Actions

Work Header

and a Scotsman, dropped in the middle of a //PL

Summary:

Alexander Hamilton i jego życie rodzinne na Karaibach

LUB

James Hamilton Senior nie jest dobrym człowiekiem.

LUB

— Mamo, to tak bardzo boli — zawołał.

— Ciii, wiem, pitit mwen, mon ange… — wyszeptała, biorąc go w ramiona i całując w czoło. Alex rozluźnił się lekko w ciepłym uścisku.

Work Text:

Uderzenie, klaps

To była jego wina, naprawdę. Powinien był wiedzieć, że nie wychodzi z pokoju, kiedy ojciec był pijany. Ale i tak to zrobił. Był po prostu strasznie głodny.

Od kilku dni brakowało im jedzenia, więc oszczędzali. A teraz, kiedy w końcu mieli dość, nie mogli go zjeść przez ojca. To było takie niesprawiedliwe! Pomyślał, że może się wślizgnąć i coś wziąć do jedzenia. Przyniesie też coś dla mamy i Jamesa. Ale ojciec go zobaczył. Wpadł w furię.

Klepnięcie, cios

Nie było sensu uciekać. On zawsze go dogoni. Nie zostawi go samego. Nie teraz. Jego mama wciąż była w pracy. Nie mogła mu pomóc. James był zbyt przerażony, żeby interweniować.

Leżał na ziemi, szlochając, przygotowując się na kolejnego kopniaka. Chciał przestać istnieć. Cokolwiek, byle tylko przerwać te cierpienie.

Uderzenie — w bok, w tył i więcej, więcej, więcej.

Wszystko go bolało. Alex czuł tylko ból. Trząsł się, zawodząc. Próbował skupić się na czymś innym niż palący, palący ból.

Kopnięcie, i kolejne, i kolejne, i…

W końcu znudził się i wyszedł. Alex został na ziemi. Każdy ruch przynosił coraz większy ból. Wtedy usłyszał krzyk.

— Alex! — jego mama w końcu wróciła z pracy. — O nie. Nie, nie, nie… — mruknęła.

— Mamo, tak bardzo boli — krzyknął.

— Ciii, wiem, pitit mwen, mon ange… — wyszeptała, biorąc go w ramiona i całując w czoło. Alex rozluźnił się lekko w ciepłym uścisku.

James cicho wszedł do pokoju.

— Śpi w swoim pokoju — powiedział chłopiec. — Czy Alexowi nic nie jest? — zapytał drżącym głosem.

— Będzie — powiedziała pewnie.

James spojrzał na swoje stopy.

— Chciałam pomóc, ale bałam się cokolwiek zrobić.

— Wszystko w porządku — zapewniła go matka. — Cieszę się, że jesteś bezpieczny.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu, aż matka się odezwała.

— Zabierzmy cię do twojego pokoju.

Alex jęknął, kiedy go podniosła. Bolało. Tak bardzo bolało.

Łzy błyszczały w oczach matki za każdym razem, gdy wydawał z siebie bolesny dźwięk. Dotarli do pokoju, a ona delikatnie położyła go na łóżku i położyła się obok niego. James przeczołgał się na drugą stronę. Przeczesała palcami jego rude włosy. James delikatnie przytulił brata.

— Au clair de la lune— zaczęła śpiewać jego matka.

W blasku księżyca.

- Mon ami Pierrot- Jej głos się podniósł.

Mój przyjacielu Pierrocie

-Prête-moi ta plume, -Obaj chłopcy zamknęli oczy.

Pożycz mi swój długopis,

- Pour écrire un mot. - Chwilę bezpieczeństwa po długim dniu.

Napisać słowo.

- Ma chandelle est morte, - Pocałunek w policzek.

Moja świeca zgasła.

- Je n'ai plus de feu.

Nie mam już ognia.

- Ouvre-moi ta porte, - Przykrywający ich koc.

Otwórz mi drzwi.

- Pour l'amour de Dieu. - Zaśpiewała ostatnią nutę.

Na miłość boską

Alex poczuł, jak odpływa w sen. Jego ojciec może nie był najlepszym człowiekiem, ale przynajmniej miał mamę i Jamesa.

Series this work belongs to: