Actions

Work Header

trying so hard to release you out of the misery

Summary:

V przeszukując swój komputer natknął się na stronę "Kolektyw Bartmossa" i wiadomość od niedawno poznanej reporterki - ex klawiszowca Samuraia.

Notes:

misja "Czerowny Wieszcz" ma taki dobry V/Johnny material, że musiałm coś napisać
od jakiegoś czasu jest wydana na wattpadzie, ale nie widze tam żadnego traction, a jednak chciałbym usłyszeć chociaż JAKIŚ feeback, wiec jak jakims cudem zobaczyłeś/aś to na wattpadzie i tutaj - przeczytaj na ao3, dzięki bardzo mordo <33

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Minęło trochę od wspólnej ekspedycji V z Rouge w poszukiwaniu Smashera. Kobieta nadal się nie odzywa po "udanej" randce a na Polach Naftowych nadal nie znaleziono ciała Silverhanda.

Od jakiegoś już czasu V czuł zmianę w Johnnym. Nie umiał dokładnie stwierdzić o jakim charakterze była, ale coś definitywnie się w nim zmieniło. Wiadomo, trudno by było żeby z dnia na dzień przestał napierdalać na wszystko co się rusza i oddycha. To nie zmienia jednak faktu, że V widział w nim kogoś z większą ilością serca i empatii w porównaniu do początku ich relacji.

Pewnego dnia czekając na jakiś kontrakt czy cokolwiek co mogło by zająć czas najemnika, V wszedł na stronę "Kolektyw Bartmossa". Wypisywał do niego non-stop pewien czas temu, ale miał trochę ważniejsze rzeczy na głowie by odwiedzić przesłaną stronę. Gdy zaczął się wczytywać w treść zamieszczoną na domenie uznał, że ktoś się mocno inspirował nastawieniem Johnnego sprzed 50 lat. Aż nie zobaczył wiadomości na części forum od nie jakiej "Bes Isis".

- Nancy? - zdziwiony pomyślał V. - Naprawdę interesuje ją coś takiego? Z drugiej strony poznałem ją w ekskluzywnym klubie Maelstromu gdzie o mało nas nie zabili...

- Swedenborg-Riviera... brzmi chujowo - Johnny zmaterializował się obok V opierając dłonie na biurku. - Co on w ogóle pierdoli?

- Ma przerażająco podobny szyld do ciebie - najemnik uśmiechnął się pod nosem a Silverhand zignorował jego zaczepkę. - Zadzwonię do Nancy, może uda mi się coś wskórać.

- Chcesz dostać marny procent od artykułu, który napisze na twojej ciężkiej pracy? Kurwa, proszę cię - V wskazał tylko środkowy palec w stronę engramu i szybko złapał za telefon.

Po krótkiej rozmowie telefonicznej V się rozłączył i wypędził z mieszkania najszybciej jak tylko mógł.

- Czy naprawdę aż tak bardzo obchodzi cię jakiś pretensjonalny skurwiel? - mężczyzna tak szybko wyfrunął z miejsca, że Johnny nie miał gdzie się zmaterializować.

- Przecież robię to dla Nancy - odpowiedział w głowie Silverhandowi wsiadając do jego starego Porsche. - Do tego najwyraźniej każdy fixer w Night City nie ma dla mnie roboty.

- Ja mam taką kurwa nadzieje, że to tylko z nudny...

Trop Bes Isis zaprowadził V do typowej dziury w Rancho Coronado. Jakaś grupa nastolatków robi dziwne dragi, a na ścianie jest wymalowana flaga Ameryki.

Po chwili gdy najemnik przestał krzyczeć na Johnnego by przestał gadać swoje bzdury, z pomocą jego Kiroshi udało mu się znaleźć piracki router. Szybko go zhackował, a na jego telefon przyszła kolejna, tak samo enigmatyczna jak poprzednie, wiadomość. Tym razem były w niej też podane koordynaty - za pewne do dalszego śledztwa w sprawie Swedenborga.

Johnny nie umiał przestać kazać swoich mądrości na temat tego całego "altruistycznego filozofa". Jeszcze jakiś czas temu V miałby już go dawno dość i chętnie by mu mocno wpierdolił. Jednak po całym zamieszaniu z Rogue i kilku szczerych rozmowach, podobało mu się to ich droczenie. Może to dziwne, ale V Silverhand już nie przeszkadzał - przeszkadzało mu to, że przy okazji go zabija. Każdy, kto znał Johnnego za żywego mówił to jak by go "nienawidził" i "to co sobą reprezentował", ale może krwawa natura V pokochałaby anarchistycznego rockerboya-terroryste? Mężczyzna w ostatnich czasach często myślał o możliwości, że ten głupi głoś w jego głowie oznacza dla niego coś więcej niż wrzód na dupie. Jeszcze nie umiał wycenić, czy to źle czy dobrze - ale sama myśl go lekko denerwowała.

Na Badlandach spotkała ich ta sama sytuacja, tylko tym razem Johnny wydawał się trochę bardziej zainteresowany niż wcześniej. Nawet sam wpadł na pewien pomysł dotyczący tajemniczych routerów, jednak V nie umiał uwierzyć w potajemnie narysowanego penisa na przestrzeni całego Night City. Co nie zmienia faktu, że najemnik poszedł po drodze engramowi i dał mu chwilę by poznęcać się nad swoim pomysłem. V dawno nie widział go aż w takiej euforii, taki śmiech Silverhanda słyszał pierwszy raz w życiu. Nawet nie wiedział, że pomimo ich sytuacji może z niego ulecieć aż tyle emocji - i do tego pozytywnych. Fakt, właśnie ośmiesza innego, najprawdopodobniej niewinnego człowieka, ale tego chyba nigdy nie będzie mu można wykopać z jego cybernetycznego łba.

V był zaskoczony, że ich kolejną destynacją jest farma Biotechniki. Nie jest to popularne miejsce na dziwne i dość niezrozumiałe gierki, ale wiadomo to Swedenborg-Riviera o którym mówimy. Gość najwyraźniej jest na poziomie korporacyjnego netrunnera - a bawi się w hackowanie routerów w opustoszałych lokalizacjach.

Wejście po wszystkich drabinach zajęło mężczyźnie kilka dobrych chwil, a gdy wreszcie wspiął się na górę ukazał mu się widok na Night City. Niby nic takiego, ale byli tak daleko od miasta, że nie było ono słyszalne. Było ciche. V nigdy w życiu nie poczuł cichego Night City. Było to wręcz dziwne, jest przyzwyczajony do ciągłego tłoku i huku - nawet na Badlandach czasami słychać łomot miasta.

Tym razem to V nie umiał powstrzymać się od śmiechu. Gdy przeczytał w wiadomości "nirwana marksizmu-swedenborgizmu" od razu zaczął się niekontrolowanie śmiać.

- Brzmi jak pierdolenie - stwierdził najemnik z głupim uśmiechem na twarzy. - Wiesz, że nigdy mnie tu nie było? Nie było okazji.

- Z takiej odległości nawet Night City wygląda ładnie - Silverhand usiadł na metalowych kratach, wpatrując się w odległe miasto. V był zaskoczony jego gestem, ale przyłączył się do niego. - Kurwa, dawno się tak nie uśmiałem. Może nawet dobrze, że wyruszyłeś w tą pierdolniętą pielgrzymkę za swoim nowym mesjaszem.

- Mówiłem już, gdyby nie Nancy nie zainteresowałbym się tym - na odpowiedz Johnny zapalił swojego kolejnego wirtualnego papierosa. - Poza tym, gdyby nie to wszystko nie poznałbym tego miejsca. A tutaj jest naprawdę... spokojnie.

Milczeli przez dłuższą chwilę. W takich momentach (gdy według niego "nic się nie dzieje") engram raczej znika, ale teraz przez cały czas bacznie siedział koło najemnika. Przez to całe latanie po całym mieście V nie zauważył jak długo zajęło mu to zamieszanie. Ściemniało się już, a Night City wydawało się coraz bardziej wyraźne.

- Ja wiem, że ten plan z kutasem to najśmieszniejsza rzecz na świecie - Johnny przerwał ciszę, która między nimi nastała. - Ta robota jest jedną z ciekawszych, V. Za moich czasów takich popierdolonych robótek nikomu nie chciało by się organizować.

- Przez te 50 lat świat się jednak zmienił - westchnął i w impulsie wyciągnął opakowanie papierosów Evelyn. V wmawia sobie, że nosi je z sentymentu do dziewczyny, co też jest prawdą, ale czasami nałóg engramu staje się mocniejszy i kontrolowanie go jest mocno uciążliwe. Wyciąga jednego i zapała, szybko wdychając dym do płuc. - Jednak mam wrażenie, że o tobie nigdy nie zapomnieli.

- V... - Johnny wyglądał na mocni zdezorientowanego. Czy naprawdę jedyne co mu wystarczy do otworzenia się dla innych jest ładny widoczek i szlug w ręku? Do prawdy siedział w jego głowie 24/7, ale aż takiej mocy telepatii jeszcze nie posiadł. - Przydał mi się ten papieros, dawno nie czułem prawdziwego tytoniu.

- Gdybyś nie zabijał mnie od środka.. - V definitywnie zmienił ton tej rozmowy a Johnny nie wiedział czy mu się to spodoba - to nie narzekałbym aż tak na twoją obecność, raczej przeciwnie.

- Wzięło cię na tęsknoty, huh? - mężczyzna wyrzucił już kolejnego papierosa na ziemie. - Tylko uważaj, bo jak przesadzisz to chyba się zrzygam.

- Jesteś chujem i skurwysynem - V czasami zapomina, że Silverhand jest na liście najgorszych ludzi świata, a nie jego personalną osobą do wkurwiana. - Jednak czasami udaje ci się wykrzesać trochę emocji z siebie. Wtedy stajesz się... naprawdę znośny.

- Nie no, to ci kurwa komplement - mężczyzna zniknął, tym razem pojawiając się po drugiej stronie V. Zamilczał a po chwili na jego twarzy pojawił się dosyć smutny wyraz twarzy. - Jakbyśmy się tylko spotkali w 2023...

- Ale się nie spotkaliśmy - Mężczyzna zerwał się z pozycji siedzącej i ruszył w stronę drogi powrotnej. Wywalił papierosa z ust i docisnął go nogą. - Jakbyśmy mogli, to chętnie bym to zrobił. Nawet przeżyłbym tłum zdragowanych nastolatek, które dostają pierdolca na twój widok.

V zaczął schodzić po drabinach, ale w tą stronę było to bardziej znośne. Miał wrażenie, że był zbyt oschły dla Johnniego. Brzmiało to zbyt poważnie i uczuciowo niż przewidywał. Jest mu go jednak szkoda - to on jest myślącym człowiekiem uwięzionym w cyberprzestrzeni wsadzonym do głowy jakiegoś najemnika. Nie chciał by ten ponownie się ukazał mu przed oczami, ale wiadomo jaki jest Silverhand.

- Jest mi kurewsko głupio, że cię zabijam - Engram stał przed nim i powoli zbliżał się coraz bliżej, V jeszcze nigdy w życiu nie widział go zmartwionego. - Przez to całe siedzenie w twojej głowie, za bardzo się do ciebie kurwa przywiązałem. Nie wiem jakie rozwiązanie tego bagna będzie najlepsze. Tylko żeby do jasnej cholery było coś co uratuje nas obojga.

- Czy mi się wydaje czy Johnny Silverhand jest zatroskany o innego człowieka? Poczekaj wyciągnę notes, musze to zapisać - V próbował coś zrobić, by engram zniknął i nie pojawił przez jakiś czas, nie czuł się teraz na siłach na konfrontację, ale był do niej zmuszony. Johnny przyszedł kilka kroków bliżej, ich twarze dzieliło kilka centymetrów. - Tak naprawdę, to zrobiłbym wszystko by poznać cię żywego. W swoim ciele, ze swoim mózgiem i bez moich wspomnień. A ja chętnie bym wrócił do życia bez ciebie w głowie... ale z tobą u boku.

- Teraz już naprawdę jestem na granicy wymiotów - zaśmiał się pod nosem i oparł rękę na ramieniu V. - Na szczęście nie mogę tego zrobić, zniszczyło by to moment.

Przez V przeszedł mocny impuls oddania czułości, którą wykazał Johnny. Był pod wrażeniem, że takie słowa nawet umiały wyjść z jego ust. Przez chwile patrzył się prosto w ciemne oczy engramu i mocno uścisnął swojego nie aż tak już znienawidzonego kompana.

- Dzięki Johnny - V mruknął pod nosem. - Pomimo wszystko, jesteś dla mnie kurewsko ważny.

Niespodziewanie wirtualna ręka engramu trafiła delikatnie na policzek najemnika. Lekko się wzdrygnął, ponieważ taki dotyk z jego strony był czymś kompletnie nowym. Serce V zaczęło wariować, ostatnio tak mocno biło gdy na własne oczy widział śmierć Saburo Arasaki. Poczuł, że jego twarz staje się rumiana a przez ciało przeszło podekscytowanie zmieszane ze strachem. Johnny był dla niego ważny i poczuł, że jego uczucia wobec niego się zmieniły - ale jeszcze nie doszedł do wniosku w jakim kierunku.

Jednak V jest osobą, która w takich sytuacjach najpierw robi - a myśli bardzo późno. Jego dłonie zgrabnie ułożyły się na talii Silverhanda, lekkim ruchem przyciągając go jeszcze bliżej do siebie. Ręce zaczęły powolnie wędrować na jego ciele, miał wrażenie jakby dotykał kogoś z krwi i kości. Podnieciło to go, myśl ze może jednak nie jest engramem a kimś z bijącym sercem.

- Kurwa V... - mężczyzna nie odpowiedział. Głoś Silverhanda był lżejszy niż zazwyczaj, jakby czuł się zagrożony. Na twarzy najemnika pojawił się uśmiech, który można tylko określić mianem chytrego.

V bardzo szybko i zwinnie połączył ich usta w pocałunku. Nie było to seksowne czy namiętne, ale w tej sytuacji niepozorne muśnięcie wydawało się najlepszym rozwiązaniem. Nadal nie wiedział dlaczego usta Johnniego wydają się takie żywe, mimo iż wie, że nie są. Są w całości nieprawdziwe, tak samo jak osoba Silverhanda, która ukazuje mu się przed oczami. Ta myśl ocknęła go z mocnego stanu rozmarzenia.

- Swedenborg wysłał jeszcze jedne koordynaty - V stanowczo oznajmił odsuwając się całkowicie od engramu. - Mam nadzieje, że to ostatni raz...

Johnny nic nie powiedział, tylko zniknął na dłuższą chwilę z pola widzenia i myślenia V...

...jednak moment prawdy był zbyt komiczny by go ominąć. W parku rozrywki w Pacyfice mężczyznę (bo Silverhand był chyba nadal spłoszony wydarzeniami z farmy) uradowała najmniej spodziewana rzecz, która mogła się wydarzyć.

- Co to...do cholery jest? - V stał wryty nad automatem z wróżką, która bez przerwy swoim robotycznym głosem wymawiała hasła w stylu Swedenborga. - Ale, jak to w ogóle możliwe? Johnny, obawiam się, że...

- Miałem rację? A to ci kurwa pech - engram nie mógł przestać się śmiać, znając życie nie z samego faktu że internetowy kult jest bazowany na radach z automatu - tylko, że jego teoria nie była wcale taka daleka od prawdy. - Wiesz co? To jest chyba lepsze od kutasa.

- Jest tu kolejny router... - V szybko wziął się do swojej netrunnerskiej roboty, i tak samo pośpiesznie na jego telefon przyszła wiadomość od "Swedenborga". - "Po nitce do kłębka, I co? Czujesz się oświecony? Hahahahaha xD".

Johnny był zgięty w pół od śmiechu. Nie umiał przestać, aż musiał podeprzeć o automat, który go tak bardzo rozbawił.

- V, powiedz mi że uda ci się tymi swoimi netrunnerskimi mocami go znaleźć, chętnie bym typa wyściskał - Silverhand opanował na chwilę swój chichot, co zdawało się trudniejsze niż naprawdę było.

- Wie skubany co robił, nie zostawił ani jednego śladu - V zatrzymał się i przełknął ślinę - A ty jesteś martwy, Johnny.

- No tak, zapominam jak dobrze się bawię - Engram zauważył, że V nie było tak do śmiechu jak mu. - Nie bawiłbym się aż tak dobrze jakby ciebie tu nie było.

- Naprawdę? Boże, co z tobą ostatnio nie tak... - uśmiechnął się pod nosem i spojrzał prosto w oczy Johnnego. - Przepraszam za, no wiesz. To co się stało na farmach.

- V do cholery, słuchaj mnie czasami. Nie bawiłbym się tak dobrze bez ciebie - Zapalił wirtualnego papierosa i wskazał nim na automat. - Nie odłączaj go.

- Mam lepszy pomysł - V, jak to mówi Johnny, użył swoich "mocy" i wgrał jeszcze gorszy, bardziej absurdalny, algorytm niż wcześniej.

- Wiem, że nie zawsze nam po drodze, ale kurwa, jesteś genialny - Rzucił wcześniej zapalonego papierosa na ziemię a ten w momencie zniknął. - Chociaż ostatnio chyba lepiej się dogadujemy, nie sądzisz?

- Nie żebym narzekał - Chwycił za telefon i wyszukał numeru do Nancy. Kobieta od razu odpowiedziała, i od razu wiedziała, że chodzi o Swedenborga. - W sumie to... ustaliliśmy coś w jego sprawie.

- Ustaliliśmy? Ktoś ci w tym pomagał? - Nancy zdezorientowanie spytała, a V od razy złapał się za język.

- Co? A nie, przejęzyczenie - Kobieta była definitywnie podekscytowana wynikiem śledztwa, co zdziwiło ich obu. - Nie ma za co. Jakbyś miała jeszcze jakąś sprawę, dzwoń.

- Power couple, co?

- Spierdalaj Johnny.

- A już myślałem, że ci przeszło...

Notes:

jak przegram grę po angielsku (a bardziej ten quest) to chyba wleci wersja anglojęzyczna - za bardzo się wczułam w ten fanfik plus ten quest jest nieironicznie moim ulubionym i chętnie przeżyje pisanie go jeszcze raz!