to nawet bez patrzenia na nią. Powoli dopasowywałem puzzle, ale nie byłem w stanie ich złożyć do końca. Alkohol spowolnił mnie, albo to te nogi brunetki. - Nie ten kosz. Jest gejem. Nawet ja to czuję - zaśmiała się, odkładając na wysoki stolik swojego drinka. Skończyła go, podobnie jak ja chwilę swojego. - Ty też powinieneś - dodała, jakbym naprawdę powinien.
Nie załapałem. Nie od razu. Koleś właśnie odwrócił się, rozglądając ostentacyjnie, leniwie po parkiecie. Ignorował dziewczynę w bezczelny sposób, szukając wzrokiem swojej następnej ofiary, pewnie bardziej wartej uwagi.
Jest gejem, odbiło się w mojej głowie, akurat kiedy przenikliwe, niebieskie oczy spoczęły na mnie. Blond włosy, z niebieskim odcieniem od świateł, były modnie zaczesane, podkreślając jego przystojne rysy. Wyglądał jak drapieżnik, wilk pośród owieczek, szukając czegoś konkretnego w szarym tłumie podobnych twarzy.
Był gejem. Jest gejem.
Przełknąłem głośno ślinę. W jednej chwili zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy, trzeźwiejąc od razu. To nie długie nogi brunetki mnie spowalniały, a niebieskie oczy błyszczały, bo znalazł to, czego szukał od początku. Zdałem sobie też sprawę, że cokolwiek oznaczał ten wzrok, będzie mnie prześladował. Jakby właśnie wszystkie światła padły na niego, nie tylko klubowe, ale i też moje. Życiowe.
Uderzyło mnie przerażające przeczucie, że coś się właśnie zmieniło, a te niebieskie oczy nie opuszczą mnie tak szybko.
