Actions

Work Header

Wyzwanie w kolorach słońca

Summary:

O tym, jak pan ochroniarz kupuje bukiet w kwiaciarni Jessego.

Notes:

Luźne podejście do florystyki (proszę mnie nie cytować)

Work Text:

Drugi dzień po popularnych imieninach, a młody kwiaciarz wciąż miał problem z powrotem do zwykłej codzienności.

Uwielbiał te dni, gdy przed ladą jego sklepu ustawiała się kolejka sięgająca poza drzwi wejściowe. Czerpał ogromną przyjemność z komponowania bukietu za bukietem, prowadząc nierówną walkę z rosnącą presją oczekujących klientów, balansując ją zadowoleniem tych już obsłużonych.

Często słyszał, że jest świetnie zorganizowany. Jego sekret polegał na dobieraniu sobie dodatkowych obowiązków – poczucie zagrożenia bardzo pomagało mu wszystko skutecznie rozplanować.

Dlaczego ktoś tak kochający dreszczyk emocji wybrał pracę w kwiaciarni? Trudno powiedzieć. Bez wątpienia jednak Jesse kochał swoją pracę.

Może za wyjątkiem dni takich, jak ten. Zjazd emocji po niedawnym pracowitym okresie był boleśnie nieznośny. Niewielka przestrzeń lokalu ziała pustką pozbawiona nieustannej obecności klientów. Jesse całą siłą woli powstrzymywał się od wpatrywania się w drzwi, bo wiedział, że i tak nikogo w nich nie zastanie.

Żeby uniknąć rozczarowania, postanowił poświęcić się w całości pielęgnacji roślin. Nie było to co prawda zajęcie wybitnie absorbujące, ale przynajmniej miał co robić.

Złakniony wyzwania Jesse wydobył z kąta kilka donic z figowcem sprężystym i ustawił je na ladzie. Wysokie drzewka miały mnóstwo liści, które wypadałoby wytrzeć z kurzu. Zadanie wystarczająco żmudne, żeby zająć go na resztę dnia.

Ficus elastica. Cholerny fikus. Najpospolitsza roślina domowa. Jak nisko można upaść po całym dniu intensywnego dobierania bukietów indywidualnie pod gusta ludzi, których prawdopodobnie nigdy nawet nie spotka.

Zagrzmiało. Nawet pogoda była tego dnia ciekawsza, niż obowiązki zawodowe kwiaciarza. Naburmuszony wycierał liść za liściem, próbując nie myśleć o wszystkich wiązankach, które mógłby dziś układać.

Nie zauważył, kiedy w kwiaciarni pojawił się klient. Szum ulewy zagłuszał jego ruchy, a Jesse schowany za fikusami był praktycznie niewidoczny. W dodatku ze względu na szalejącą burzę nowo przybyły nie śpieszył się z załatwieniem swojego zakupu, tymczasowo bezpieczny od przemoknięcia pod dachem przytulnego lokalu. Przez kilka minut panowie stali po obu stronach lady kompletnie nieświadomi, że mają towarzystwo.

W końcu lekko zagubiony klient wychylił się przez ladę. – Przepraszam? – zawołał, próbując zwrócić uwagę obsługi.

Jesse aż krzyknął z zaskoczenia. Liczył, że klient tego nie usłyszał, bo równocześnie bardzo niedaleko zagrzmiało uderzenie pioruna, ten jednak zdążył go już zauważyć.

– Ale burza, co? – zagaił klient, siląc się na uprzejmy ton. Chyba czuł się winny, że krzyknął prosto w ucho kwiaciarza.

Sprzedawca błyskawicznie zajął miejsce za kasą. – Dawno takiej tu nie mieliśmy. Czym mogę służyć? – Modlił się w duchu, żeby móc ułożyć choć jeden bukiet.

Nadzieję podsycał wygląd klienta: garnitur i starannie wystylizowana fryzura sugerowały, że wybiera się na eleganckie przyjęcie. Jeśli tylko nie zdecyduje się pójść na łatwiznę i wybrać gotowy kosz…

– Prosiłbym kwiaty. Na prezent. Jakiś bukiet może.

Jesse zatańczyłby z radości, gdyby nie było to raczej nieprofesjonalne. Pełen entuzjazmu zaczął się dopytywać: – Na jaką okazję, jeśli można zapytać? Czy obdarowana ma być kobieta, czy może mężczyzna?

Gajer wydawał się zaskoczony, że musi się dzielić takimi szczegółami. Jak większość klientów prosząc o kwiaty oczekiwał, że dostanie po prostu kwiaty. – Mężczyzna. – oznajmił rzeczowo, ale szybko dodał: – To dla szefa. Świętujemy taką jedną nagrodę i razem z ekipą składamy się na bukiet.

Kwiaciarz pokiwał głową. Gość nie wyglądał na nawykłego do wizyt w kwiaciarni i zachowywał się dość nerwowo. Prawdopodobnie to koledzy zadecydowali za niego, że kupi bukiet w imieniu całej grupy. Kto wie, możliwe, że atmosfera w pracy była nieciekawa i wolałby uniknąć wręczania jakiegokolwiek prezentu. Dobranie odpowiedniej kompozycji w takich warunkach nie było prostym zadaniem. Jesse nie mógł się doczekać.

– Mogę zaproponować kilka różnych bukietów, w zależności jak bardzo elegancki ma być prezent, jakie wrażenie chcą państwo wywołać… Może zaczniemy od tych bardziej wyrafinowanych?

To rozbawiło klienta. – Nie, mój szef raczej nie należy do eleganckich. Jesteśmy bardzo zżyci z ekipą i nie chciałbym wyglądać z tymi kwiatami na zbyt nadętego, rozumie pan?

– Oczywiście. – Konkretne wymagania, dobra rzecz. W głowie Jessego już zarysował się pomysł na kompozycję. Ruszył w stronę wazonów z ciętymi kwiatami. – Dobierzemy coś przyjemnego dla oka, bez udziwnień. Jakieś preferencje co do koloru?

– Proszę pana, ja rozróżniam tylko trzy kolory: czarny, biały i kolorowy… Niech będzie kolorowo. – Zamyślił się na chwilę. – Tylko może bez zielonego, to może budzić złe skojarzenia.

– Bez zielonego, jasne. Może zacznijmy od czegoś klasycznego. Gerbery, proszę bardzo. Proponowałbym żółte, na znak przyjaźni i szczęścia. – Sprzedawca zaczął formować bukiet.

Klient przyglądał się temu z głębokim zdziwieniem. – Kurczę… wyglądają jak z kreskówki. – Zaśmiał się, żeby ukryć zakłopotanie. – Przepraszam, nie wiedziałem, że prawdziwe kwiatki mogą tak wyglądać. Rysowałem takie za dzieciaka.

Szczery i bezpośredni. Nieczęsto trafiała się okazja porozmawiać z nieznajomym, który nie ukrywałby się za maską. Jesse uśmiechnął się szeroko i zaczął wyjaśniać. – Gerbery nie rosną w naszym klimacie, pochodzą z Afryki Południowej. Rzeczywiście wyglądają dość charakterystycznie.

– Super. Poważnie, świetne są. Szef jest takim trochę komikiem, na pewno go to ubawi. Ale co pan mówił o tym szczęściu…? Nie wiem, czy szef to wyłapie, on raczej nieszczególnie zna się na tych wszystkich mowach kwiatów i takich tam. – Zauważył, że florysta nieco spochmurniał. Przyjrzał się jeszcze raz gerberom, rozejrzał się dookoła, i kontynuował: – Raczej nikt w ekipie się na tym nie zna. Jak mi pan teraz wszystko wytłumaczy, to będę mógł potem powtórzyć i zabłysnąć w towarzystwie. Nie chcę, żeby mieli mnie za bezmyślnego chłopca na posyłki.

Spojrzał na kwiaciarza z wyczekiwaniem. Ten od razu odzyskał werwę i gestem wskazał na trzymany pęk roślin.

– Gerbera. Symbol radości i pogody ducha. Idealny wybór, kiedy świętuje się jakąś wesołą okazję, co, jak rozumiem, właśnie ma miejsce.

– Otóż to. – przytaknął klient.

Jesse przeszedł parę kroków i sięgnął po żółte, delikatne kwiaty przypominające lilie. – Dalej dodałbym alstremerię, tak dla urozmaicenia.

– Astro… Oj, chyba nie uda mi się powtórzyć.

– Alstremeria. – Kwiaciarz cierpliwie i z pasją objaśniał wybrany kwiat. – Reprezentuje z jednej strony przyjaźń i współpracę, a z drugiej – osiągnięcie celów, dobrobyt i bogactwo.

Klient kiwał głową z powagą, starając się wszystko zapamiętać. Kwiaciarz tymczasem już zaczął dokładać do bukietu kolejne łodyżki.

– Goździk, klasyka. Może oznaczać podziw, powodzenie i wdzięczność. Proponuję pomarańczowe, na znak wspólnoty, wsparcia i rozwoju.

– Ale dlaczego nie żółte, jak reszta? – zdziwił się gość.

Florysta ostrzegawczo uniósł palec.

– Akurat w przypadku goździków kolor żółty oznacza żal i rozczarowanie!

– O, proszę! – Mężczyzna zawołał zaskoczony. – Ale te kwiatki są skomplikowane.

Jesse wyminął klienta, żeby dostać się do róż, ustawionych obok wejścia. Zorientował się, że burza przeszła równie szybko, jak się zaczęła. Przed drzwiami stał zaparkowany jeden samochód, prawdopodobnie należący właśnie do obsługiwanego mężczyzny. Ten nie dawał oznak pośpiechu, więc gospodarz dalej entuzjastycznie tłumaczył język kwiatów.

– Róża herbaciana może oznaczać bliską przyjaźń, energię i entuzjazm. Często wręcza się ją z gratulacjami lub podziękowaniami.

– Dokładnie o to mi chodziło! – ucieszył się klient.

Zadowolony kwiaciarz zabrał się za wykańczanie bukietu. Dodał kilka liści i inne dekoracje. Zamyślony klient obserwował go uważnie, aż nagle zapytał niepewnie:

– Czy można by coś jeszcze dołożyć?

Jesse natychmiast przerwał pracę. – Oczywiście. Ma pan coś konkretnego na oku?

Drugi z mężczyzn wskazał na jeden z wazonów. – Te tutaj… Słoneczniki? Myślę, że fajnie wyglądają. Jeśli nie psują panu koncepcji, może dałoby się parę dodać? – Wydawał się nieco zakłopotany, jakby bał się, że jego propozycja okaże się mocno nieuprzejma.

Nieco zaskoczony, kwiaciarz zaczął tłumaczyć: – Słoneczniki, kwiaty słońca i radości, symbolizują lojalność i podziw. – Podszedł do wybranego przez klienta wazonu. – Myślę, że pasują doskonale.

Klient uśmiechnął się z ulgą. Jesse szybko uzupełnił kompozycję o kilka sztuk słoneczników, na zakończenie dodał jeszcze bilecik na życzenia.

Gotowy bukiet napełniał go dumą. Barwy i kształty pięknie współgrały; kwiaty i duże, i te drobne były w doskonałej równowadze. Wszystko razem nie tylko pięknie wyglądało, ale też niosło przekaz zgodny z zamiarem obdarowującego. Wyrazy uznania i gratulacje od całej zżytej ekipy, ciepłe życzenia i moc radości.

Klient również był zadowolony. Otrzymał dużo więcej, niż się spodziewał, i z podziwem oglądał dzieło sztuki florystycznej, które powstało na jego oczach. Spojrzał jeszcze raz na gospodarza, który okazał mu tyle zrozumienia i cierpliwości, i bezskutecznie próbował znaleźć odpowiednio dobitne słowa, żeby podziękować.

– Dziękuję. Jest idealny – powiedział w końcu.

Zarumieniony z dumy kwiaciarz odprowadził klienta wzrokiem do drzwi i dalej, aż do samochodu.

Choć jeszcze kilka chwil temu nic na to nie wskazywało, ostatecznie dzień jednak mógł zaliczyć do udanych.