Work Text:
- To gdzie sadzimy tę brzozę? - Jarek rozglądał się po polanie z niezbyt przekonanym wyrazem twarzy.
- Dawaj gdzieś tutaj. - Donald pokazał miejsce trzy kroki od nich.
- Jesteś pewien?
- Nie na sto procent, ale to i tak nie ma znaczenia. Samolot jebnie tak, że wszystkie drzewa dookoła się rozjebią.
- Więc na chuj ta brzoza?
- Bo trzeba dać ludziom jakiś powód. Jezu, nie gadaj tylko kop.
Po kilku chwilach wykopali w ziemi miejsce na sadzonkę. W milczeniu skończyli robotę zacierając ślady.
- No...
- No.
- To teraz tylko czekać.
- Aż brzoza urośnie? Bo plan jest na za dwa lata prawda?
- Tak. Najpierw pozbędziemy się mojego brata, a potem Leppera.
- I zostaniemy tylko my.
- I Putin.
- I Putin.
Milczeli przez chwilę.
- Myślisz, że Polacy się na to nabiorą? - Jarek popatrzył zamyślony w niebo nad Smoleńskim lasem.
- Kurwa, przecież na tyle rzeczy się już nabrali, stary, słuchaj - Donald szturchnął go delikatnie w ramię, zmuszając żeby na niego popatrzył. - Mówię ci, że to plan trzysta IQ. Pozbywamy się twojego brata bo nieco za dużo gada i ludzie go lubią. Na prezydenta wystawie kogoś od nas, nie ważne jeszcze kogo, niech wygra. Chodzi o to, żeby podzielić Polskę na pół i zapewnić sobie w ten sposób nieskończoną władzę. Wschód i Zachód. A wiesz, nic tak nie wzmacnia podziałów jak chujowe rządy - więc teraz przez chwile my bedziemy chuja robili, a potem wy. A i później musimy wystawiać coraz gorszych kandydatów na prezydentów, żeby ludzie się bardziej wkurwiali.
- Okej, tę część czaję, ale co zrobimy jak przyjdzie jakiś typ co dostanie kilkanaście procent w wyborach, albo więcej i zacznie się wgryzać w nasz duopol?
- Oh, Jarek, przecież ci tłumaczyłem. Leppera się będzie łatwo pozbyć, ja w sumie mam już pewien plan. A na resztę się coś wymyśli. Im twardszy duopol tym mniejsza szansa na rozbicie. Nawet jak znajdzie się taki jeden naiwniak, a będzie ich kilka, zapewniam cię, to oni do drugiej tury nie przejdą, a koalicję będą musieli robić z którymś z nich. Ja wezmę tych prounijnych, a ty tych prawicowo-narodowych. I powoli ich wchłaniasz, obiecujesz - co szkodzi obiecać?-że spełnisz to czy tamto, a oni się nabierają i potem zwalasz na nich winę. Proste jak bułka z masłem.
- I taką narracje prowadzimy w mediach publicznych. Oczywiście również z wyzywaniem się od agentów i tym podobne?
- No jasne! Tylko powoli z tym, bo ludzie się skapną, język trzeba zaostrzać stopniowo - za dziesięć lat będzie można się rozkręcać, a za piętnaście - och! To i takie oskarżenia z mównicy sejmowej walić!
- Że niby za piętnaście lat będę mógł na przykład - wyjść na mównicę i nazwać cię niemieckim agentem? Tak po prostu? I nie będzie z tego rozwiązania rządu i list Macierewicza z Korwinem i afery lustracyjnej?
- Nie, jeśli to odpowiednio przygotujemy. A zaczynamy od tej właśnie brzozy.
