Actions

Work Header

Lustro z liliją

Summary:

Working in court is hard, let alone babysitting the Focalors. Anyone can snap at any time, right?
In Fontaine, the Archon's decisions can influence the life and death of a person. We get to hear the thoughts and feelings of different characters involved in the trial, some of them even seem to be hiding secrets. What kind of secrets could it be?
In Fontaine everything is covered in lies and if anyone tells the truth to the masquerade, it may cost them their lives.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter 1: "Ja jestem prawem"

Chapter Text

W sali sądowej ucichły wszystkie szepty, a sama atmosfera zrobiła się napięta. Obecni oczekiwali jedynie na osąd, na decyzję kogoś wyżej niż oni sami. Kobieta obserwowała z jednego z balkonów mężczyznę o długich, bladych włosach z kilkoma niebieskimi pasemkami. Podczas całej rozprawy nie wymówił ani jednego słowa, jakby skupił się na tym, co było wypowiadane przez obie strony. Może jednak przyczyna była inna? Tym powodem byłaby kobieta o zimnym spojrzeniu – sama archonka Fontaine. Jej oczy badały wszystkich przebywających na sali, jakby mieli stać się częścią zabawy, którą sama wymyśliła. Oczekiwała na to.. Powoli wstała ze swojego miejsca i podeszła do barierki, oddzielającą ją od reszty osób. I nagle rozległy się szepty wśród nich. Zapomnieli o prośbie utrzymania ciszy.

- Winny. - To była odpowiedź końcowa kobiety, gdy spojrzała po raz ostatni na młodego mężczyznę.

W Sali sądowej znalazły swoje miejsce: płacz, skrucha i..

- Prośby o litość nic ci nie dadzą. Ty... - pewna młoda pani odezwała się, podnosząc się z krzesła. Nie była w stanie wypowiedzieć nic więcej, gdyż na jej policzkach pojawiły się słone łzy.

Ach.. To była ona. Młoda pani, która straciła córkę w wyniku banalnego niedociągnięcia ze strony mężczyzny w centrum uwagi. Jego wzrok mówił wszystko, ale czy to kogoś interesowało? Nie. To co się stało, nigdy nie zostanie naprawione. Prośby o litość? Co z tego, że nie chciał tego zrobić? Najważniejsze nie były chęci, a to, co się ostatecznie wydarzyło.. Śmierć..

- Proszę o spokój. - Mężczyzna o bladych włosach zwrócił uwagę wszystkich, nawet skazanego, który za wszelką cenę próbował zaprzeczyć decyzji archonki.

Nie powiedział nic więcej, oddając tym samym głos kobiecie, która obserwowała wszystko z góry. Jej oczy błyszczały dwoma barwami niebieskiego. Wszystko w niej wydawało się dualistyczne. Tak samo jak jej charakter, myśli.. Silniej oparła swoje dłonie na barierce i patrzyła na ludzi odważniej. Nie bała się nikogo z nich. Nawet nie musiała obawiać się o mężczyznę, który miał drugą najsilniejszą pozycję we Fontaine. Nikt nie był w stanie jej dorównać.. A bynajmniej tak myślała.

- Decyzja została podjęta. - głos archonki rozniósł się po sali, jak odgłos nadciągającej śmierci.

Następne krótkie szepty rozniosły się po pomieszczeniu. Wszystko wyglądał jak występ, który nie mógł zakończyć się bez kulminacyjnego wątku – śmierci. Pragnęła tego kobieta, gdy tylko usłyszała o sprawie niefortunnego wypadku. Obraz tragizmu dopełniał wygląd sali sądowej – teatr. Czy tylko po to był wykorzystywany ten budynek? Z perspektywy mieszkańców wiadome było, że ich archonka nie cierpi nudy. Potrafiła nawet doprowadzić człowieka na skraj psychiki, by tylko poczuć spełnienie.

- Winny zostanie..

- Skazany na więzienie. - dokończył za nią mężczyzna o bladych włosach.

Między kobietą, a mężczyzną wywiązał się długi kontakt wzrokowy, który z każdą kolejną chwilą był coraz zimniejszy. Przez kilka dłużących się sekund wszyscy obserwowali mężczyznę o bladych włosach lub kobietę na balkonie. Nikt nie śmiał się odezwać w tej ciążącej atmosferze.

Kobieta o niebieskich oczach uśmiechnęła się wrednie, by chwilę później zasłonić swoje usta. „Ten wredny.. Tym razem.. Chociaż nie. Chcę zobaczyć, co będzie działo się dalej.” Niewiele myśląc prychnęła niezadowolona, gdy tylko winny spojrzał na nią z cwanym wyrazem twarzy. Nagle wbiła w niego lodowaty wręcz martwy wzrok. Było pewnym, że gdyby nie słowa mężczyzny, winny zostały skazany na śmierć w mękach, by tylko zadowolić archonkę. Nagle oskarżony jakby zmalał w jej oczach, próbując uciec od tego spojrzenia jak najdalej. Nie było sekretem to, jak zachowywała się osoba o najwyższej pozycji w Fontaine.

- Winny zostanie zabrany do więzienia, gdzie odbędzie karę. - Ostatnie słowa mężczyzny wzbudziły następne szepty w sali.

Archonka nigdy nie była znana ze swojej litości, jeśli można byłoby ją o tą cechę posądzić. Patrzyła z góry, jak powoli na scenę akcji wkroczyła straż więzienna. Z przodu szedł wysoki mężczyzna o krótkich, ciemnych włosach, lecz jednocześnie gęstych. Jedna ich kępa swobodnie opadała na część twarzy nadzorcy więzienia. Kobieta wyraźnie widziała, jak spokojnym krokiem szedł w kierunku winnego. Jego białe oczy wydawały się jeszcze bardziej nieczułe niż archona, ale to byłoby złe stwierdzenie prawdy za zasłoną drobnego oszustwa wyglądu. Strój mniej oficjalny niż samego sędziego tej rozprawy, ale cóż, to musiały być uroki pracy w więzieniu, gdzie wygląd nie pełnił tak ważniej funkcji. Tam trzeba było budzić strach i trzymać wszystko w rygorze.. Jednakże.. ostatnio zaczęło brakować pewnych raportów o niektórych winnych. Czy dochodziło do oszustw i manipulacji prawdy?

- Idziemy. - twardy głos wypowiedziany tuż przy uchu winnego, który zdawał się mieć już ulgę w sercu.

Chwyt okazał się mocniejszy i mniej litościwy niż przewidywał oskarżony. Chciał zawyć z bólu, pokazać swoje cierpienie, lecz wszyscy patrzyli właśnie na nich. Co zrobić, gdy ich oczy były utkwione w nim, a wzrok matki, która utraciła dziecko.. taki bolesny..? Spojrzał i zobaczył, jak mężczyzna o ciemnych włosach przyglądał się sędziemu Fontaine.
Blade, wręcz białe oczy przez krótką chwilę obserwowały postać siedzącą wysoko, powyżej samej widowni. Z takiej wysokości zarówno archonka jak i mężczyzna o bladych włosach mogli patrzeć na siebie bez problemu. Jednak.. Sędzia nie patrzył na nią, co mogło w niej obudzić chęć otrzymania uwagi. Jego wzrok utkwiony był gdzieś indziej, ale gdzie? Jakby był nie do końca obecny wśród dźwięków prawdziwego życia. Czyżby zastanawiał się? Jeśli tak, to nad czym? Jeśli jednak nie, to dlaczego wyglądał tak..

Sędzia zwrócił twarz ku mężczyźnie, który przytrzymywał winnego za ramię. Nagle oficer policji jakby za mocno zacisnął swoją dłoń, gdyż oskarżony wymamrotał, aby go puścił. Cóż się jednak stało, że nie zareagował na słowa wyrażające ból? Cóż to było? Bądź.. Któż to był, kto odwrócił uwagę białych oczu? Nie widział dokładnie rysów twarzy bladowłosego, lecz mógłby przysiąc, że również jego cera była niewiarygodnie blada. Może wręcz biała? Nadzorca więzienia po raz pierwszy mógł zobaczyć sędziego w dostojnej okazałości na rozprawie sądowej.. Nawet oczy były takie blade.. Strój budował kontrast względem ciała. Ciemny, mógłby przysiąc, że granatowy w końcach dobiegające w barwy niebieskiego. Żabot biały, wpasowujący się w cerę sędziego.. i coś błyszczącego jakby przypinka na białym materiale ozdobnym.

Bladowłosy mężczyzna patrzył centralnie na dwie postacie, szczególnie skupiając się na nadzorcy więzienia, który stał dłuższą chwilę.. Widział, jak patrzył na niego. Widzieli to oboje, lecz żaden nie podniósł głosu, by to zakończyć. Dopiero ruch czarnej rękawiczki sędziego wybudził drugiego mężczyznę z transu. Ten kontrast był tak nagły na porcelanowej twarzy.. I wszystko tak niespodziewanie pękło..

Nadzorca więzienia niechlujnie szarpnął winnego, by zmusić go do niepotrzebnej uległości. Zanim oboje się obrócili, czarnowłosy po raz ostatni zerknął na postać, która przykuła jego uwagę parę chwil wcześniej. Odwrócił głowę, udając, że nic się nie stało. Było to oszukiwanie samego siebie, znajdowanie wygodnego kłamstwa, ale to właśnie w nim znajdował to nietypowe ukojenie dla duszy.. I ruszył.. metalowe łańcuszki wybrzmiewały własną pieśń dla więźnia..

W sali rozległy się dźwięki kroków kilku osób – winnego, nadzorcy więzienia i dwóch innych strażników. Nie potrwało to długo. Wszystko umilkło w mniej niż minutę. Oskarżony nawet się nie rzucał. Zaakceptował swój więzienny los. Nic dziwnego skoro sędzia uratował go od przerwania czerwonej nitki.. Sala sądowa, teatr, miejsce zabaw dla archonki stało się ponownie milczące. Szepty.. Od plotek nikt nie mógłby uciec w mieście, a tym bardziej poważane osoby. Cisza.. Nikt nic więcej nie powiedział. Ostatnie słowo należało dla sądu, o który dbał Najwyższy Sędzia Fontaine – Neuvillette.

Nawet Archonka samego Fontaine chciała pogrążyć ludzi w strachu, obawie przed czyhającym wszędzie oczami rządu.. Rządu, który zmieniała wobec własnej woli kobieta o niebieskich oczach. Można było to określać słowami „Ja jestem prawem”. Nikt nie mógł wpływać na jej decyzję.. Chciała pozbywać się własnej nudy kosztem innych.
Wzrok mężczyzny i kobiety ponownie się spotkały. Nic nie musieli mówić. Wiedzieli wszystko.

Przybyli zostali pożegnani przez samą archonkę, która za nic miała ich życia.. Wszyscy wyszli, wszyscy zostawili swoje myśli w sali sądowej, wszyscy zapamiętali, co się działo.. To, co zostało zobaczone, zostanie opowiedziane przez każdego, kto był w teatrze..

Sędzia spojrzał na archonkę, która cwanie się uśmiechała.

Nazywano ją Focalors.. A tylko niektórzy mówili o niej Furina..

A plotki rozchodzą się niczym plaga..