Work Text:
“Cleo-” Etho mruknął, głupi uśmiech wymalowany na jego twarzy. Próbował instynktownie odsunąć się od kobiety, której duże, miłe ręce obejmowały jego twarz.
Próba uwolnienia się z jej uścisku nie powiodła się, chłopak nie mógł uciec od łaskoczącej go sensacji. “Cleo, przestań!” powtórzył, jednak jego nakaz był przerywany chichotami, które wychodziły z jego ust.
Ruda dziewczyna nie przestawała przyciskać jej ust do wrażliwej skóry jej partnera, czarna pomadka zostawiająca ślady na każdej części jego twarzy.
Jej gęste loki czasem niechcący weszły pod jej usta, co uniemożliwiało kontynuacje jej działania, ale szybko odgarnęła by je palcem, i po sprawie.
Pomimo jęków mężczyzny, nie zatrzymywała całowania jego delikatnych ust i miejsc blisko nich. Nie wiedziała, czy robi to z przyzwyczajenia, z miłości, czy może z dumy wobec Etho, lecz jeśli miała powód do malowania i muskania jego skóry mocną pomadką, dawno już o nim zapomniała.
Szczególnie, gdy jej arcypiękny książe z bajki pozwalał się tak pieścić i podziwiać. Może narzekał na uczucie kosmetyku na polikach i nosie, może kichnął raz czy dwa, jednakże Cleo wiedziała w środku, że on tylko udaje. Wiedziała, iż gdyby Etho coś się nie podobało, wyraźnie by jej powiedział.
Ich relacja była zdrowa i często pielęgnowana. Obydwoje próbowali zawsze się czytelnie ze sobą komunikować, rozwiązywać problemy i szukać wyniku, który pasowałby każdej stronie.
Nie zawsze im się to udawało, czasem dni kończyły się na krzykach i kłótniach. Jak bardzo tego nienawidzili, było to nieuniknione. W takie dni spali w osobnych pokojach, nie jak teraz, razem w łóżku. Byliby odizolowani od siebie, co, ich zdaniem, działało dość sukcesywnie.
Jednak w te lepsze dni, siedzą oni razem, przytuleni do siebie jak dwa leniwce, śmiejąc się i chichocząc na każde wypowiedziane słowo.
Plamy szminki były rozprzestrzenione na całej twarzy białowłosego chłopaka, niektóre rozchodziły się nawet w dół, do szyi i obojczyków. Nie miał on na sobie koszulki, pozwalając Cleo na potencjalne złapanie jego talii.
Ona także była prawie naga od pasa w górę, czarny stanik zasłaniający jej biust. Bodajby Etho otworzył oczy, zobaczyłby masę piegów rozpryskanych po jej lekko opalonym ciele. Nie mógł, iż Cleo wciąż atakowała go całusami wokół oczu i ust.
Dziewczyna była komfortowo usadowiona na jego kolanach, uda po zewnętrznych stronach nóg Etho, zatrzymując go w pozycji siedzącej. Całowała go i obsypywała uczuciem, miłością.
A chłopak siedział i mógł udawać, że mu się nie podoba, ale obydwoje wiedzieli, iż żaden z nich nie chciał, aby moment się kiedykolwiek skończył.
