Work Text:
Zbierali się na to od tygodni, nigdy nie mogli znaleźć terminu, który pasował im obu. W końcu tego wieczoru udało im się spotkać na najwyższej wierzy, był to doskonały wybór, nikt tu się nie zapuszczał i choć na chwilę mogli mieć spokój. Po czasie pełnym wrażeń, należała im się chwila spokoju.
- Wreszcie sami - westchnął John, rozsiadając się przy stole. - To aż dziwne, prawda?
- Może tak, ale przyjemne. Nikt z tych matołów...
- Już nie myśl o tym. Lepiej mnie pocałuj.
Pogrążeni w pocałunku, niemal przegapili spadającą gwiazdę. Obaj westchnęli tylko na ten widok. Spadająca gwiazda nigdy nie znaczyła tu nic dobrego.
