Work Text:
Kiedy po raz… dawno już przestał liczyć, który, przegrał ze Śmiercią w szachy, Dean nie mógł się powstrzymać:
— Przypomnij mi, dlaczego wciąż to robię?
— Co? — Śmierć zgarnął figury i ustawił je od nowa.
— Przychodzę tu… I to wszystko — powiedział, machając rękami na boki. — Bakteria przy stole, tak?
— Och, Dean, nie jesteś już bakterią. Kochasz mnie, to całkowicie zmienia twoją pozycję na szachownicy. — Wskazał królową, a Dean spojrzał na niego spod byka. — Nie zapominaj, że nawet, gdyby wzrok mógł zabijać, to ja jestem Śmiercią.
Odpowiedział mu ryk bezsilności, więc nie mógł zrobić nic innego, jak przechylić się i pocałować sfrustrowanego Winchestera.
