Work Text:
Tradycyjne podania T'Challa mówiły, że każdy ma w sobie ukryte zwierzę. Bez względu skąd pochodził i jak dotychczas żył, gdy tylko się postarał, dzięki starożytnym obrzędom mógł zajrzeć do swojego wnętrza. On sam znalazł swój odpowiednik jeszcze w okresie dojrzewania. Zajęło mu kilka lat i mógł w pełni połączyć się ze swoim zwierzęciem. Od tego czasu kochał zamieniać się w czarną panterę. Jednak gdy w końcu znalazł partnera, chciał by również on miał taką sposobność.
Tony był do tego sceptycznie nastawiony. Zawsze był ateistą, nigdy nie wierzył w żadne bóstwo czy tego typu bzdury. Może i zmiana T'Challa była... wyjątkowa, ale widział kosmitów, inne światy i wiele więcej. Coś takiego nie robiło już na nim wrażenia. Ale nie sądził, że sam jest gotowy by się w to bawić. Jednak czego nie robi się dla swojego partnera.
Ćwiczył przez miesiące, medytując, szukając wewnątrz siebie tego czegoś. Gdy w końcu mu się udało nie wiedział czy powinien się wściekać, czy sam z siebie wybuchnąć śmiechem. To po prostu musiał być głupi żart. Jednak patrząc na siebie w lustrze po raz kolejny, wiedział, że musi się z tym pogodzić.
- Tony, ale to całkiem normalne. Nie każdy jest czymś wielkim czy dzikim, a ty dość już miałeś przemocy w swoim życiu. Powinieneś się cieszyć, że w końcu odnalazłeś siebie – pocieszał go partner, głaszcząc delikatnie.
Stark wiedział, że dla T'Challa to jak wcześniejsza gwiazdka. Zwłaszcza, gdy sam zamienił się w panterę i zaczął lizać go po nowym futrze zachęcając do zabawy. Tony w końcu dał sobie spokój i wtulił się w jego o wiele większe ciało, pozwalając by większy stwór smyrał go za uszkiem. Może i był tylko małym kotkiem, jednak póki jego partner nie był rozczarowany, on tez nie będzie. Mógł przynajmniej teraz być rozpieszczany w każdym momencie. Kto by w takim wypadku narzekał?
