Work Text:
Ojciec chciał ją widzieć. Ewce przekazała to jedna ze służących, po czym odeszła szybkim krokiem, przyzwyczajona do fochów młodej damy.
Ewa zacisnęła pięści, powstrzymując się od tupnięcia nogą. Nie była już przecież dzieckiem, liczyła piętnaście wiosen!
Zakasując do góry suknię, szybkim krokiem zeszła z kręconych schodów i udała się do gabinetu.
Gdy otworzyła ciężkie drzwi, ujrzała starego ojca zgarbionego przed księgą. Kiedy ją ujrzał, kiwnął palcem, zachęcając do podejścia. Ewa posłusznie usiadła w wielkim fotelu naprzeciw biurka. Trzymając dłonie na kolanach otworzyła usta. - Czegoś potrzebowałeś, ojcze?
Siwowłosy przytknął. - Pora na twoje zamążpójście, córeczko. Jestem za stary, by wiecznie czekać na wnuki. Mam już doskonałego kandydata.
Zajączkowska zamarła. - Przepraszam... Jak to? - wydusiła.
Ojciec uśmiechnął się do niej ciepło. - Ewuś, kochana moja, to już ten wiek. I wybrałem ci bardzo miłego narzeczonego. Spójrz. Nazywa się Marcin Hernik.
Przesunął mały malunek w jej stronę. Powoli sięgnęła po niego, widząc na oko szesnastoletniego młodzieńca z kręconymi blond włosami i niebieskimi oczami*. Jej wargi wykrzywiły się. Spojrzała na przystojną twarz Hernika, potem na własnego ojca. Ale, przecież... Nie mogła odmówić. Taka była jej rola. Przedłużyć ród.
Kiwnęła głową, mocniej zaciskając dłonie na sukni.
- Dobrze, ojcze. Czy mogę udać się do ogrodu, by to przemyśleć?
Uśmiechnął się szerzej. - Oczywiście, córeczko.
Praktycznie wybiegła z gabinetu, podciągając suknię do kolan. Pędem przemierzyła korytarze, wpadła do ogrodu i zatrzymała się przed klombem róż. Kwiaty były krwistoczerwone, z dużą ilością kolców i długimi łodygami. Po chwili wahania rozejrzała się dookoła i wyciągnęła dłoń po jedną z nich. Kolec wbił się w wewnętrzną stronę dłoni, lecz ona uparcie urwała ją.
Paznokciami podważyła kolejny kolec, kolejny i kolejny. W końcu łodyżka kwiatu była ogołocona. Uśmiechnęła się do siebie, wycierając krew o jasnoniebieską suknię. Był to idealny prezent dla tego, kto czekał na nią nad rzeką.
Jeszcze raz sprawdziła czy nikt na nią nie patrzy i przeszła kilka kroków w przód, dochodząc do muru. Wsunęła dłoń pod bluszcz, dotykając klamki. Odkryła to sekretne przejście kilka lat temu podczas zabawy w berka. Teraz używała go za każdym razem, gdy chciała niezauważona opuścić posiadłość. Popchnęła mocno, drewniane drzwi w skrzypieniem otworzyły jej drogę. Przemknęła przez nie, zamykając je uważnie za sobą.
Nareszcie odetchnęła. Była poza widokiem ojca i jego służby, z której każdy traktował ją jak napuszoną księżniczkę. Omijając miasteczko ruszyła prosto do lasu, w dłoni ściskając różę.
Nad rzekę zaprowadził ją słodki, dziewczęcy śpiew.
"Rozkwitały jabłonie i grusze. Popłynęła ponad rzeką mgła. Ku brzegowi szła Katiusza błoniem. Ku brzegowi wysokiemu szła."
Kąciki jej ust uniosły się w górę, szła dalej.
"Ku brzegowi idąc pieśń śpiewała. O stepowym orle sponad skał. O tym, kogo bardzo miłowała. Czyje listy chowa niczym skarb!"
Gdy dotarła nad rzekę, ona już tam była. Dziewczyna ze złotymi włosami sięgającymi niewiele za brodę i zielono-niebieskimi oczami. Ewka wiedziała, że ta nie widzi za dużo, jedynie rozmazane plamy. Siedząc na kamieniu, machała nogami i rozchlapywała wodę z rzeki. Uśmiechnęłą się do niej, machając ręką. Śpiew umilkł.
- Witaj, Katiu. - Zajączkowska rzuciła na trawę czarne pantofelki i podwijając suknię usiadła na kamieniu obok chłopki.
- Cześć. Zdajesz sobie sprawę, że nie mam tak na imię?
Ewa przewróciła oczami. - Oczywiście, że wiem. To Magda. Jednak wciąż śpiewasz tą piosenkę, a imię Katiusza do ciebie pasuje.
- Może masz rację...
- Zawsze mam rację.
Katia zanurzyła dłoń w wodzie i otrząsnęła ją w stronę Zajączkowskiej. Kropelki zmoczyły niebieski jedwab i koronki, jednak Ewie to nie przeszkadzało. Odwzajemniła się, ochlapując drugą dziewczynę.
Ten ruch zmienił się w wojnę na wodę, której towarzyszyły śmiechy rozbawionych dziewcząt.
W końcu położyły się na trawie, i mimo szczęścia ogarniającego całe jej ciało, Ewa nie mogła wyrzucić z głowy słów ojca.
- Katia?
- Tak? - blondynka oparła się na łokciu i obróciła na bok.
- Mój ojciec chce mnie wydać za mąż. - wydusiła, nagle tracąc cały zapał i radość.
Uśmiech Katii powoli spełzł jej z twarzy. - ...Co? Już?
Ewka usiadła, pocierając ramiona. - Inne dziewczyny z królewskich rodzin dawno już są po ślubie... Ojciec chce zawiązać sojusz z Hernikami. I... - tutaj przycichła. - Chce mieć wnuki. Jestem jego jedyną córką, to moja rola.
Katia przez chwilę milczała.
- Ale... - zaczęła. - Chcesz za niego wyjść?
- To nie ma znaczenia.
- Dla mnie ma.
- Nie... Nie chcę. Nie wiem kim on jest. Nie chcę brać z nim ślubu, nie chcę mieć z nim dzieci...
Chłopka wzdrygnęła się na ostatnie słowa. - Dzieci. - powtórzyła. - Twój ojciec jest wariatem!
- Nie jest. To normalne, w starych rodach. - Ewka potarła pulsujące skronie. - Nie martw się tym, może jakoś się wywinę...
Nagle przypomniała sobie o róży, leżącej obok na trawie. - Ach, właśnie... To dla ciebie.
- Nie zmieniaj tematu... - Katia ostrożnie wyciągnęła po nią dłoń. - Wiesz, żaden chłopak nigdy nie dał mi kwiatka.
- Po co ci chłopcy, skoro masz mnie?
- To nie to samo... - dziewczyna spuściła wzrok na różę. - Tak nie przystoi, Ewa.
- Nie przystoi też, bym wymykała się z pałacu i spotykała z chłopką. Łamię tyle praw... - Zajączkowska przeniosła na nią wzrok. - Co... Co zmieni jeśli złamiemy jeszcze jedno?
Katia pokręciła głową. - Chciałabym, ale... Twój narzeczony.
- Cholera, nie obchodzi mnie ten Hernik!
- Nie przeklinaj...
Blondynka wyciągnęła dłoń w jej kierunku, próbując znaleźć twarz przyjaciółki. Ewa złapała ją za nadgarstek i położyła jej palce na swoim policzku.
- Widzisz? - Katia znowu się odezwała. - Jestem bezużyteczna. Przez mój wzrok nie chcą zaganiać mnie nawet do najprostszej pracy... Nie zasługuję na kogoś takiego jak ty. Szlachciankę.
- Nawet tak nie mów! Umiesz śpiewać piękniej od każdego na świecie, na pewno kiedyś będziesz sławna na cały kraj! I... I zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Kilka łez spłynęło po policzkach Katii. - Strasznie cię kocham, wiesz? - mruknęła ocierając łzy.
- Ja ciebie też. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.
- Tylko?
- Nie tylko.
