Work Text:
Dean zawsze niszczył wszystko wokół siebie. Był do tego w gruncie rzeczy przyzwyczajony. Jakby chodził za nim niewidzialny pech, nie pozwalając żyć w spokoju.
Tym razem miał nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Czy nie zasługiwał na to choć raz?Ciągła walka ze złem, stanie murem po stronie tych dobrych, powinna czymś zaowocować.
Jednak stojąc przed lustrem w łazience wiedział, że było to jedynie marzenie. Niemal słyszał dźwięk swojego łamanego serca. Widząc jak Cas mu odmawia, kręci głową i odchodzi... To roztrzaskało jego serce i marzenia. Teraz miał już dość, dość walki i tego życia. Bo on też zasługiwał na szczęście.
