Work Text:
Leżeli w wymiętej pościeli, błogo zmęczeni i rozleniwieni, a Chuck kreślił palcem kółka na brzuchu Sama.
— O czym myślisz? — spytał.
Sam spojrzał na niego, zastanawiając się krótko. Zdecydował się odpowiedzieć zgodnie z prawdą — Chuck nie lubił, gdy coś przed nim ukrywał.
— Zastanawiam się, jakim cudem żyjecie obaj, ty i Kevin. Powinien być tylko jeden prorok.
— Masz jakieś przypuszczenia?
— Tylko jedno… Ale jest szalone — przyznał, śmiejąc się pod nosem.
—Prawdziwe — wyszeptał mu do ucha Chuck, a Sam spojrzał na niego w szczerym szoku, siadając na materacu. — W porządku?
— Znasz odpowiedź — powiedział, pochylając się do pocałunku. Przecież go kochał, nieważne czym był.
