Work Text:
Dojechał jakoś przed świtem. Okolica wydawała się normalna, nie wiedział, co mogłoby dziać się tutaj dziwnego, by Gabriel go potrzebował.
Drzwi otworzył mu archanioł ze szczeniakiem na rękach.
— Mówiłeś, że dla ciebie szczęściem byłby ktoś, kto poślubi cię takiego jakim jesteś, z kim stworzysz rodzinę. Z domem, dziećmi i psem. Więc jestem. Ślubu nie wezmę, bo to trochę bez sensu, ale zapewniam, że cię kocham i nie opuszczę aż po kres stworzenia. To jest nasz dom, a to nasz pies, dziecka niestety dać ci nie mogę, ale może wystarczy ci...
Nie musiał mówić nic więcej. Sam zamknął mu usta pocałunkiem.
