Work Text:
— Tu jesteś! – Minerwa udawała lekko zaskoczoną, by nie dać po sobie poznać, że w istocie odetchnęła z wielką ulgą.
Sybilla dumnie uniosła głowę. Wyglądała na bardziej zdeterminowaną i bardziej przytomną, niż kiedykolwiek wcześniej.
— Walczyłam, Minerwo! Kilku z nich sprzątnęłam! A teraz pomagam tu. – Trelawney wskazała ręką na cały „szpital polowy”. – Robię herbatę i trochę wróżę. Nic na serio – dodała szybko, widzą wyraz twarzy Minerwy. – Staram się tylko ich pocieszać. Opowiadam im o wszystkich dobrych rzeczach, które wydarzą się w przyszłości. O miłości, pracy, dzieciach, podróżach… I przecież wcale nie kłamię. Tak właśnie będzie. Nie potrzeba Daru, by to wiedzieć.
