Chapter Text
Podczas pierwszego tygodnia w nowym mieście Karol odkrył, że każdy dzień w pałacu wygląda tak samo. Ćwiczenia, jedzenie, sen. Rozmowy z innymi członkami armii królewskiej. Wśród których, o dziwo, znalazł znajomych. Lubił ćwiczyć, lubił te małe zawody między żołnierzami. Kto wyżej podniesie pełną beczkę, kto szybciej przebiegnie pół kilometra w pełnym rynsztunku. Nie podejmował wyzywań, ale zawsze z ciekawością je oglądał.
A teraz nastała niedziela, dzień wolny od pracy. Wypłacili im tygodniówkę, której połowę Karol natychmiast wysłał w kopercie matce.
Siedział w sypialni, którą dzielił z piątką innych mężczyzn. Do pomieszczenia wpadł Dobromir, najmłodszy żołnierz z nich wszystkich. Pieszczotliwie nazywali go Dobrek.
- Karol, idziemy na miasto! Wiem, że ty jeszcze w nim nie byłeś. Chodź, nie daj się prosić.
- Młody... Nie chcę mi się. Poleżałbym po prostu.
- Będzie alkohol i muzyka! I ładne kobiety!
Karol przewrócił oczami. Jak gdyby go to obchodziło. A jednak, powinien integrować się z resztą.
- No dobrze... - odparł niechętnie. - Ale tylko dlatego, że ładnie prosisz.
Dobrek pociągnął go za sobą, wypychając z pokoju. Wylądowali na korytarzu, w tłumie innych mężczyzn. Ktoś poklepał do po ramieniu, ktoś zawołał jego imię. Uśmiechnął się szeroko. Może to i dobrze, że wyszedł.
Grupą ruszyli na miasto. Ludzie witali się z nimi serdecznie, a Karol - mimo tego, że w swojej karierze nie zdążył zrobić tutaj nic - czuł się jak bohater. Mundur wojskowy pasował na niego idealnie, był szyty na miarę. Mieszkańcy patrzyli na niego z podziwem, nawet jeśli nigdy nie walczył w żadnej wojnie, nigdy nie obronił żadnego cywila.
Rozdzielili się na mniejsze grupki, Karol został ze swoimi współlokatorami. Dobrek kiwnął na niego głową. - Byłeś w tej tawernie, Karol?
- Nie byłem nigdzie...
- Zapomniałem... - odwrócił się do reszty mężczyzn. - Ej, słuchajcie! Karol nigdy nie był w Tawernie!
- Ona ma jakąś nazwę?
- Nie, po prostu "Tawerna". Właściciel nie ma polotu. Ale występują tutaj najlepsze zespoły z okolicy.
- Zespoły?
- Taneczne oczywiście! Chodź, jeśli pamięć mnie nie myli, teraz czas na Andrjuschkę i jego grupę!
- Andrjuschkę? Ma na imię Andrzej?
Dobrek wzruszył ramionami, wchodząc do tawerny. - Nie.
- Więc dlaczego...? - Karol umilkł. Drzwi zamknęły się za nim.
Tawerna była duża i drewniana. Długie ławy stały rozstawione po całym pomieszczeniu, a przy ścianie znajdowało się spore podwyższenie. Dookoła uniósł się zapach dymu, Usiedli z boku, jeden z żołnierzy poszedł po bimber.
- Pijesz? - spytał go Dobrek.
- Czemu nie?
Nie pił zazwyczaj, jednak przez jeden wieczór nie stanie się alkoholikiem. Gdy na stole postawili kilka kufli, przyłożył jeden z nich do ust, wpatrując się w scenę.
- Kiedy coś się zacznie? - spytał Dobrka.
- Słońce już zaszło, powinno niedługo. - odparł ten znad kufla. - O, patrz!
Światła w tawernie przygasły a kilka osób z instrumentami w rękach stanęło obok sceny.
- Dlaczego są z boku? - spytał szeptem Karol.
- Żeby dać miejsce tancerzom - odparł Dobrek. - A teraz bądź cicho, zaczyna się.
Karol umilkł. Przez zwiewną zasłonę na scenę weszli tancerze. Nie tyle weszli, co wpłynęli - poruszali się delikatnie i płynnie. Pierwsza z tancerek wyszła na przód, dzięki czemu mógł się nie przejrzeć.
Była... Średnio ładna, przynajmniej dla niego. Mimo tego, Dobrek wydał z siebie ciche, pełne podziwu westchnienie.
Ubrana w zwiewny granatowy muślin, była boso. Potrząsnęła dłonią na muzyków, powodując brzdęk bransoletek.
Pierwsza melodia była spokojna, suknia kobiety wirowała wokół niej gdy tańczyła.
Przy następnej dołączyły do niej inne.
Karol oglądał to z ciekawością, nie jak reszta - podekscytowaniem. W jego wiosce tańce odbywały się tylko na weselach i były zupełnie inne od tego co właśnie widział.
Jednak nadal nie było to na tyle fascynujące by pochylać się ku scenie - co robili inni.
- Gdzie jest ten Andrjuschka? - mruknął zawiedziony do Dobrka.
- Zobaczysz.
- Co zobaczę?
- Uwierz, warto na to czekać - dodał.
- Ale na co?
- Cicho. Oglądam.
Kilka chwil później, znudzony do granic możliwości Karol oparł się ciężko o oparcie ławy. I to miał być ten "najpopularniejszy zespół"? Czy w stolicy nie powinni posiadać bardziej utalentowanych artystów?
Położył głowę na blacie, przysypiając. Muzyka wpływała mu jednym uchem i wypływała drugim.
Nagle Dobrek dźgnął go w ramię. - Andrjuschka!
Zanim podniósł głowę, muzyka wyraźnie przyspieszyła, a akordeon wyszedł na prowadzenie.
Kobiety na scenie rozstąpiły się, a spomiędzy nich wystąpił... Andrjuschka.
Opalony młodzieniec miał ciemne oczy i loki na głowie. Ubrany był skąpiej od swoich towarzyszek. Gdy otworzył usta, Karol w mig pojął, dlaczego to na niego wszyscy czekali.
Jego głos był głęboki i radosny.
- Hej, Andrjuschko, proszę, daj mi wódkę, bo wszystko, czego chcę, to tylko mały łyk!
Uśmiechnął się pod nosem, widząc, jak mężczyzna na scenie zaczyna obracać w kółko jedną z tancerek.
- Jeśli powiesz, że dobrze, będzie to moja ostatnia, już nigdy, przenigdy nie pozwolę butelce dotknąć moich ust!
Andrjuschka puścił kobietę i sam zaczął tańczyć. Karol przyłapał się na tym, że porusza nogą do rytmu.
- Hej, Andrjuschko, jak możesz być taki okrutny!
- Cudowny, nieprawdaż? - mruknął do niego Dobrek.
- Tak... - odparł, nie odrywając oczu od sceny.
Kiedy piosenka się skończyła, za oknem już dawno zapadł zmrok. Żołnierz czuł niewytłumaczalny smutek, na myśl, że nie zobaczy już dzisiaj Andrjuschki.
Występ się skończył, a oni zeszli ze sceny, mieszając się z tłumem. Reszta jego współlokatorów popędziła ku tancerkom, a Karol został sam. Niepewnie skierował wzrok ku śpiewaku, którego otaczał już wianuszek kobiet z tawerny.
Gdy odeszły, wstał i podszedł do niego. Andrjuschka popatrzył na niego z uśmiechem.
- Witaj. - powiedział miękko. - Autograf? Rzadko podchodzą do mnie mężczyźni...
Karol zaczerwienił się mocniej. - Nie. Chciałem... Postawić ci kufel. Jeśli tego chcesz, oczywiście. Myślałem, że po tańcu jesteś zmęczony... - zaczął się plątać.
Tancerz uśmiechnął się szerzej, zaskoczony. - Bardzo chętnie!
Usiedli obok siebie na ławie, Andrjuschka założył nogę na nogę i popił z kufla. - Nie kojarzę twojej twarzy... Jestem pewien, że zapamiętuje każdego faceta który do mnie podchodzi. A ich mógłbym policzyć na palcach jednej ręki.
- Och, to dlatego że przeniosłem sie ze wsi. Od tygodnia należę do armii królewskiej.
Mężczyzna zaśmiał się. - Widzę twój mundur. I jak, podoba ci się w stolicy?
- Tak, zdążyłem całkiem dobrze zwiedzić plac treningowy. - odparł z przekąsem Karol.
Śpiewak zachichotał. - A występ? Podobał ci się?
- Bardzo. Na początku było dość nudno... - wyznał. - Ale dla ciebie warto było przyjść. Masz dobry głos.
- Dziękuję. Zawsze miło to słyszeć!
Ktoś go zawołał, a tancerz wstał z ławy. - Cóż, muszę iść. Przyjdź w następną niedzielę, dobrze?
W ostatniej chwili, Karol złapał go za muślinowy rękaw. - Jak... Jak masz na imię!? - wydusił cały czerwony.
Andrjuschka uśmiechnął się ciepło.
- Rafał. - odparł krótko, po czym odszedł w swoją stronę, pozostawiając go w stanie osłupienia.
- Rafał... - mruknął do siebie Karol.
