Work Text:
Cichą muzykę słychać było na całym korytarzu, a w tej części Atlantydy nie było to normalne. Mało kto tu przychodził, a co dopiero grał na jakimś instrumencie. Sam ten fakt skłonił Johna do poszukaniabjego źródła.
Pokój znajdował się na samym końcu skrzydła, a uchylone delikatnie drzwi pozwalały muzyce przedostać się na korytarz. Jednak dochodząc do nich Sheppard nie spodziewał się zastać takiego widoku. Palce Rodneya suneły po klawiszach fortepianu oddając się każdej nucie. Nie przypominał sztywnego naukowca, którego zwykle można było zobaczyć w laboratorium. A jeśli właśnie teraz był sobą... John chciałby widywać go takim częściej, był to piękny widok.
