Actions

Work Header

Ciało

Summary:

Ku zaskoczeniu Azirafala w nocy pojawia się ktoś bardzo mu bliski. Jednak nie spodziewa się w jakim jest stanie.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter 1: Ciało

Chapter Text

Azirafal usłyszał donośne pukanie do drzwi. Wyrwany z transu czytanej akurat książki, odruchowo zerknął na zegarek. Kogo licho niesie o tak późnej porze? Fakt był taki, iż anioły nie musiały spać. Toteż ku temu błogosławieństwu jakim Bóg go obdarzyła poświęcał czas na czytanie niezbadanej wciąż w jego kolekcji ilości książek. Chwilę nasłuchiwał, a gdy znów usłyszał pukanie i jakiś cichy, jednak wyraźny jęk zaniepokojony odłożył przedmiot na stolik obok i wstał, kierując się w stronę drzwi. Po drodze odruchowo poprawił kamizelkę i kołnierzyk. Ostrożnie odsunął jedną z rolet jaką miał na oknie drzwi, na tyle by móc dostrzec przybysza i rozszerzył oczy w szoku. Zaraz przekręcił klucz i otworzył drzwi. Ten widok przyprawił go o nieprawdopodobną ilość mieszanych uczuć. Przełknął ślinę, która zastygła mu w gardle. Rudowłosy mężczyzna stojący w progu patrzył na blondyna z wyraźną złością, bólem i zmęczeniem.

- Crowley?! - zawołał Azirafal zaraz łapiąc chwiejącego się na nogach mimo oparcia demona. Jego serce zaraz przyśpieszyło na tą gwałtowną reakcje.
- Na litość boską, co się stało? - pochylił się lekko próbując spojrzeć mu w oczy i podtrzymując go. Ten nie miał nawet swoich ciemnych okularów, które zawsze, ale to zawsze miał na nosie. Jego ubrania były całe poplamione w krwi, kurzu i błocie. Tak samo jego skóra.
- Ngh... nic ..takiego - rzucił od niechcenia zbierając siły, by w ogóle coś powiedzieć I wziął głęboki oddech
- Po prostu...ugh! - jęknął zginając się w pół na ból, który nagle poczuł. Azirafal przeraził się jeszcze bardziej.
- Chodź...- szepnął prowadząc go do środka pomieszczenia. Jednak zanim posadził go gdziekolwiek, przemyślał perspektywę zmywania później krwi, więc od razu powoli skierował się z przyjacielem w stronę łazienki. Najpierw trzeba się tego wszystkiego pozbyć. Oparł mężczyznę delikatnie o ścianę i zatkał odpływ w wannie nalewając do niej ciepłej, jednak nie za gorącej wody. W tym czasie ostrożnie, nie chcąc zrobić mu większej krzywdy zaczął ściągać z niego brudne ubrania rzucając je gdzieś w kąt. Potem o tym pomyśli. Pierw zsunął marynarkę I koszulę delikatnie z poranionych jak się okazało ramion. Miał mniej ran I siniaków, dostrzegał to pozbywając się powoli coraz więcej warstw. Ciało demona i tak wyjątkowo szczupłe, teraz wyglądało jeszcze bardziej marnie. Crowley gdzieś w tej chwili walczył z ciężkim, świszczącym oddechem.
- Dlaczego...? - Azirafal chciał rozwinąć pytanie o jego samoleczenie, lecz rudowłosy jakby czytając mu w myślach westchnął
- Dali mi coś...Jakąś blokadę na cuda... - wyrzucił z siebie. Blondyn spojrzał na niego z przejęciem I ogromną troską jaka rysowała się w jego jasnych oczach. Kto mógł mu zrobić coś tak podłego?
- Cii..- szepnął kładąc delikatnie dłoń na jego policzku I pogłaskał kciukiem
- Już dobrze, mój drogi... zaopiekuje się Tobą - rzucił, gdy ujrzał, że Crowley chce powiedzieć coś jeszcze, ale bardzo go to męczy. Sam zdziwił się nieco swoim odruchem czułości. Zazwyczaj nigdy tak nie robił, jednak widok przyjaciela w takiej sytuacji łamała mu serce. By wrócić do rzeczywistości zerknął, czy wody jest wystarczająco i pomógł mężczyźnie wejść do wanny. Wszystko to robił z ogromną uwagą, a każdy ruch był odpowiednio przemyślany. Crowley, gdy tylko woda dotknęła jego ran syknął nieprzyjemnie. Azirafal odwrócił sie w poszukiwaniu jakiejś chustki lub czegoś czym mógłby go obmyć.

- Aniele ... - demon zwrócił się do niego chwytając go odruchowo za rękę myśląc, że odejdzie. Zaraz jednak puścił ją zawstydzony swoją bezpośredniością I odwrocił głowę. Blondyn uśmiechnął się miło. - Pójdę tylko znaleźć coś do umycia, nie zostawię Cię tak - powiedział spokojnie chcąc go tym uspokoić. Wyszedł, by po chwili wrócić z bawełnianą chustką. Zwilżył ją w wodzie, wycisnął i popatrzył na demona.
- Pozwolisz mi...?- zapytał nieśmiało zanim uczynił jakikolwiek dalszy ruch. W odpowiedzi Crowley oparł głowę i brzeg wanny, wzdychając ciężko i przymknął oczy. Uznając to za zgodę anioł powoli zaczął zmywać brud i krew z jego ciała. Robił to z nadwyraz czułością i ostrożnością, a każdy ruch był wyważony. Ciszę przerywał jedynie cichy chlupot wody i ciężki oddech Crowleya. Zdawał się trochę odpływać. W miarę zmywania ran, woda zabarwiała się, a anioł odkrywał co rusz zranienia. Te głębsze, jak na przykład na torsie ruchem dłoni i cudem zaleczał. Parę takich było jeszcze na brzuchu, ramionach. W pewnym momencie chcąc umyć jego plecy łagodnie objął go i przyciągnął do siebie. Rude włosy opadły na ramie anioła zaraz przed jego głową. Crowley mruknął coś niewyraźnie. Azirafal nadal z tą samą dozą czułości obmywał spokojnie i leczył rany na jego plecach. Z każdym kolejnym cudem leczenia oddech demona zdawał się uspokajać, twarz złagodniała nie wykrzywiając się już w grymasach bólu. Anioł obserwował każdy jego ruch i reakcję przejęty w duchu, jednak starał się zachowywać trzeźwe myślenie. Wypuścił brudną wodę, powoli nalewając nową, aby dokończyć. Przemył jeszcze jego rude loki palcami masując jego głowę, na co demon zamruczał przyjemnie. Azirafal słuchał i patrzył na niego z fascynacją. Być może było to spowodowane lekturą, którą zagłębiał zanim gość przyszedł I jeszcze troche był w niej myślami. Jednak chciał to sprawdzić. Kiedy skończył pomógł mu wstać i ręcznikiem uważnie wycierał jego ciało. Na szczęście jego towarzysz był już w stanie ustać samodzielnie. Blondyn stał tak przez chwilę patrząc na jego ciało, wyglądał już o wiele lepiej. Mimowolnie położył dłoń na jego torsie, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była głęboka, cięta rana. Siniaki, gdzie nie gdzie jeszcze pozostały, jednak nie chciał nadużywać tutaj cudownej ingerencji, aby nie wzbudzać niepotrzebne alarmu w niebie. Opuszkami palców przesunął dłoń na kark, masując go delikatnie, potem szyję. Miał przy tym naprawdę zafascynowany wyraz twarzy. Palce badały każdą kostkę, zgrubienie, bliznę, fakturę skóry. Była tak bardzo zimna, mimo kąpieli w ciepłej wodzie. Jednak dostrzegał w nim niesamowite piękno. To było coś nowego. Zagryzł wargę przy tej czynności, co nie umknęło uwadze Crowleya i poczuł mrowienie na ciele.
- Aniele..? - Zapytał patrząc na niego, czym wyrwał go z tego krótkiego amoku. Azirafal zaraz zabrał rękę zawstydzony, aż na jego policzkach pojawił się rumieniec.

- Ja.. Ja... przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło .. - powiedział skruszony rozglądając się na boki.
- Jak się czujesz, mój drogi? - zapytał zwracając się w końcu ku niemu. Demon uśmiechnął się subtelnie. – Już lepiej…- powiedział i jakby w podziękowaniu ucałował anioła w czoło. Ten zarumienił się jeszcze bardziej na tą czułość. Odetchnął też z ulgą. Całe napięcie spowodowane martwieniem się o jego stan zeszło.
- Cóż... twoje ubrania będą musiały pójść do prania ... zaraz znajdę Ci coś swojego - powiedział anioł i wyszedł z łazienki, a rudowłosy za nim.
- Byle nie tartan ... - rzucił żartobliwie idąc za swoim aniołem, który zdecydowanie tej nocy go uratował jego marne ciało od śmierci w ludzkim cierpieniu.