Actions

Work Header

Mistrz Światła

Summary:

Ludwig i Feliks, dwoje superbohaterów bierze udział w gali charytatywnej pełnej nadętych bogaczy jako ochroniarze. Ludwig jest przygnębiony i chciałby być wszędzie tylko nie tam, podczas gdy Feliks wydaje się zanurzony w charyzmatycznym, ale bezczelnym flirtowaniu z towarzyszem. Nagły alarm i podejrzenie ataku na wydarzenie powodują, że obaj superbohaterowie szybko działają, konfrontując się z Minotaurem a następnie z uczuciami do siebie nawzajem.
Pary: GERPOL

Work Text:

Ludwig westchnął zmęczony słysząc za sobą doskonale znany gładki zaciągający słowa w ten śmieszny sposób głos.

- Ja chyba naprawdę mam dziś niesamowite szczęście.

Ludwig odwrócił się za siebie starając się nie zgrzytać zębami na widok zadowolonego z siebie uśmiechu niższego mężczyzny. Jego krzywy uśmiech jest równie oślepiający co jego druga tożsamość.

Charyzmatyczny, niepokorny, bezczelny i tak uwielbiany przez media wcześniej nieznany nikomu Polak który z impetem wkroczył w świat superbohaterski powalając przy okazji wielu potężnych wrogów i błyskawicznie zyskując niesamowitą rozpoznawalność.

Luminarius był bezczelny w swojej pracy wszem i wobec ogłaszając kim jest, gdzie mieszka, gdzie się urodził jakby kpiąc z każdego kto chciałby rzucić mu wyzwanie. Bardzo często superbohaterowie cenili sobie prywatność i ukrywali swoją prawdziwą tożsamość przed światem. Ale nie ten konkretny Polak który wydawał się cieszyć każdym zagrożeniem i atakiem traktując je niemal jak wzywanie i próbę udowodnienia sobie że jest niepokonany.

Ludwig również podczas swojej pracy nie zakrywał twarzy więc jego tożsamość była ludziom znana, ale mimo tego gardził obnoszeniem się ze swoją mocą co często robił Łukasiewicz.

Niski zwinny mężczyzna obszedł Ludwiga kocim wręcz ruchem przyglądając się uważnie najpierw jemu a potem wielkiemu oświetlonemu budynkowi do którego obaj zmierzali.

Garnitur mężczyzny był jasno błękitny podczas gdy jego koszula czarna a krawat biały, jakby chciał jak najbardziej wyróżnić się w tłumie przybyłych na galę gości.

- Skoro już robię za oficjalną ochronę tej głupiutkiej zabawy to przynajmniej będę miał koło siebie niesamowity cukiereczek. - Stwierdził kokieteryjnie Feliks uśmiechając się do Ludwig półgębkiem.

- To gala charytatywna. - Zauważył zjadliwie Ludwig krzywiąc się i czując jak jego twarz robi się czerwona. Z całego serca nienawidził tego flirciarskiego zachowania Feliksa który w ten właśnie sposób drażnił Ludwiga gdy tylko na siebie wpadali. A niestety wpadali na siebie niepokojąco często.

Feliks wzruszył ramionami prychając z pogardą.

- No wiem. Czytałem w Internecie. Zbieranina bogatych snobów którzy chcą się pochwalić swoimi majątkami pod płaszczykiem dobroczynności. Nuda.

- Albo chcą zrobić coś dobrego. - Zauważył Ludwig gdy Feliks znów ruszył w stronę wejścia do budynku przed którym już zebrał się tłum gości czekających na wejście.

- Ta... a jak myślisz ilu z nich macza palce w nielegalnych interesach lub chociaż wie o takowych i przymyka na nie oczy? Ilu z nich źle traktuję ludzi pod sobą uważając się za lepszych, ilu z nich wykorzystuję te pieniądze żeby zamącić jakieś kobiecie w głowie podczas gdy w domu czeka na nich żona? Lub na odwrót? Ile już było przypadków takiego romansu niszczącego całe rodziny?

- A czy to ma naprawdę aż takie znaczenie? - Pyta w końcu zmęczony Ludwiga gdy wreszcie wchodzą razem do budynku pełnego świateł przepychu i elegancji. Gdy stali w kolejce czuł na sobie ciekawskie spojrzenia, szepty i poruszenie. Sprawiało to że jego skóra nieprzyjemnie cierpła od siły i ciężaru ciekawskich spojrzeń a mięśnie tężały od dźwięków jego imienia i podnieconych szeptów.

Feliks jakby w opozycji do niego uśmiechał się krzywo i posyłał te uśmiechy do zerkających na niego ludzi, ignorował szeptaniny i wydawał się całkowicie rozluźniony i niewzruszony. Czasami w tych rzadkich momentach taki jak teraz Ludwig zazdrościł mu tej pewności, tego spokoju i opanowania.

W odpowiedzi na jego pytanie Feliks początkowo zanucił zamyślony po chwili jednak odezwał się z zaskakująco poważnym wyrazem twarzy.

- Podejrzewam że nawet jeżeli wielu z nich w ten sposób chce się pokazać z dobrej strony to ich pieniądze nadal pomagają. Ale... chciałbym aby robili to bo rzeczywiście chcą pomóc bez żadnych gierek, podchodów i ukrytych motywów. Bez gali pełnej przepychu i stroszenia piór, pomoc anonimowa i cicha bez błysku fleszy to także pomoc.

Ludwig spojrzał zaskoczony na Feliksa który zwolnił nieco swój krok.

- Heh, chyba po prostu jestem... naiwnym marzycielem. Pomoc to pomoc, ale ta z dobroci serca... brzmi jakoś lepiej.

Ludwig już miał na końcu języka że to podejście jest zaskakująco... szlachetne.

- Cóż... skupmy się lepiej na naszym zadaniu a nie mojej naiwności. - Stwierdził w końcu lekko Feliks, ale pomimo tonu jego głosy w jego oczach był dziwny ponury cień.

- Mhm. - Zgodził się Ludwig sięgając do swojego karku, patrzący na niego kontem oka Feliks zganił go zaskakująco surowo jak na niego.

- Przestań ciągnąć za ten kołnierz.

Ludwig mamrocze pod nosem do siebie puszczając kołnierz ale zamiast niego zaczynając poprawiać swój granatowy krawat.

Widząc to Feliks wzdycha i łapię go za ramię co wcale nie jest łatwe patrząc na niecałe dwadzieścia centymetrów różnicy w ich wzroście.

- Uspokój się trochę, nikt tutaj cię nie zje... Czy może po prostu jestem zbyt rozpraszający dla ciebie?

- Dobrze wiesz że nienawidzę takich przyjęć. - Warczy na niego Ludwig.

Nie jest typem osoby umiejącej nałożyć maskę rozbawienia i charyzmy tak jak Feliks który chodź gardzi takimi zabawami potrafi wtopić się między gości niczym kameleon. Oczarowywać ich kwiecistymi słowami doskonale wiedząc co w danej chwili chcą usłyszeć, zwracać na siebie ich wzrok płynnymi ruchami i wręcz zawstydzać swoją śmiałością gdy akurat tego chce. Jego włosy zaczesane w kucyk przewiązany piękną bardzo widoczną ale nie przesadzoną błękitną wstążką nadają mu szarmanckiego wyglądu będąc ładnym dodatkiem do garnituru którego kolor bardzo zbliżony do wstążki we włosach na pewno jest wyborem nietuzinkowym pomiędzy wszystkimi szarymi, czarnymi i granatowymi garniturami większości obecnych mężczyzn. Nieco sprężysty chód pełen pewności siebie nadaję mu poważnej i silnej prezencji z którą trudno się kłócić.

Nawet teraz wydaję się wiedzieć co robi gdy przy kolejnym stawianym kroku płynnie przysuwa się do boku Ludwiga i chwyta go za zgięcie łokcia delikatnie i niewidocznie manewrując jego ramieniem tak by ułożyło się odpowiednio do tego chwytu. Z boku może to wyglądać jakby Ludwig sam ustawił tak ramię by Feliks mógł je w tej samej chwili chwycić, ale wcale tak nie było. Feliks trzyma więc w zgięciu ramienia Ludwiga swoją dłoń z lekkim ale pewnym naciskiem. Ludwig czuję się w pewien sposób tym pocieszony i uziemiony w teraźniejszości w której wcale nie chciał się znaleźć i nie chce być.

- Co ty wyprawiasz?! Co pomyśli praca gdy nas tak zobaczy? - Warczy pytająco Ludwig nachylając się nieco nad niższym bohaterem. Na jego pytanie Feliks chichoczę lekceważąco i rzuca Ludwigowi figlarne spojrzenie. Tych swoich cholernych szmaragdowych oczu.

- Pomyślą dokładnie to co im powiem. - Stwierdził takim tonem jakby mówił o oczywistości. Potem przysuwa się jeszcze trochę bliżej Ludwiga który rumieni się widząc to. Gdy jeszcze chwilę temu dzieliła ich taka odległość że chwyt na ramieniu Ludwiga mógł być uznany za grzecznościowy i powściągliwy teraz Feliks jest tak blisko że jest to niemal nieprzyzwoite na takim wydarzeniu podczas takiej uroczystości.

Tak przytulają się kochające partnerki i żony do swoich mężów a nie dwoje obecnie współpracujących ze sobą superbohaterów. Ludwig stara się nie myśleć jak dobrze do zgięcia jego ramienia pasuję mała szczupła dłoń Polaka. To tylko mu się zdaję.

Gdy docierają w końcu do głównej sali Ludwig wita ochronę powiadomioną zapewne o ich obecności krótkim sztywnym skinięciem głowy bojąc się używać głosu z powodu swojego wyschniętego i ściśniętego gardła.

Przechodząc przez drzwi Feliks lekko unosi głowę, domyślając się że ten chce coś powiedzieć Ludwig lekko schyla swoją.

- Jesteś uosobieniem przystojnego wymiaru sprawiedliwości. - Mówi mu bezwstydnie polak spojrzeniem skanując pomieszczenia. - Ale naprawdę chciałbym żebyś przed końcem tej nocy śmiał się zamiast tak marszczyć.

Czując się znów zawstydzonym i wyprowadzonym z równowagi Ludwig nieco mocniej zaciska zgięcie łokcia w którym spoczywa dłoń Feliksa.

- A ja chciałbym żebyś się skupił. - Zganił się Ludwig zaciskając zęby. Feliks po prostu prychnął i przewrócił oczami. Po chwili jednak wyraz jego twarzy nieco złagodniał.

- Naprawdę ładnie wyglądasz w tym garniturze. - Stwierdził zaskakująco otwarcie i szczerze.

W końcu wtapiają się w ogromny bogaty tłum ku rosnącemu nieszczęściu Ludwiga. Piękne długie suknie z niskimi dekoltami, jedwab i tiul, gołe ramiona i nieprzyzwoicie rzucająca się w oczy droga biżuteria. Stonowane dobrze skrojone garnitury uszyte na zamówienie, zimne białe światło padające z nowoczesnych lamp na wysokim suficie. To wszystko bezsprzecznie w oczach wielu osób zrobiłoby nie małe wrażenie. Ale nie w momencie gdy Ludwig doskonale wie dlaczego tutaj jest, gdy nienawidzi takich przyjęć, dusznej kłamliwej atmosfery i półprawd jakie krążą po tej na pozór pięknej i bogatej sali.

W końcu Feliks znów się do niego odzywa unosząc głowę a Ludwig dostrzega jak zimne białe światło odbija się w jego oczach nadając im jeszcze piękniejszego wyglądu o czym Niemiec usilnie stara się nie myśleć i nie gapić.

- Może się czegoś napijemy?

Ludwig spogląda w tłum gości a jego usta zaciskają się po chwili namysłu.

- W porządku, prowadź.

Feliks chodź mniejszy i niższy z nich dwóch bezproblemowo prowadzi ich przez tłum lawirując z gracją między gośćmi i kradnąc ciekawskie mniej lub bardziej pochlebne spojrzenia tłumu. Ich pseudonimy padają od czasu do czasu w tłumie i wydaję się że Feliks jest coraz bardziej dumny z siebie ilekroć słyszy imię „Luminarius".

I chodź takie słowo nie istnieję w żadnym języku sam Feliks twierdzi że najbliższym tłumaczeniem jego pseudonimu jest: „mistrz światła" co jak media uznały jest z jego strony aroganckie i hedonistyczne, lecz nawet mimo takiej oceny wydawało się że z tego niezrozumiałego dla Ludwiga powodu media lubią Feliksa jeszcze bardziej. Jakby jego arogancja i buta były czymś ciekawym i wartym uwagi.

- Jeszcze chwila a pękniesz z dumy. - Mówi mu w końcu Ludwig czując w stosunku do Feliksa lekki rozbawione politowanie.

- Bzdura. I dlaczego nie miałbym pękać z dumy? Gdybym oczywiście to robił, a nie mówię że teraz to robię. No spójrz tylko na nas...

- I tak już wszyscy się na ciebie gapią. - Zauważył sucho Ludwig unosząc brew chodź w słowach Ludwiga nie ma nawet grama jadu. - Jesteś równie jasny co cholerne słońce.

- Nie bądź taki skromny. - Poradził mu Feliks uśmiechając się do niego miękko. - Obaj dobrze wiemy że gapią się na ciebie. Bądźmy szczerzy, jesteś gorący.

- Bzdura. - Prycha Ludwig gdy docierają do baru a jego wzrok utkwiony jest w ścianie zastawionej alkoholami najróżniejszej maści, większości z nich nawet nie rozpoznaje po wyglądzie czy nazwie.

- Wszyscy gapią się na ciebie... nie dziwię się. - Gdy Ludwig zdaję sobie sprawę co powiedział zagryza wargę a jego twarz nagrzewa się z zawstydzenia.

- Hę? - Feliks patrzy zaskoczony na Ludwiga gdy puszcza jego ramie i siada na jednym z barowych stołków.

- Może też się na ciebie gapię. - Przyznał w dziwnej chwili słabości i głupiej odwagi. Feliks przez chwilę patrzył na Ludwiga w szoku po czym sam zarumienił się po cebulki włosów.

- Cóż... nie możesz popatrzeć na siebie bez lustra więc patrzysz na drugą najpiękniejszą osobę w pomieszczeniu, hę?

Ludwig czują że jego twarz nadal jest ciepła gdy zdaję sobie sprawę z implikacji słów Polaka nie musi jednak niczym odpowiadać na te słowa gdyż przed nimi pojawia się barman więc wydają mu polecenia a wcześniejszy niezręczny temat zostaje porzucony.

Gdy już mają swoje drinki w dłoniach Ludwig zastanawia się jak zadać nurtujące pytanie ale gdy odwraca się w stronę Feliksa otwierając usta widzi jak ktoś podchodzi do baru.

- Feliks, dobrze cię widzieć. W towarzystwie pana Beilschmidta co ciekawe. - Mężczyzna dosiada się do nich posyłając obu szeroki uśmiech. - Nie spodziewałem się tutaj pana zobaczyć, plotka głosi że nie lubi pan tego typu imprez.

- To nie plotka. - Mruczy ponuro Ludwig wpatrzony w swoją szklankę.

Mężczyzna rzuca mu współczujące spojrzenie.

- Obawiam się że ja raczej pańskich odczuć nie poprawię bo muszę na chwilę ukraść panu Feliksa.

- Hm? Co jest Georgi? - Polak przygląda się z nową ciekawością znajomemu który tylko kiwa głową i chwyta go za ramię.

- Śmiało. Nigdzie się nie wybieram. - Odzywa się Ludwig chodź bardzo niechętnie. Nie chce pozwolić temu nieznajomemu obcokrajowcowi zabrać od siebie Feliksa, co zapewne jest żałosne i małostkowe z jego strony. Po cichu jednak bardzo podoba mu się uwaga Feliksa i jego niepoprawny flirt ilekroć się spotykają, nawet jeśli nie daję to po sobie poznać i czasami czuję się przy nim zbyt odsłonięty i bezbronny.

Czasami chciałby żeby Polak naprawdę miał na myśli wszystkie te rzeczy które mu mówi.

Ale to nie jego miejsce żeby kwestionować życie prywatne Feliksa który jest w zasadzie tylko jego znajomym z pracy i niczym więcej.

Feliks posyła Ludwigowi przepraszający uśmiech bierze drinka z kontuaru i macha na pożegnanie, po czym znika w tłumie. Dwie dość niskie osoby są nie do odróżniania w ruchliwym wielkim tłumie tak więc Ludwig nieszczęśliwie wraca do swojego drinka obracając szklanką dookoła wpatrując się w wirującą zawartość. Wie że nie może długo tutaj tak siedzieć, jego zadaniem jest obserwowanie gali i interweniowanie w przypadku jakiegoś zagrożenia a nie samotne użalanie się nad sobą przy barze. Wzdychając bardzo niechętnie wstaję z miejsca starając się wyglądać odpowiednio poważnie i reprezentatywni a nie jakby chciał natychmiast stąd wyjść i nie oglądać się za siebie. Żałuję że nie ma tutaj Gilberta który utknął w Berlinie zajmując się jakimiś atakami terrorystycznymi. Wzdycha z udręką w tym samym momencie gdy ktoś od tyłu łapię go za ramię. Nie na tyle mocno by Ludwig poczuł się zagrożony, ale nawet mimo tego spina się zdenerwowany będąc osobą nienawidzącą nagłych nieznanych kontaktów fizycznych.

- Monsieur Beilschmidt mamy problem. - Ludwig wcale nie rozluźnia się w momencie gdy rozpoznaję głos z lekkim francuskim akcentem jako Lucille Bonnefoy w pięknej długiej różowej sukni i białych perłach na szyi z blond włosami związanymi luźno w taki sposób że spływały jej po jednam z ramion. Kobieta pochodząca i działająca w Monaco z niesamowitą gracją i siłą.

- Udało mi się ustalić że jeden z gości zdobył grecką pieczęć przyzwania.

Słysząc to serce Ludwiga zamarło a po plecach spłynął zimny pot strachu.

- Jaką? - Spytał w pierwszej kolejności modląc się aby nie była to pieczęć jakiegoś niebezpiecznego mitycznego potwora mogąca zrównać całe miasto z ziemią.

- Nie udało mi się tego ustalić. Nie wiem też który z gości, udało mi się tylko ustalić czas przełamania pieczęci.

- Główna przemowa? - Pyta z obawą Ludwig odkładając drink i ruszając za kobietą.

- Piętnaście minut przed. - Kiwa głową Lucille zaciskając usta w wąską linię. - Widziałam z tobą Luminariusa, zgarnij go, ja muszę się przebrać.

Ludwig kiwa jej głową w roztargnieniu, już skanując tłum wzrokiem w poszukiwaniu jasnego garnituru, blond włosów i znajomego głosu. Przeciska się przez tłum z irytacją zastanawiając się skąd jakiś przypadkowy bogacz zdobył tak rzadki i niebezpieczny przedmiot jak grecką pieczęć które to zawierały w sobie niebezpieczne bestię z dawnych czasów.

Gdy już znajduję dwóch mężczyzn dyskutujących ze sobą podchodzi do Feliksa i kładzie mu dłoń na ramieniu. Feliks rzuca mu zaniepokojone spojrzenie zapewne dostrzegając jego zdenerwowanie.

- Mam informację że ktoś z gości chce przełamać grecką pieczęć i zakłócić uroczystość.

Feliks i jego znajomy spojrzeli na Feliks przerażeni.

- Idź. - Ponaglił Feliksa mężczyzna imieniem Georgi rozglądając się z nową ostrożnością po ich otoczeniu. - Dołączę do was za chwilę.

Gdy mężczyzna zniknął już w tłumie wyraźnie starając się nie spieszyć i nie ściągać na siebie uwagi Ludwig spojrzał zaskoczony na Feliksa gdy obaj ruszyli do wyjścia.

- Jeden z nas. - Wyjaśnił lakonicznie Feliks na co Ludwig skinął głową ciesząc się z potencjalnej pomocy w walce która może nastąpić. - Wiesz gdzie może nastąpić atak?

- Nie, Lucille Bonnefoy nic mi na ten temat nie powiedziała.

- Kto? - Spytał zaskoczony Feliks przekrzywiając głowę.

- Monegasque Mirage. - Stwierdził ciszej Ludwig nie chcąc by ktoś usłyszał ten pseudonim w połączeniu z imieniem i nazwiskiem. Mirage była jedną z wielu bohaterek ceniących sobie spokój ciszę i anonimowość.

- Hm. - Kiwnął głową Feliks w tym samym momencie gdy do ich uszu doleciały krzyki i trzaski dobiegające gdzieś z korytarza przed salą. Feliks zaklął pod nosem coś po polsku co musiało być jednym z jego wielu kolorowych przekleństw i ruszył biegiem do drzwi. Biegnący za nim Ludwig rzucił do ochroniarzy przy drzwiach nakazując im pozostać w pomieszczeniu z cywilami. Nie potrzebowali kolejnych ofiar, a Niemiec był pewien że ochroniarze z pistoletami nie wyrządzą jakiemukolwiek potworowi krzywdy a jedynie dadzą się głupio zabić.

Gdy już trafiają do holu wejściowego są zmuszeni uskoczyć przed nadlatującym wielkim biurkiem które mijali w drodze do sali. Gdy jako druga leci w nich skórzana kanapa Feliks wyciąga rękę i przed nimi pojawia się jasna wielka bariera o lekko złotym odcieniu o którą z ogłuszającym trzaskiem rozbija się mebel. Nigdy nie można było powiedzieć o mocy Feliksa że nie była tylko widowiskowa. Była spektakularna, wszechstronna i niesamowicie potężna. Jedyną jej słabością był fakt że po zachodzie słońca była praktycznie o połowę słabsza. A zważywszy na późną porę słońce już jakiś czas temu zaszło pozostawiają na niebie jedynie błysk gwiazd i wielki górujący nad nimi księżyc. Dlatego właśnie bardzo często Feliks łączył siły z Tolysem, Litwinem którego specjalnością była noc. Dziś jednak go tutaj nie było ze względu na obrażenia jakim uległ jakiś czas temu.

Feliks zniósł tarczę i przyzwał stworzone ze światła dwie długie ostre lance i posłał je wprost na wielkiego włochatego Minotaura. Stworzenie ma przynajmniej dwa metry, jest szeroki w ramionach, jeden z rogów jest ułamany w połowie długości podczas gdy drugi wije się w powietrze. Sierść potwora jest ciemno brązowa, prawie czarna. Niektórzy mogliby nawet nazwać go majestatycznym czy pięknym gdyby tylko nie był żywy i nie stanowił śmiertelnego zagrożenia.

Lance z niesamowitą prędkością ruszyły w stronę potwora przecinając powietrze bezgłośnie.

Potwór chwycił okrągły stolik stojący niedaleko niego i cisnął nim w stronę lanc a te roztrzaskały się po zetknięciu z meblem który dalej leciał w jego stronę.

Widząc to Ludwig sięgnął do kieszeni swoich spodni i wyciągnął z nich dwie niewielkie metalowe kuleczki a następnie cisnął nimi w stronę potwora. Kulki w powietrzu zaczęły rosnąć aż w końcu wielkością przypominały dwie piłki plażowe, bardzo, bardzo ciężkie, dzięki czemu roztrzaskały lecący stolik a potem uderzyły w potwora z taką siłą że poleciał on daleko do tyłu i przeleciał przez obrotowe wielkie szklane drzwi tuż na parking z głośnym rykiem bólu lub wściekłości. Lub tego i tego.

Umiejętności Ludwiga były nieco bardziej skomplikowane niż te Feliksa przez co wiele osób uważało je za nudne nie rozumiejąc jak wielką i wszechstronną ma on władzę i kontrolę nad strukturami molekularnymi, co pozwala mu na manipulację materią na poziomie mikroskalowym. Ludwig posiadał zdolność do przekształcania materii na poziomie molekularnym. Może zmieniać kształt i skład różnych przedmiotów, tworzyć praktycznie wszystko, co sobie wyobrazi o ile wystarczająco rozumie jego budowę i kontrolować struktury chemiczne. Dzięki temu może tworzyć przydatne narzędzia, uzbrojenie, czy nawet rekonstruować rzeczy uszkodzone lub zniszczone. Dzięki temu dwie leciutkie i małe kuleczki mogły stać się wielkie i ciężkie, ale jednocześnie zachować nadany im przez rzut Ludwiga impet.

Feliks ruszył biegiem przez wielką dziurę jaką były kiedyś drzwi wiedząc że tak wielki i potężny potwór z ogromną wytrzymałością jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Gdy wybiegli już na zewnątrz z boku naskoczył na nich niespodziewanie drugi potwór.

- Chimera!? No po prostu cudownie! - Warknął Feliks posyłając w stronę trzygłowego wielkiego potwora wiązkę światła dzięki czemu stwór poleciał do tyłu i przeturlał się po ziemi co wyglądało na dość bolesne. Niewiele jednak to dało gdy stwór wstał otrzepał się i znów zaczął na nich szarżować rozkładając na boki swoje wielkie skórzaste skrzydła i rozdziawiając wszystkie trzy paszcze. Nawet jeśli wielki łeb kozła nie budził niepokoju swoją niewielką paszczą tak już dwie pozostałe, łeb lwa z ostrymi zębami oraz drugą jaszczuropodobną ziejącą ogniem mogły budzić znacznie większy strach. I sprawić dużo kłopotów w walce.

- Kurwa no serio?! - Krzyknął z frustracją Feliksa. - Głupia gala odbywająca się po zmierzchu. Oh idź w pizdu!

Feliks znów zasłonił ich od boku wysoką jasną tarczą podczas gdy Ludwig schylił się i zmienił asfalt parkingu przed nimi w grząskie błoto dzięki czemu szarżujący Minotaur wpadł w nie z głośnym wściekłym rykiem. Niestety samochody poustawiane niedaleko miejsca ich starcia również zaczęły zapadać się w błotnistą pułapkę, jednak Ludwig nie zwrócił na to większej uwagi, świadom że pokonanie potwora i zapewnienie bezpieczeństwa ludziom było ważniejsze niż kilka drogich szybkich aut. Widząc niemoc potwora w starciu z naturą Ludwig znów musnął dłonią podłoże i ponownie pośpiesznie zamienił je w twardy asfalt przez co Minotaur ugrzęzł w nim aż do ramion przez co widać było jedynie jego niesamowicie grubą szyję, wielki łeb i długie ostre rogi które przecinały powietrze w lewo i w prawo gdy potwór szamotał się w żałosnej próbie wyrwania się z pułapki.

Chcąc mieć pewność że potwór nie uwolni się w przypływie dzikiego niekontrolowanego szału, Ludwig znów dotknął lekko podłoża utwardzając go i wzmacniając w miarę swoich możliwości.

Tymczasem Feliks uskoczył przed chimerą a następnie wytworzył dwie świetliste szable unoszącego się przy jego boku i nakazał im ciąć po wielkim cielsku potwora który chodź zaryczał z bólu nadal szarżował na Feliksa nawet w momencie gdy bronie przeszyły jego ciało.

W światłe dnia Feliks mógł w tym samym czasie stworzyć nawet setkę takich szabli lub innej broni jaka tylko wpadła mu do głowy i nie posiadała w sobie skomplikowanych mechanizmów, co czyniło go niesamowicie potężnym i niebezpiecznym ale późnym wieczorem czy nocą stawał się znacznie słabszy. Tak więc musiał zadowolić się tylko tymi dwiema.

Widząc kłopoty Feliksa, Ludwig wkroczył do walki w kilka sekund tworząc wokół potwora wielki gruby sześcian zrobiony z betonu przez który bestia nie była w stanie się przebić. Następnie utwardził jego ściany i pogrubił je.

Mityczne potwory miały to do siebie że znacznie łatwiej było je gdzieś uwięzić niż zabić. Nie ważne ile ran zadałeś czy ile krwi straciły, będą walczyły z jeszcze większym szałem i dzikością stanowiąc coraz większe zagrożenie. Tak więc w takich przypadkach zawsze rozsądniej i bezpieczniej było najpierw je porządnie unieruchomić a potem spróbować ponownie zamknąć w pieczęci. Najtrudniejszą częścią było zdobycie takowej. Nikt nie umiał ich wytwarzać, gdyż powstały tysiące lat temu, a więc jedyną możliwością było znalezienie tej przełamanej pieczęci z której wyrwał się potwór i ponowne zamknięcie go co też stanowiło kłopot jeśli nie miało się informacji jak to zrobić.

Ludwig stanął koło Feliksa patrząc na dyszącego Polaka zmartwiony.

- Jesteś cały?

Feliks zamrugał patrząc na Ludwiga który przeczesał włosy dłonią, na początku wieczoru były one dokładnie zaczesane do tyłu, ale teraz stały się dzikim splątanym bałaganem mimo że walka nie była wcale tak długa i trudna jak mogłaby potencjalnie być.

Potem bez słowa wyciągnął rękę chwycił Ludwiga za kołnierz koszuli i pociągana w dół. Ludwig otworzył szerzej oczy czując usta Feliksa na swoich, nie oponował jednak przeciwko jego działaniom, wręcz przeciwnie, oplótł go dłońmi i oddał pocałunek z dużym entuzjazmem.

Całowanie Feliksa jest jeszcze lepsze niż Ludwig wyobrażał to sobie w chwilach słabości. Jego usta są miękkie, gorące a na języku nadal czuję smak mocnego alkoholu z dodatkiem czegoś słodkiego. Już wie że ten jeden pocałunek obudził w nim ogromną chciwość i zaborczość którą później będzie mu trudno zdusić i wrócić do poważnych biznesowych relacji.

Ich błoga chwila szczęścia nie trwa jednak długo gdy zaczynają słyszeć wokół siebie głosy ludzi oraz nieprzerwany ryk uwięzionego Minotaura.

- Oboje jesteście słodcy do porzygu. - Stwierdza pojawiający się ze nimi w swoim kostiumie Georgi czy raczej odpowiedniej byłoby go teraz nazwać Agniflare.

Mówiąc szczerze Ludwig nie określiłby się obecnie w taki sposób jak nazwał jego i Feliksa Bułgar nawet jeśli wie że wygląda źle. Czuje że jego skóra jest gorąca i zapewne czerwona od wysiłku i adrenaliny, włosy ma potargane, a koszula jest do połowy wysunięta ze spodni.

- W którym momencie ci wszyscy ludzie się tutaj pojawili? - Spytał po chwili milczenia Feliks patrząc na ulicę i dalsze części parkingu. Wzrok Ludwiga wędruję w te samą stronę a jego szczęka prawie opada na ziemie.

Tłum ciekawskich nadal nieco przestraszonych ludzi, migające flesze aparatów, obiektywy kamer i krzyczący do nich pytania reporterzy, był to obraz jednego wielkiego chaosu w środku którego niemyślni się znaleźli. Nikt jednak nie zbliżył się do nich widząc szamoczącego się uwięzionego Minotaura oraz wielki blok z którego nadal wydobywało się przytłumione wściekłe porykiwanie.

W tym samym czasie gdy dwóch superbohaterów wpatrywało się w wielki tłum podczas patrole policji zaczynały już zjeżdżać się na miejsce, zapewne w celi zabezpieczenia obszaru a tuż za nimi jechały karetki dla potencjalnych rannych mieszkańców.

- Udało się złapać winowajcę. - Ogłasza Monegasque Mirage wychodząc przez zniszczone drzwi prosto w ich stronę.

- A już myślałem że poprawiałaś makijaż. - Rzucił kwaśno Feliks. - Przydałaby nam się tutaj pomoc, wiesz?

- Dobrze wam poszło. - Zauważył Agniflare. - Nie licząc tej części z wysysaniem sobie twarzy. Ale jak widać Feliks nie potrzebowałeś nas skoro masz swojego księcia na białym koniu.

Na ostatnie słowa Bułgara Ludwig odwraca wzrok zawstydzony i prycha cicho pod nosem przypatrując się zniszczeniom.

Wejście do budynku było całkowicie zniszczone, hol główny połączony z recepcją też wzdychając cicho Ludwig ruszył przed siebie chcąc sprzątnąć cały ten bałagan w miarę swoich możliwości. Dzięki przekształcaniu materii jest w stanie zmieniać kształt i skład dowolnego przedmiotu lub substancji o ile go dotyka chodźmy opuszkami palców. W jednej krótkiej chwili może zmienić stal w jedwab, a kamienie w wodę. Ta zdolność pozwala mu dostosowywać się do różnych sytuacji i tworzyć bardzo wiele, chodź jego moc ma swoje ograniczenia o czym wiele osób albo zapomina albo nie wie i nie chce się dowiedzieć uznając że może stworzyć absolutnie wszystko. Co nie jest prawdą. Jedną z jego umiejętności jest jednak rekonstruowania przedmiotów lub struktur, które zostały uszkodzone lub zniszczone. Może przywrócić zniszczone budynki do pierwotnego stanu lub naprawić urządzenia jeśli tylko wystarczająco rozumie ich budowę.

Tak więc po czterdziestu minutach pracy na zewnątrz budynku jak i w środku znaczna większość szkód jest przez niego naprawiona. Nie może naprawić drzwi tak by działały gdyż nie wie zbyt wiele o mechanizmach jakimi były sterowane, ale może chodź wygładzić wielką dziurę i uprzątnąć gruzy. Gdy wraca przed budynek dowiaduję się że odzyskane przez Monegasque Mirage i Agniflare'a dwie pieczęci zostały już zabrane do naprawy tak samo jak dwa potwory, dzięki pomocy kilku innych bohaterów będący w stanie potwory dalej unieruchamiać.

Dało to sposobność ciekawskim ludziom i dziennikarzom do zbliżenia się do czwórki bohaterów którzy byli już gotowi zakończyć dzisiejszy dzień i wrócić do swoich domów.

- Luminarius, Quasar jak długo się spotykacie?! - Krzyczy ktoś z tłumu a za jego przykładem idą inne osoby zaczynające zadawać im najróżniejsze pytania przekrzykując się jeden przez drugiego co tworzy ogłuszającą niezrozumiałą kakofonię dźwięków przez którą cała czwórka krzywi się nieszczęśliwie.

- Chyba muszę ugasić ten pożar. - Mruczy Feliks przewracając oczami i wzdychając pod nosem, potem jednak zerka na Ludwiga stojącego niezręcznie koło niego i patrzącego wszędzie tylko nie na ogromny tłum czy samego Feliksa.

Polak ponownie wzdycha po czym chwyta Ludwig za pomięty przekrzywiony krawat i ciągnie go w dół, następnie gdy Ludwig zaskoczony schyla się Polak zbliża usta do jego ucha.

- Będziesz zły jeśli im powiem że się spotykamy? - Pyta Feliks miękkim łagodnym głosem. Na jego pytanie Ludwig czuję jak jego twarz znów robi się zdecydowanie zbyt ciepła.

- Dlaczego miałbyś im to mówić? - Pyta cicho z niezrozumieniem Ludwig ignorując krzyki i pytania tłumu oraz swoje nagle niezrozumiale przyśpieszające serce. 

Feliks puszcza jego krawat po czym wsadza dłonie do kieszeni spodni i patrzy w bok na naprawiony wysoki budynek. Niemiec z zaskoczeniem i fascynacją zauważa że policzki Feliksa są lekko czerwone, przez chwilę przez myśl przelatuję mu że to może z powodu wysiłku. Miał on jednak już czas aby się uspokoić i odpocząć chodź trochę więc to mało prawdopodobne. 

- Bo chciałbym. - Przyznaje zawstydzony wzruszając ramionami i nie odrywając wzroku od budynku jakby bojąc się spojrzeć gdziekolwiek indziej.

- Chciałbyś?! - Pyta z niedowierzaniem Ludwig po czym jego usta pozostają szeroko otwarte.

Feliks w końcu zwraca swój wzrok pełen niedowierzania na Ludwiga marszcząc brwi.

- Tak?! Cholera człowieku flirtuję z tobą od... odkąd w zasadzie się poznaliśmy! - Warczy niespodziewanie zirytowany Feliks. - Myślałem że nie jesteś zainteresowany... a okazuję się że jesteś cholernie tępy.

Ludwig przeszedł z nogi na nogę czując narastające zażenowanie. Czyli ilekroć Feliks go widział i zaczął go komplementować i flirtować to był poważny w swoich działaniach?!

- No ja pier...- Zaczął Feliks z frustracją, lecz przerwał mu Agniflare przewracający oczami z politowaniem.

- Ale wy wiecie że ludzie słuchają, tak?

Gdy mężczyzna zwraca ich uwagę na ten drobny fakt Feliks mruży oczy i przygląda się coraz bardziej zniecierpliwionemu i rządnemu informacji tłumowi.

- Ja chyba dziś mam ciekawsze rzeczy do roboty niż rozmowy z mediami. Na przykład rozmowę z tobą, tłuku. Chyba musimy sobie wyjaśnić parę rzeczy. - Decyduję Polak chwytając Ludwiga za nadgarstek i ciągnąc go mało subtelnie do swojego auta zaparkowanego na tyłach budynku, a nie na głównym przednim parkingu na którym większość nieszczęsnych aut uległa większemu lub mniejszemu uszkodzeniu z powodu potworów i błotnej pułapki Ludwiga.

Zatrzymuję jednocześnie tłum stawiając przed nimi barierę dzięki czemu nie mogli ich zatrzymać.

Widząc jak Ludwig z wlepionym wzrokiem pełnym uwielbienia idzie posłusznie za Feliksem który nieprzerwanie coś mówi, Monegasque Mirage i Agniflare'a spojrzeli na siebie z politowaniem wiedząc że to oni teraz są zmuszeni porozmawiać z reporterami którzy mogą zrobić się bardzo kreatywni i mściwi jeśli zostaną całkowicie zignorowani.

- No to nas wkopali. - Mruknął posępnie Bułgar zerkając kontem oka na ludzi za świetlistą barierą, mało szczęśliwych z zatrzymania w taki sposób, mówiąc bardzo delikatnie. Bariera zapewne opadnie samoistnie gdy Feliks i Ludwig oddalą się wystarczająco, a wtedy będzie naprawdę niezręcznie.

***

Po przebudzeniu następnego dnia Ludwig stwierdził że jego polski kolega miał bardzo dziwną definicję „rozmowy" z uwagi na fakt że gdy tylko przekroczyli prób mieszkania Feliksa ten rzucił się na niego i w bardzo krótkim czasie skończyli na zdzieraniu z siebie ubrań. Co prawda Ludwig nie zamierzał narzekać pamiętając słodkie brzmienie jęków i skomleń Feliksa tej nocy oraz to jak rozpadał się pod jego dotykiem, ale jednak... nie spodziewał się tego co dostał. A na pewno nie na początku tego nieszczęsnego wieczoru gdy stał przed budynkiem i modlił się o to żeby gala jak najszybciej się skończyła by mógł wrócić do domu. Teraz powrót do domu był ostatnim o czym myślał. Z błogim westchnieniem spojrzał w dół widząc na swojej piersi skulonego i pochrapującego cicho Feliksa decydując że najlepszym pomysłem byłoby zabranie go do jakieś przytulnej restauracji i otwarte pokazanie że chce kontynuować... cokolwiek się między nimi działo. No może nie miał na myśli tych dziwnych nieco jednostronnych podchodów i rzucanych przez Feliksa aluzji których nie zrozumiał jak skończony głupiec o emocjonalności kłody drewna. Co prawda o ile wiedział w zasadach dobrych manier obowiązywało niepisane prawo, zabrania na randkę w pierwszej kolejności, a potem dopiero zabrania do łóżka. Z drugiej strony Feliks prawdopodobnie uznałby że postępowanie zgodnie ze społecznymi konwenansami jest nudne i przereklamowane.

Ale na razie mógł jeszcze chwilę cieszyć się tym przyjemnym porankiem i słodkim widokiem póki Feliks jeszcze smacznie spał nie domagając się na razie uwagi jak to miał w zwyczaju. Chodź będąc ze sobą szczerym Ludwig chętnie da mu upragnioną uwagę. Ile tylko Feliks zechce.