Chapter Text
– Hej, Basiu…? – zaczęła pewnego dnia Dariusz. Kiedy, wchodząc do sektora prywatnego Piekła, zobaczyła ją przy aneksie kuchennym, prawdopodobnie parzącą trzysetną kawę tego dnia.
– Tak, Sła-… Dariusz? – nie był to pierwszy raz, kiedy przypadkiem nazwałaby dziewczynę Sławkiem. Takie sytuacje zdarzały się nieustannie i dopóki poprawiała imię na odpowiednie, nikt nie zwracał na to uwagi.
– Bo Bernia wpadła na taki pomysł, ale nie chciała przychodzić, mówiąc, że jest zajęta… – już chciała ciągnąć dalej ten przydługi wstęp, ale na szczęście bogini jej przerwała.
– Do sedna. Naprawdę nie mam dziś ochoty na owijanie w bawełnę. Nadal męczę się z relokacją tych wszystkich dusz.
– Jasne – zreflektowała się i zastanowiła, jak ubrać temat w jak najmniej słów. – To może tak: wszędzie słyszymy, jakie to z Bernią nie jesteśmy podobne do Sławka. Ale my go nawet nie znamy. I tu wchodzi pomysł Berni. Boska pracownia – można tam wytworzyć cokolwiek ktokolwiek wymyśli. Co gdybyśmy poszły tam we trzy i pokazałabyś nam go…? Jeśli to w ogóle zadziała tak, jak myślimy…
– To nie jest zły pomysł, ale nie teraz – Basia zdjęła na chwilę okulary i przetarła oczy zmęczone ciągłym wpatrywaniem się w ekran. – Może jak skończę z przenoszeniem dusz? Co wy na to? Tak, wy, bo wiem, że Bernia wszystko słyszy.
– Jasne. To daj znać, jak skończysz czy coś… Ja już może pójdę. Mieliśmy z Hadesem i Jezusem zamontować tę windę, to pa – dziewczyna odeszła, a dźwięk jej kroków niósł się korytarzem.
Bez konkretnego powodu na twarzy Basi pojawił się delikatny, zmęczony uśmiech. Widząc, jaką relację siostry zdążyły zbudować ze wszystkimi wokół, czuła swego rodzaju słodko-gorzkie szczęście. Z jednej strony była dumna z tego, jak sobie radzą, ale z drugiej wciąż miała z tyłu głowy myśl, że czegoś brakuje, a przed snem w pętli leciało jedno pytanie: „co by było, gdyby”. Mimo tego w większości się już pozbierała, a otwarta rana w jej sercu powoli przestawała krwawić. Skończyła szybko parzyć kawę i wróciła do pracy — dusze nie przeniosą się same.
---
Od tamtej rozmowy minął około tydzień. Przez cały ten czas Basi udało się nareszcie skończyć porządki w wynikach personalnych sądów ostatecznych — w końcu każda dusza była tam, gdzie być powinna. Cały proces po zmianach w regulaminie, które wprowadziła Bernia, zajmował dłużej, jednak był łagodniejszy. Wiele osób, które normalnie trafiłyby do piekła, dostało się do nieba, ponieważ nowa Bogini niemal zawsze znajdowała uzasadnienie dla ich grzechu.
Po prawie tygodniu pracy w trybie non stop Basia potrzebowała jakoś odciążyć umysł, zająć się czymś, przy czym nie trzeba było zbyt dużo myśleć. Nie wiedząc kiedy ani jak, znalazła się w kuchni, piekąc sernik. Dziwne? Może trochę, ale jak odkryła parędziesiąt lat temu, całkiem nieźle jej to wychodziło i nie musiała się przy tym za bardzo skupiać.
Słodki aromat wypełnił salon i kuchnię, a jej umysł się oczyścił. Poczuła… spokój. Nie trwał on jednak długo, bo ni stąd, ni zowąd w chmurach zarówno dymu, jak i płomyków pojawiły się dziewczyny.
– Co tak pachnie? – zapytały niemal jednocześnie, jakby ćwiczyły to wcześniej.
– Sernik. Chcecie? Właśnie go wyciągam z piekarnika.
– No ba, że chcemy – odpowiedziała szybko Dariusz, zajmując miejsce na wysokim krześle przy aneksie.
– Chyba jeszcze tego nie próbowałyśmy – Bernia podeszła do tematu z minimalną ostrożnością, siadając obok siostry.
– Zasmakuje wam – Basia zaczęła kroić ciasto, po czym nałożyła po kawałku na trzy talerze.
Zapadła komfortowa cisza, aż nagle przypomniała jej się rozmowa sprzed tygodnia. To chyba dobry moment, żeby o tym wspomnieć.
– Przed chwilą skończyłam relokować dusze i tak myślę, że to dobra chwila, żeby sprawdzić wasz pomysł z pracownią. Nie wiem, czy jestem na to gotowa, ale minął już ponad miesiąc, a wy zasługujecie, żeby go poznać.
– Mam nadzieję, że to zadziała… Pracownia nie zawsze się mnie słucha, a niby miałam zająć miejsce Rafała – Bernia wyraźnie się zestresowała. Taka była prawda: nie wszystko działało tak, jak wtedy, gdy zarządzali tym poprzedni właściciele. – Ale spróbować nie zaszkodzi, prawda?
---
Po jednym kawałku sernika i kilku minutach mentalnych przygotowań cała trójka znalazła się przed wejściem do pracowni. Ostatni uspokajający wdech, po czym przeszły przez niewielkie drzwi za biurkiem.
Pomieszczenie, w którym się znalazły, było nieskończenie wielkie. Gdzieś na uboczu świecił mały układ słoneczny, obok obracała się większa kopia Ziemi. W skrócie — wszystko wyglądało tak jak wcześniej.
Żeby pomysł się zmaterializował, trzeba było się na nim skupić i wiedzieć, że to dokładnie to, co chce się stworzyć. Właśnie to próbowała zrobić Basia — skupić się na wspomnieniu na tyle, by zmaterializowało się przed nimi. Zajęło to chwilę, ale finalnie się udało. Urywki wspólnie spędzonych chwil zawirowały wokół nich.
A przed grupą stanął nie kto inny jak Sławomir Dariusz Jabeł.
Nie był on oczywiście prawdziwy, ale sprawiał takie wrażenie. Gdyby próbować opisać jego formę, byłby czymś na kształt hologramu — choć znacznie bardziej cielesnego. Ehh… ciężko to opisać.
– Poznajcie się…
