Actions

Work Header

Fatamorgana

Summary:

Coś, co być może wydarzy się w role-playu, który aktualnie piszę. Canon divergence: Touka umarła przy porodzie z powodu powikłań spowodowanych długotrwałym zatruciem pokarmowym, a pewna międzynarodowa organizacja przestępcza porwała jego Ichikę (rzecz dzieje się, kiedy ta ma 5 lat, więc w czasie epilogu. Kaneki szuka jej razem ze swoimi przyjaciółmi, ale zagubiony na pustyni, nie ma żadnych wskazówek, wie jednak, że musi cofnąć się do początków istnienia ghuli: do sekretnej wioski, skrytej przed wiekami przed ludzkimi oczami.

W momencie, kiedy nadzieja powoli umiera pojawia się nieoczekiwana pomoc

Notes:

Pewnie niedługo pojawi się tłumaczenie na angielski, bo jest jedna osoba, którą znam, która zapewne chciałaby to przeczytać

Work Text:

Obudziło go muśnięcie na skórze. Delikatne, ale stanowcze, na tyle, że wyplątało go z plątaniny wspomnień i niejasnych obrazów – jak zwykle nieprzyjemnych, bo kiedy ostatni raz śniło mu się cokolwiek przyjemnego? – żeby potem wyłapać w ciemności nocy bladą twarz.


Sen Takatsuki. Wyraźnie rozpoznał te łagodne rysy, długie falowane włosy i jedno czerwone oko, po przeciwnej stronie niż jego własne. Nawet nie zdziwił się jej widokiem. To, że mu się teraz objawiała po prostu pasowało. Młoda, zagubiona dusza, zupełnie jak jego własna, ta, która go ukierunkowała do miejsca, w którym jest teraz.


Ta, która go zabiła i stworzyła na nowo.


— Witaj, Eto.


Uśmiechnęła się, przejeżdżając drobnymi palcami po jego twarzy. Noc rozświetlało jedynie łagodne światło gwiazd, wydostające się z wejścia do namiotu, ale widział zaschniętą krew pod jej paznokciami, jakby niedawno się posilała. Jej drobne ciało otaczały bandaże, upstrzone jednak gdzieniegdzie złotymi wisiorkami. W nosie miała kolczyk połączony z uchem niczym perska księżniczka, a na głowie opaskę wykonaną z jakichś drobnych, połączonych ze sobą łańcuszków, tworzących kwiat na jej czole.


— Jesteś tak piękny jak zawsze — mruknęła cicho, a Kaneki westchnął cicho, pozwalając jej dłoniom krążyć po jego twarzy.


— Jesteś tu z jakiegoś powodu, prawda?


— Słusznie. — Eto pochyliła się nad nim, a jej włosy opadły po bokach jego poduszki. — Przybywam ci z pomocą, tak jak zawsze. Błądzisz po omacku i nie mogę już dłużej na to patrzeć.


— A więc? — Przechylił głowę, a Eto uśmiechnęła się tajemniczo i odsunęła, by następnie opaść obok niego.

— Powiedz mi, Kaneki, gdzie zwykle ukrywają się ghule, kiedy robi się niebezpiecznie?


Zmarszczył brwi. Gdzie się ukrywają? To nie było takie proste. Każda osoba ma inne miejsce w tym świecie, które może uznać za bezpieczne.


— W domu.


— Błąd. — Eto stuknęła go w czoło. — No dalej, jesteś inteligentny, wiem, że to w końcu rozgryziesz.


Westchnął i zamilkł na moment. Gdzie jeszcze ghule czuły się bezpieczne? Ze swoimi bliskimi, ale to nie miało sensu, kiedy szukał całej społeczności. Dla niego samego bezpieczną przystanią od zawsze była jedna konkretna kawiarnia – no, może teraz już wie – ale nie sądził, by mógł coś takiego znaleźć na środku pustyni. Może jakaś oaza?


Tylko jak miał niby znaleźć oazę?

Nie o to chodzi. Skup się.


Gdzie jeszcze mogli pójść? Żeby się ukryć? Jeśli wszystko inne zawodziło?


Otworzył oczy i spojrzał na Eto, która rysowała palcami drobne kółka w jego ramieniu.


— W Podziemu. Ukrywają się w Podziemiach.


Uśmiechnęła się, delikatnie i wszechwiedząco.


— Dokładnie. W nagrodę dam ci jeszcze jedną wskazówkę. — Wyciągnęła dłoń i położyła ją na jego policzku, by następnie przysunąć się i wyszeptać mu coś do ucha, jakby przekazywała mu sekret: — Wszystkie miejsca są ze sobą połączone, a ty jesteś już blisko. Pamiętaj, że egzystencja ghuli od zawsze kręciła się wokół śmierci. Czytałeś stare podania, prawda?


— Tak, ale...


— Kieruj się na wschód. A na pewno dotrzesz i zobaczysz ponownie swoją małą księżniczkę. — Uśmiechnęła się delikatnie, zerkając na niego ponownie z góry. — Ach, Kaneki, tak bardzo chciałabym być twoją królową. Król i królowa i ich mała słodka księżniczka.


W końcu również i on się uśmiechnął, smutno i wszechwiedząco.


Tak naprawdę nigdy nie chciał być Królem w pierwszej kolejności.


— Chciałbym, żebyś była prawdziwa.


— Nie jestem? — Przechyliła głowę, a on pokręcił swoją własną.— Cóż, nieważne. — Wyprostowała się, nieco poważniejac. — Dam ci teraz spać, ale w końcu spotkamy się znowu — powiedziała, przeczesując jego włosy niemal matczynym gestem. — Słodkich snów, Kaneki.

Złożyła na jego twarzy kolejny pocałunek, tym razem na jego czole, a potem zniknęła, niemal bezszelestnie. Zamknął oczy, wciąż jeszcze przez chwilę czując fantomowy odcisk na skórze, zupełnie jakby wydarzyło się to naprawdę, choć wiedział, że to niemożliwe. Co miałaby w końcu robić po środku niczego, jeśli nie zjawić się jak słodka trucizna, żeby ukoić jego skołatane myśli? Ostatnimi czasy cały czas w końcu widział zjawy. Mówiły do niego z luster, obserwowały, czasem przyjazne, czasem nie, zawsze jednak coś w nim zmieniając.

 

 

Prawdopodobnie nie powinien słuchać wizji, podsyłanych mu przez jego własny mózg. Nie wierzył tak naprawdę w żadne proroctwa, a nie było żadnego logicznego powodu, dla którego powinien kierować się na wschód, jak przykazała mu zjawa. Na wschodzie były te same ciągnące się w nieskończoność połacie piasku jak w każdym innym kierunku, a zapasy wody i prowiant powoli się kończyły.


Postanowił jednak, że skoro i tak nie ma żadnej nadziei, posłucha tego głosu, szepczącego go w umyśle i nazwie go intuicją. Jeśli ma umrzeć, niech przynajmniej umrze, próbując.