Chapter Text
Liście zaszeleszcily gdy w środek nich wbiegł lord Multi goniąc za pewnym szczurem z wrogiej gildii. Tuż za nim podążyli wszyscy inni rycerze.
"Zatrzymaj się gdy do ciebie mówię!" Krzyczał co kilka metrów Michał, jednak Lawek nawet nie myślał o wysłuchaniu jego rozkazów i wbiegł na teren swojej gildii.
Multi był zaledwie pół metra od złapania wroga, gdy podłoga pod nim zapadła się a on sam wpadł prosto do pułapki. "Kurwa!" Krzyknął i przyłożył dłoń do bolącej głowy. Reszta gildii stanęła przed wielką dziurą i popatrzyła się w dół. "Lordzie?" Zwierzak pochylił się nad nim "lord się nie martwi! Już planujemy jak lorda z tąd wyciągnąć!" Krzyknął.
"Nie wątpię..." Mruknął Multi i rozejrzał się dookoła szukając wyjścia lub czegoś by wspiąć się do góry. Jak nie trudno zauważyć, nie do końca wierzył w to że jego niezdolna gildiia rzeczywiście coś wymyśli. Oczywiście, kochał ich mimo wszystko, jednak do geniuszy trochę im brakowało...
Nagle Natan potknął się o kamień i wpadł prosto do dziury obok swojego lorda. "No świetnie" Wymamrotał Remsua I zmarszczył brwi. Multi odwrócił się w stronę młodego rycerza, jego mina wyglądała tak, jakby właśnie przeklinał samego boga Janine.
Grupa ignorując kompletnie Natana rozmyślała jak uratować lorda. Nagle chłopak podskoczył tak jakby nad jego głową miała właśnie pojawić się mała zaświecona żarówka.
"Wiem!" Krzyknął brunet i wyciągnął z kieszeni worek. Pozostała część grupy spojrzała w dół obserwując Natana. "To powinno pomóc lordowi uciec" powiedział i podał worek Multiemu.
Michał otworzył worek i wyjął z niego magiczną perłe teleportacji. Widząc to, oczy zaświeciły mu się a głowa podniosła, spojrzał prosto na Natana z niepewnością.
"Natan, wiesz że gdy rzucę perłe w górę jedynie mi zdoła się uciec?" Zapytał a Natan przytaknął. "A więc... Niech tak będzie" powiedział Lord multi a perła powędrowała w górę teleportując go zaraz obok reszty gildii.
Radość przerwała im gildia hopakow która właśnie zobaczyła ich na swoim terenie. "Co wy tu robicie?" Krzyknął Kenon a cała grupa bez większego namysłu wybiegła przed zamknięciem bramy. Blaszka spojrzał w ich stronę. "Kurwa szybko szybko - Ow!" Krzyknął Zwierzak i wywalił się na twarz. Wąsaty wstał szybko i pokazał środkowy palec w stronę Blachy na co ten jedynie wzruszył ramionami i wrócił do reszty.
"Lord multi?" Zapytał Ewron pod nosem i szybko się otrząsnął "jak oni śmieli wtargnąć na ten teren bez zaproszenia?" Powiedział kompletnie innym, poważniejszym i zimniejszym tonem.
"Tym razem im się upiekło... Na to wygląda" mruknął Diables "wszyscy uciekli bez słowa"
Ewroon przytaknął i spojrzał za bramę upewniając się że zostali sami jednak gdy miał już wracać usłyszał kichnięcie. Dźwięk dobiegał z pułapki którą zamontowali na wszelki wypadek, lord pochylił się by spojrzeć kto to a jego oczom ukazał się Natan zasłaniający usta rękoma.
"Zabierzcie go do więzienia." Powiedział Ewron z powagą a gildia szybko wykonała polecenie, niedługo później brunet patrzył na nich wszystkich zza krat. Natan wziął głęboki oddech i oparł głowę o kraty. Angela spojrzała na niego z politowaniem i współczuciem w oczach.
"A więc... Powiesz nam może co twoja gildia robiła na naszych terenach?" Zapytal Ewron nieco spokojniej niż wcześniej. Natan spojrzał na niego ze zrezygnowaniem. "Również chciałbym wiedzieć lordzie..." Powiedział cicho "jednak musisz zrozumieć, gdy moj lord wydaje rozkaz, powinienem go niezwłocznie wykonać. Tak jak w tej sytuacji, ujrzeliśmy kogoś całkowicie obcego więc zadaliśmy mu kilka prostych pytań... Jednak chłopak ten nie odpowiedział, wręcz przeciwnie, zaczął uciekać, co wydało nam się bardzo nie odpowiednie i podejrzane. Znaczy... Wydało się to podejrzane mojemu lordowi." Ewron zmarszczył brwi. "A więc gdzie teraz jest twoja gildia Natanie?" Zapytał. Jego ton zmienił się nie do poznania, tym razem mówił tak, jakby był jego ojcem, lub conajmniej lordem któremu zależy na swoim rycerzu. Słysząc to Natan przekonał się nieco do obcych i kontynuował troche pewniej. "Widzi lord, gdy mój władca wpadł do pułapki a ja tuż za nim, na myśl przyszedł mi pomysł aby wykorzystać kule teleportacji i uratować go za nim będzie zapóźno. W końcu taka jest rola rycerza, stawiać życie lorda ponad własne. Lord Hopaków przytaknął w milczeniu, po chwili jednak kolejne pytanie nasunęło mu się na myśl. "Twoja gildia uciekła, ale dlaczego nie pomyśleli o uratowaniu ciebie? Czyż rodzina nie powinna stawiać się ponad wszystko?" Zapytał. Natan spuścił głowę. "Jestem pewien, że zrobią to przy najbliższej okazji." "To zabawne, jestem pewien że słyszałem jak członek twojej gildii, a dokładniej Remsua krzyknął 'i tak lepiej nam będzie bez niego' gdy uciekali" powiedział Lawek a Ewron nieco zdumiony spojrzał ponownie na Natana.
"Nawet jeżeli tak powiedział, rodziny się nie wybiera. Mam obowiązek chronić ich do końca" powiedział Brunet, jednak jego oczy zaczęły wypełniać się łzami pod wpływem emocji.
"Nawet jeżeli oni nie chronią ciebie?" Kontynuował Ewron.
"Chronią mnie. W końcu to mój lord przygarnął mnie pod swoje skrzydła gdy byłem nikim!"
"Doprawdy? Skoro tak chronisz swoją rodzine. Jesteś w stanie powiedzieć że bez ciebie, nie nazwali by się gildią?"
Natan przytaknął. Swoją twarz zakrywał już najbardziej jak tylko mógł.
"Wiesz Natanie. Mały ptaszek powiedział mi dzisiaj że twoja gildia planowała zająć teren i zapisać swoją drużynę bez ciebie" mówiąc to, lord miał oczywiście na myśli list do króla który przechwycil od gołębia jeden z jego rycerzy. Na liście tym, sam lord Multi pisał do króla 'jesteśmy gotowi do założenia prawdziwej gildii'.
"Nie... Nie, nie, nie" powtarzał Natan, nie zdołał już dłużej powstrzymywać łez. "Nie zrobili by tego" dodał na co Ewron jedynie przytaknął powoli potwierdzając wiarygodność jego słów. "Jaki mam dowód na to, że twoje słowa są prawdziwe lordzie?" Zapytał chłopak a Ewron podał mu list. Gdy Natan czytał, reszta gidlii Hopaków wpatrywała sie w niego w ciszy. Nawet najmłodszy z nich - Kubox nie odezwał się słowem. "Słuchaj" przerwał ciszę Ewron "pójdę teraz porozmawiać z twoim lordem twarzą w twarz. Przedyskutujemy to I owo, dowiem się wtedy co z tobą zrobić" Powiedział i spojrzał centralnie na Natana. "Masz coś konkretnego do przekazania, swojemu lordowi?" Zapytał. "Mój lord powinien sam zrozumieć moje odczucia w tej sytuacji" powiedział Natan i usiadł zrezygnowany na zimnej podłodze.
Jeszcze tego samego dnia lordowie zasiedli razem przy stole. Atmosfera nie należała do najprzyjemniejszych ale kultura wymagała wzajemnego szacunku, zwłaszcza ze względu ról które mieli przybrać już niedługo.
"A więc, lordzie Multi wyjaśnisz mi dlaczego ujrzałem was dzisiaj na moim terenie? Goniąc mojego rycerza?" Zapytał w końcu Ewron.
"Wypraszam sobie, temu giermkowi do 'rycerza' trochę brakuje nie sądzisz? Dzisiaj rano nie poddał się kontroli."
"Mój rycerz nie ma obowiązku poddawania się 'kontroli'."
Multi wziął głęboki oddech i oparł się o krzesło. "Powinniśmy zachować nieco więcej kultury lordzie." Powiedział a Ewron wyprostował się i przytaknął. "Jak najbardziej, miejsce publiczne tego wymaga. Jednak mimo niezgodnych opinii, poniekąd rozumiem gniew lorda, to musiało być ogromną zniewagą" przyznał Brunet i spojrzał Multiemu w oczy.
"Jednak sprawa jest prosta. Twój rycerz Natan jest uwięziony w naszej gildii. Nie będę wtrącał się w wasze relacje między gildyjne, bo gdybym to zrobił atmosfera była by gorsza niż do teraz... Jednak musisz wiedzieć że za darmo wam go nie oddamy." Powiedział Ewron i wziął łyka wina. "Nawet jeżeli sam jego los nie obchodzi was na tyle by go odbić. Zapewne zmusi was do tego fakt, iż bez wszystkich prawnych członków gildii, własnego terenu nie zajmiecie. Tym samym nie wybudujecie własnego zamku ani bramy chroniącej was przed zagrożeniami ze strony bandytów." Dodał z typowym dla siebie dumnym uśmiechem.
Multi zamilkł przez chwilę. Przecież Natan nie był mu osoba obojętna, a słowa z ust drugiego lorda nieco go zabolały. Postanowił jednak zignorować ten fakt i nie ukazywać zbędnych emocji ze swojej strony. "Racja. A więc jaką karę proponujecie?" Zapytał w końcu.
Ewron podniósł się z krzesła, tak jakby czekał na to pytanie od samego początku. "Proponuję skromną walkę."
"Skromną?" Multi podniosl jedną brew.
"Na oczach całego miasta, Natan zawalczy z jednym z moich rycerzy. Jeżeli wygra, owszem zabieracie go do siebie i zapominamy o całej sprawie"
"A jeżeli przegra?"
"Wtedy zapłacicie za jego powrót do domu."
Multi westchnał I oparł się o ramię krzesła. "A więc, niech tak będzie." Powiedział i podał rękę Ewronowi na zgodę "Umowa stoi."
Ewron uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując przy tym swoje kły i uścisnął dłoń lorda.
Dwa dni później...
"Trochę się stresuje" powiedział Natan, jego ręce talepały się jak galaretka, z resztą jak cały on. Nie ma co się dziwić, stał przed wejściem na koloseum w którym miał stoczyc walkę. To wydarzenie miało oglądać całe miasto a jego umiejętności w tej dziedzinie nie były zachwycające.
"E tam nie martw się tym zbytnio, Blaszka może i jest w tym dobry ale na pewno da ci jakieś fory." Powiedział Kubox klepiąc go po ramieniu.
"Kubox czy ty właśnie pocieszasz naszego przeciwnika?" Mruknęła Angela, mimo wszystko nie zdawała się tym przejmować, jej samej zdarzało się z nim rozmawiac. Z resztą jak reszcie gildii, trzeba przyznać że całkiem go przez ten czas polubili.
"Dzięki ci przyjacielu, ale tą walkę powinienem wygrać sprawiedliwie." Powiedział Natan i spoważniał trochę, no, spoważniał na tyle ile potrafił.
Wielkie drzwi otworzyły się a Brunet stanął niezręcznie na samym środku. Rozejrzał się po widowni i ujrzał kilka znajomych twarzy. Pierwszy w oczy rzucił się mu lord multi który zajął jedno z bardziej honorowych miejsc na trybunach. Jego wzrok nie wygladal pocieszająco... Zaraz obok niego siedział lord Ewron. Patrzył na niego, w przeciwieństwie do Michała, Ten był ciągle uśmiechnięty. Chociaż w tej sytuacji Natan nie wiedział czy to dobrze.
Na widowni zobaczył również CTSG i Zahe siedzących obok siebie oraz swojego przyjaciela Zege patrzącego na to wszystko z niepewnością. Reszte miejsc zajeli członkowie gildii i paru chłopów.
"A więc, zacznijmy walkę" powiedział w końcu król podnosząc kielich do góry. Naczynie zabłyszczało z najwyższego miejsca w koloseum a to oznaczało początek walki.
Natan postawił pare niepewnych kroków w stronę przeciwnika. Chłopak drżał cały że strachu jednak na samą myśl o zawiedzonych minach swoich braci stawiał kolejne kroki.
Blaszka wykierowal miecz w jego stronę i podbiegł do niego z ostrzem. Natan odbił ostrze miecza własną bronią, nie do końca wiedząc jak.
Chłopak spojrzał to na broń to na wroga po czym przebiegł obok niego próbujac zaatakować z boku. Blacha odbił atak.W ten sposób uderzali się przez nie małą chwilę aż Natan niechcący rzucił miksturą leczenia w przeciwnika, tym samym lecząc go zamiast siebie. Blaszka wykorzystał moment i szybkim ruchem powalił Natana na ziemię.
Widownia wydała z siebie głośne "buuu" a zawiedzony sobą Natan niemal od razu spojrzał resztkami siły na swojego lorda. Michał patrzył na niego mrożącym spojrzeniem. Mimo kamiennej twarzy Natan potrafił wyczytać z niego rozczarowanie. Przekłuło go poczucie winy, dokładnie te same które nawiedzało go już od dziecka tylko gorsze. Wiedział że to przez niego jego gildia jest nie szanowana, to wszystko przez niego. Czuł się jak ciężka kula u nogi lorda idącego po władzę i szacunek.
"Lordzie..." Powiedział cicho pod nosem, był wręcz niesłyszalny. Jego młode ciało osłabło na ziemi, a gdy spróbował się podnieść jeden z pomocników króla pomógł mu to zrobić. Czuł kompletną bezsilność. "Jak śmiałem byc tak słaby... W tak ważnej walce" wymruczał pod nosem. Jednak nie na tyle wyraźnie by ktokolwiek go zrozumiał.
"Chodź Natan chodź" powiedział Ktoś stojący nad nim, niestety osłabiony chłopak nie był wstanie rozczytać kto to.
"A więc tak jak ustalaliśmy. Dziesięć srebrnych monet za chłopaka." Powiedział Ewron schodząc z miejsc dla widowni, szedł zaraz obok Multiego.
Michał odbiegł na chwilę od rzeczywistości. Nie potrafił przyjąć takiej chańby, nawet jeżeli po części nie uważał Natana za winnego. Nie chciał się tak czuć, lord powinien dbać o swoich rycerzy mimo wszystko, a fakt że takim lordem nie był poważnie go dobijał.
"Lordzie?" Wybił go z myśli Brunet czekający na odpowiedź.
"Tak jasne. Pieniądze dostarczymy już jutro. Tak jak obiecałem." Odpowiedział w końcu Multi poważniejąc, po czym przyspieszając kroku podszedł do swojej gildii. Ewron spojrzał za nim, a na jego twarzy pojawiła się nutka współczucia która nie widywała na niej często. Droga powrotna była długa, zdecydowanie wydawała się dłuższa niż zazwyczaj. Wciąż obolały Natan próbował zignorować pozostały ból by nie sprawiać sobą większych problemów.
Wkrótce przegrana gildia zasiadła przy ogromnym stole w kompletnej ciszy, co nie należało do ich codziennej rutyny. Zwykle czas spożywania posiłku YFL traktowali jak najlepszy moment do rozmow, żartów i wygłupów zwierzaka, który niegdyś - jak mówił Multi - nadawałby się bardziej jako Błazen w królewskim zamku. Jednak wnioskując z codziennych rozmów, trzymali go w tej gildii bo 'ktos musi zajmować się architekturą'. Oczywiście te tematy były żartobliwie i nikt tak naprawdę nie myślał. No może oprócz kilku osób którym Paweł działał już na nerwy.
