Work Text:
Baśń o Elharod
Daleko na północy Séras, za pasmami gór i wieloma borami, nie wiadomo - na tej samej, czy na innej już planecie, rósł Wielki Las Elharod, królestwo sylfów. Był to las kosmiczny, którego ogromne drzewa sięgały gwiazd. Legenda głosi, że cały ten las, każdy ruczaj - za wyjątkiem jednego świętego strumienia, który według sylfich podań powołała do życia Mistrzyni Sosna - i każde najmniejsze zdobienie w królewskich grotach stworzył upiór dębowy, pierwszy król drzewnych mar, ze swojej donośnej, dzikiej i okrutnie pięknej muzyki, którą wygrał na wielkich organach przestworzy.
Upiór uczynił to wdzierając się do organów gwałtem, bez zgody Pana Drzew, ani nawet któregokolwiek z Drzewnych Mistrzów, i został za to ukarany wtrąceniem do otchłani, lecz Elharod zostało, a Pan Drzew, dostrzegłszy ponoć mimo wszystko piękno tego lasu, tchnął w nie swoje światło życia i pozbawił upiornej ułudy. Nakazał nie niszczyć lasu, lecz zostawił sylfom pod opieką jako ich królestwo. Drzewne mary jednak od początku istnienia Elharod chciały odzyskać to, co same stworzyły i co uważały za swoje, stąd od dnia powstania krainy toczyły z sylfami nieustanną wojnę. Być może gdzieś tam, w innym wymiarze Wszechświata, toczą ją nadal... Nie wiem. Mnie to nic a nic nie obchodzi.
W 1036 roku istnienia Elharod Mistrz Dąb posadził na tronie jednego ze swoich drzewostworów. Liczył zapewne na chwilowy pokój, upiory bowiem bały się drzewostworów bardziej niż sylfów. Sto lat później urodził się Wynn. Był trzecim i ostatnim synem Dębowego Króla, po Faldronie i Waldharze.
Bracia jak ojciec byli drzewostworami - wykiełkowali z dębowych nasion króla jak młode pędy i tak Pan Drzew, jak przystało drzewostworom, wlał w nich swoje światło życia. Nie mieli matki. Większość drzewostworów nie ma jej i jej nie potrzebuje, nie tak jak potrzebują ich żywiołacze dzieci, a jednak Mistrz Dąb uznał, że braciom potrzeba matczynego ciepła i nakazał Dębowemu Królowi poślubić leśną sylfkę.
Ale król i jego żona nie bardzo się kochali, i niewiele było w sylfiej królowej miłości dla nie swoich dzieci. Miała jej jeszcze sporo dla Faldrona, odrobinę dla Waldhara. Dla Wynna już nie starczyło. Lepiej w ogóle nie poznać miłości niż być nią obdarzonym niesprawiedliwie - choć nie wiem, czy Wynn widział to tak samo. Czy w ogóle go to obchodziło. Po kilku dziesięcioleciach zaś ze związku królewskiej pary urodziła się Fégé.
Fégé, dla odmiany, i król, i królowa kochali do szaleństwa, choć każdy z osobna i po swojemu. Dziewczyna rosła, w swoich cechach i zdolnościach podobna do ojca, cicha i skupiona, i ponad wszystko lubiąca przebywać w jego złotniczej pracowni. Wynn jeszcze jako chłopiec zakochał się w Fégé, lecz nigdy jej o tym nie powiedział. Może dlatego, że miłość do siostry, choć u drzewostworów nie sprzeciwia się Prawu Drzew tak jak u innych stworzeń, wciąż jest niemile widziana i uznawana za obrazoburczą. Bardziej jednak dlatego, że był księciem, a sylfi książęta nie zdradzają swoich uczuć i gardzą nimi. Są zimni, dumni i drwiący, i Wynn w niczym nie różnił się w tym od swoich braci. A Fégé, jak wszyscy inni, nie zwracała na niego szczególnej uwagi.
Nadszedł w końcu dzień, kiedy Dębowy Król po prostu zniknął, rozwiał się niczym poranna mgła, i cały Wielki Las Elharod, ot tak, w mgnieniu oka, przemienił się z dąbrowy w świerczynę i rozpoczęły się rządy Faldrona.
Faldron był równie złym i okrutnym królem jak złym i okrutnym był od dziecka bratem i synem. Wkrótce po odejściu Dębowego Króla uciekła w las i jego żona, i nigdy więcej nie pojawiła się na dworze, a Faldron postanowił pozbyć się również Fégé, organizując turniej, którego zwycięzcy obiecał oddać jej rękę.
Wynn, choć był słaby w fechtunku, zrobił jednak wszystko, by wygrać ten turniej, przerażony, że to, czego pragnął najbardziej, zostanie mu na zawsze odebrane. Szczęście - lub współczucie sylfów, którzy nie chcieli żony przymuszonej do małżeństwa królewskim nakazem - sprawiło, że do turnieju zgłosiło się jedynie niewielu podrzędnych, słabo szkolonych wojowników i Wynn, choć z trudem, pokonał ich wszystkich. Na sam koniec jednak, nieoczekiwanie stanął do pojedynku również sam Świerkowy Król.
Faldron był lepszy od Wynna we wszystkim, czego się dotykał, i zwyciężył go w mig i bez trudu. Kiedy jednak Wynn, leżąc pokonany w błocie i plując krwią, myślał, że król, podobnie jak on, chciał skrycie Fégé dla siebie, ten nachylił się i szepnął mu do ucha:
- Myślałeś, że pozwolę ci poślubić tę marną dziewuchę, chwastoziele o brudnych myślach, które ukradło nam ojca i matkę, byś mógł zaspokoić swoje żądze - te, o których wiem od dawna, które skrywasz jak wstydliwy skarb? Dla ciebie to robię, braciszku! Miłość nigdy nie może cię osłabiać.
Potem zaś wyprostował się, uniósł głowę i uśmiechnął szeroko do Fégé, gdy niespodziewanie podbiegła ku nim, i oznajmił, że oddaje swoją nagrodę podrzędnemu wojownikowi, rycerzowi znikąd, na którego rzut oka wystarczył Wynnowi, by wiedzieć, że nikim też jest, nikczemnikiem o twarzy zbója, nie rycerza.
Natychmiast poderwał się z klęczek i z przerażeniem spojrzał na Fégé, lecz ona, blada jak śmierć, wpatrywała się w Świerkowego Króla, i wtedy Wynn zrozumiał. Ziarnka klepsydry wcześniej zastanawiał się jeszcze, dlaczego Fégé podbiegła do nich po pojedynku z takim przejęciem, i serce zabiło mu nawet, że może... Lecz teraz pojął nagle, że Fégé kochała Faldrona i że spokojna była o turniej, bo Faldron obiecał z pewnością zwyciężyć i wziąć ją za żonę, zasłużywszy na to jak w opowieściach, które Fégé kochała. Oszukał ją jednak i Wynn znienawidził go do szczętu, całym sobą.
Upokorzony i nieszczęśliwy, często przebywał odtąd samotnie w pracowni ojca i Fégé. Tam pewnego razu znalazł dziwny kryształ i przypomniał sobie, jak siostra bawiła się nim nieraz, zabrał go więc i od tego momentu trzymał zawsze przy sobie.
Mijały miesiące i lata, i z każdym kolejnym Faldron stawał się jedynie gorszym królem. Wynn wiedział, że Waldhar chce go obalić, lecz brakuje mu wciąż odpowiednich sił i posłuchu. Przy tym nienawiść i żądza zemsty rozrastały się w Wynnie jak chwasty, i tak popełnił swoją zbrodnię - sprzymierzył się z marami i wraz z nimi napadł na Elharod. Sam będąc księciem, pozwolił im złamać królewskie obręcze i całą sztukę strzegącą krainy, wedrzeć się do lasu i na dwór podstępem i z zaskoczenia. Masakra, która wraz z tym napadem spotkała Elharod, nie miała sobie równych - nigdy dotąd ani nigdy potem żadna większa i straszniejsza nie wydarzyła się w Séras. Upiory mordowały dziesiątki, setki z brutalnością stworzeń Mistrza Burzy. Zginął również Faldron, lecz Waldharowi udało się w końcu odeprzeć atak i na powrót wygnać drzewne mary z sylfiego królestwa.
Odkrył też, on jeden, że to Wynn stoi za napaścią upiorów.
- Coś uczynił, bracie? - zapytał, przerażony, nie zdradził jednak Wynna przed dworem, który rozszarpałby go zapewne na kawałki, ani nie zabił nawet, lecz przestał uważać go odtąd za brata i skazał na wieczne wygnanie.
Wynn odszedł więc jako tułacz, i ponieważ nic mu już teraz nie zostało oprócz miłości do Fégé, postanowił za wszelką cenę odnaleźć ją. I znalazł w końcu na dalekich obrzeżach krainy, w nocy, gdy szalała burza i pioruny niczym promienie okrutnego słońca rozświetlały raz po raz dąbrowę, a wiatr targał dębami i świerkami. Znalazł ją w grabie-domu wojownika, któremu oddał ją Faldron - pobitą i związaną, chorą i słabą, na granicy życia i śmierci. Zabił jej męża i chcąc ją uwolnić, nie mając nic innego pod ręką, przeciął pęta kryształem z pracowni ojca. Kryształ był jednak jak naostrzona klinga i Wynn przypadkowo drasnął dłoń Fégé, a zaraz potem błyskawica rozdarła ciemność i uderzyła tuż obok nich.
Przerażony Wynn w szaleńczym odruchu pomyślał, że i ona zraniła może dziewczynę, lecz wnet odkrył, że Fégé w tej jednej chwili odzyskała wszystkie swoje cielesne siły i stała się piękniejsza jeszcze niż kiedykolwiek, choć twarz jej zdawała się jakby z porcelany lub szkła.
- Po coś przyszedł? - krzyknęła na niego. - Coś się tak uczepił? Nie potrzebuję cię, idź precz! No wynoś się stąd! Gardzę tobą, nie pojąłeś dotąd?
Wynn wypuścił wówczas kryształ, który ściskał wciąż w swojej dłoni, i uciekł z grabu-domu, ze złamanym sercem, potykając się o własne kroki, i odszedł na zawsze w nieznane. Waldhara zaś koronowano na nowego króla Elharod, a królewski pałac i cały Wielki Las na powrót stał się dębowy jak za czasów jego ojca. A po Waldharze przez tysiąclecia było jeszcze wielu, zanim władzę w Elharod objął Mistrz Świerk i ponoć rządzi nim do dzisiaj.
