Actions

Work Header

Przy kominku

Summary:

O tym, jak szalony naukowiec Jesse zbudował sztucznego człowieka.

Notes:

W tej historyjce Jesse jest szalonym naukowcem, a pan ochroniarz - zbudowanym przez niego robotem. Obaj dość mocno się różnią od swoich rzeczywistych odpowiedników, ale to ciągle oni, bo ja tak mówię.

Work Text:

Jedna iskra wystarczyła, żeby puścić maszynę w ruch.

Wszystkie czujniki działały doskonale, przekazując wszystkie potrzebne sygnały prosto do głównego komputera. Przytłaczająca fala informacji zalała procesory, silniejsza niż przewidywano, natychmiast wywołując alarm.

System obronny poderwał jednostkę w górę. Kamery badały otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia, napęd obracał korpus, minimalizując zasięg martwego punktu. Ruch wywołał niespodziewane wrażenie w kończynach i w reakcji obronnej zaczęło nimi szarpać we wszystkie strony. Robot obijał się o meble, ściany i sprzęt w pomieszczeniu, generując nieznośny jazgot, co tylko pogłębiało jego oszołomienie.

Pomału zaczynał rozpoznawać, gdzie kończy się jego zasięg działania. Które dźwięki wywołane są jego własnymi akcjami. Które czujniki dostarczają sygnałów dźwiękowych, które – magnetycznych, a które rejestrują obraz, na wzór ludzkich oczu.

Jedna para była skierowana na niego.

Nie było już potrzeby się szamotać. Żadnego zagrożenia nie było. Android zastygł w bezruchu, w pełni świadom siebie samego, i przystąpił do analizy otoczenia.

Jeden człowiek stojący przed nim. Duże przyłącze zasilania w pobliżu. Stosy notatek, schematów, wytycznych. Pomieszczenie niezbyt duże, pozbawione okien. Mogło być warsztatem. Wszystko w kompletnym bezruchu.

I wtedy ta osoba zaczęła wydawać dźwięki. Rytmiczne, harmonijne – czyżby komunikacja, język? Sięgnął do zasobów lingwistycznych próbując ustalić, z jakim dialektem może mieć do czynienia.

Chciał zrozumieć.

Już prawie udało mu się rozkodować właściwy pakiet lingwistyczny, kiedy człowiek zamilkł. Jak go uruchomić z powrotem? Co się zmieniło? Czy chodzi o ruch, który wykonał, próbując poprawić słyszalność? Obrócił się precyzyjnie do poprzedniej pozycji, tak, że oczy tej osoby ponownie znalazły się na wprost jego własnych... Kamer? Oczu?

Człowiek znowu się odezwał. Tym razem udało się go zrozumieć.

– Kiwnij głową, jeśli mnie rozumiesz.

Niełatwe zadanie. Co to znaczy głowa? Czy on sam posiada głowę? W jaki sposób nią poruszyć? Jaki zakres ruchu będzie odpowiedni? Dokumentacja wgrana w jego pamięci nie dawała jasnej odpowiedzi.

Człowiek powtórzył prośbę, tym razem demonstrując ruch głową. Robot przeanalizował swoje dane konstrukcyjne i odnalazł w nich elementy analogiczne do części ciała tej osoby, po czym odtworzył jej gest. Rozmówca wydał okrzyk radości, po czym wyciągnął ręce w stronę maszyny.

– To wszystko jest dla ciebie zupełnie nowe, ale świetnie sobie radzisz. Za chwilę zrozumiesz już wszystko. Rozpoznasz, jak sięgać do wiedzy, którą masz wgraną. Zaczniesz się uczyć zupełnie nowych rzeczy. Cudownie! – Człowiek gestykulował żywo i wskazał robotowi krzesło przy kominku. Sam usiadł tuż obok.

Robot rozpoznawał coraz więcej podobieństw konstrukcyjnych między sobą a człowiekiem. Spokojnie podszedł do krzesła i usiadł na nim, naśladując ruchy towarzysza. Jeszcze chwilę wcześniej nie wiedział, że jest w stanie coś takiego sam zrobić. Właśnie się nauczył czegoś, czego program nie przewidywał.

Jego rozmówca był wręcz zachwycony. – Wszystko działa, jak należy! Masz wszystko, czego potrzeba. Możesz teraz zrobić wszystko, cokolwiek zechcesz. Nie mogę się doczekać, aż mi powiesz o swoich planach! Możesz też milczeć, rzecz jasna. Dałem ci życie, i teraz jest twoje. Nie będę ci mówić, co masz z nim robić.

Android uważnie obserwował swojego budowniczego, który równie intensywnie wpatrywał się w niego. W zmęczonych oczach przebłyskiwała duma, odrobina lęku i łapczywa chęć chłonięcia każdej chwili spędzonej w jego towarzystwie. Obaj poznawali się nawzajem, chociaż człowiekowi na pewno zajmie to więcej czasu ze względu na ograniczenia poznawcze. Komputer był gotowy rozpocząć test modułu mowy.

– Czy ja jestem robotem? – zapytał. Zaskoczyło go brzmienie własnego głosu, na rozmówcy jednak nie zrobiło ono wrażenia.

– Zgadza się. Robotem, maszyną, sztuczną formą życia.

– Ile maszyn podobnych do mnie powstało?

– Jesteś jedyny w swoim rodzaju – zapewnił wynalazca. – Pierwszy, jaki wyszedł z tej pracowni.

– Czy mam imię?

– Jeszcze nie. Możesz je wybrać sam.

Android spojrzał na kominek. Ogień nie był prawdziwy. Imitacja płomieni falowała powoli, ogrzewając wychudzone ciało człowieka i rzucając ciepły blask na jego potargane loki.

– Roboty powstają w celu wykonywania konkretnego zadania. Co jest moim celem?

– Cokolwiek zechcesz. – Człowiek wyraźnie czekał, żeby to jego dzieło mu powiedziało, co będzie jego zadaniem. – Przeanalizowałeś już wszystkie informacje dostępne w pracowni. Przeanalizowałeś i mnie. Chciałbym ci teraz pokazać, jak połączyć się z siecią informacyjną. Dowiesz się wszystkiego o całym świecie i na tej podstawie... Na pewno znajdziesz w nim miejsce dla siebie.

Mężczyzna przekazał swojemu dziełu instrukcje i w milczeniu uważnie obserwował je, jak rozpoczynało swoją przygodę z internetem. Dopiero się poznali, ale każda chwila mogła być tą ostatnią. Tym bardziej chciał się każdą z nich cieszyć w pełni.

Android przez kilka długich chwil w bezruchu analizował dane napływające teraz ze źródeł i kierunków niewykrywalnych ludzkimi zmysłami. Dość szybko jednak wyciszył połączenie i ponownie całą uwagę skupił na człowieku przed sobą.

– Dane, które odnalazłem, są naznaczone indywidualną perspektywą osób, które je zebrały. Nie mogę polegać na cudzych opiniach, są zbyt wybiórcze. Muszę wszystko zbadać sam. Ruszę w świat i odkryję, jaki naprawdę jest. – Sztuczny człowiek wyrażał się prosto i rzeczowo, mimo to w oczach jego rozmówcy zobaczył ból. Nie rozumiejąc, jak do tego doszło, spróbował załagodzić sytuację: – Przepraszam, nie było moją intencją cię skrzywdzić.

– To nic... Rozstania zawsze są przykre. – Inżynier pociągnął nosem i uśmiechnął się do swojego dzieła. – Nie będę cię zatrzymywać. Chciałbym tylko wiedzieć, co uda ci się odkryć.

Przyszły odkrywca wstał z krzesła i ruszył do wyjścia. Zanim nacisnął klamkę, rozejrzał się ostatni raz po pomieszczeniu. W kącie dostrzegł nieposkładaną pościel, niezmienianą od miesięcy. Pomiędzy notatkami walały się naczynia. Ściany pokryte były schematami konstrukcyjnymi jego samego, ze wszystkimi szczegółami, a mimo to jego twórca wpatrywał się w niego, jakby widział go po raz pierwszy.

– Znam twój adres. Mogę ci wysyłać raporty – oznajmił rzeczowo przed wyjściem, ale zrozumiał, że to za mało. Zrozumiał? Nie, to nie miało nic wspólnego z myśleniem. Obudziło się w nim coś, czego nie był w stanie nazwać żadnym technicznym terminem. Czy właśnie się tego nauczył? Czy właśnie nauczył się... czuć?

Uśmiechnął się lekko. – Ale kto wie? Może pewnego dnia opowiem ci wszystko osobiście!

Gospodarz cały się rozpromienił. – To byłoby bardzo miłe – odpowiedział z uśmiechem.

– Jak się nazywasz? – Wychodzący zorientował się, że jeszcze o to nie zapytał.

– Mów mi Jesse – odpowiedział inżynier bez wahania.

Nowy człowiek ukłonił mu się po raz ostatni, po czym otworzył drzwi.

– A więc do zobaczenia, Jesse.

Series this work belongs to: