Work Text:
Hermiona spojrzała na Rona z niedowierzaniem. Chłopak siedział załamany w Pokoju Wspólnym, nie reagując na żadne próby kontaktu. W końcu otrząsnął się z transu i spojrzał na Granger.
- Wytrzymałem zimną wodę pod prysznicem i stały brak mojego ulubionego deseru na obiedzie. Dałem sobie radę ze znikającymi notatkami, piórami i innymi rzeczami. Przeżyłem nawet atak zwariowanych ptaszków! - zaczął tłumaczyć, przechodząc niemal do krzyku.
- Ron, co się stało? - Hermiona nie zrozumiała nic z wywodu przyjaciela.
- Jak to co? Spójrz na moje stopy!
Dziewczyna zerknęła na jego czerwone skarpetki z których wystawały, co dziwne, niebieskie stopy.
- Odkąd zacząłem kolegować się z Lavender, jest nie do zniesienia!
- Zrobił to Harry? Z tego co wiem kilka razy zapraszał cię na randkę, ale nigdy nie wiedziałeś o co mu chodzi. Oboje jesteście idiotami.
Weasley patrzył na nią przez chwilę, po czym wstał szybko z miejsca. Może i był idiotą, ale wolał być nim razem z Harry'm.
