Actions

Work Header

Knockin' On Heaven's Door

Summary:

Co może się wydarzyć po ostatnim "wielkim konflikcie".

Dwie oc wprowadzone.

Notes:

Wątpię, że ktokolwiek tu zajrzy. Jednak jeśli tu jesteś daj znać ponieważ szukam ludzi zaznajomionych z tym uniwersum.

(See the end of the work for more notes.)

Chapter Text

Pomieszczenia biurowe Nieba były puste i zaciemnione, Rafał prawdopodobnie jeszcze ich nie sprzątnął. Nieużywane biurka były przykryte prześcieradłami, część foteli była przewrócona, a reszta stała w przejściach. Po tym miejscu było widać, że Bóg został tam zupełnie sam. Znaczy nadal był tam z nim Jezus, ale wszyscy doskonale wiedzą jak bardzo jego syn był, a raczej nie był, zaangażowany w pracę. 

 

Basia przechodziła przez doskonale jej znane korytarze, jednak miała wrażenie, jakby widziała je po raz pierwszy. Minęło już parę lat, odkąd przeniosła się z N.I.E.B.O. do Piekła 2.0. Niby, kiedy Sławek i Rafał się pogodzili, ustalili, że Piekło 2.0 zostanie zamknięte a ona wróci do Nieba, jednak nie była w tym miejscu od tamtego momentu, ponieważ Bóg zgodził się dać jej urlop, na którym powinna być w tej chwili. 

 

Dlaczego więc, zamiast leżeć i odpoczywać na Majorce jest tu, w swoim starym-nowym biurze? 

 

Wszystko przez dziwne przeczucie, które pojawiło się w chwili, w której Bóg i Szatan udali się rozwiązać sprawę oryginalnego Piekła. Tego Piekła, w którym od ponad 70 lat panuje Adolf Hitler. Ten sam Adolf Hitler, który dopuścił się okropnych zbrodni wojennych. Ten sam, któremu Rafał dał posadę Sławka, gdy mężczyzna uznał, że ma wszystkiego dość i się zwalnia. 

 

Basia nie miała najmniejszego pojęcia czym było jej przeczucie, co miało oznaczać lub skąd się wzięło. Zwyczajnie się pojawiło, kiedy żegnała Corneliusa. Początkowo planowała wrócić do sektora prywatnego Sławkowej firmy, w którym mieli swoje lokum, jednak w tamtym momencie poczuła, że musi tu przyjść. 

 

Idąc powoli między dawnymi miejscami pracy, sunęła delikatnie dłonią po prześcieradłach je zakrywających. Chwilę później dotarła do jednego z bardzo nielicznych odsłoniętych biurek, biurko zaraz przed wejściem do pracowni Rafała. To samo przy, którym spędziła nieskończoną ilość godzin; to samo, które było wiecznie zawalone dokumentami; to samo przy, którym po cichu przeżywała usunięcie Sławka z N.I.E.B.O.; to samo przy, którym odliczała potajemnie dni do następnego spotkania z wspomnianym mężczyzną. Usiadła za biurkiem i oparła się wygodnie w fotelu z myślą, że może dzięki temu zrozumie powód przeczucia, które ją kierowało. Jednak tak się nie stało. 

 

Samotna myśl, zaplątana w jej umyśle nie chciała się w pełni uformować i powiedzieć o co chodzi. Basia od dawna nie czuła się tak zakłopotana.

 

Kiedy ona tam tak siedziała nie do końca rozumiejąc czemu tam jest, w Piekle trwała prawdziwa walka o przetrwanie. Miała nadzieję, że zarówno Sławek, jak i Rafał wyjdą z tego bez szwanku. Jakże się myliła. 

 

Nagle ciszę pustego biura zakłóciło pukanie. Puk, puk, puk. 

 

Basia spojrzała w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Żaden z byłych pracowników N.I.E.B.O. by nie pukał, wszyscy zawsze się tu teleportowali, bez ostrzeżenia pojawiając się w chmurze kolorowego dymu. Kto to może być? Puk, puk, puk.

 

Odgłos stawał się coraz wyraźniejszy i głośniejszy z każdą chwilą. Jakby osoba pukająca traciła cierpliwość. 

 

Puk, puk, puk. 

 

Bogini finalnie wstała i ruszyła w kierunku odgłosu. Idąc korytarzami, starając się znaleźć źródło natrafiła na drzwi. Drzwi, których wcześniej tam nie było. Przez ponad 4000 lat, które spędziła w placówce, jakoś nigdy na nie nie trafiła. Puk, puk, puk. 

 

Stukanie ewidentnie miało swoje źródło za nimi. Puk, puk, puk

 

Nie myśląc długo chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi. To, a raczej kogo za nimi zobaczyła ją zszokowało. Klamka razem z tym do czego była przyczepiona, zniknęła, rozpływając się jej w ręce, przed nią stała młoda dziewczyna za którą była druga, jakby ukryta za nią. 

 

Basia przyglądała się przybyszom, nie rozumiejąc kim one są i dlaczego tu są. Pytania zaczęły gromadzić się w jej głowie, jednak jakby nie mogła żadnego zapytać. Pierwsza z dziewczyn była niezwykle podobna do Sławka. Poziom podobieństwa był na tyle wysoki, że można byłoby uznać, że to on jako kobieta. Jedyne co ją od niego różniło to kolor włosów, ponieważ na głowie dziewczyny była falowana czupryna w kolorze ciemnego blondu. Patrząc na drugą osobę Basia miała wrażenie, że patrzy w lustro. Druga dziewczyna była wyjątkowo do niej podobna, te same rysy twarzy, ta sama postura ciała, prawie identyczna fryzura. Gdyby nie intensywnie czerwony odcień skóry oraz oczy, w które patrząc miała wrażenie jakby patrzyła w Sławkowe, powiedziałaby, że patrzy na samą siebie. 

 

– Nareszcie. Długo trzeba było tu do was pukać – zaczęła pierwsza stojąca na froncie. Basia tylko zmarszczyła brwi nadal nie rozumiejąc co się właściwie dzieje. – Co? Nigdy nowych nie mieliście?

 

– Um… nie, właściwie to nie… – odpowiedziała jej cichym głosem kobieta. Po chwili kontynuowała chcąc się dowiedzieć o co chodzi. – Z kim mam przyjemność? 

 

– My na zastępstwo – wychyliła się druga dziewczyna i poprawiła delikatnie okulary, które jej się zsunęły. 

 

– Zastępstwo…? Za kogo? 

 

– Panów Rafała i Sławka – powiedziała bez chwili namysłu dziewczyna z tyłu. 

 

Cała ta sprawa stawała się z każdą chwilą coraz dziwniejsza. 

 

– Ale kim wy właściwie jesteście? Jakie zastępstwo? Czemu za Rafała i Sławka? O co tu do jasnej cholery chodzi? – wszystkie pytania kotłujące się w głowie Basi znalazły nagłe ujście i ta zadała je wszystkie na raz, na jednym wydechu. 

 

– Ja jestem– zaczęła ta z przodu jednak prawie od razu urwała, jakby zdając sobie z czegoś sprawę – właściwie my nie mamy jeszcze imion…

 

– Ja mam – uśmiechnęła się szeroko dziewczyna z tyłu. 

 

– Ta? A skąd niby? – spojrzała na nią krytycznym spojrzeniem osoba z przodu. 

 

– A wymyśliłam. 

 

– Czyli tak się bawimy. A czy łaskawie podzielisz się swoim wymysłem, siostro?

 

– Bernadeta. Bernia w skrócie. – przedstawiła się czerwono-skóra. 

 

Basia obserwowała całą tę scenkę czekając na odpowiedzi na swoje pytania. 

 

– Pomińmy w takim razie kwestie imion. Skąd się tu wzięliście? 

 

– Z tego samego miejsca co ty. Z Góry – odpowiedziała jej bezimienna. 

 

– Z Góry? Jak z Góry? Ich przecież nie ma, zniknęli kiedy powstał C.H.A.O.S. niemożliwe – zakłopotała się Basia. Niby jedno pytanie doczekało się odpowiedzi, ale na jego miejscu pojawiło się sto kolejnych. 

 

– A jednak. 

 

– Czyli… wy wiecie gdzie znajduje się Góra? – Bogini kontynuowała zadawanie swoich pytań. 

 

– Oczywiście, że nie. Nikt nie wie gdzie oni są. Pojawiliśmy się za tamtymi drzwiami – odpowiedziała Bernia i wzruszyła delikatnie ramionami, jakby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. 

 

– Mniejsza z Górą. Jakie zastępstwo? Dlaczego? – Basia z każdym słowem stawała się coraz bardziej poddenerwowana, nie mogła ułożyć pełnych zdań. Nie wiedziała czemu, ale miała złe przeczucie. Coś ewidentnie było nie tak, a może jednak wszystko było w porządku i tylko schodził z niej stres z wcześniejszych przesłuchań?

 

Nowe dziewczyny spojrzały na siebie jakby żadna nie chciała odpowiadać na te pytania. Po ich minach dało się poznać, że temat nie należy do przyjemnego. 

 

– Czekam… – zaczęła ponaglać je Basia coraz bardziej zdenerwowana tą sytuacją. W końcu jedna z ponaglanych westchnęła i zmusiła się do odpowiedzi. 

 

– Powstrzymanie Adolfa i usunięcie tamtej katastrofalnej linii czasowej… – zaczęła Bernia. – to wymagało pewnych… poświęceń… my oczywiście nie wiemy wszystkiego, znamy tylko ogół.

 

– Poświęceń…? – Bogini patrzyła to na jedną, to na drugą a zdenerwowanie na jej twarzy ustąpiło miejsca zmartwieniu. 

 

– Linię czasową da się zlikwidować tylko od środka… Rafał i Sławek…ich już nie ma… mamy przejąć ich rolę – wyjaśniła bezimienna. 

 

Ich już nie ma te słowa odbijały się echem w głowie Basi. Świat nagle zaczął się kręcić, a w oczach zaczęło jej się mienić. Nie może być. To- to nie możliwe. Straciła ich. Straciła go, tym razem na dobre…