Actions

Work Header

W Kurwix jednak wszystko jest możliwe

Summary:

nie wiem

Notes:

dobra kilka słów na początek
po pierwsze jeśli ktoś oglądał kutapokalipsę to wie, że mpreg jest kanoniczny w uniwersum bomby. Po drugie akcja rozgrywa się po eventach 8 sezonu, kiedy Torpeda nie jest już admirałem. yyyy więcej grzechów nie pamiętam, proszę o rozgrzeszenie.

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Pustynia rozciągała się aż po horyzont opuszczonej planety. Kapitan otworzył drzwi rakiety aby się rozejrzeć, chociaż utrudniał mu w tym wiatr, który jak na złość rozwiewał wszędzie piasek. Zadzierając głowę w górę, Tytus dostrzegł drugi statek wchodzący w atmosferę. Prawdę mówiąc, nie spodziewał się, że w ogóle przyleci. Ba, nie spodziewał się, że drugi kapitan w ogóle odbierze od niego sygnał, szczególnie z tak małą ilością informacji. Jego wiadomość zawierała jedynie współrzędne odległej planety i prośbę o pojawienie się - samemu.
Bomba zakrył usta i nos, chroniąc je od piasku wzburzonego przez lądującą maszynę. Gdy tylko dostrzegł, że drzwi drugiego wahadłowca się otwierają, w pośpiechu opuścił swój statek żeby porozmawiać z kapitanem.

Kapitan Torpeda rozejrzał się po nowym świecie, zdziwiony. Nie rozumiał dlaczego Tytus chciał spotkać się akurat tutaj, we dwoje. Raczej nie po to, żeby się bić - nie, to jakaś grubsza sprawa. Odpowiedź na jego pytanie właśnie stąpała szybkim krokiem w jego stronę.
“Bomba, co to za miejsce?” zapytał, wychodząc. “Dlaczego wezwałeś mnie na jakąś pustynię?” - zapytał z nutą śmiechu w głosie, ale drugi żołnierz zamiast odpowiedzieć podbiegł do niego i położył mu rękę na ramieniu.
“Powiem ci, ale nie tutaj. Chodźmy do środka” - mówiąc to kapitan wskazał ręką na drzwi rakiety Orzeł 3.
Torpeda próbował powstrzymać śmiech - “co? serio? Wezwałeś mnie tylko na-”
“Jezu jedno ci w głowie! Naprawdę mam ci coś do powiedzenia, ale tu pizga i piach wlatuje do ust, łatwiej mi będzie jak się schowamy cepie.”
Mówiąc to, Bomba przecisnął się obok Torpedy, który wciąż zdziwiony podążył za nim.
“Dobra, no to mów.” - JJ zamknął drzwi, po czym odwrócił się do Tytusa i położył ręce na biodrach. Chociaż Bomba już od początku zachowywał się dziwnie, teraz naprawdę przekraczało to wszystkie możliwe granice. Torpeda obserwował jak kapitan chodzi w kółko, rozgląda się i chwyta się za ręce. Okazjonalnie spoglądał w stronę partnera - brał wdech powietrza, po czym rezygnował z mówienia, lub dukał pojedyncze słowa:
“Ja…….”

“bo……”

“bo wiesz……”

“Jezu no ile można?”

Bomba zamilkł, spojrzał w podłogę, speszył się. Torpeda westchnął.

“Przepraszam, ale słuchaj: cokolwiek chcesz mi powiedzieć nie będę cię oceniał. Nie będę się nawet śmiał - jeśli to cię martwi. Po prostu mi powiedz, mam misję a przyleciałem specjalnie żeby cię wysłuchać!”

Ostatnie zdanie dodało kapitanowi otuchy, choć nie na tyle, żeby wyjaśnić co się stało. Zamiast tego mamrotał coś pod nosem: “tak, no…. już” jednocześnie szukając czegoś panicznie po kieszeniach. W końcu udało mu się wyjąć mały, podłużny kawałek plastiku i podać go Torpedzie, który - znów niesamowicie zdziwiony - wziął go i zaczął oglądać.

Sytuacja zaczęła się wyjaśniać dopiero gdy JJ zorientował się, co ma w dłoni - mały, plastikowy przedmiot był testem ciążowym, na którym widniał plusik. W głowie Torpeda zapytał samego siebie - “czy powinienem mu gratulować, czy współczuć?Wygląda na naprawdę przejętego.”

“Andżela jest znowu w ciąży? Gratulacje, ale nie rozumiem dlaczego-”

“To nie Andżela.”

“a….. czyli jakaś inna?”

“...nie.”

W rakiecie nastała grobowa cisza. Chociaż Torpeda patrzył prosto na Bombę, przeszywając go wzrokiem, on patrzył gdzieś w bok. Skoro nie Andżela….. i nie ktoś inny…. to skąd…..o nie. Nie no nie, nie może być. NO NAPRAWDĘ NIE MOŻE BYĆ, ZNACZY NIE JEST MOŻLIWE KROPKA. MYŚLI TORPEDY BYŁY TAK GŁOŚNE, ŻE NIE MOGŁY JUŻ BYĆ POMIESZCZONE TYLKO W JEGO GŁOWIE. JAKBY MUSIAŁY SIĘ WYDOSTAĆ, ŻEBY OGŁOSIĆ CAŁEMU ŚWIATU, ŻE

“NIE JEST TO MOŻLIWE!” - Torpeda zakrył usta kiedy zorientował się, jak głośno wykrzyczał myśl. “Przepraszam, ale…..” ale co? nawet nie wiedział za bardzo co powiedzieć w tej sytuacji. Nie był pewien czy te słowa w ogóle przejdą przez jego gardło, ale jednak musiał się dowiedzieć:

“Bomba czy ty….. ty……” - no dalej!, po prostu go zapytaj! - “czytyjesteśwciąży???”

Słowa wyszły na raz, zlepione jakby w jedno, chcąc zawrzeć się w jak najkrótszej jednostce czasowej, JJ zastanawiał się, jakim cudem w tym momencie nie ugryzł się w język, nie opluł się, czy nie zrobił obydwu.

Tytus spojrzał na niego, chociaż przez hełm nie dało się dostrzec wyrazu jego twarzy, sfrustrowany okolicznościami. Sam był w tej samej sytuacji co jego partner przed chwilą - słowa bardzo chciały uciec, a jednak nie wybierały się nigdzie. Poirytowany, powiedział (może trochę za głośno):

“TAK! byćmożejesttwoje…” - to ostatnie zdanie wypowiedział niechętnie, pod nosem, zlepiając je w jedność, z cichą nadzieją, że Torpeda zrozumie i nie będzie musiał znowu przeciskać ich przez gardło. Wpatrując się w swoje własne obuwie, starał się ignorować uczucie nudności jakie zawładnęło nim nagle.

Tymczasem JJ próbował nie oszaleć. Naprawdę dobrze, że przez ten cały czas nie przyszło mu do głowy ściągnąć hełm, bo wtedy kapitan miałby naprawdę dobry widok na dolną powiekę w jego lewym oku, która samoistnie latała w górę i w dół. Jak to być może jest jego?!

“JAK TO Być może jest moje?” - Torpeda wykrzyknął, ale w połowie zdania zorientował się, że jego ton w tej sytuacji nie pomaga.”Znaczy… nie czekaj, chuj z tym czyje jest - Bomba jak to w ogóle możliwe? Nie możesz-”

“Tak, ja też tak myślałem. Okazuje się, że jednak jest to możliwe. Niektórzy ludzie w Kurwix, mogą…..niezależnie od….. nie wiem, ta galaktyka jest dziwna. Ale lekarz mnie zapewnił, że jest to możliwe. Ja po prostu nie wiedziałem, że…..”

“Czyli byłeś z tym u lekarza?”

“Tak, więc wierz mi, nie okłamuję cię.”

“Ale skąd w ogóle…. pomysł, że…..”

“No właśnie z nikąd! Nie brałem tego w ogóle pod uwagę, ale czułem się źle, miałem jakieś dziwne objawy, nie wiadomo skąd… Więc poszedłem się zbadać i kazali mi zrobić test, żeby mieć pewność, że to nie to. Wtedy to jeszcze było śmieszne, ale teraz…. no już mniej….”

Tytus wciąż wpatrywał się w podłogę, nie chciał musieć spoglądać w oczy Torpedzie. Z kolei Torpeda, zastanawiał się jak odwrócić konwersację w inną stronę, ponieważ dręczyła go jedna sprawa. Idąc po linii najmniejszego oporu,nachylił się i nieśmiało zaczął mówić:

“No to….. Co zrobimy?”

Bomba wreszcie odwrócił się do drugiego kapitana, którego oczy były teraz na tej samej wysokości co jego własne, ponieważ lekko się schylał.

“Jak to co?”

“Znaczy, wiesz…. “ - Ok, być może nie zapytał wystarczająco dosadnie. No to jeszcze raz:

“Chciałem zapytać czy zamierzasz usunąć, czy…..?”

Kończąc zdanie Torpeda wyszczerzył się, według Bomby, jak debil. Chciał być przyjazny, ale kompletnie mu to nie wyszło. Kapitan przez chwilę wpatrywał się w niego, potem spojrzał przed siebie, westchnął i oświadczył:

“Nie.”

“Jak to nie?” - JJ wyprostował się - “Tito, przecież nie masz czasu wychowywać dziecka! Poza tym Gwiezdna Flota cię potrzebuje, nie możesz tego wszystkiego odrzucić tak po prostu, bo ci się wpadło! Jeśli chodzi o pieniądze to mogę zapłacić-”

Tytus westchnął jeszcze raz: “Nie, nie o to chodzi. a z Gwiezdną Flotą….” - zamyślił się na moment, Torpeda miał rację, to fakt, że gwiezdna flota nie będzie bez niego taka sama. Mimo tego podjął już decyzję. “Pomyśl o tym, mam już dziecko i nawet się z nim nie widuję. Andżela nie chce mnie widzieć, naprawdę zjebałem. Nie będę mieć już okazji wychować swojego żołnierza a…. a chcę. Naprawdę chcę, chcę być jak mój ojciec, ale lepszy. Myślę, że mógłbym być naprawdę dobrym rodzicem, gdybym tylko się przyłożył.” - mówiąc to, spojrzał w stronę Torpedy. “I naprawdę chcę się przyłożyć”

Torpeda był zdziwiony. Bo jak to możliwe, że ten człowiek z kamienia, który zabijał z zimną krwią kosmitów jeszcze kilka dni temu, teraz wyznaje mu, że chce być dobrym ojcem. To dziwne uczucie, czym jeszcze mogło być? Może dumą, że tak bliska ci osoba potrafi przyznać, że chce zmiany? I co najdziwniejsze - ty też teraz trochę jej chcesz. Może to jakaś troska, jakaś czułość do tej osoby? Że chcesz dla niej najlepiej. Może to właśnie miłość. Głęboka, dziwna, nie do opisania. Niezależnie od etymologii uczucia, JJ poczuł, że musi teraz okazać swojemu partnerowi wsparcie w jakiś sposób. Słowa niemal wyrwały mu się z gardła:

“Tak! ja też-” trochę spokojniej, dodał - “też się przyłożę. Nie wiem jeszcze jak, ale…. Poradzimy sobie.”

Kapitan zastanawiał się wtedy jeszcze, dlaczego właściwie to powiedział. Chwilę temu rozważał pozbycie się problemu, ale teraz…. to już nawet nie był problem. Po prostu coś nowego, inna sytuacja. Przecież w tym są obydwoje dobrzy, w nawigowaniu trudnych sytuacji, nie? Więc jakoś na pewno sobie poradzą…. On będzie musiał raczej dalej pracować, a może…

Torpeda nagle wyrwał się z natłoku myśli. Dopiero po chwili zauważył, że Tytus trzyma go za rękę.

“Tak…. poradzimy sobie.”

Notes:

naklejka z gwiazdką dla osób które doczytały do końca. Zmarnowaliście ilekolwiek minut zajęło wam przeczytanie ze swojego życia