Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2015-11-15
Updated:
2022-01-19
Words:
6,581
Chapters:
3/?
Comments:
4
Kudos:
59
Bookmarks:
2
Hits:
755

Przysięga

Summary:

Scott umierał. Nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Ani Deaton, ani Argent nie umieli mu pomóc. I nikt nawet nie wiedział, co mu się stało. Najzwyczajniej w świecie, zemdlał podczas treningu i od czterech dni nie odzyskał przytomności. Najgorsza była jednak stopniowo rosnąca gorączka, zbliżająca się do stanu krytycznego.
To były wystarczające powody, by sięgnąć po ostatnią deskę możliwego ratunku. Dlatego Stiles ociekał teraz wodą, stojąc przed wejściem do jednego z magazynów w Beacon Hills. Tego, w którym obiecał spotkać się z nim Peter Hale.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter Text

               Scott umierał. Nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Ani Deaton, ani Argent nie umieli mu pomóc. I nikt nawet nie wiedział, co mu się stało. Najzwyczajniej w świecie, zemdlał podczas treningu i od czterech dni nie odzyskał przytomności. Najgorsza była jednak stopniowo rosnąca gorączka, zbliżająca się do stanu krytycznego.

          To były wystarczające powody, by sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. Dlatego Stiles ociekał teraz wodą, stojąc przed wejściem do jednego z magazynów w Beacon Hills. Tego, w którym obiecał spotkać się z nim Peter Hale.

          Nie wahał się długo i szarpnął za dźwignię otwierającą metalowe drzwi. Wszedł do środka. W wielkiej hali panowała głucha cisza przerywana jedynie echem kroków chłopaka i dźwiękiem kapiących z niego kropli deszczu. Stiles rozejrzał się niepewnie. Po kilku mrugnięciach jego oczy przyzwyczaiły się do otaczających go ciemności. Hala wypełniona była mnóstwem starych, pordzewiałych części dziwnych maszyn. Nastolatek zdążył zrobić trzy kroki, kiedy coś szarpnęło go za tył bluzy. Wpadł na stojącego za nim mężczyznę, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, w miejscu, w którym przed chwilą stał, zwaliła się stara łyżka od koparki.

– Żyjesz? – usłyszał za sobą głos wilkołaka.

          Odwrócił się jednocześnie się odsuwając. Spojrzał podejrzliwie w dziwnie spokojne, błękitne oczy. Skinął lekko głową. Obejrzał się na koparkę. Szok zaczął mijać, więc Stiles odzyskał zdolność mowy i, na swoje nieszczęście, zdolność do ironizowania.

– Mieszkasz w tym magazynie, bo przypomina twoją gawrę?

– W gawrach żyją niedźwiedzie – wyjaśnił uśmiechając się nieznacznie Peter. – Wilki ukrywają się w norach. I tak, możesz to nazwać moją norą.

– Dlaczego więc właśnie tu chciałeś się spotkać?

          Mężczyzna podszedł do jedynego, trwałego elementu w magazynie, czyli ciężkich, metalowych schodów. Zaczął wchodzić na górę, a Stiles, po chwili wahania, do niego dołączył.

– Uznałem, że to tobie bardziej się przyda miejsce neutralne.

– Pod jakim względem neutralne?

– Mury tego budynku są wykonane z tak zwanej „myślącej gruszy”, która blokuje pewien rodzaj magii. Włączają się w to zdolności wilkołaków.

          Stiles zatrzymał się na ostatnim stopniu.

– To znaczy?

          Hale obrócił się przez ramię.

– Że w magazynie wszyscy stają się ludźmi. – Oparł się o ścianę prze dużym otworze, będącym wspomnieniem okna.

          Chłopak podszedł bliżej. Dopiero teraz przy świetle padającym z zewnątrz, zauważył w jakim stanie jest mężczyzna. Miał kilka krwawiących zadrapań na szyi, którymi się prawdopodobnie nie przejmował, a jego kurtka była cała poplamiona. Widok krwi przypomniał Stilesowi, po co ryzykuje wchodząc do jaskini lwa.

– Scott umiera – powiedział cicho.

– Słyszałem coś o tym – błękitne oczy czujnie obserwowały chłopaka, same pozostając nieodgadnione.

– Nikt wcześniej nie spotkał się z takimi objawami u wilkołaka.

– Rasa nie jest istotna – przerwał Peter. – Pomogła mu tylko wytrwać tak długo. Człowieka gorączka zabija w godzinę.

– Wiesz, co mu jest?! – zaskoczony Stiles podniósł głos.

          Wilkołak nic nie odpowiedział. Usiadł na krawędzi muru, więc światło księżyca oświetlało go teraz wyraźniej. Nastolatek odetchnął, starając się uspokoić puls.

– Zadam teraz dosyć oczywiste pytanie – powiedział powoli. – Czy wiesz, jak zatrzymać jego śmierć?

– Śmierci nie można zatrzymać. Można ją jednak oszukać – Peter uśmiechnął się, wywołując u chłopaka złe przeczucia. – Jest to dosyć bolesne, skomplikowane i kosztowne – dodał, podkreślając ostatnie słowo.

          Stiles zrozumiał, o co mu chodziło. Oblizał wargi.

– Co chcesz w zamian? – starał się nie brzmieć na przerażonego. Nie udało mu się.

– A ile jesteś w stanie mi ofiarować? – mężczyzna zmrużył oczy. – Pewnie mógłbyś za niego umrzeć – chłopak bez wahania skinął głową. – Ale czy mógłbyś oddać komuś swoje życie?

          Zdenerwowany nastolatek przestąpił z nogi na nogę.

– Co masz na myśli?

– Niewolnictwo.

          Stiles zamrugał.

– Słucham?

– Niewolnictwo. Z tego, co wiem, nie zawalasz historii, więc powinieneś wiedzieć, na czym polega.

– Wiem, co to niewolnictwo, nie wiem tylko, co ty masz na myśli – chłopak oparł się o drugą krawędź okna.

          Peter westchnął i obrócił się w jego stronę.

– Wiesz, czym jest Starsza Magia? – kiedy nastolatek zaprzeczył, kontynuował. – W przeciwieństwie do Magii, która stworzyła inne gatunki, jak wilkołaki, Starsza Magia pochodzi z początków wszechświata. Niewielu jest w stanie nią władać w dzisiejszych czasach. Zasady jej działania są trwałe i niezmienne, jednak dosyć zaskakujące.

          Kiedy cisza się przedłużyła, odezwał się Stiles.

– Co to ma wspólnego z niewolnictwem?

          Peter uśmiechnął się i sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyjął złożoną na cztery, pożółkłą kartkę. Stiles wziął ją od niego nieufnie. Rozłożył i przeczytał ozdobny tekst.

– Łącząc wszystkie fakty dochodzę do dziwnego wniosku. – Nie oderwał wzroku od trzymanego arkusza, mimo to czuł na sobie spojrzenie przerażających oczu. – Uratujesz Scotta, jeśli złożę ci Przysięgę Posłuszeństwa?

– Na pewnych warunkach.

          Zaskoczony nastolatek podniósł głowę.

– Jakich warunkach?

– Domyślam się, że nie zgodziłbyś się na Przysięgę wobec człowieka o opinii psychopaty…

– Chciałeś powiedzieć seryjnego mordercy o opinii psychopaty?

          Przez błękitne oczy przemknął błysk rozbawienia.

– Zaprzeczenie byłoby bez sensu. Więc… warunki – wyciągnął rękę po kartkę, złożył ją z powrotem i schował. – Przysięga będzie zakładać pełne posłuszeństwo z wyłączeniem działań prowadzących do czyjejś śmierci lub złamania prawa. To powinno ci wystarczyć.

– W zamian zatrzymasz śmierć Scotta?

– Cofnę skutki i przyczynę zatrucia.

– Masz mnie za idiotę?

– Niestety, wręcz przeciwnie. – Chłopak uniósł brwi, na co Peter westchnął. – To sprawi, że jego choroba się nie wydarzyła. Jednak to nie sprawi, że będzie nieśmiertelny, bo w każdej chwili może zachorować na coś innego albo jakiś obcy łowca sprzeda mu kulkę z tojadem.

          Chłopak potrząsnął głową.

– Chcę mieć pewność, że go wyleczysz.

– To ci mogę zagwarantować. Na tym polega przekupienie kontrolujących Śmierć.

– To znaczy?

          Peter uśmiechnął się.

– W tej chwili, to nie jest istotne.

          Stiles przełknął ślinę. Żołądek miał ściśnięty ze zdenerwowania, ale udało mu się wyprostować i spojrzeć w zimne oczy wilkołaka.

– Zgoda.

          Mężczyzna uniósł brwi.

– Nie chcesz się nad tym dłużej zastanowić?

– Nie mam na to czasu.

– Racja – Hale pokiwał w zamyśleniu głową. Przez ułamek sekundy w jego oczach pojawiło się ciepłe światło. Obrócił się i mruknął pod nosem coś, co według nastolatka brzmiało jak: „Siła miłości humani”, więc Stiles stwierdził, że się przesłyszał.

 

* * *

 

– Jak się czujesz?

          Stiles dotknął śladu na ramieniu.

– Jakbym sprzedał duszę diabłu.

          Peter uśmiechnął się wesoło.

– Takie porównanie, to dla mnie zaszczyt.

– Wiesz, że to źle o Tobie świadczy?

– Zdaję sobie z tego sprawę – mężczyzna zdjął kurtkę. – Nie wychodź z magazynu i dla własnego bezpieczeństwa nie schodź na parter.

          Rzucił kurtkę na starą kanapę stojącą nieopodal i przeskoczył przez parapet. Wylądował miękko na trawie i odbiegł w kierunku lasu. Stiles przyglądał mu się jeszcze przez chwile, aż zniknął za ścianą drzew. Zgodnie z jego słowami, poza magazynem wszystko wracało do normy, więc zdążył już pewnie się przemienić. Chłopak rozejrzał się bezradnie, wciąż dotykając nowego zamienia na ręce. Pomyślał o Scottcie, który teraz leżał w jego łóżku i przez ułamek sekundy miał ochotę wybiec z magazynu i wrócić do domu. Coś mu jednak nie pozwoliło nawet dłużej się nad tym zastanowić. Usłyszał w głowie głos Petera: "Nie wychodź z magazynu". I wtedy doznał olśnienia. W ten właśnie sposób Przysięga nie pozwalała mu złamać rozkazu Mistrza. Nie pozwalała mu nawet o tym myśleć! Zmusił się całą siłą woli do podejścia do schodów. Spojrzał w dół i stwierdził, że boi się zejść. Zrezygnowany, wrócił na miejsce, a po chwili usiadł na kanapie. Dopiero teraz zaczynała docierać do niego groza sytuacji. Starszy Hale był niebezpieczny i nieprzewidywalny, a on właśnie zgodził się wykonywać wszystkie jego polecenia. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej się bał. Zrobił to dla Scotta i wiedział, że przyjaciel zrobiłby to samo dla niego. Wiedział, że nie miał wyjścia, jednak to nie poprawiało jego humoru. W końcu zaczął się zastanawiać, dlaczego właśnie tego zażądał od niego Peter. Po co mu posłuszeństwo nadpobudliwego dzieciaka, który nawet nie był wilkiem? Chyba bardziej przydatna byłaby dla niego Lydia lub Alisson. Racja, one by się na to nie zgodziły.  Nastolatek westchnął. Chciał wyjrzeć przez okno, ale stwierdził, że to nie ma sensu.

          Kilka godzin później obudziły go kroki na metalowych schodach. Otworzył i przetarł oczy, żeby zobaczyć idącego w jego stronę Petera.

– Podejrzewam, że zdążyłeś już poznać zasadę działania zaklęcia?

– Tak, wielkie dzięki – mruknął Stiles siadając. – Zimno tu.

          Wilkołak podał chłopakowi swoją kurtkę, którą ten po chwili wahania założył.

– Gdzie byłeś? – zapytał nastolatek przyglądając się mężczyźnie.

          Peter usiadł obok niego i oparł się o kanapę zamykając oczy.

– Głównie w przedsionku piekieł – westchnął ciężko. – Za kilka godzin twój przyjaciel powinien się obudzić. Możesz już wracać, ale nikomu o tym nie wspominaj.

          W hali przez dłuższą chwilę panowała cisza. Stiles wpatrywał się w wilkołaka i próbował ustalić, co go zdziwiło w jego wyglądzie. Dopiero po minucie sobie to uświadomił. Mężczyzna nie krwawił, nie było nawet śladów krwi na jego ubraniu.

– Lepiej wyglądasz – zauważył cicho.

          Ton jego głosu musiał wzbudzić zainteresowanie u wilkołaka, bo otworzył oczy. Spojrzał zaciekawiony na nastolatka.

– Co masz na myśli?

– Jak wyskakiwałeś przez okno, byłeś ranny.

          Przeniesienie wzroku na ścianę mogłoby zostać uznane za próbę zbagatelizowania tematu, ale oczy mężczyzny wciąż błyszczały mieszanką rozbawienia i ciekawości.

– Nie było mnie kilka godzin. Zdążyłem się zregenerować.

          Stiles przewrócił oczami

– Nie spałem wystarczająco długo, żeby zdążył też wyprać, wysuszyć i zacerować swoje ubranie.

– Widzisz, dlatego uważam, że nie jesteś idiotą, niño – wilkołak uśmiechnął się i ponownie zamknął oczy. – Mogę wyjaśnić ci to w niedalekiej przyszłości? Wizyty w Piekle są nadzwyczaj męczące.

– Potrzebujesz czasu, żeby wymyślić wygodniejszą historyjkę? – spytał chłopak, nie starając się ukryć ironii.

– Stiles... – westchnął mężczyzna. – Nie mam zamiaru cię okłamywać, bo nie widzę w tym sensu. Jeśli koniecznie chcesz teraz to usłyszeć, to postaram się utrzymać swoją koncentrację wystarczająco długo.

          Chłopak zastanowił się chwilę.

– Otwórz oczy – poprosił cicho.

          Zaskoczony wilkołak spełnił polecenie. Nastolatek przyglądał mu się przez moment.

– Pójdę już – powiedział wstając nagle.

– Dlaczego?

– Wyglądasz na zmęczonego – wyjaśnił Stiles podchodząc do schodów. – I po głębszym zastanowieniu stwierdziłem, że lepiej się stąd wydostać zanim ty zmienisz zdanie.

          Peter uśmiechnął się słabo i przyłożył głowę do oparcia kanapy.

– Do zobaczenia, niño – krzyknął za wybiegającym z budynku chłopakiem.