Actions

Work Header

Kolega dilera / Hardzone

Summary:

Joel meets his dealer at the back of the school.

The dealer is Etho, his older, cooler role model. Joel looks up to him like to no other person.

So why is Etho acting so nervous now? Where's the old persona gone? And why is he taking of his mask?

__

aka: Joel is homophobic, Etho confesses his feelings. You can expect what happens next.

written in polish!!!

Notes:

dawno nie pisałem po polsku, więc życzliwie proszę o wybaczenie za błędy, których pewnie jest tu pełno.

A po za tym, odkryłem, że jestem stanie skończyć fanfikcje jedynie, gdy zacznę i zakończę ją w ten sam dzień (oczywiście oneshot) więc gulnąłem energola i wyszło to

Aha i P.S, kto zrozumie referencje w tytule, kc

For people translating, if you're having trouble with certain phrases, feel free to write a comment explaining your troubles, I will come quick to aid you :)

And another P.S. I've drifted away from the mcyt fandom lately so the characterization might be a little off. Sorry in advance.

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Dźwięk dzwonka rozbrzmiał głośno jak ryk dzikiego zwierzęcia w uszach Joela. Nie dość, że był niezmiernie głośny (jak zwykle), sygnał oznaczający koniec lekcji zdawał się nie kończyć. Beczał i beczał bez końca, sekwencje onomatopei Dzyńń, Dzyńńń!!! zdawały wrażenie stawania się coraz to wyższymi oktawami.

 

Joel cieszyłby się słysząc dzwonek, gdyby nie to, że oprócz sygnalizowania końca lekcji, mówił też o rozpoczęciu kolejnej.

 

A on miał już tak dosyć.

 

Jednakże dzwonek nie przestawał ryczeć do jego ucha, a okropny dźwięk powoli zmieniał się ze znanego mu DZYŃ do czegoś w stylu "Kurwa, Joel, wstawaj do cholery jasnej!"

 

Joel zastanawiał się od kiedy dzwonek wymawiał tak pełne, wyrafinowane zdania. Od kiedy dzwonek w ogóle cokolwiek mówił?

 

"Zamknij pizde, Jimmy" Brunet bełkotnął i otworzył brązowe oczy. Zobaczył swojego przyjaciela. Wysoki, szczupły blondyn stał przed nim, opierając ręce o kanty szkolnej ławki.

 

Jimmy, największy przegryw w klasie. Przynajmniej jego zdaniem.

 

Wspomniany przegryw uśmiechnął się. "Wolisz spać niż iść do Żaby ze mną?" Na jego twarzy pojawił się złośliwy wyraz. "Poszlibyśmy do mnie na chatę, może wtedy spędzilibyśmy trochę czasu z Lizzie..."

 

Na dźwięk imienia, Joel podniósł głowę z nowo narodzonym podekscytowaniem I determinacją. "Dobra, idziemy!" Chłopak podniósł się z pozycji leżenia na ławce, a jego ręce opadły koło dłoni Jimmy'ego, także opierając się nimi.

 

 

Blondyn roześmiał się na widok kolegi. Przeczesał swoją burzę włosów dłonią i powstał. Joel odwzorował ruch i szybko spakował wszystkie przedmioty, które nadal znajdowały się na jego ławce. Długopis z pogryzioną skuwką (ukradziony od Bdubsa, gościa, który zawsze miał zielony piórnik pełen kolorowych pisaków, zakreślaczy, ołówków I innych dziwów. Joel zastanawiał się dlaczego ten skrzat nie poszedł do plastyka), podręcznik od geografii i zeszyt wielkości A4. Na początku roku miał służyć jedynie do notatek z rozszerzonego przedmiotu, ale finalnie znajdowały tam się bazgroły z geografii, biologii, biznesu, chemii a nawet filozofii.

 

Rzucił wszystko do jego czarnego plecaka i zarzucił go na plecy. Bez komentarza Jimmy i Joel wyszli z klasy, nie zadając sobie trudu by wyłączyć światła czy zamknąć drzwi za sobą. Chodząc w holu, brunet wyjął z kieszeni swoich dżinsów telefon i spojrzał na ekran.

 

Oprócz niepotrzebnych powiadomień z portali społecznościowych, zauważył coś, co zwróciło jego uwagę. SMS.

 


Etho🍃🍃

Siema, mam coś do powiedzenia. Widzimy się tam gdzie zwykle

 

Powiadomienie jakoby lśniło wśród innych. Marszcz na czole Joela, który był nam dosłownie zawsze, zamarł. Joel uśmiechnął się szyderczo.

 

"Jim, idę po towar, czekaj na mnie przed szkołą" Brunet oznajmił, jego głos pół tonu wyższy niż poprzednio. Wyglądał na bardziej podnieconego, niż kiedy Jimmy wspomniał obiekt jego westchnień, Lizzie.

 

"Dobra, ale podziel się jak już będziesz miał!" Blondyn odezwał się zanim Joel klepnął go w ramię i zaczął biec w stronę tylnego wyjścia. "Jebany narkoman" chichotał Jimmy jak Joel zniknął z jego pola widzenia.

 

___

 

Joel odsapnął gdy wreszcie znalazł się przy tylnych drzwiach wyjściowych. Przerwa była kluczowym punktem w jego planie, gdyż nie mógł przecież wyjść do Etho z czerwonym ryjem, agresywnie sapiąc. Musiał zachowywać się nonszalancko.

 

Potwierdzenie tej tezy było lekko żenujące, ale Joel musiał zachować pozory wokół osób z wyższego rocznika.

 

Etho był starszy od niego o rok. Wysoki chłopak z czupryną długich, wybielonych włosów. Mimo tego, że bez przerwy nosił kaptur, to właśnie białe włosy różnicowały go od innych. Prócz tego nosił na dolnej części twarzy czarną maskę. Bez wzorów, charakteru, po prostu ciemny materiał obskurujący jego usta.

 

Joel nie wiedział dlaczego Etho wyglądał jak wyglądał, ale był fajny. Zawsze posiadał śmieszne riposty mimo bycia lekko niezręcznym, nie kolegował się z wieloma, jednak to wybudowało u niego reputacja samotnego samca alfy.

 

Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu się myśl, że chce być jak Etho. Joel chciał wyglądać jakby go nic w tym świecie nie obchodziło, jakby życie było dla niego tak chujowe, że dawno przestał już próbować skonstruować szczęśliwe zakończenie.

 

Tak wyglądał Etho. Bo Etho był zajebisty.

 

Ochłonąwszy, Joel otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Wiatr targał jego włosami w tę i we w tę. Obejrzał się w dwie strony i zobaczył chłopaka.

 

Etho opierał się o kosz na odpady zmieszane, bawiąc się czymś w dłoni.

 

"Siema" zaczął Joel, robiąc kilka kroków w przód, zbliżając się do kolegi.

 

Etho potaknął głową w formie przywitania. Jego niebieskie oczy pełne tajemnic, do których Joel pragnął mieć dostęp. 

 

"Mam dla ciebie Amfę. 4 dyszki I jest twoja" powiedział w niskim, ciemnym tonie. Był cichy i ograniczał swoje ruchy. Wyglądał trochę nieswojo, ale Joel nie miał co gadać, stawką jest towar.

 

"Przecena! Dzięki stary" Joel powiedział, entuzjazm słyszalny w głosie. Gdy spojrzał wyższemu od niego w oczy, Etho unikał kontaktu wzrokowego.

 

Brunet chciał zapytać 'Co jest grane?' ale finalnie nie zrobił tego. Wyglądałby wtedy jakoby starał się o awans statusu u Etho. W głębi serca oczywiście tego chciał, ale intensywne starania były upokarzające i na pewno pogorszyłyby ich relacje.

 

"Spoko, tak po-" Białowłosy odchrząknął nerwowo. Sięgnął dłonią do kieszeni. "...koleżeńsku."

 

Joel potaknął. Ich konwersacja stawała się niezręczna ale on potrzebował tej jebanej amfetaminy i ją dostanie. Kosztem upokorzenia czy nie.

 

Wyjął z etui jego telefonu dwa banknoty dwudziestozłotowe. Twarz Chrobrego lśniła w promieniach słońca padających na banknoty. Jego postać często podróżowała od Joela do Etho, jednak poprzednio był też zielony Mieszko na danym papierze 10 złotych. Przecena pozwoliła na zmianę w tym rytuale.

 

Młodszy chłopak podał starszemu wyliczoną kwotę, a w zamian, Etho podał mu przezroczysty woreczek. W nim leżał znany już Joelowi biały proszek.

 

Z uśmiechem na twarzy, Joel powiedział "Dzięki," i odwrócił się, by wrócić do Jimmy'ego i pochwalić się zakupem.

 

Szybka, bezbolesna transakcja. To dlatego Etho był absolutnie najlepszym dilerem.

 

Zanim jednak Joel mógł się ruszyć, Etho złapał go za ramię.

 

"Czekaj."

 

Lekko zaskoczony chłopak wrócił na poprzednie miejsce, patrząc z ciekawością na Etho.

 

 

W odpowiedzi, oczy Etho były większe niż zazwyczaj. Normalnie, były zawsze opuszczone, zrelaksowane I beztroskie. Teraz, niczym drżały z przerażenia. Etho sam w sobie nie wyglądał najlepiej (zdecydowanie inaczej niż na co dzień) jednak to właśnie te wręcz trzęsące się źrenice zwróciły szczególną uwagę Joela.

 

"Ja.. napisałem ci, że chce pogadać." Określił stanowczo Etho, nawet jeśli jego głos malał za każdym wypowiedzianym wyrazem. "Nie o towarze- nie o hajsie"

 

Ja pierdole, pomyślał Joel, co się tu dzieje? 

 

Dłoń jego starszego kolegi zacisnęła się na nadgarstku bruneta z nienaturalną siłą. Przez ułamek sekundy Joel poczuł oragniający go strach. Coś było serio nie w porządku z chłopakiem stojącym przed nim.

 

"Jesteś naćpany, Etho?" zapytał, już znając odpowiedź. Oczywiście, iż był.

 

"Nie- nie-! Ja.. ja..." Wyższy chłopak podniósł swoją drugą rękę i smukłymi palcami złapał za materiałowe ucho swojej czarnej maski. Zdjął ją, a z nią spadł też kaptur jego ciemnej bluzy.

 

Długie włosy wylały się na ramiona Etho. Białe jak śnieg, którego potrzebowałby Joel by uspokoić jego wewnętrzną panikę. Co się stało z nonszalanckim, wyluzowanym Etho? Dlaczego jego odwieczny wzór do naśladowania poci się, jąka i zachowuje się jak schizofrenik?

 

"Etho, nie świruj" wymsknęło się Joelowi. Jego serce biło szybciej niż po wypiciu pięciu energetyków w ciągu jednej godziny grania w CSa. Myśli potykały się o siebie nie wiadomo dlaczego. Stoicki spokój, którym raz wydawał się Etho, kompletnie nie istniał. Zastąpiony przez przytłoczonego, drżącego nerwusa.

 

Z nikąd, Joel poczuł nieznajome ciepło na ustach. Było przyjemne, trochę nierówne, niestałe. Poczuł też, że coś było blisko jego, dziwna sensacja wkradła się do jego żył, wędrowała do jego serca-

 

I wtedy otworzył oczy nie zorientowawszy się, że wcześniej je nawet zamknął.

 

Etho stał przed nim, ale nie metr czy dwa jak zazwyczaj.

 

Etho stał nie mniej niż centymetr przed nim, a jego usta były na ustach Joela, całując go z nowo narodzoną pewnością siebie, z niedosytem.

 

Nagle, uczucie ciepła zniknęło, zastąpione szokiem i ogromną odrazą.

 

Joel pchnął Etho z całej siły. Z siły zgromadzonej dzięki czystej nienawiści, która nagromadziła się w nim w ciągu sekundy.

 

Etho padł na ziemię z głuchym łoskotem. Oddychał, szybko wdychając i wydychając powietrze z ust.

 

Ust, które chwilę temu dotykały ust Joela.

 

"Kurwa mać!" Krzyknął brunet, agresywnie usuwając obrzydliwe ciepło, które nadal było na jego ustach przedramieniem. "Nie jestem gejem, kurwa-!"

 

Tupnął o ziemię, a wibracje odczuwalne były przez leżącego w oszołomieniu Etho.

 

"Co ty sobie myślisz, co? Że jestem pedałem? Tak sądzisz?!" Jego głos zagrzmiał między ścianą szkoły a śmietnikiem, odbijając się od każdej możliwej powierzchni.

 

"Joel to nie tak! Ja-"

 

"Nie będę się zadawać z pedałami!"

 

Czubek buta Joela wylądował mocnym kopnięciem na ręce białowłosego chłopaka. Etho instynktownie próbował zasłonić ból drugą ręką.

 

"Długie włosy" Oznajmił Joel z pogardą. Jego oczy lśniły czystą wrogością I wstrętem, a brwi były zmarszczone. "Oczywiście, że jesteś jednym z nich"

 

Furia, absolutna wzgarda opętała Joela. Brunet z całej siły kopnął Etho prosto w odkryty nos.

 

Od razu zaczęła się lać krew. Czerwona, jaskrawa, płynnie spływała z nozdrzy białowłosego do jego ust.

 

Ust, które chwilę temu dotykały jego.

 

"Spierdalaj mi stąd, pedale"

 

Joel nie zauważył jego trzęsących się rąk, drżenia jego głosu, gdy wymawiał słowa nienawiści.

 

Napluł na Etho. Prosto w twarz. Odszedł.

 

Z plastikowym woreczkiem zapełnionym amfetaminą w ręku, Joel udał się do głównego wejścia do budynku.

 

Oczekiwał tam Jimmy. Przeglądał coś na swoim pół-zniszczonym telefonie. Gdy ujrzał Joela, pomachał.

 

Joel podszedł do swojego jasnowłosego kolegi, wyjął schowany wcześniej woreczek i potrząsnął nim przed twarzą Jimmy'ego.

 

Jimmy uśmiechnął się lekko. Widocznie zauważył stan wstrząsu w jakim częściowo znalazł się Joel. Próbował nie zwracać uwagi na gniew, który od niego bił.

 

Albo na krople i bryzgę krwi, która znajdywała się na nogawkach jego spodni.

 

"To co, pizza na spółę?"

 

 

Notes:

Napisałem to bardzo późno w nocy, ponownie przepraszam za błędy.

jprdl komary mnie zjadają

Oxy, if you're reading this, hi :)) smalleefo back lol

Series this work belongs to: