Work Text:
Uderzenie, klaps
To była jego wina, naprawdę. Powinien był wiedzieć, że nie wychodzi z pokoju, kiedy ojciec był pijany. Ale i tak to zrobił. Był po prostu strasznie głodny.
Od kilku dni brakowało im jedzenia, więc oszczędzali. A teraz, kiedy w końcu mieli dość, nie mogli go zjeść przez ojca. To było takie niesprawiedliwe! Pomyślał, że może się wślizgnąć i coś wziąć do jedzenia. Przyniesie też coś dla mamy i Jamesa. Ale ojciec go zobaczył. Wpadł w furię.
Klepnięcie, cios
Nie było sensu uciekać. On zawsze go dogoni. Nie zostawi go samego. Nie teraz. Jego mama wciąż była w pracy. Nie mogła mu pomóc. James był zbyt przerażony, żeby interweniować.
Leżał na ziemi, szlochając, przygotowując się na kolejnego kopniaka. Chciał przestać istnieć. Cokolwiek, byle tylko przerwać te cierpienie.
Uderzenie — w bok, w tył i więcej, więcej, więcej.
Wszystko go bolało. Alex czuł tylko ból. Trząsł się, zawodząc. Próbował skupić się na czymś innym niż palący, palący ból.
Kopnięcie, i kolejne, i kolejne, i…
W końcu znudził się i wyszedł. Alex został na ziemi. Każdy ruch przynosił coraz większy ból. Wtedy usłyszał krzyk.
— Alex! — jego mama w końcu wróciła z pracy. — O nie. Nie, nie, nie… — mruknęła.
— Mamo, tak bardzo boli — krzyknął.
— Ciii, wiem, pitit mwen, mon ange… — wyszeptała, biorąc go w ramiona i całując w czoło. Alex rozluźnił się lekko w ciepłym uścisku.
James cicho wszedł do pokoju.
— Śpi w swoim pokoju — powiedział chłopiec. — Czy Alexowi nic nie jest? — zapytał drżącym głosem.
— Będzie — powiedziała pewnie.
James spojrzał na swoje stopy.
— Chciałam pomóc, ale bałam się cokolwiek zrobić.
— Wszystko w porządku — zapewniła go matka. — Cieszę się, że jesteś bezpieczny.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, aż matka się odezwała.
— Zabierzmy cię do twojego pokoju.
Alex jęknął, kiedy go podniosła. Bolało. Tak bardzo bolało.
Łzy błyszczały w oczach matki za każdym razem, gdy wydawał z siebie bolesny dźwięk. Dotarli do pokoju, a ona delikatnie położyła go na łóżku i położyła się obok niego. James przeczołgał się na drugą stronę. Przeczesała palcami jego rude włosy. James delikatnie przytulił brata.
— Au clair de la lune— zaczęła śpiewać jego matka.
W blasku księżyca.
- Mon ami Pierrot- Jej głos się podniósł.
Mój przyjacielu Pierrocie
-Prête-moi ta plume, -Obaj chłopcy zamknęli oczy.
Pożycz mi swój długopis,
- Pour écrire un mot. - Chwilę bezpieczeństwa po długim dniu.
Napisać słowo.
- Ma chandelle est morte, - Pocałunek w policzek.
Moja świeca zgasła.
- Je n'ai plus de feu.
Nie mam już ognia.
- Ouvre-moi ta porte, - Przykrywający ich koc.
Otwórz mi drzwi.
- Pour l'amour de Dieu. - Zaśpiewała ostatnią nutę.
Na miłość boską
Alex poczuł, jak odpływa w sen. Jego ojciec może nie był najlepszym człowiekiem, ale przynajmniej miał mamę i Jamesa.
