Work Text:
Steve przyglądał się Kono z niedowierzaniem, miał nadzieję, że chociaż tym razem dziewczyna żartuje.
- Błagam, powiedz, że to wszystko to jakiś słaby żart.
- Sam mówiłeś, że mam go przypilnować. Gdyby tym razem ci uciekł, to nie miałbyś szans go już złapać - tłumaczyła się niezdarnie.
- Tak, ale porwanie? Doskonale wiesz, że to jest karalne, nawet dla nas - nie dawał za wygraną.
- Ten raz mi daruje. Teraz już nie ucieknie ci sprzed ołtarza!
Mężczyzna, jedynie pokiwał głową, wpatrując się w swojego partnera, związanego w bagażniku. Cóż, w końcu Kono miała jedynie pilnować go na wieczorze kawalerskim. A lepsza taka ochrona, niż żadna.
