Actions

Work Header

Hava Nagila

Summary:

Adrian Zandberg mierzy prawie dwa metry wzrostu i jest silny jak koń. Mimo tego wszystkiego, przed własnym ślubem zamienia się w mały kłębek nerwów...

Magda już-za-chwilę-Zandberg nie ma takiego problemu.

Przecież podczas własnego wesela, każdy powinien świetnie się bawić.

Radujmy się!

Notes:

Hava nagila to po hebrajsku "Radujmy się" moim zdaniem jest to stosowny tytuł. Nie nawiązuje on do żadnych wydarzeń politycznych ani do kultury żydowskiej. Po prostu miła piosenka do miłego fanfika, dobrze? :D

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Dzisiaj był ten dzień. To dzisiaj miał poślubić Magdę.

Z tego właśnie powodu Adrian siedział za stodołą, już przyszykowaną pod wesele.
W środku od samego rana panował gwar, rozlegały się śmiechy dzieci i stukot naczyń kuchennych. Ktoś stroił instrumenty, ktoś piekł ciasto, którego zapach unosił się po całej wsi. A on był tutaj.

Sam.

Adrian Zandberg, człowiek o którym mówiono, że bez trudu podnosi konia.
Adrian Zandberg, który miał niecałe dwa metry wzrostu i ważył ponad sto kilo.
Adrian Zandberg, który w porównaniu do swojej przyszłej żony wyglądał jak olbrzym.

Tak, ten sam Adrian, który teraz cały drżał z powodu przedślubnego stresu. Chciał, by ten dzień był idealny, Magda na to zasługiwała! Co jeśli pomyli przysięgi? Albo dzieciak sąsiadów upuści obrączki?

Usłyszał za sobą kroki.

- Stres przed ślubem?

Odwrócił głowę do ojca, kręcąc głową.
- Nie..

- Na pewno... Cała wieś cię szuka, na czele z Magdą. A przecież, musisz się jeszcze przebrać!

Zandberg wstał, ciężko opierając się o ścianę stodoły. Gdy stał, był o dobre kilkanaście centymetrów wyższy od drugiego mężczyzny.

- Po prostu... Nie chcę, żeby wiedzieli, że się boję.

- Synu, cała wieś wie, że się boisz.

I dodał po chwili, widząc zmartwienie syna: - Ale Magda i tak cię kocha.

- Co, jeśli coś pójdzie nie tak? - Adrian gwałtownie schował twarz w dłoniach.

- Jeśli będziesz patrzył na nią tak samo, jak przez ostatnie 3 lata, nie musisz się niczym martwić. Synu?

Duńczyk odsunął ręce od twarzy - Tak?

- To twój ślub. Ty i Magda macie się na nim dobrze bawić, nie inni. Idź już, Magda się martwi.

- Dobrze, ojcze...

...

Dzisiaj był ten dzień. To dzisiaj miała poślubić Adriana.

Przyjąć jego nazwisko i zamieszkać z nim.

Uśmiechnęła się do siebie.

- Madziu, czy ty się w ogóle nie stresujesz? - spytała babka, czesząc jej krótkie, jasne włosy grzebieniem.

- Zupełnie. - odparła spokojnie, poprawiając suknie na kolanach.

- Ani odrobinkę? - drążyła.

- Odrobinkę... Tego, że Adrian zemdleje.

Kobiety wokół niej wybuchły śmiechem.

- Masz rację... Też bym się tego bała!

- Och, nie śmiejcie się z mojego narzeczonego. On po prostu... Jest zestresowany.

- Taki wielki chłop, a taki...

- Babciu, przestań. To mój przyszły mąż.

- Oczywiście, Madziu. Cieszę się, że znalazłaś tego jedynego.

- Ja też, babciu, ja też.

W tej chwili do izby wpadła Zosia, kilkuletnia córka sąsiadów.

- Magda, widziałam Adriana za stodołą! Mówił do siebie! - zapiszczała.

- Co mówił? - podchwyciła babka.

- Nie słyszałam za dużo... Chyba coś o tobie, Magda.

Panna młoda zaśmiała sie pod nosem. - Tak, to w jego stylu...

...

Chwilę później Magda zawiązywała mu krawat.

- Adrian, pochyl się!

- Już jestem pochylony...

- Widocznie musisz pochylić się niżej.

- Plecy mnie bolą... - jednak posłusznie przyklęknął.

- O wiele lepiej. - odetchnęła Magda, palcami bawiąc się krawatem. - Tak jest dobrze? Wiesz, że nie widzę za dobrze.

- Jest doskonale. - ogromną dłonią złapał ją pod brodę, przyciągając do delikatnego pocałunku. - Doskonale, tak jaka jesteś ty.

- Och, nie podlizuj się...

- To będzie trudne. - uśmiechnął się przy tych słowach. - Pięknie dzisiaj wyglądasz.

- A nawet nie mam na sobie sukni...

- Co z tego? Dla mnie i bez niej jesteś piękna. - gdy dotarło do niego, co powiedział, zaczerwienił się po uszy. - Nie w ten sposób, oczywiście!

Magda zachichotała. - Oczywiście? Czyli mam pójść do ślubu bez sukni?

- Nie! Nie...

Poklepała go po ramieniu. - Już idź. Muszę przebrać się w tą cholernie niewygodną sukienkę.

...

Adrian wykręcając dłonie przed sobą stał na ołtarzu. Co, jeśli Magda w ostatniej chwili zrezygnowała? Albo, co gorsza, coś jej się stało? Nie mógł o tym myśleć, teraz jego serce biło jeszcze szybciej...

Nagle drzwi do kościoła się otworzyły, a Zosia i jej przyjaciółka w jednakowych sukienkach zaczęły rozrzucać kwiaty z małych koszyczków. Zandberg lekko się uspokoił, obserwując dziewczynki. Jeśli one były takie radosne... Cóż, to w końcu był jego ślub! Przypomniał sobie poranne słowa ojca. Tak, zdecydowanie.

Wyprostował się jeszcze bardziej, obrócił głowę w kierunku drzwi... I wtedy przeszła przez nie Magda, trzymając za ramię ojca.

Adrian poczuł jak część stresu odpływa z niego na jej widok.

Była... Była piękna.

W jasno kremowej sukni ozdobionej koronkami. Sukni jej zmarłej matki.

Poczuł, jak do oczu napływają mu łzy.

Była piękna.

Gdy Magda stanęła obok niego, złapał ją za dłoń. Przysunął się bliżej, chcąc być pewnym, że widzi go najwyraźniej jak potrafi.

Ksiądz odchrząknął. - Czas rozpocząć ceremonię ślubną!

...

Gdy wyszli z kościoła, obsypała ich kaskada kwiatów. Magda śmiejąc się przycisnęła jego dłoń do piersi. Pod palcami czuł szybkie bicie jej serca.

- Kocham cię. - mruknęła.

- Ja ciebie też.

Babka podeszła do nich z uśmiechem na ustach. - Pora na wesele!

Dotarli do stodoły, pełnej wieńców z kwiatów na ścianach i jedzenia rozstawionego na długich, drewnianych ławach.
Muzyk sięgnął po skrzypki i kiwnął na nich głową. - Dla młodej pary!

Gdy muzyka rozległa się po pomieszczeniu, Adrian niepewnie spojrzał na żonę.
- Kochanie... Ja nie umiem tańczyć

- Oczywiście, że umiesz.

- Jak to?

- Tańczyłeś ze mną na dożynkach trzy lata temu...

- ...Masz rację. Ale co jeśli nadepnę ci na stopę?

Magda zmierzyła go wzrokiem. - Z twoją wagą? - spytała z powagą. - Trzeba będzie uciąć.

- ...Mam ogromną nadzieję, że żartujesz

- Żartuję. A teraz chodź tańczyć.

Chwilę później już wirowali po drewnianej podłodze. Zandberg trzymał ją delikatnie, bojąc się o to, że zniszczy kobiece suknie.

- Możesz trzymać mnie mocniej, nie jestem z porcelany. - parsknęła Magda.

Adrian pokrył się czerwienią. - Masz rację. Przepraszam...

- Nie masz za co. - stanęła na palcach, usiłując pocałować go w policzek. Mężczyzna pochylił się szybko, czując miękkie usta na brodzie.

- Tańczmy!

...

Po kilku tańcach Adrian zaczął sapać. - Serce moje, proszę, przerwijmy! Zaraz umrę na miejscu...

- Jeszcze jeden...

- Magda, proszę cię.

- Nie masz kondycji...

Usiedli z boku, obserwując tańczący tłum.

- Bardzo cię kocham, mężu.

- Ja ciebie też, żono.

Po czym oboje zachichotali.

Notes:

Ta seria to moje ukochane dziecko

Czułem się źle z tym, że nigdy nie napisałem tutaj hetero shipu :/, nie wiem po prostu wolę dwójkę mężczyzn (jak wiecie prawdopodobnie jestem gejem xd). A więc oto moja perełka, pierwszy hetero ship jaki napisałem kiedykolwiek (chociaż mam tutaj 70 prac, może czegoś nie pamiętam...)

Series this work belongs to: