Actions

Work Header

A wokół same zające i jelenie

Summary:

"Caryca rzuciła jedno krótkie spojrzenie na rudowłosego chłopca, po czym nieoczekiwanie ogłosiła chęć wyruszenia z nim i Piątym na łowy w swoich ulubionych lasach.
Pulcinella miał złe przeczucia. Pogłębiły się, kiedy przy przygotowanych saniach nie zobaczył śladu wiernych psów Carycy. Nigdy nie wyruszała na polowanie bez nich – wszyscy to wiedzieli.
„Wasza Miłość”, zwrócił się do władczyni, zanim ruszyli w drogę. „Co z ogarami?'”
Na bladej twarzy Archonki zagrał uśmiech.
„Nie będą nam dziś potrzebne.”
Jej wzrok zatrzymał się na odwróconym od nich Ajaksie – a Piąty Harbinger o przechodzący go nagły dreszcz obwinił wieczne zimno ich ojczyzny."

Caryca powierza młodemu Ajaksowi zadanie. Pulcinelli wcale się to nie podoba – i jak zwykle, intuicja go nie zawodzi.

Notes:

Wreszcie udało mi się skończyć tego fika, niech idzie w świat! Charaktery Carycy i Pulcinelli opierają się głownie na moich headcanonach. Foul Legacy w fiku wygląda odrobinę inaczej niż w grze (wyobrażam sobie, że sposób w jaki sie manifestowało zmieniał się z czasem).
Dziękuje bardzo moim betom: Rory, Duo i Minke ;a;

Work Text:

Ajax zaczął się wiercić trzeci raz w ciągu godziny.

Jego osobisty rekord, pomyślał Pulcinella. Byłby dumny z chłopaka, gdyby nie sytuacja, w jakiej się znajdowali. Kabina sań była nieduża, a możliwości zrobienia czegoś głupiego znacznie ograniczone – ale dla chcącego nic trudnego. W przypadku Ajaksa lepiej było nie ryzykować.

Tak więc po raz kolejny dyskretnie szturchnął go laską w niemym upomnieniu – a chłopiec, dziw nad dziwy, po raz kolejny posłuchał i usiadł spokojnie.

Piąty Harbinger westchnął w duchu. Nie łudził się; to nie jego autorytet tak działał na młodego rekruta. Od czasu do czasu Ajax zerkał nieśmiało na Carycę, wpatrzoną jasnymi oczami w migające za oknem pejzaże. W czerwieni i futrach, z dłońmi złożonymi na kolanach, zdawała się być pogrążona w myślach. Chłodny oddech władczyni malował paprocie szronu na szybie, a Ajax przez prawie całą podróż siedział jak trusia.

Jak widać, obecność Archona zawsze onieśmielała ludzi.

Pulcinella nie zamierzał przerywać Carycy tej chwili zadumy. Im mniej uwagi poświęcała Ajaksowi, tym lepiej. On ze swojej strony był wdzięczny wszystkim siłom na niebie i ziemi, że jego podopieczny podczas podróży trzymał gębę na kłódkę.

Za oknem migały pnie drzew, wysokie zaspy, oszronione gałęzie przydrożnych krzaków. Spod płóz sypał się śnieg, ale starszy mężczyzna był pewien, że kopyta zaprzężonych do sań dwóch gniadych klaczy pozostawiają po sobie tylko stopniałe ślady. Elementalne właściwości koni były efektem starannej selekcji; mówiono, że ich przodkowie mieli w sobie krew natlańskich saurianów i byli darem dla władczyni za dawno udzieloną pomoc. Nie imał się ich mróz północy, a Caryca darzyła potężne zwierzęta wyraźnym sentymentem.

Pulcinella nie miał pojęcia, ile z tych historii było prawdą, ale wiedział jedno – żałował, że znały drogę. Miałby wymówkę, by wyjść na zewnątrz. Czułby się lepiej na koźle niż wewnątrz dusznej kabiny.

Wreszcie, konie zatrzymały się, sapiąc, wstrząsając grzywami. Z nozdrzy zwierząt buchała para, płatki śniegu spadające na ich rozgrzane grzbiety natychmiast topniały.

Za oknem ciemniała gęstwina lasu – znak, że dotarli na miejsce.

* * *

Na zewnątrz huczał wiatr, przemarznięte gałęzie drzew skrzypiały, ale mróz nie wzruszał ani Carycy, ani jej koni. Pulcinellę musiały zepsuć te wygodne lata spędzone w Stolicy. Czuł, jak pod warstwami ubrań ziąb przenika jego stare kości.

Nie pierwszy raz tego dnia naszła go smutna refleksja, którą nie podzieliłby się z nikim innym – dlaczego, mimo swoich lat, wciąż zachowywał się jak idiota?

Jeszcze wczoraj przedstawienie Carycy młodego żołnierza wydawało się doskonałym pomysłem. Pulcinella nie przyznałby się nigdy do tak małostkowych pobudek, ale chciał utrzeć nosa Pierrowi. Kanryjczyk miał dobre oko do przydatnych dziwaków i znajdował ich jak świnia trufle. Piąty Harbinger, chcąc nie chcąc, zaliczał do jego zdobyczy też siebie. Kolejna rzecz, jakiej nie powiedziałby na głos.

Tym razem zamierzał pokazać, że nie jeden Pierro potrafi zauważyć nieoszlifowany diament.

W Ajaksie leżał uśpiony potencjał. Chłopak wiedział, jak walczyć, i co ważniejsze – wiedział, jak wygrywać. Gdyby wojskowa ranga zależała tylko od siły, powinien awansować tuż po trafieniu do Fatui. Na szczęście dla wszystkich – nie zależała. Do tego był młody, zbyt młody. Pulcinella widział w swoim życiu więcej wielkich bitew niż ten dzieciak miał lat. Samo doświadczenie w opiece nad rodzeństwem nie czyniło z nikogo dowódcy – żeby wziąć na swoje barki odpowiedzialność za życia innych, trzeba być najpierw odpowiedzialnym za własne.

Próby wbicia mu do głowy tej mądrości były jak kopanie ziemniaków w wiecznej zmarzlinie. Czasami Pulcinella czuł się mniej dowódcą, a bardziej opiekunem dzikiego zwierzęcia. Czasami myślał, że marnował na okiełznanie tego chłopaka zbyt wiele czasu i kłopotu. Ale, powtarzał w duchu jak mantrę, kiedyś jego wysiłki przyniosą efekt. Młodemu nie brakowało talentu, Harbinger musiał jedynie ukierunkować tę surową energię. Nadać jej kształt. Taka okazja nie zdarzała się co dzień.

Siedmiu Suwerenów musiało ulitować się nad jego trudem, bo mimo oślego wręcz uporu i gorącej krwi chłopak był bystry. Po długiej pracy nauczył się powstrzymywać swoje najgłupsze impulsy i porywczy charakter, i przyszłość, jaką zaplanował dla niego Pulcinella, była wreszcie w zasięgu ręki.

Piątego Harbingera zaskoczyła duma, jaką czuł z tego powodu.

To ta duma kierowała nim, kiedy w swojej nieostrożności opowiedział o Ajaksie Carycy. Oczywiście, władczyni zechciała poznać jego utalentowanego podopiecznego, a on nie miał wyboru, jak tylko przyprowadzić go do Zapolarnego Pałacu.

Caryca rzuciła jedno krótkie spojrzenie na rudowłosego chłopca, po czym nieoczekiwanie ogłosiła chęć wyruszenia z nim i Piątym na łowy w swoich ulubionych lasach.

Pulcinella miał złe przeczucia. Pogłębiły się, kiedy przy przygotowanych saniach nie zobaczył śladu wiernych psów Carycy. Nigdy nie wyruszała na polowanie bez nich – wszyscy to wiedzieli.

„Wasza Miłość”, zwrócił się do władczyni, zanim ruszyli w drogę. „Co z ogarami?'”

Na bladej twarzy Archonki zagrał uśmiech.

„Nie będą nam dziś potrzebne.”

Jej wzrok zatrzymał się na odwróconym od nich Ajaksie – a Piąty Harbinger o przechodzący go nagły dreszcz obwinił wieczne zimno ich ojczyzny.

* * *

Tu i teraz, Ajax dzielnie nie szczękał zębami. Z gotowością wpatrywał się w cień między drzewami, jakby coś mogło w każdej chwili wyskoczyć z niego i rzucić mu się do gardła. Przebierał palcami – Pulcinella dobrze znał te gesty. Niecierpliwy jak zawsze, chłopak chciał już chwycić za broń.

Podskoczył, kiedy Harbinger klepnął go w ramię.

– Wyprostuj się, chłopcze.

Jej Miłość podeszła do nich, okrążywszy sanie. Jak uderzająco inaczej wyglądała tu, z dala od cywilizacji, niż na tronie w pałacu, od lat niezmienna jak lodowa rzeźba. Minęły wieki, od kiedy Pulcinella widział ją w prawdziwej walce, ale teraz stanął mu przed oczami obraz władczyni z dawnych czasów – i nawet futrzana czapa zamiast kokosznika nie psuła tego wrażenia. Wręcz przeciwnie: poza Stolicą, z dala od szeregu mundurów, od ukłonów i salutów, Caryca zdawała się być jednocześnie potężniejsza – i bardziej ludzka.

– Moje dziecko. Mam dla ciebie zadanie.

Ajax nie był wysoki – okres wzrostu nie zdążył jeszcze uderzyć w niego z pełną mocą. Musiał więc zadzierać głowę, żeby spojrzeć w jasne oczy władczyni. Nie powinien, i w normalnej sytuacji Pulcinella skarciłby go za to – ale ta odruchowa reakcja chłopca zdawała się ją co najwyżej leciutko rozbawić. Caryca pochyliła się; górowała nad wszystkimi, potężna i nienaturalnie piękna. Harbinger zauważył, że jego podopieczny wstrzymuje oddech.

– Zwykłam udawać się do tych lasów na łów, ale znużyło mnie towarzystwo jedynie moich psów. – Jej uśmiech stał się odrobinę bardziej drapieżny. – Przynieś mi zwierzynę mnie godną, a sowicie cię wynagrodzę.

– Tak, Wasza Miłość. – Chłopiec nie zająknął się, jakby nie zaskoczyła go ta dziwna propozycja. Caryca pokiwała głową, usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. Nie zwlekając dłużej, powróciła do swoich ulubionych klaczy. Śnieg pod ich kopytami zdążył już zupełnie stopnieć; jedna grzebała niecierpliwie w rozmarzającej ziemi.

Pulcinella poprawił okulary. Cryo Archon był zwany również Archonem Miłości; pod chłodną kalkulacją władczyni ukrywała burzliwe serce. Ciężko powiedzieć, co było testem, a co tylko jej chwilowym kaprysem.

– Ajax, zaczekaj.

– Hm? Lordzie Pulcinella?

– Chodź no tu.

Policzki i nos Ajaksa poczerwieniały od zimna, aż pokrywające je piegi były praktycznie niewidoczne. Chłopak może i był dużo niższy od Carycy – jak większość ludzi – ale niedawno zdążył przerosnąć Piątego Harbingera. Co nie było szczególnym osiągnięciem; Pulcinella przypuszczał, że po prostu w wojsku jadał lepiej niż u siebie w domu. Sporo tam mieli gąb do wykarmienia...

Starszy mężczyzna sięgnął w głąb płaszcza.

– Przyda ci się. – Wcisnął chłopcu w ręce artefakt: ognistą seelie uwięzioną w butli. – Przynajmniej nie zamarzniesz mi tam na śmierć.

Chłopak uśmiechnął się szeroko, naciągając strupa na świeżo rozbitej wardze. Zawsze miał jakieś świeże rany, pomyślał z roztargnieniem Pulcinella, ale jakimś cudem wszystko i tak goiło się na nim jak na psie...

– Hej, dzięki!

Nie było sensu radzić mu, by na siebie uważał. Pulcinella wbił mu to do głowy na tyle mocno, na ile był w stanie.

– Powodzenia – powiedział więc tylko na głos.

„Nie zrób sobie krzywdy”, dodał w myślach, patrząc, jak jego podopieczny znika między drzewami.

Najwyraźniej zrobił się miękki na stare lata. To niedobrze.

Oparł dłonie na lasce. Zimny wiatr poruszył futrem jego płaszcza, zaszeleścił ciemnymi piórami przy kapeluszu. Z tyłu słyszał Jej Miłość, zajętą już tylko swoimi cennymi końmi, nucącą starą kołysankę.

Przywiązywanie się było zawsze złą decyzją.

* * *

Mijały godziny.

Słońce zaszło. Piąty Harbinger rozniecił błękitne ognie w lampach przy saniach; dawały mocne, chłodne światło, pomocne przy problemach ze znalezieniem drogi powrotnej. Jej Miłość, po oporządzeniu klaczy, przysiadła na koźle, dając się ukołysać podmuchom wiatru, i tak siedziała do tej pory – z przymkniętymi oczami, zastygła w czasie, nieruchoma jak lodowiec. Kilkusetletnie bóstwo miało najwyraźniej nieskończone pokłady cierpliwości. Pulcinella – nie.

Po raz kolejny spojrzał w stronę leśnej gęstwiny, mając nadzieję dostrzec gdzieś w niej znajomą sylwetkę, wracającą z uśmiechem na twarzy i łowieckim trofeum w ręku. Po raz kolejny nie zobaczył nikogo.

Ajax wciąż nie wracał.

Rozkazy Carycy były proste. Więc skąd ta zwłoka? Czemu wykonanie ich zajmowało mu aż tyle czasu? Pulcinella dreptał w tę i z powrotem, aż wydeptał ścieżkę w śniegu, tłumiąc rosnący niepokój i frustrację. Przeklęty dzieciak, ile nerwów będzie go jeszcze kosztował?

– Jeśli się martwisz, powinieneś go poszukać.

Niewiele rzeczy było w stanie zaskoczyć starego dowódcę, i dlatego jedynie wzdrygnął się na dźwięk głosu Cryo Archona. Odwrócił się i napotkał wzrok władczyni. W bladym świetle lamp jej oczy wyglądały na jeszcze jaśniejsze.

Pulcinella opanował się; zdjął okulary i przetarł szkła wyłowioną z płaszcza chusteczką, udając, że jest je z czego czyścić.

– Wilki go nie zjadły, tego jestem pewien. – Rzucił lekceważąco, wtykając chustkę do rękawa. – Za chudy i za żylasty. Na co im się przegryzać przez tyle warstw ubrań?

Nie dała się zbyć żartami. I kiedy znów na nią spojrzał, dalej się uśmiechała.

– Mówisz to z taką pewnością. Polowałeś dawniej na ludzi?

– Wasza Miłość. – Nie chciał o tym rozmawiać, zwłaszcza nie teraz. – Dociekanie tego typu spraw jest zwyczajnie nietaktowne.

Ale, czy tego chciał czy nie, te słowa spotęgowały jego niepokój. Jeszcze raz popatrzył w stronę lasu. Co, jeśli przecenił umiejętności chłopca? Pulcinella przekonywał sam siebie, że Ajax nie powinien natrafić w lesie na nic gorszego niż on sam... Ale wiedział, też, że chłopak miał tendencję do pakowania się w kłopoty. Któż mógł wiedzieć, w jakie wpadł tym razem?

Jedna z klaczy prychnęła głośno, jakby kpiła sobie z jego rozterek.

Och, kogo on oszukiwał. Pewne straty w ludziach zawsze były nieuniknione, ale to nie znaczyło, że miał się na nie godzić i bezczynnie stać obok. Był odpowiedzialny za swoich podwładnych. Jeśli z jego winy coś stałoby się temu dzieciakowi, coś, czemu mógł zapobiec, plułby sobie w brodę przez następne sto lat.

To nie było do niego podobne, mieć problem z podjęciem najprostszej decyzji. Wyprostował się.

– Przyprowadzę go z powrotem.

Caryca jedynie skinęła głową, jakby tego właśnie oczekiwała.

* * *

Z tym chłopakiem od samego początku było coś nie tak.

Wyróżniał się nie tylko rudymi włosami i niespokojnym spojrzeniem; na tle innych rekrutów był niższy, drobniejszy. Pulcinella nie uważał się nigdy za speca od ludzkich dzieci, ale jego podejrzenia okazały się słuszne: Ajaksowi dodano na papierze kilka lat.

Ten fakt sam w sobie nie byłby niczym wyjątkowym. Młodzi pchali się do wojska: z poczucia patriotyzmu, w poszukiwaniu szczęścia, a czasem zwyczajnie z braku lepszego pomysłu na życie. Propaganda działała sprawnie i nie narzekali na brak ochotników. Pulcinellę ich wiek i pobudki obchodziły jeszcze mniej niż chore eksperymenty Zandika.

Przynajmniej dopóki pierwszy raz nie usłyszał o Ajaksie i towarzyszącym mu chaosie.

Ajax nie był nielubiany, ale nie miał przyjaciół. Posiłki jadał sam; reszta rekrutów wolała trzymać się od niego z dala. Może chodziło o jego porywczy charakter – a może woleli zachować rozsądny dystans po tym, jak drobny chłopiec w pojedynkę powalił lawachurla, co Piąty Harbinger wyczytał z raportów. Na tym etapie Pulcinella rozumiał już, czemu sfrustrowani zwierzchnicy traktowali Ajaksa jak siłę natury.

Cóż, z jego punktu widzenia miało to swoje plusy. Przynajmniej pozbyli się problemu z okolicznymi hilichurlami – dopiero teraz stworzenia konsekwentnie zaczęły omijać okolice baraków szerokim łukiem. Lepiej późno niż wcale. Wstyd mu było za swoich żołnierzy; czy naprawdę do ostatecznego rozwiązania problemu z potworami potrzebowali jednego narwanego szczylka? Cud, że ten garnizon utrzymał się tak długo bez niego.

Kiedy Pulcinella zdecydował się porozmawiać z młodym rekrutem, historie innych żołnierzy nakreśliły mu już pewien obraz chłopca. Mimo to, pierwsze spotkanie z Ajaksem przyniosło nowe niespodzianki. Opowiadał dużo o swojej rodzinie – i tak Piąty dowiedział się, że nie trafił do Fatui z własnej woli. Rodzice chłopca nie potrafili poradzić sobie z jego... trudnym charakterem.

„Sprawiałem za dużo kłopotów.”

Ajax starał się brzmieć nonszalancko, ale kłamanie nie szło mu dobrze. Pulcinella odnotował to w myślach. Trzeba będzie nad tym popracować w przyszłości.

„Jakiego rodzaju kłopotów?”

W odpowiedzi chłopiec wzruszył ramionami. Pulcinella zmierzył go wzrokiem.

„Zamierzasz sprawiać je też tutaj?”

„Tutaj to nie są kłopoty.”

A więc tu był pies pogrzebany. Skłonny do bójek chłopak zrobił krzywdę o jednej osobie za dużo. Nie pierwsza taka historia i pewnie nie ostatnia... chociaż to trochę żałosne, żeby cię pobił czternastolatek. Nawet taki jak ten.

„Myślę, że masz zadatki na dobrego żołnierza”, zwrócił się do niego na koniec Pulcinella, nie patrząc na nerwowego sierżanta, usłużnie podającego mu płaszcz.

Dzieciak poderwał głowę do góry, zaskoczony jego słowami – jakby ta namiastka pochwały była pierwszą pozytywną rzeczą, jaką od dawna o sobie usłyszał.

„Nie ciesz się. Czeka cię wiele pracy.”

Kto oddaje takiego pisklaka do wojska, rozważał Piąty Harbinger, opuszczając koszary.

Na szczęście nie musiał zgadywać – miał ludzi od wtykania nosa w różne sprawy. Okazja również była odpowiednia: przekazanie listu od Ajaksa jego rodzinie wraz z częścią żołdu. Jego lojalna podwładna wkrótce odwiedziła Morepesok; dla dzieci miała słodkości poukrywane po kieszeniach płaszcza, dla dorosłych – słodkie słówka i uśmiechy. Nie szczędziła Ajaksowi pochwał i nie wspominała o problemach, jakie sprawiał chłopiec.

Nie pierwszy raz na zlecenie Piątego sprawdzała nastroje wśród cywili – ale po raz pierwszy zdany przez nią raport nie zaspokoił ciekawości Harbingera.

Rodzina Ajaksa nie wyróżniała się na tle innych, mówiła Hanna. Przypominała jej własną. Zwykli szarzy ludzie z małej, nadmorskiej wioski. Nie przelewało im się, ale wiązali koniec z końcem, handlując złowionymi rybami.

Pulcinella oparł się na biurku, nachylając w jej stronę. Pytał o resztę rodzeństwa. O rodziców.

O ślady przemocy.

Młodsze dzieci tęskniły za bratem i mimo początkowej nieśmiałości wkrótce dopytywały, co u niego. Rodziców zmartwiła jej wizyta. Spodziewali się najgorszych wieści. Widziała ulgę i radość na ich twarzach, kiedy przekazała im list.

Naprawdę go tam kochają, zakończyła Hanna, z gorzką pewnością w głosie, popartą doświadczeniem, którego wolałaby nie mieć. Pulcinelli wystarczyło jedno krótkie spojrzenie na twarz kobiety; podziękował jej za raport i delikatnie zasugerował, że powinna odpocząć po podróży.

Musiała coś pominąć, myślał po jej wyjściu, wpatrując się w blat biurka, jakby plamy i sęki drewna miały mu pomóc rozwiązać tę zagadkę. Jeśli dom rodzinny Ajaksa był zupełnie normalnym miejscem – skąd ta czujność? Skąd stare blizny? Skąd zachowanie, jakby z każdej strony mógł nadejść atak?

I, jeśli Pulcinella nie był w stanie znaleźć odpowiedzi na te pytania, mając do dyspozycji siatkę informatorów i państwowe służby – jaki to wszystko miało sens?

* * *

Nietrudno było się zorientować, w którym kierunku poszedł Ajax. W świetle lampy na śniegu widać było świeże ślady. Ale im dalej w las, tym śniegu było mniej; stopniowo ustępował zmarzniętemu runu i twardej ziemi. Pulcinella zaklął pod nosem, zdawszy sobie sprawę, że zgubił trop.

Coś takiego nie przydarzyłoby mu się za dawnych lat, kiedy regularnie tropił zwierzynę w dziczy. A wtedy nie miał w zwyczaju sobie przyświecać... Kolejny dowód na to, że życie jak pączek w maśle stępiło jego instynkty. W innym wypadku natychmiast wyruszyłby w góry i został tam aż do powrotu do dawnej formy... ale miał swoje obowiązki. I, cóż, pewnie szybko zatęskniłby za Pierrem.

Ech. Pozmieniały mu się priorytety, oj, pozmieniały...

Zdjął okulary i przetarł je, rozważając swoje dalsze kroki. Znał Ajaksa. Chłopak nie należał do takich, którzy znikają bez śladu. Ruszył więc znów w uprzednio wybranym kierunku, mając oczy i uszy szeroko otwarte, i licząc, że prędzej czy później na coś natrafi.

Ślady elementalnej energii znalazł jako pierwsze. Hydro wciąż wisiało w powietrzu... Chłopak używał tu swojej Wizji. Walczył z czymś?

Pulcinella uniósł lampę i rozejrzał się, szukając wzrokiem zwierzęcego truchła – albo martwych potworów. Zwykle najłatwiej było znaleźć Ajaksa, idąc śladem ciał stworzeń, które miały nieszczęście zaatakować chłopaka...

W połowie myśli uderzyła go inna, dużo bardziej nieprzyjemna. Powoli opuścił lampę, w zadumie potarł podbródek.

Nie tylko nie widział trupów; nie słyszał też, żeby w pobliżu kręciło się cokolwiek żywego. Nieraz przemierzał lasy, sam lub ze swoimi żołnierzami, także nocą. Śnieg tłumił dźwięki, a część stworzeń żerowała jedynie za dnia, ale wiedział jedno – taka cisza była czymś nienaturalnym. Nawet wiatr gdzieś ucichł; poza trzaskiem zmarzniętych gałązek i igieł pod podeszwami swoich ciężkich butów, Harbinger nie słyszał zupełnie nic.

Działo się tu coś niedobrego.

Kilka kroków dalej znalazł ciemniejszą plamę na ziemi. Nie musiał sprawdzać, co to. Krwi naoglądał się w życiu wystarczająco dużo.

Odetchnął głębiej i wilgoć osiadła mu szronem na wąsach. Przez moment jedynie nasłuchiwał – ale im dłużej słuchał, tym bardziej rósł jego niepokój. W lesie było ciszej niż w grobie.

Szedł więc dalej. Po śladach krwi, po śladach wody.

„Ajax, w coś ty się wplątał?”

Przeklął dzieciaka w myślach, a zaraz potem – samego siebie. Przywiązał się do, psiakrew, ryżego gówniarza, to teraz ma. Ajax nie był normalnym rekrutem. Coś pchało go do walki – i kończył posiniaczony, połamany, zakrwawiony – ale żywy i jakimś cudem zwycięski. Nie licząc tych kilku razów, kiedy naprawdę się przeliczył i Pulcinella musiał osobiście ratować jego skórę. Siła nie zastępowała zdrowego rozsądku ani doświadczenia – a chłopakowi wciąż brakowało obydwu.

Tym razem Piątego nie było przy nim. Co, jeśli...?

Od okularów Pulcinelli odbił się błysk. Harbinger odwrócił się.

W oddali między drzewami dostrzegł jaśniejszy punkt. Zmrużył oczy.

Tajemnicze ogniki w śnieżnajskich lasach nie wróżyły nigdy niczego dobrego. Wielokrotnie powtarzał żołnierzom, by ich unikali. Powtarzał to też i Ajaksowi – ale jakie było prawdopodobieństwo, że zaciekawiony rekrut pamiętał o tej radzie? Zwłaszcza teraz, kiedy został wysłany z misją – gdy miał znaleźć zdobycz godną samej Carycy?

Czy to było ognisko? Lampa? Nie, światło przesuwało się. Pochodnia? Z tej odległości nie dało się ocenić. Pulcinella podszedł bliżej.

Ognista seelie płynęła w powietrzu między drzewami, otulając je słabym blaskiem. Zataczała powolne kręgi, zdawało się, że bez celu. Harbinger zmarszczył brwi, nie przerywając marszu.

Zrobił kolejny krok i coś chrupnęło pod jego podeszwą. Spojrzał w dół; wśród wilgotnego runa dostrzegł błysk szkła. Rozbita butelka... Pulcinella szturchnął odłamki laską, pełen najgorszych przeczuć. Zadarł głowę, by znów spojrzeć na szybującą seelie. Czyżby to była ta, którą dał Ajaksowi...?

Nie zdążył się nad tym zastanowić. W następnej sekundzie cienie między drzewami zgęstniały i coś spomiędzy nich rzuciło się w jego stronę.

* * *

Kiedy Ajax miał czternaście lat, zaginął w lesie.

Cała wioska nie ustawała w poszukiwaniach chłopca – aż wreszcie odnaleziono go po trzech dniach, poturbowanego i wyczerpanego, wyglądającego, jakby przeszedł przez piekło.

„Jego młodsza siostra wymknęła się z domu i natknęła na niego. Od razu zaczęła wrzeszczeć...”

„Nic dziwnego, że była przerażona, biedne dziecko...”

„Pamiętam to, szczeniak ledwie doszedł do siebie. Czemu się dziwić, cud, że w ogóle przeżył...”

„Dostał Wizję. To musiało uratować mu skórę.”

„No tak, ale od tamtej pory... wiecie.”

„Rozmawiałem raz z jego ojcem, kiedy cumował łódź, i zaczął opowiadać, że...”

„Pamiętacie, jaki to był wcześniej cichutki chłopiec? Jąkał się, kiedy ze mną rozmawiał, mały głuptas...”

„Słyszałam o czymś podobnym, sąsiad mojego szwagra zaginął w górach, a po powrocie... to nie był już ten sam człowiek.”

„Może i lepiej, że trafił do wojska, nauczą go tam moresu.”

„Akurat. Za rok, dwa, wróci do domu w worku.”

„Nie mów tak!”

„A co mam mówić? Sama prawda!”

Morepeska karczma przy rybnym targu okazała się być dobrym źródłem informacji. Udający kupca agent złożył Pulcinelli nowy meldunek, uzupełniając luki zostawione przez Hannę.

Zaginięcie. To musiało być to.

Przez trzy dni w lesie... mogło wydarzyć się cokolwiek. Potwory nie były najgorszą rzeczą, jaką mógł spotkać na swojej drodze samotny Ajax. Czy został uwięziony? Czy walczył o przeżycie? Nikt z wioski nie wiedział, co się stało. Nikomu tego nie zdradził.

„Słyszałam, że pomogłaś kiedyś swojemu bratu. Musisz być bardzo dzielna.”

Subtelne pytania Hanny nie przyniosły rezultatu. Tonia, młodsza siostra Ajaksa, nabierała wody w usta, kiedy tylko poruszano temat jego zniknięcia. Zupełnie, jakby była z nim w zmowie.

Taka trauma zostawiała ślady na psychice, myślał Pulcinella. Zdecydowanie zbyt często widział jej efekty na własne oczy.

Cokolwiek miało miejsce, musiało zmienić Ajaksa. A Piątemu Harbingerowi nie podobało się, jak trafne były słowa bywalca karczmy przewidującego powrót nowego rekruta w kawałkach.

„Aż tak ci śpieszno do grobu?” – spytał raz, zły, kiedy z powodu lekkomyślności i brawury chłopiec znów znalazł się pod opieką medyków. – „Sądzisz, że kogoś ucieszy wieść o twojej śmierci?”

Ajax miał czelność wyglądać na zdziwionego. Pulcinella wstał z krzesła przy jego łóżku.

„Pomyśl chociaż o swojej rodzinie.”

Musiał pomyśleć. Albo nabrał odrobinę rozsądku. Pulcinelli to nie obchodziło – ważne, że od tej pory jego wizyty w lazarecie stały się zdecydowanie rzadsze.

* * *

Pamięć mięśniowa Pulcinelli zadziałała jako pierwsza. Zanim zdążył w pełni zorientować się, co się dzieje, jego laska kreśliła już łuk w powietrzu, żeby zablokować nadchodzący cios.

Brzęknęła jak napięta struna. Pulcinella skrzywił się. Mógł być lekki i niski, ale wielu żołnierzy przekonało się, jak niełatwo było ruszyć z miejsca starego Harbingera – a jednak uderzenie posłało go ślizgającego się do tyłu, z igliwiem strzelającym spod stóp. Upuścił lampę i wolną już dłonią wyprowadził kontrę na oślep, wspomagając się Cryo. Ostre odłamy lodu wystrzeliły z ziemi, a jego przeciwnik nie miał wyjścia – odskoczył, żeby nie zostać podziurawionym jak sito.

Ta prowizoryczna bariera musiała dać mu wystarczająco czasu, by ocenić sytuację.

Lampa leżała na ziemi, a ognista seelie zniknęła gdzieś między drzewami... Harbinger zmrużył oczy w słabym świetle, by lepiej przyjrzeć się ciemnemu kształtowi po drugiej stronie lodu.

Stworzenie przypominało człowieka. Było wysokie i barczyste, w całości pokryte ciemnym pancerzem, nachodzącym na siebie jak łuski. Do zewnątrz wystawały kości – jaśniejsze linie żeber i mostka, ostro zakończone wyrostki na łokciach i kolanach. Głowę, również pokrytą kostnymi płytami, otaczała grzywa. Tam, gdzie powinien być środek twarzy, błyszczało pojedyncze bladoniebieskie oko – jak klejnot zdobiący sygnet na palcu truposza.

Do tego... zostawiało za sobą znajomy zapach. Pulcinella zmarszczył nos.

Cuchnęło Otchłanią.

Harbinger miał wrażenie, że tajemnicza istota równie bacznie śledzi jego ruchy. Ułamek sekundy później powietrze zamigotało, światło załamało się w nienaturalny sposób – i na oczach Pulcinelli jego przeciwnik zniknął.

Drugi raz nie dał się zaskoczyć.

Usłyszał za sobą ciche syknięcie, jak pary uciekającej z czajnika. Zrobił unik; potężne ostrze ześlizgnęło się po futrze jego kołnierza i uderzyło w ziemię, wzbijając w górę pył.

Więc, pomyślał Pulcinella, dziwnie jasno, dziwnie chłodno – Ajax był martwy.

Musiał być. To coś było... szybkie. Agresywne. Silne, zdecydowanie silniejsze od młodego żołnierza. Ajax nie mógł się mierzyć z takim przeciwnikiem. Pewnie gdzieś w pobliżu leżały poszarpane szczątki chłopaka – o ile cokolwiek z niego zostało. Przynajmniej łatwo będzie wypatrzyć te rude włosy...

Poprawił chwyt na lasce; poczuł szczypiące kryształki lodu wspinające się w górę palców.

Wypatroszy to otchłanne kurewstwo.

Odbił się z miejsca. Niestety, gniew zachwiał jego ręką – szeroki zamach bronią, wycelowany w bok przeciwnika, zamiast tego zahaczył z hukiem o pancerz z kości. Impet jedynie odrzucił stworzenie, które wylądowało miękko jak żbik, z wygiętym grzbietem, wbijając w ziemię długie szpony. Harbinger skrzywił się. Gdyby trafił, pewnie byłoby już po wszystkim.

„Nie robię się młodszy.”

Chciał zakończyć to szybko. Później... później poszuka Ajaksa. Gdyby tylko wiedział, że dzieciak natknie się na coś takiego... Czy był tu gdzieś portal prowadzący do Otchłani? Dlaczego nie miał o tym pojęcia? Czy-

Czy Caryca o tym wiedziała? Czy to dlatego zabrała ich w to miejsce?

Powinien skupić się na walce – ale nie mógł, nie do końca. Ostatnia myśl rozpraszała go, krew szumiała mu w uszach. Jeśli Jej Miłość wiedziała, jak to się skończy... jeśli wiedziała... to dlaczego...?

Machnięciem ręki posłał w dół sopel lodu, ale zwlekał zbyt długo – monstrum zdążyło zareagować, odbić się w bok i uniknąć ataku. Przetoczyło się w pobliże porzuconej lampy, a w jej chłodnym świetle wyraźniej można było dostrzec...

Pulcinella zamrugał, zdezorientowany.

W jednym się nie mylił – rude włosy naprawdę rzucały się w oczy.

Powstrzymał się z uformowaniem drugiego sopla, nagle przytomniejąc. Oko nie było jedynym jasnym punktem na ciele stworzenia. Na jego klatce piersiowej lśnił drugi niebieski okrąg...

Niemożliwe... Nie, oczywiście, że możliwe. Ostatnie wątpliwości rozwiały się, kiedy przeciwnik cisnął w kierunku Harbingera lampę. Takie sztuczki były w jego stylu, wykorzystać zaskoczenie i atakować wszystkim, co się nawinie.

„Ajax?!”

Stworzenie znów zniknęło i pojawiło się przy nim. Następny cios nadszedł z boku i z góry – glewia przelała się na dwa ostrza, i natychmiast znów połączyła w jedną całość. Ale Pulcinella znał ten styl walki – widział go przecież nie raz. Znał tę broń, stworzoną z płynącej wody.

Gdzieś tam, pomiędzy płytami ciemnej zbroi, błyskała Hydro Wizja.

Co u diabła? Co ten dzieciak wyrabiał?!

– To ty?! Ajax! – zawołał.

Pierwszą falę ulgi („on żyje!”) szybko wyparła złość. „Zamorduję gówniarza!”

W ostatniej chwili uskoczył przed zmierzającą w jego stronę falą Hydro.

– Ty głupi chłopaku! Natychmiast przestań, to rozkaz!

Ajax ani myślał posłuchać.

Może stracił nad sobą panowanie, przemknęło przez myśl Harbingera między kolejnymi unikami. W takim wypadku nie było innego wyjścia, jak tylko zatrzymać go siłą. Musiał być ostrożny; chłopak słynął z nadzwyczajnej żywotności, ale Pulcinella wolał nie sprawdzać, gdzie leżą granice jego wytrzymałości.

„To będzie wyzwanie.”

Nawet nie używając teleportacji przeciwnik był zaskakująco szybki; w mgnieniu oka znów znalazł się przy nim. Hydro glewia raz jeszcze zderzyła się z laską – i pękła, zmrożona na lód. Ajax wyglądał na zaskoczonego – a może to tylko wyobraźnia Pulcinelli podsunęła mu znajomy obraz zdumionej twarzy chłopaka, uniesionych brwi, szeroko otwartych oczu, skrytych gdzieś tam, za maską z kości.

Kryształ lodu zderzył się z ramieniem Ajaksa, a drugi uderzył z przeciwnej strony. Rozległo się nieprzyjemne chrupnięcie, a otchłanne monstrum zachwiało się w powietrzu i wylądowało na moment na ziemi.

Tą ręką już tak łatwo nie pomacha.

– Słyszysz mnie w ogóle? – wycedził Harbinger, robiąc krok do przodu. – Mam ci połamać wszystkie kości?

Ajax wydał z siebie upiorny dźwięk – śmiech, zdał sobie sprawę Pulcinella. Odrzucił pękniętą broń, a na jej miejsce uformował nową i zaszarżował, nie zważając na zwisające bezwładnie prawe ramię.

Pulcinella zaklął w myślach, skupiając się na parowaniu ciosów. Naprawdę, wolałby już mieć do czynienia z otchłannym potworem. Walka na śmierć i życie byłaby o wiele łatwiejsza. Mimo swojej złości, nie chciał przecież skrzywdzić podopiecznego... ale chyba tylko on przejmował się, w jakim stanie będzie Ajax, kiedy bitewny kurz opadnie. Chłopak albo nie kontrolował tego, co się z nim działo, albo kompletnie zatracił się w walce. Tak czy inaczej, efekt był ten sam.

Ale nawet w tym stanie Ajax nie dawał mu szans na potknięcie. Burza nieustannych ataków napierała na niego głównie z prawej strony – celowo, zdał sobie sprawę Piąty, gdy coś strzyknęło w jego lewym kolanie. Skrzywił się. Kiedy Ajax zauważył, że nie używa laski jedynie dla ozdoby? Musiał zachowywać się przy nim zbyt swobodnie, skoro dzieciak zobaczył, że odciąża jedną nogę. Teraz Harbinger opierał na niej większość ciężaru ciała – i nie był z tego powodu zachwycony.

Jeśli robił to wszystko świadomie... Prawda, ciągle szukał silnych przeciwników, ale nie miało kiedy go najść na bitkę? Gdyby poprosił, Pulcinella przecież zgodziłby się na pojedynek. Może nawet nauczyłby go tego i owego.

(Albo i nie. Między nowymi dekretami, kwartalnym budżetem, kolejnym zamachem na jego życie i cholernym remontem sypialni na dokładkę, nie miał czasu na nic innego, i prawdopodobnie musiałby mu odmówić. Zasrane poczucie obowiązku.)

„Skaranie boskie z tym chłopakiem.”

Uniknął kolejnego ciosu glewią, pochylając się; sam pęd powietrza strącił mu z głowy kapelusz. Za sobą usłyszał trzask i potworny huk: padające drzewo, ścięte falą Hydro.

W przeciwieństwie do niego, Ajax nie przebierał w środkach.

Pytanie brzmiało – jak długo będzie w stanie tak walczyć?

Z początku Pulcinella planował wziąć go po prostu na przetrzymanie. I tak już solidnie przetrzepał mu skórę; różnica sił była zbyt duża, a ruchy Ajaksa robiły się coraz bardziej niedbałe i chaotyczne. To mogła być najlepsza opcja...

Przynajmniej z pozoru.

Otchłań nie dawała nic za darmo. Kiedy Ajax wreszcie utraci siły, w jaki sposób przyjdzie mu spłacić ten dług? Dalsze czerpanie z tych mocy mogło być dla chłopca większym zagrożeniem niż sama walka z Piątym Harbingerem.

Pulcinella powrócił do wniosków z początku ich starcia. Powinien jak najszybciej zakończyć tę farsę... dla dobra samego Ajaksa.

Ajax musiał być podobnej myśli. Jego sylwetka znów rozmazała się, gdy teleportował się do tyłu. Mogła być to próba zwiększenia dystansu, złapania tchu – zwłaszcza przy coraz wyraźniejszym zmęczeniu chłopaka – ale Pulcinella szykował się na coś znacznie gorszego. Dzieciak nie należał w końcu do tych, którzy uciekali z pola walki.

Jego przeczucia okazały się słuszne. Poczuł energię Hydro kumulującą się w powietrzu: zwiastun, że nadciąga coś dużego.

To był dobry moment, by działać. Nie zwlekając, Harbinger puścił się pędem w stronę otchłannego monstrum, licząc na to, że uda się przerwać jego atak – ale w połowie drogi poczuł, jak drzewa dokoła zadrżały, a z ziemi za Ajaksem wynurzył się potężny Hydro konstrukt. Pulcinella zahamował, patrząc, jak masa wody przetacza się w powietrzu, ściąga za sobą kawałki drzew, z trzaskiem łamie gałęzie.

Przemknęło mu przez myśl, że pewnie pierwszy raz widział Ajaksa używającego w walce wszystkich dostępnych mu sztuczek. I niechętnie, ale musiał przyznać... był pod wrażeniem.

Nie był natomiast skory do powrotu w przemoczonym płaszczu. Nie mógł się przeziębić – musiał mieć siłę po wszystkim porządnie zmyć gówniarzowi głowę.

W powietrzu zaiskrzyło Cryo.

Piąty Harbinger nie potrzebował obnoszenia się z siłą. Status i reputację zapewniło mu strategiczne myślenie – wiedza, w jaki sposób płatek śniegu może wywołać lawinę. W tym przypadku powiedzenie to należało rozumieć niemalże dosłownie.

Posłany w stronę spadającego Hydro konstruktu sopel lodu nie był duży – nie musiał być. W pełnym pędzie wbił się w niego jak harpun i zniknął w wodnej głębi – by za chwilę w świetle księżyca rozbłysnąć siecią jasnych żyłek i zamrozić go od wewnątrz.

Konstrukt na sekundę jakby zawisł w powietrzu – lśniąca lodowa rzeźba morskiego ssaka. Piękna, ale Pulcinella nie zamierzał jej dłużej podziwiać. Odnalazł wzrokiem Ajaksa – chłopak wylądował ciężko na ziemi, ledwo trzymając się na nogach. Idiota. Nie panował nad własną siłą, brakowało mu subtelności i precyzji. Gdyby walczył z kimkolwiek innym, spotkałby go marny koniec.

To musiał być jego ostatni as w rękawie.

Wciąż nie powrócił do swojej poprzedniej postaci. Czy był jeszcze w stanie do niej wrócić?

Pulcinella ruszył do przodu.

Nie zatrzymał się, by patrzeć, jak konstrukt zaczyna pękać. Ależ bałagan, pomyślał tylko, unikając spadających brył lodu. Na szczęście Ajax był poza obszarem rażenia, a zamieszanie działało na korzyść Harbingera. Wśród pyłu, śniegu i hałasu dostrzegł, że jego przeciwnik rozgląda się. Zgubił go.

Dobrze. Wiedział, jak to wykorzystać.

Refleks Ajaksa, musiał przyznać, nawet teraz pozostawiał niewiele do życzenia. O mały włos, ale udało mu się odbić sopel lodu ciśnięty gdzieś z kłębów lodowego pyłu.

Z drugim nie miał tyle szczęścia. Tępo zakończony odłamek uderzył go w pierś, posyłając między pnie sosen.

Pulcinella podszedł do niego spokojnym krokiem. Przez chwilę stał tylko przed swoim podopiecznym, złożywszy dłonie na lasce i patrzył, jak ten przewraca się na bok. Ajax wciąż żył – i był przytomny.

– Nie jesteś w stanie walczyć – powiedział chłodno Harbinger. – Nie kontrolujesz już nawet mocy własnej Wizji. Odpuść, zanim ta forma cię zabije.

Coś ciemnego i gęstego spłynęło spod pojedynczego jasnego ślepia, w dół po kościanej masce, kiedy Ajax uniósł głowę, łypiąc na starszego mężczyznę. Pulcinella niemal słyszał trybiki obracające się w głowie upartego rekruta. Przez chwilę łudził się, że przemówił mu do rozsądku...

A potem Ajax sprawną ręką uderzył w drzewo za sobą, zrzucając z niego resztki śniegu – za kołnierz i na gołą głowę swojego dowódcy.

– Ty mały...! – Świętego by to wyprowadziło z równowagi, a nerwy Pulcinelli przeszły już dzisiaj wystarczająco wiele. Kiedy i jak będzie miał okazję się wysuszyć?! Ciosem laską w skroń posłał Ajaksa znowu na ziemię. – Powiedziałem, dosyć!

Cryo wciąż tańczyło na palcach Pulcinelli, brzegi jego okularów pokrywał szron. I on martwił się wcześniej, czy coś nie ubiło tego zasrańca? Po co w ogóle się nim przejmował?!

Czy ten ostatni ruch był przejawem czystej złośliwości, czy faktyczną próba zyskania przewagi, nie miało znaczenia. Ajax musiał zdać sobie sprawę, że walka dobiegła końca – i wreszcie skapitulował.

* * *

Przemiana nastąpiła zaskakująco szybko. W jednej chwili Pulcinella spoglądał na monstrum rodem z głębi Otchłani; w następnej miał przed sobą Ajaksa, młodego Ajaksa w poszarpanej kurtce, opartego plecami o pień drzewa. Z nosa i skroni chłopca spływała krew, połowę twarzy miał opuchniętą. Jego ciężki oddech tworzył na mrozie obłoczki pary.

Pulcinella uważał się za opanowaną osobę. Lata nurzania w bajorze, jakim była śnieżnajska scena polityczna, nauczyły go zachowywania zimnej krwi lepiej niż potyczki na śmierć i życie. Ale ten dzień nie należał do najlżejszych, a bezczelny uśmiech Ajaksa na powitanie był ostatnią kroplą jaka przelała czarę.

Piąty Harbinger chwycił dzieciaka za kołnierz i pchnął na drzewo.

– Co to miało być, ty mały zasrańcu?!

Nie pamiętał, kiedy ostatnio był tak wściekły, i to z tak wielu powodów jednocześnie. „Ośmieliłeś się mnie zaatakować!”, oburzała się jakaś jego część. „Mogłem cię zabić!”, krzyczała inna. „Zabiłbym cię, gdybym cię nie rozpoznał...!”

Ajax patrzył na niego zaskoczonymi, szeroko otwartymi oczami – i Pulcinella zdał sobie sprawę, że ostatnią myśl wypowiedział na głos.

To go ostudziło. Las czy nie, to nie były dawne, dzikie czasy; na jego obecnej pozycji należało zachować więcej godności. Wziął głębszy oddech, stłumił agresję i wypuścił kołnierz chłopaka. Ajax opadł na ziemię; spróbował dźwignąć się na rękach, ale złamane ramię ugięło się pod nim jak wykałaczka. Nawet teraz, choć osłabiony i obolały, nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Skulił się tylko na zimnym runie, łapiąc powietrze haustami, jak ryba wyrzucona z wody.

– Tłumacz się. Byle szybko.

Ajax zerknął w górę, na Harbingera. Chyba wreszcie zrozumiał, że znalazł się po uszy w gównie. Rychło w czas.

– P... Polowałem...

– Polowałeś! – żachnął się Pulcinella. – I co poszło nie tak, że rzuciłeś się na mnie? Czy ja ci wyglądam na dzika? Nie odpowiadaj – dodał szybko. Gdyby Ajax miał więcej siły i mniej rozumu, pewnie wykopałby pod sobą jeszcze głębszy dołek.

Na Siedmiu Suwerenów, teraz naprawdę cuchnął Otchłanią. Pulcinella znał ten smród aż zbyt dobrze – niestety. Gdyby Pierro się od niego uwolnił, mógłby wreszcie porządnie wywietrzyć ich pościel.

– N-nie było... niczego... niczego dobrego...

Chłopak patrzył na niego z dołu jednym otwartym okiem.

– ...a wiedziałem, że... że ty mnie będziesz... szukać...

– A co to ma do...?

Pulcinella urwał w pół zdania, nieomal wypuszczając laskę z rąk. Nagle wszystko połączyło się w jedną spójną całość.

Zbita butelka z seelie. Brak śladów walki. Urwany trop, krew i ślady Hydro – by Pulcinella nie tylko chciał, ale i mógł łatwo za nim podążyć...

– Ty mały idioto – zdumienie na moment wyparło złość. – Zastawiłeś pułapkę... na mnie?

Kaszlnięcie uznał za potwierdzenie.

Co za absurd. Pulcinella przez moment tylko patrzył na Ajaksa – młodego chłopaka, zajadłego i szukającego wyzwań – próbującego zebrać się z ziemi po skorzystaniu z umiejętności, z których nie powinni korzystać ludzie.

– Dlaczego? – spytał wreszcie.

– Mówiłem. – Ajax znów łypnął na niego, jakby urażony tym, że go nie słuchano. Co miałem Jej przyprowadzić, sugerowało jego spojrzenie. Zająca? Hilichurla?

W pokrętny sposób miało to sens. Był jedynym wartym uwagi przeciwnikiem w okolicy. Jedyną zwierzyną godną Jej Miłości.

Pulcinella nie wiedział, co powiedzieć; odszedł kilka kroków i podniósł porzucony wcześniej kapelusz. Otrzepał go ze śniegu, rozmyślając, co dalej. W tym wypadku cel nie uświęcał środków, a dziwaczna logika Ajaksa wcale nie usprawiedliwiała jego zachowania. Nie mógł puścić płazem takiego wybryku.

Ajax musiał myśleć o tym samym, bo Harbinger usłyszał za sobą błagalny głos:

– Tylko nie mów mojej rodzinie...

Po tym wszystkim, miał jeszcze czelność prosić o coś takiego? Pulcinella wcisnął kapelusz na głowę, czując, jak znów zaczyna gotować się w nim krew. Miał nie mówić o tym, że zaatakował swojego dowódcę? Że zbłaźnił siebie i jego przed Carycą? Że został sprany na kwaśne jabłko? Babcia Ajaksa była starą żołnierką i Harbinger wiedział, że po takich rewelacjach czekałaby na powrót wnuka z pasem w ręku. Chyba jednak wystosuje odpowiedni list do rodziców, niech się dowiedzą, co za przedstawienie odstawił ich synalek...!

Odwrócił się i otworzył usta... ale zaraz je zamknął, widząc wyraz twarzy chłopca. Złość uleciała z niego jak powietrze wypuszczone z balonika.

Och. Nie o to chodziło.

W ciszy, jaka zapadła, usłyszał daleki szelest podszycia, szmer śniegu spadającego na ziemię z potrąconej gałązki. Adrenalina opadała; wyczuwając brak zagrożenia, wszystko dokoła powoli wracało do życia.

– To moce Otchłani, prawda?

Jeśli Ajax był zaskoczony tym pytaniem, nie pokazał tego po sobie. Przytaknął.

– Zamierzałeś kiedyś o tym wspomnieć?

– Nie zdradza się... – Ajax odcharknął.

– ...swoich silnych i słabych stron. Tak. – To znalazł sobie moment na pamiętanie o tej lekcji. – A która to była, według ciebie?

Pulcinella pokręcił głową. Po prawdzie, obwiniał przede wszystkim samego siebie. Coś tak ważnego nigdy nie powinno umknąć jego uwadze. Na litość, przecież nie był idiotą, wiedział, do czego mógł doprowadzić kontakt z Otchłanią! Spaczenie było brakującym elementem układanki, dzięki któremu wreszcie poznał odpowiedzi na wszystkie swoje pytania dotyczące Ajaksa.

Kiedy ten szczeniak zetknął się z Otchłanią? Rozwiązanie tej zagadki było również banalnie proste.

Ajax wciąż spoglądał na niego z lękliwą niepewnością.

Nikt nie wiedział, co wydarzyło się wtedy w lesie. I teraz, zadecydował Piąty, też nikt nie powinien się dowiedzieć.

– Dobrze, nie wysilaj się, wytłumaczysz się później. – Pociągnie go za język po powrocie – i tym razem nie odpuści tak łatwo. Już teraz coś mu mówiło, że przez resztę życia będzie świecić oczami za tego gówniarza. – Twoje szczeniackie wygłupy zostaną między nami. Na razie masz inne zmartwienia.

I nie on jeden. Największym problemem pozostawała reakcja Carycy. Pal licho niespełniony rozkaz – Pulcinella nie miał pojęcia, co zrobi, gdy dowie się o idiotycznym zachowaniu rekruta. Atak na jednego z jej Harbingerów? To podchodziło pod zdradę stanu...

Samo myślenie o tym przyprawiało go o ból głowy – a przecież nie było mu obce ograniczanie strat w ludziach i sprzęcie. „Och, w porządku…” Ścisnął palcami nasadę nosa, podejmując jedyną słuszną decyzję.

– ...Wstawaj. Wiem, że dasz radę, nie po takich razach się podnosiłeś. I ani słowa. Powiem ci, co się teraz stanie. Wrócimy do sań, ty będziesz wyglądać trzy ćwierci do śmierci... – jak do tej pory, to akurat wychodziło Ajaksowi całkiem nieźle – ...a ja spróbuję uratować sytuację. Jak zwykle. – Bo co mu, kurwa, pozostało? Czasami miał wrażenie, że tylko to robił w tym kraju. – Wytłumaczę cię przed Jej Miłością...

– Nie będzie takiej potrzeby.

Głos Carycy postawił wszystkie włoski na karku Pulcinelli. Harbinger zobaczył, jak oczy Ajaksa rozszerzają się; chłopak zastygł w miejscu, jakby sam był łowną zwierzyną.

Jej Miłość opadła na ziemię gdzieś z góry, spod samych koron drzew, otulona futrem, lekko jak płatek śniegu, bezszelestnie jak polarna sowa. Seelie krążyła wokół niej – błędny ognik, rzucający ostre cienie na ciemne warkocze i czerwone usta władczyni.

Pulcinella natychmiast wyprostował się i odwrócił twarzą do Carycy – z pozoru przypadkiem stając między nią a Ajaksem. Cryo Archon i on nie znali się od wczoraj. Nie obawiał się gniewu władczyni – a jedynie, że nie będzie wymierzony w niego.

– Wasza Miłość – zaczął, z dłonią na piersi. – Mój podwładny nie był w stanie spełnić powierzonego mu zadania. Nie był to jednak akt buntu, wręcz przeciwnie – ryzykował życiem, żeby spełnić wydany mu rozkaz. To ja błędnie oceniłem sytuację. Wina leży wyłącznie po mojej stronie i przyjmuję pełną odpowiedzialność za jego porażkę.

Ajax trzymał język za zębami, tak jak mu przykazał. Może nie dowierzał, że po tym wszystkim Pulcinella stanął w jego obronie. Pulcinella nie mógł go za to winić – sam też nie dowierzał.

Caryca minęła Harbingera, nie poświęciwszy mu ani spojrzenia. Pulcinella odruchowo zacisnął mocniej dłoń na lasce, z trudem powstrzymując się od podążenia za kobietą.

– Dopilnuję, żeby został stosownie ukarany – dodał szybko.

Ponad pół życia spędził w skutych lodem górach. Można je było kochać, można je było znać jak własną matkę – ale nie wolno było ich lekceważyć. Caryca bywała surowa, bywała okrutna – jak sama wieczna zima ich ojczyzny. Teraz Piąty Harbinger robił co mógł, by z lasu powróciło tyle osób, ile do niego weszło.

Caryca przez moment przyglądała się Ajaksowi z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

A później – uśmiechnęła się.

– Czemu miałabym chcieć go ukarać? – uniosła brwi w stronę Pulcinelli. Zerknęła znów na chłopca. – Słusznie uznał, że byle co mnie nie zadowoli. – Westchnęła. – Od tak długiego czasu wracałam stąd z pustymi rękami. Polowanie dawno przestało być... ekscytujące. Na szczęście przyprowadziłeś mi swojego pupila.

Pulcinella popatrzył z niedowierzaniem na władczynię. Czy to był test? Chęć zabicia nudy? Prawdopodobnie oba. Mawiano, że zwykli śmiertelnicy nigdy nie zrozumieją Archonów – i Piąty Harbinger nie pierwszy raz zdecydował nie pochylać się nad logiką, jaką kierowała się Caryca.

– Nawet zmusił cię do walki, Wasilij – kontynuowała swobodnym tonem. – Cieszę się, że mimo swoich lat wciąż pozostajesz w formie. Nie chciałabym stracić jednego z moich drogich Harbingerów. Jeszcze nie.

Pulcinella wyczuwał na sobie pytający wzrok Ajaksa – Wasilij? Nie, smarkaczu, miał ochotę odpowiedzieć – dla ciebie wciąż „Lord Pulcinella”. Zwłaszcza po dzisiejszym widowisku.

Jak długo Caryca przyglądała się ich starciu? Najwyraźniej wystarczająco, by zaintrygowały ją zdolności chłopca. Cała pożałowania godna intryga Ajaksa, w którą stary dureń wplątał się przez własne miękkie serce, wyraźnie rozbawiła Cryo Archona.

Pulcinella przymknął oczy, wziął głęboki wdech. Cyrk, prawdziwy cyrk – a on czuł się jak największy klaun.

– Dziękuję... za troskę.

Co za wstyd.

Caryca skinęła mu łaskawie głową. Nieoczekiwanie schyliła się, zamiatając w powietrzu brzegiem futra, i płynnym ruchem zgarnęła chłopca na ręce, jakby nie ważył nic – niewiele więcej niż garstka śniegu. Ajax zatchnął się powietrzem.

– Wasza Miłość! – zaprotestował Pulcinella. Tylko po części, ponieważ niesienie rannego rekruta nie licowało z jej statusem.

Głównie dlatego, że Ajax był ranny, a Archoni – przerażająco potężni w porównaniu do zwykłych ludzi. Nawet tych spaczonych mocami Otchłani.

Caryca zignorowała go, skupiona na otarciu zakrwawionej twarzy chłopca rękawem. Ajax wstrzymywał oddech. Wpatrywał się w jasnoniebieskie oczy władczyni jak zaklęty.

– Jak ci było na imię, moje dziecko?

– A... Ajax – wymamrotał. – Ajax, Wasza Miłość – dodał, opamiętawszy się, mimo odniesionych obrażeń, mimo zmęczenia i oszołomienia.

Caryca tylko uśmiechała się łagodnie, rozczulona tą reakcją.

– Ajax – pokiwała głową. – Zapamiętam to imię.

W prześwicie między drzewami spadały powoli płatki śniegu. Pulcinella uniósł głowę. Zza chmur wychodził księżyc.

– Ale myślę, że wkrótce nadam ci nowe.