Actions

Work Header

How does a bastard, orphan, son of a whore // PL

Summary:

Alexander Hamilton miał trudne dzieciństwo, ale nie może zapomnieć o pary szczęśliwych wspomnieniach.
LUB
Alexander, James i Rachel spędzają dzień na plaży

Notes:

Tytuł "Jak bękart , sierota , syn dziwki..."

Notatka: "Pierwsza praca na Ao3 i pierwsza praca po angielsku? To będzie ciekawe (czytaj: Nie wiem, co robię)."

Pierwsze tłumaczenie własnej pracy? To będzie ciekawe (Pomocy)

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Szum fal rozbijających się o skalisty brzeg. Słony zapach oceanu roznosił się z wiatrem. Gorący piasek palił jego małe stopy, wbijając się między palce. Alexander pamiętał to aż za dobrze.
Pamięta siebie jako dziecko, goniącego fale wzdłuż plaży, a jego śmiech wznosił się ponad ryk przypływu. Piana otulała jego kostki, chłodna i łaskocząca, a on chichotał za każdym razem, gdy woda uderzała go w nogi. Ptak krążył nad jego głową, ich krzyki były ostre i dalekie.
- Enn zwazo! — Wskazał na stworzenie szybujące po niebie.
To był komicznie elegancki ptak z ogromnym dziobem, wijącą się szyją i dużym, ciemnym ciałem, szybującym pewnie na rozpostartych skrzydłach.
- To pelikan brunatny — wyjaśnił jego starszy brat James, głosem spokojnym i pewnym siebie, znawcą rzeczy.
- Cip , cip — Alex naśladował dźwięk z figlarnym uśmiechem.
Nic dziwnego, że Alex tak łatwo przechodził między językami. W tym wieku nie zdawał sobie sprawy, że mówi inaczej, każde słowo inaczej. Dla niego to był tylko dźwięk.
Wpatrywał się i śmiał z ptaka, aż jego małe stopy go zdradziły i upadł na mokry piasek. James szybko sięgnął w dół i mocno go podniósł.
- Wszystko w porządku? - zapytał, strzepując ziarenka piasku z wilgotnego ramienia Alexa.
- Tak! - krzyknął Aleksander policzki różowe od słońca i ekscytacji. Chłopiec zawsze wyglądał na niemożliwie szczęśliwego.
- No dalej. Chodźmy głebiej! - pośpieszał go James , oczy mu błyszczały na myśl o przygodzie.
- Głęboko! - powtórzył Alex z determinacją. Zza nich, ponad szumem fal, rozległ się głos matki.
- Nie odchodźcie za daleko.
- Nie będziemy , - obiecał James.
Brodzili dalej w lśniącej wodzie, której powierzchnia w blasku słońca zamieniała się w srebrzystą taflę. Fale rosły łagodnie, sięgając Alexowi do pasa. Uśmiech chłopca zniknął na chwilę, gdy woda go uderzyła.
- Czekaj, ty nie umiesz pływać, - nagle przypomniał sobie James.
- Je ne, - przyznał cicho Alex, spuszczając wzrok.
- Mogę cię nauczyć! - James zaoferował z entuzjazmem starszego brata, który chętnie dzieli się sekretami.
Alex pisnął z zachwytu, natychmiast zapominając o strachu.
James trzymał go za ręce, prowadząc przez wodę. Niezdarne kopnięcia i pluski chłopca powodowały więcej chaosu niż postępów, ale jak na pierwszą próbę, poradził sobie zaskakująco dobrze.
- Ścigajmy się! - rzucił James, rzucając się naprzód. To nie był uczciwy wyścig, ale Alex się tym nie przejmował. Parł naprzód z całych sił, jakie kryło się w jego małym ciele, uśmiechając się, jakby zwycięstwo nie miało nic wspólnego z dotarciem do mety jako pierwszy.
Odpłynął jeszcze dalej od brzegu. Nagle dostrzegł nagły ruch — mała, ciemnoszara rybka przemknęła obok jego nóg. Alex krzyknął, trochę ze zdziwienia, trochę z radości.
- Alex, nie odpływaj tak daleko! — zawołała ostro matka z brzegu, a jej głos niósł się na wietrze.
Aleksander dąsał się przez chwilę, ale posłuchał, pluskając w stronę Jamesa.
- Je veux voir un requin! — oznajmił dumnie.
James uśmiechnął się ironicznie. — Jesteś taki malutki, że zjadłby cię na raz.
- Non, li pa ti pou! — zaprotestował oburzony Alex i chlusnął bratu w twarz wodą.
Wybuchnęli śmiechem, chlapiąc się nawzajem, aż ręce im się zmęczyły, a oczy zaczeły piec od wody. W końcu, wyczerpani, powlekli się z powrotem w stronę brzegu, gdzie czekała matka, której sylwetka oświetlona była złotym blaskiem popołudniowego słońca. Nagły chłód ogarnął Alexa, gdy wychodził z morza, a bryza przyprawiła jego mokrą skórę o gęsią skórkę. Rude włosy przykleiły mu się do czoła wilgotnymi lokami, podskakując przy każdym zmęczonym kroku. Potknął się, a potem opadł w otwarte ramiona matki. James opadł obok nich, ciężko dysząc.
- Zimno! - krzyknął Alex, szczękając zębami.
Matka zaśmiała się cicho, jej ciepło otulało ich prawie tak samo jak koc, który naciągnęła im na ramiona.
- Lepiej? - zapytała, a jej oczy były czułe.
- Qui, - wyszeptał Alex, tuląc się mocniej.
- Je t’aime, - powiedziała niskim i spokojnym głosem, przeznaczonym tylko dla nich.
- Mo kontan twa pou, Ma... - Alex ziewnął.
- Aussi, - odpowiedział James, ocierając się ramieniem o ramię brata, gdy przytulali się do siebie.
- Chodźcie, chłopcy, musimy iść.
Alex wiercił się w proteście.
- Nieeeee... - jęknął, już na wpół śpiąc.
Rachel przewróciła oczami, choć jej uśmiech zdradzał rozbawienie.
- Chyba będę musiała cię zanieść.
Alex poczuł, jak jej silne ramiona unoszą go z piasku, a jego głowa spoczywa na jej ramieniu. Zapach morza unosił się na jej skórze, zmieszany z ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa.
- Chodźmy do domu.

Notes:

Nie martwcie się, moje prace będą bardziej angsty.
Ciekawostka: Pelikan brunatny jest narodowym ptakiem Saint Kitts i Nevis.

Series this work belongs to: