Chapter Text
Przebudził się czując coś nieprzyjemnie mokrego na swojej dłoni. Mruknął cicho chowając rękę z prędkością światła pod kołdrę, na co pies wydał z siebie ciche skomlenie i zaczął szukać nosem innej wystającej spod kołdry części ciała.
- Jiro… - jęknął czując mokry język tym razem na policzku. Yamamoto w końcu otworzył oczy. Akita o jasnym umaszczeniu stał przy łóżku z łbem opartym o materac patrząc na niego swoimi wielkimi ślepiami czekając aż właściciel podniesie się z wygodnego łóżka. Przez okno wpadały już promienie słońca. - Zaraz wstanę - obiecał wiedząc, że pies wyczekuje aż z nim wyjdzie na chociaż krótki spacer.
Tak bardzo mu się nie chciało wstawać. Wsunął palce w miękką jasną sierść przymykając ponownie oczy. Leżący obok niego chłopak przyciskał swoje czoło do jego pleców skulony na drugiej połowie łóżka. Przekręcił się ostrożnie i przyciągnął go do siebie chowając twarz w szarych włosach. Hayato westchnął cicho ale nie obudził się. Yamamoto uśmiechnął się lekko. Nie umiał stwierdzić co mu się śniło ale miał nadzieję, że nie był to jeden z koszmarów jakie dręczyły chłopaka w ostatnim czasie. Czy Gokudera w ogóle miał jakieś miłe sny? Jeśli tak, to jakie? I czy się w nich pojawiał?
- Jiro…! - jęknął cicho słysząc ponownie zdesperowane skomlenie psa za swoimi plecami. – Idź po smycz, zaraz wstanę. – spojrzał na niego przez ramię. Uradowany pies szczeknął cicho i wybiegł z pokoju zostawiając ich w końcu samych.
Wszedł do łazienki pocierając dłonią zaspaną twarz. Tak naprawdę najchętniej by został jeszcze w łóżku. W końcu rzadko kiedy oboje mają dzień wolny i możliwość spędzenia trochę czasu razem, który nie jest związany bezpośrednio z pracą. Gokudera codziennie wstaje o koszmarnych godzinach, wygania go z łóżka krzycząc, że znowu się spóźni. Zrobił śmieszną minę czując pod stopami zimne łazienkowe płytki po czym od razu skierował się do umywalki. Spojrzał w lustro i mruknął cicho pocierając szyję, na której widniał czerwono-fioletowy ślad pozostawiony przez usta nadal śpiącego w pokoju obok chłopaka.
Bez golfu się dzisiaj nie obejdzie . Zaskoczony przysunął twarz do lustra wpatrując się w swoje lewe ramię na którym widoczny był inny dziwny ślad. Przesunął po nim palcami czując jak skóra delikatnie go szczypie pod dotykiem. Odcisk zębów. Nie był w stanie sobie przypomnieć momentu kiedy Gokudera zacisnął je na jego ramieniu by stłumić krzyk i nie pobudzić sąsiadów.
Przemył twarz zimną wodą i spojrzał ponownie na siebie w lustrze. Przez chwilę w jego głowie pojawiła się myśl żeby poprosić Kyoko by pokazała mu chociaż podstawowe techniki ukrycia przebarwień i siniaków na ciele przy pomocy makijażu.
*
Po powrocie ze spaceru Jiro od razu pobiegł na swoje posłanie. Uri poderwał się z głośnym piskiem Zawsze gdy pies opuszczał mieszkanie, kot zwijał się na jego posłaniu i drzemał dopóki wesoła Akita nie przegoniła go na drugi koniec pokoju. Yamamoto wywrócił oczami słysząc przeraźliwe piski gdy pies próbował go delikatnie przesunąć.
Znajome. Odstawił buty na swoje miejsce i ruszył w stronę sypialni chowając wyjęte z uszu słuchawki do pudełka. Uśmiechnął się lekko na widok nadal śpiącego chłopaka, ściągając z siebie bluzę i odkładając elektronikę na biurko. Gokudera był nieznośny jeśli chodziło o pracę. Przemęczał się, nigdy nie słuchał gdy Yamamoto mówił, że czas odpocząć. Wiele razy z tego powodu się pokłócili. Musiał przyznać, że widok wtulonego w poduszkę Hayato go w jakiś sposób uspokajał. Wsunął się na łóżko ostrożnie by go nie przestraszyć. Z samego rana wystarczyły mu piski Uriego.
- Gdzie się włóczysz? - szarowłosy przebudził się ale nie otworzył oczu ani nie poruszył się.
- Spacer z Jiro. - mruknął całując go delikatnie w nagie ramię. - Czyżbyś tęsknił?
- Wmawiaj sobie dalej.
Yamamoto zaśmiał się cicho przesuwając delikatnie nosem w górę po ramieniu chłopaka aż do szyi na której zaczął składać delikatne pocałunki. Jego skóra była tak przyjemnie miękka i ciepła. Czuł na niej delikatny zapach potu i pościeli, który budził zmysły. Uśmiechnął się do siebie czując jak serce szarowłosego przyśpiesza. Jego p ięść spotkała się z nosem Yamamoto. Nie podniósł jednak głowy nadal wtulając się w poduszkę by ukryć przed nim swoją czerwoną twarz. Yamamoto zaśmiał się przytulając się do jego pleców i składając delikatny pocałunek na w miejscu gdzie szyja łączy się z resztą ciała. Hayato mruknął cicho w poduszkę coś czego Takeshi nie zrozumiał.
- idiota… - rzucił ponownie podnosząc głowę by nabrać powietrza.
- wolę jak mi mówisz po imieniu. – szepnął mu do ucha Yamamoto zniżając głos na co po plecach Gokudery przeszedł przyjemny dreszcz.
