Work Text:
Przyroda zawsze była ważna w życiu Aleksandra, czasami bardziej niż czasami. Czegoś, czego nigdy nie zapomniał, to pierwszego zetknięcia z naturą.
Nie potrafił wskazać, kiedy po raz pierwszy zobaczył każde zwierzę, ale pamiętał, jak patrzył na nie z ekscytacją, jaką może mieć tylko dziecko.
Kiedyś zobaczył małego ptaka z białym spodem i czarnym gardłem, pyskiem i bokami. Jego górne części ciała były ciemnoniebieskie. To był samiec modraszki czarnogardłej. Spędzają zimowe miesiące na wyspach karaibskich.
Następnie, na gałęzi, siedział kolejny mały ptak. Ten był głównie oliwkowy na głowie i wierzchu ciała, z żółtym gardłem i białym brzuchem. Jego ogon i skrzydła były ciemne z białymi pręgami. To był wireon żółtogardły. Czasami nazywany jest „ptakiem kaznodzieją”, ponieważ jego śpiew brzmi jak kazanie. Szybko odleciał.
Postanowił wybrać się na plażę. Nie było daleko – tylko dwadzieścia minut spacerem.
Po pewnym czasie zauważył ruch na drodze. To była jaszczurka o ciemnooliwkowo-zielonej skórze grzbietu z rudawym odcieniem. Jastrząb afrykański. Zniknął, zanim zdążył się dłużej przyjrzeć.
Potem rozległ się dźwięk czegoś uderzającego o dach. Alex spojrzał w górę i zobaczył dużą małpę o złocistozielonym futrze i bladych dłoniach i stopach. Zielona małpa! Rzadko można ją zobaczyć w mieście, zwłaszcza samotnie. Najwyraźniej właściciel domu nie był tak zafascynowany tym widokiem jak Alexander i próbował uderzyć ją miotłą. Na szczęście małpa uciekła w stronę lasu.
- Kree-eee-ar!
Alex wydał radosny odgłos. Zobaczył masywnego, szerokiego ptaka z białawym podbrzuszem, ciemnobrązową opaską na brzuchu i charakterystycznym czerwonym ogonem. Jastrząb rdzawosterny. Leciał naprawdę szybko!
Ktoś się z nim zderzył.
- „Nie stój na środku drogi, dzieciaku!”
- "Przepraszam."
Zajęło mu to więcej czasu, niż się spodziewał, ale w końcu dotarł na plażę. Tam zauważył bardzo smukłego ptaka z długim dziobem, długą szyją i długimi nogami, stojącego daleko w wodzie. Pamiętał, jak James wskazywał mu go jakiś czas temu. Nazywał się czapla trójbarwna. Szukał ryb do jedzenia.
Przed nim piękny żółw morski powoli zmierzał w stronę wody. Miał nakrapiany pancerz w wielu odcieniach czerwieni, pomarańczu i brązu. Jego głowa zwężała się ku końcowi, a żuchwa miała kształt litery V. Nie mógł go rozpoznać. Może później zapyta o niego mamę.
Siedział tam chyba trochę za długo, bo zaczynało się ściemniać. Postanowił, że musi wrócić, zanim jego nieobecność zostanie zauważona.
Ruszał w drogę powrotną, gdy coś brązowego przemknęło przez ścieżkę. Głośno zapiszczało. To był mały nietoperz. Alex założył, że to nietoperz owocożerny jamajski, ale w słabym świetle nie dostrzegł żadnych wyraźnych cech.
Kiedy był już znacznie bliżej domu, zobaczył mysz jedzącą coś w trawie. Potem rozległ się ledwo słyszalny trzepot skrzydeł, opadające pióra i... mysz zniknęła, schwytana przez płomykówkę. Alex patrzył z podziwem, jak dostojny ptak znika za drzewami.
Kontynuował spacer, aż zobaczył dużego owada siedzącego na liściu. Miał nakrapiane brązowe skrzydła z fioletowymi i różowymi refleksami. To była ćma zwana Czarną Czarownicą. Niektórzy mówią, że przynosi pecha, ale Alex w to nie wierzył.
Powietrze zrobiło się chłodniejsze, a chór świerszczy zaczął się wznosić. Świetliki migotały w krzakach, maleńkie latarenki oświetlały mu drogę do domu. Gdy dotarł do swojej ulicy, znajome kształty domów przyniosły mu poczucie ciepła i komfortu.
Po raz ostatni spojrzał na horyzont, gdzie ostatnie światło dnia chyliło się ku głębokiemu błękitowi.
Natura, pomyślał, to nie tylko coś, na co można patrzeć, to coś, co można poczuć, czego można posłuchać i co można zapamiętać.
I kiedy cicho wszedł do domu, obiecał sobie, że nigdy nie przestanie jej zauważać.
