Work Text:
Magda zauważyła, że coś jest nie tak dopiero wtedy, gdy jej dziewczyna zaparzyła trzecią herbatę. Tej też nie wypiła.
Trzy kubki stały na blacie, wszystkie wypełnione lodowatą, za długo parzoną herbatą. Westchnęła, wylewając zawartość jednego z nich do zlewu. Z nowo zrobionym naparem w dłoni weszła do salonu. Ewka sztywno siedziała na kanapie, ubrana w dresy i porozciąganą koszulkę Biejat. Długimi paznokciami stukała w klawiaturę, niebieskie światło padało na jej twarz w półmroku.
Magda zapaliła lampkę i nie zważając na syk Ewy usiadła obok niej. Objęła ją ramieniem, przyciągając do siebie i całując w czubek głowy.
- Nie możesz siedzieć w ciemności, zepsujesz sobie wzrok jeszcze bardziej.
- A co ty, moją matką jesteś? - burknęła Zajączkowska, mimo słów wtulając twarz w jej szyję. Owinęła dłonie wokół jej talii i odłożyła laptop.
- Coś się dzieje? Martwisz mnie.
- Nie, po prostu mam natłok pracy... I jeszcze okres mi się zaczął.
Magda dłonią podniosła głowę brunetki, tak, by móc popatrzeć jej w oczy.
- Teraz mi to mówisz? Przecież byłam w sklepie, mogłam ci kupić jakieś słodycze... - westchnęła strapiona.
- Na co mi słodycze? Jeszcze przytyję i będą mnie wyzywać w internecie...
- Kogo to obchodzi?
- Ty też się przejmowałaś, jak się śmiali z twojego zdjęcia w kostiumie...
Biejat pokręciła głową. - Może masz rację...
- Nie może, tylko napewno.
- Ale propos... - znacząco popatrzyła na jej brzuch. - Potrzebujesz czegoś?
- Nie...
- Na pewno?
- ...A możesz ze mną poleżeć?
Magda przez chwilę popatrzyła na nią uważnie. Na osobę, która potrafiła pracować wiele godzin pod rząd bez skarg, pić kawę która smakowała jak czysta kofeina i wykręcała twarz w drugą stronę...
A teraz wyglądała ona, jakby proszenie o chwilę troski było problemem.
- Oczywiście. - zamknęła jej odłożony na bok laptop i mocnej przycisnęła ją do siebie.
- Ej, miałam zamiar to kontynuować!
- Nie obchodzi mnie to.
- Magda!
- Ewa.
Popatrzyły na siebie przez chwilę.
- No... Okej.
- W takim razie chodźmy do łóżka.
...
Sypialnia była przestronna i jasna. Biel przełamywały kolorowe akcenty w postaci tęczowych doniczek i roślin piętrzących się w rogach pokoju. Ewka wtopiła się w miękki materac, chowając nogi pod kołdrą. Magda nie usiadła obok niej, tylko przykryła kobietę dodatkowym kocem i wyszła z pokoju.
- Gdzie idziesz? - spytała Zajączkowska. - Znaczy oczywiście nie musisz tu ze mną siedzieć, przecież masz pracę...
- Po słodycze! - Magda zignorowała resztę zdania, idąc do kuchni.
Gdy wróciła, Ewa ze zdumienia szeroko rozszerzyła oczy. Bowiem jej dziewczyna miała w ramionach kilka opakowań czekolady, chipsów, żelków i różnych innych przekąsek.
- To zapas na tydzień, ale najwyżej się dokupi.
- A nie ma miesiąc? Nie mogę zjeść tego wszystkiego...
- Nie możesz. - odparła bez mrugnięcie Biejat. - Bo ci pomogę. Jaki film chcesz oglądać?
- Wszystko mi jedno, ważne, że ty tu jesteś.
- Wiec ja wybieram.
- Ej, to ja się źle czuję...
- To masz problem, ja wybieram.
...
Gwiazd naszych wina leciało od dwudziestu minut, gdy Ewka głośno westchnęła.
- Jakość jest gówniana.
- Jest dobra, po prostu płaczesz.
- Kłamiesz.
- Masz łzę na policzku.
- Wcale nie...
- Cicho, oglądam.
- ...Magda? - zaczęła po chwili Ewa.
- Tak?
- Kocham cię.
- Wiem.
- Nie masz zamiaru powiedzieć, że ty mnie też?
Magda przewróciła oczami, udając obrażenie. - A nie widać tego w moim zachowaniu? Miałam ważny projekt, ale i tak zajmuje się tobą.
Ewa zamilkła.
- Ja... - podjęła, a łzy napłynęły jej do oczu jeszcze obficiej. - Przepraszam. Idź pracować, nie powinnam ci zawracać głowy.
- Słońce, to był żart. Nigdy nie musisz mnie przepraszać za podstawową, ludzką potrzebę bliskości... To ja przepraszam. - złożyła pocałunek na jej policzku, kciukiem ścierając z niego łzę.
- Po prostu czuje się teraz jak ciężar...
Biejat ucichła. Nie dlatego, że nie widziała co powiedzieć - słów było aż za dużo.
Ucichła dlatego, że znała Ewkę. Osobę, która zawsze pytała się jej czy wszystko w porządku, a potem sama nie jadła nic przez cały dzień, pochłonięta pracą. Osobę która była troskliwa i kochana pod tą otoczką sarkastycznej polityczki.
W końcu się odezwała. - Czy gdybym to ja była w takim stanie, pomyślałabyś, że jestem ciężarem?
- Nie. To co innego...
- Dlaczego "co innego"?
- Bo ty zasługujesz na troskę.
- A ty nie?
Niemal niezauważalnie pokręciła głową.
- Dlaczego? - drążyła Magda.
- Jestem paskudna. Wypowiadam się na temat Boga, tego, że nienawidzę homoseksualistów, a tymczasem...
- Już o tym rozmawiałyśmy. Bóg kocha każdego.
- Wiem. Ale mówię inaczej. I tłum w to wierzy, a ja sprawiam, że jest więcej homofobów.
- Ja..
- Nie powinnam być w polityce. Nawet w gazetach nie piszą o mnie normalnie, tylko przez pryzmat mojego wyglądu. W jednym z artykułów poruszyli ważny temat, a potem...
- A potem? - powtórzyła Magda.
- "Ewa Zajączkowska ma nowe okulary, i musimy przyznać, że jej pasują". To obrzydliwe.
- Masz rację, to obrzydliwe.
Westchnęła. - Magda, mam dość. Polityki i takiego życia.
- Możesz dołączyć do Lewicy. - odparła pół żartem pół serio blondynka.
- Wiesz co... Może.
- Serio?
- Chce coś zmienić, a nie przyczyniać się do wygrania prawicy... I mam dość oglądania mordy Mentzena.
Magda zaśmiała się. - Też miałabym tego dość. Wasze selfie latają po sieci
- Nie przypominaj mi o tym...
- Po prostu oglądajmy, dobrze? Bez polityki.
- A więc mnie kochasz?
- Tak, kocham.
