Chapter Text
Luna zdecydowanie wdała się w matkę i wyjątkowo nie był to dla Lumine powód do dumy. Po sypnięciu piachem prosto na bawiącego się obok chłopca postanowiła poprawić mu jeszcze kopniakiem, zanim zszokowana matka zdążyła zareagować.
— Luna! — Lumine złapała córkę za rękę, zanim ta zdążyła pogorszyć sytuację. — Nie chcę, żebyś sypała piaskiem i kopała inne dzieci. Jeśli będziesz tak robić, wyjdziemy z piaskownicy!
Na nic zdał się jednak ten mały wykład, bo Luna targana była właśnie emocjami, jakimi targana może być wyłącznie trzyipółlatka.
— Wyrwał mi! — ryknęła oburzona, wskazując na przedmiot całego sporu: plastikową foremkę w kształcie gwiazdki. Poszkodowany, mimo wzburzenia, zdawał się na szczęście nie szukać natychmiastowej zemsty, może dlatego, że był o jakieś dwa lata starszy.
— Bo źle robiłaś — wyjaśnił, trąc wściekle oczy. — Chciałem ci pokazać.
Lumine mogła być zmęczona, ale rodzicielstwo nie dawało urlopów. Wzięła więc głęboki oddech i rozpoczęła proces deeskalacji konfliktu, jednocześnie dyskretnie rozglądając się w poszukiwaniu opiekuna chłopca.
— Jak masz na imię? — Zagadnęła.
— Teucer.
Wyjęła z torebki butelkę wody i paczkę chusteczek.
— Chodź, Teucer. Przemyjemy oczy i wymyślimy, jak się pogodzić, dobrze?
Chłopiec w końcu na nią spojrzał swoimi niebieskimi, zaczerwienionymi oczami. Na twarzy miał wyraz niespotykanej w jego wieku determinacji.
— Nie trzeba już! Nie będę się pogodzić!
Luna przylgnęła do matki, szukając pocieszenia w jej ramionach.
— Teucer, to jest Luna. Chciałabym, żebyś pytał Luny o pozwolenie, zanim pożyczysz od niej zabawkę. Luna, nie sypiemy piachem w dzieci. Jeśli ktoś zabierze ci zabawkę, możesz poprosić, by ją oddał. Nie można sypać i kopać. Możesz teraz przeprosić Teucera.
— Nieeeeee! — Zawyła Luna prosto w sweter Lumine.
— Mój brat wszystko widział! On wszystko wie! Zaraz tu przyjdzie i wtedy zobaczycie — poinformował ich Teucer, nadal wwiercając się w Lumine przenikliwym spojrzeniem.
— Jesteś tu z bratem? — Lumine najchętniej wzięłaby córkę na ręce i odeszła, ale nie chciała zostawiać cudzego dziecka z piaskiem w oczach bez choćby poinformowania jego opiekuna, co zaszło. Jeśli był na placu zabaw z niewiele starszym od siebie dzieckiem, to by przynajmniej wyjaśniało brak interwencji.
— Mój brat jest rycerzem! Pokonał smoka i wilka, i okeanidę, i…
— Aha. Okej — wykrztusiła z siebie Lumine. — A gdzie teraz jest twój brat, rycerz?
Teucer umilkł i teraz gorączkowo się rozglądał. Luna w tym czasie zaczęła intensywnie pocierać twarz o sweter matki — wyraźny sygnał, że czas wracać do domu. Lumine, wbrew powziętym ideałom, już miała powoli wycofywać się z całej sytuacji, gdy twarz Teucera rozjaśniła się.
— Ajax! Ajax, ona się bije!
Ajax zdecydowanie nie był drugim dzieckiem. Rudowłosy mężczyzna, który do nich podszedł, mógłby spokojnie być wzięty za ojca Teucera. Lumine zmieszała się lekko pod spojrzeniem dwóch par tak samo świdrujących, niebieskich oczu.
— Ta dama podniosła na ciebie rękę, Teucer?
Lumine zamrugała.
— Nie! Ta mała — wyjaśnił szybko chłopiec.
— Och. To ma więcej sensu. — Mężczyzna usiadł na krawędzi piaskownicy, tuż przy Lumine. — Więc co się stało?
— Zabrał Lunie foremkę i sypnęła mu w oczy piaskiem, a potem go kop…
— I mnie kopnęła!
— Tak, niestety. Przepraszam, Teucer.
— Niech ona przeprosi! — Teucer wycelował palcem w Lunę, a ta zaczęła przeraźliwie buczeć. Lumine uśmiechnęła się łagodnie, tym intensywniej planując ucieczkę z tego miejsca. Niestety, Luna ani myślała dać jej się podnieść.
— Obawiam się, że… — zaczęła, zanim przerwał jej brat Teucera.
— Słusznie mnie, bracie, wezwałeś. Ta sytuacja wymaga sprawiedliwego procesu.
— Słucham? — Lumine dyskretnie uszczypnęła się w ramię. Nie obudziła się.
— Ta oto mała księżniczka dopuściła się przemocy wobec ciebie. Ale i ty nie jesteś bez winy, Teucerze. Czy widziałeś, żebym kiedykolwiek zabrał komuś jego foremkę? Czy tak postępuje rycerz?
— No… nie. — Teucer wyraźnie się zawstydził.
— A chcesz kiedyś być rycerzem, jak ja, prawda?
— Chcę.
Luna oderwała się od matki i spojrzała na mężczyznę z zaciekawieniem.
— Wierzę, że każdy konflikt da się rozwiązać. Księżniczko Luno! Czy zechcesz przyjąć przeprosiny mojego brata? Wciąż uczy się rycerstwa i, tak jak niegdyś ja, popełnia błędy.
Luna uśmiechnęła się niepewnie, jedną rączką wciąż miętosząc sweter Lumine.
— Przepraszam, że zabrałem ci foremkę, Luna — uroczyście zagrzmiał Teucer.
— Czy ty, nadobna Luno, chciałabyś powiedzieć coś Teucerowi?
Luna zerknęła na matkę pytająco.
— Możesz teraz przeprosić Teucera za to, że sypnęłaś w niego piaskiem. I że go kopnęłaś — wyjaśniła Lumine.
— Przepraszam — wymamrotała dziewczynka.
— Wspaniale. Możecie podać sobie ręce na zgodę.
— Nie chcę! — oznajmiła ostro Luna.
— Jak ktoś nie chce, to nie trzeba — wtrąciła się szybko Lumine. — Ważne, że się pogodziliście.
— I możecie się dalej bawić. Teucer ma kilka foremek, którymi może się podzielić. — Ajax wyciągnął z plecaka reklamówkę i podał ją Teucerowi. Luna wciąż była odrobinę niepewna, ale ciekawość zwyciężyła: puściła matczyny sweter i usiadła przy Teucerze, by wysłuchać szczegółowego opisu każdej foremki.
— Cóż, nic tu po nas póki co. Zechce mi pani towarzyszyć na ławce? — To pytanie Ajax skierował już do Lumine. Ta zawahała się przez chwilę.
— Chyba chciałabym mieć ją na oku.
— Będziesz ją dobrze widziała z tej odległości, chodź.
Może to przez nagłe porzucenie formalnego stylu wypowiedzi, a może Lumine po prostu bardzo dawno nie spotkała osoby w jej wieku, która od razu przeszłaby z nią na “ty” — w każdym razie, odruchowo się spięła. Mimo to poszła, bo w gruncie rzeczy Ajax miał rację. Zresztą, ten dziwny człowiek nie musiał od razu wiedzieć, że Lumine jest nieco nadopiekuńcza.
— Nie wiem, skąd ona wzięła kopanie. W moim domu nie ma kopania — zapewniła, bo jako samotna matka przywykła do tłumaczenia się jeszcze zanim padło oskarżenie.
— Ach, ale jest sypanie piaskiem?
Lumine otworzyła usta i natychmiast je zamknęła, odrzuciwszy pierwszą, odruchową odpowiedź.
— Tak — potwierdziła zamiast tego. — Codziennie sypię jej w oczy piaskiem, ilekroć nie chce jeść warzyw.
— A mówili, że to ja mam dziwne metody wychowawcze. Jestem Ajax.
— Wiem. Lumine.
Uścisk jego dłoni był pewny, silny. Szybko cofnęła rękę.
Siedzieli przez chwilę w ciszy, obserwując bawiących się razem podopiecznych. Jakkolwiek było to zaskakujące, dzieci zdawały się dogadywać dość dobrze. Interwencja okazała się być póki co niepotrzebna. Lumine poczuła, jak uchodzi z niej napięcie.
— Więc — zaczął nagle Ajax — uczysz ją, że nie musi podawać ręki. A przepraszanie jest opcjonalne.
Napięcie powróciło.
— Co komu po przeprosinach, które są wymuszone? — odparła spokojnie, nie spuszczając oczu z córki. — A co do podawania rąk, niektóre dzieci zwyczajnie nie lubią dotykać obcych.
— Chyba, że nogą.
— Cóż, noga była w bucie — Lumine wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru dać się pouczać komuś, kto udawał przed dzieckiem rycerza.
— Mam nadzieję, że Luna nie spali w przyszłości ważnej rozmowy o pracę, bo nie będzie chciała podać ręki rekruterowi.
Tego było zbyt wiele.
— Słuchaj no, ser Ajax. — Odwróciła się do niego i dotarło do niej, że cały ten czas na nią patrzył. — Luna przynajmniej nie wyzwie rekrutera na pojedynek, jeśli zatrudnią innego kandydata.
Zaśmiał się krótko.
— Z bajek się wyrasta, ze złych manier raczej nie.
Lumine poczuła, że się czerwieni. Nie ze wstydu, a ze złości. Chciała spytać, po co trzylatce maniery. Chciała zrobić mu wykład o uczeniu dziecka szacunku do własnych i cudzych granic, albo o zaburzeniach integracji sensorycznej, albo szkodliwych i długotrwałych skutkach zmuszania do przepraszania. O tym wszystkim czytała książki, artykuły, słuchała podkastów i webinarów. Nie była idealną matką, ale starała się robić wszystko, by Lunie żyło się lepiej, niż jej samej. Tymczasem czyjś starszy brat bawił się w rycerza i wyobrażał sobie, że wie lepiej.
— Czy kłamstwo to pokaz dobrych manier? — spytała słodko.
— Nigdy nie okłamałaś Luny?
— Nie — odparła natychmiast. — Nie okłamuję jej.
— Teraz okłamujesz mnie.
— No, proszę. Musisz dobrze znać się na wychowaniu.
— Zgaduję, że mamy podobne doświadczenie.
Milczeli przez chwilę. Wyglądało na to, że odpowiedzialność za wychowanie Teucera spoczywała w dużej mierze na Ajaksie i Lumine postanowiła nie pytać, dlaczego. Odpowiedź najprawdopodobniej byłaby zbyt przygnębiająca. Żadne z nich nie planowało pogłębiać tej znajomości na tyle, żeby jakkolwiek angażować się emocjonalnie, a przynajmniej tak Lumine założyła. Nigdy wcześniej nie spotkali się na tym placu zabaw, co oznaczało, że albo Teucer i jego brat mieszkali daleko i zwykle bywali gdzieś indziej, albo przychodzili w innych porach, niż Lumine. Prawdopodobnie było to zatem ich pierwsze i ostatnie spotkanie. I bardzo dobrze.
Lumine z nienawiścią obserwowała, jak Luna radośnie klaszcze na widok postawionej przez Teucera budowli.
— Zawsze chciał młodszą siostrzyczkę — skomentował Ajax, podążając za jej wzrokiem. — Niestety, dostał jedynie dwie starsze.
— I ciebie — powiedziała na cięrpiętniczym wydechu Lumine.
— Ma jeszcze jednego brata.
Znów nastała cisza. Lumine nie miała zamiaru prowokować dalszych opowieści o rycerskiej rodzinie. Niechybnie zaczęliby dyskutować tragiczne okoliczności, w których rodzice Teucera zniknęli z życia braci. Potem Ajax spytałby o ojca Luny, a Lumine nie chciałaby kłamać, więc powiedziałaby o rozwodzie, a potem musiałaby odpierać różne irytujace sugestie. Na przykład, że skłonność do kopania musi być wynikiem trzęsienia ziemi, jakim w życiu dziecka niewątpliwie jest rozstanie rodziców. Luna przeżyła to wydarzenie na swój sposób, jak tylko niemowlę, którym wówczas była, może przeżyć duże zmiany; kopanie jednak nie było ich wynikiem. Kopanie z pewnością w jakiś sposób pokazał jej wujek Aether. Lumine nie miała dowodów, ale była tego pewna.
— Mamaaa! Piiić!
Brutalnie wyrwana z rozmyślań, Lumine zerwała się z ławki, lekko potrącając uczepioną jej swetra córkę. Luna byłaby upadła, ale Ajax zdążył ją podtrzymać, bezczelnie sięgając ramieniem tuż przed nogami Lumine.
— Jesteś strasznie znerwicowana. Takie rzeczy mogą powodować, że dziecko odreagowuje — mruknął, zakładając kostkę na kolano.
Lumine bez słowa podała córce butelkę z wodą. Tymczasem dobiegł do nich Teucer.
— Masz jeszcze batona? — zwrócił się do brata.
— Batona! — ucieszyła się dziewczynka. — Mamo, a ja mogę też?
— W domu czeka na ciebie obiad. — Ajax mówił do Teucera, ale patrzył z zaciekawieniem na Lumine.
— Mamaaa!
Zwykle wracały, zanim Luna zdążyła zgłodnieć. Lumine spojrzała na zegarek, by przekonać się, że poważnie się zasiedziały.
— Czas na nas. I, zdaje się, na was też. — Ajax uśmiechnął się, wycierając Teucerowi nos.
— Sam umiem! — zaprotestował chłopiec.
— Nie! Batona! — Luna tupnęła. Lumine znała dobrze swoją córkę. Wcześniejsze trudne chwile, zmęczenie, a do tego głód: był to w ich małym świecie niezawodny przepis na tragedię.
— Zjemy w domu, kochanie.
— Ale ja chcę baton! — Luna znów zaczęła intensywnie wycierać twarz w ubranie matki.
— Zobaczymy w domu, czy jakieś jeszcze zostały. — Złapała córkę za rękę. Nie było czasu ani przestrzeni na ich zwykłe rytuały: wycieranie rąk i buzi, wytrzepywanie piachu z butów, machanie innym dzieciom na pożegnanie.
— Miło było was poznać. Zapewne będziemy widywać się regularnie. — Ajax szedł już w stronę furtki.
— C0? — zdążyła spytać Lumine, nim wydarzyła się tragedia.
Teucer, mając jak najszlachetniejsze intencje i chcąc miło pożegnać się z nową koleżanką, bez ostrzeżenia objął Lunę i mocno ją uściskał. Lumine nie zdążyła go powstrzymać.
Wysoki pisk rozdarł powietrze, zagłuszając miły, popołudniowy gwar. Teucer cofnął się, przerażony, i spojrzał pytająco na Ajaksa. Lumine nie chciała wiedzieć, jaką minę miał ten ostatni.
— Teucer, ona nie lubi być nagle dotykana, wiesz? — Lumine wzięła zapłakaną córkę na ręce.
— Prze-przepraszam — wymamrotał chłopiec ledwie słyszalnie.
Lumine natychmiast ogarnęło poczucie winy: wydało jej się, że mogła odpowiedzieć choć trochę przyjaźniej. Ale trudno było uważać na uczucia każdej zaangażowanej osoby, kiedy miało się na rękach kilkunastokilogramową, zasmarkaną syrenę alarmową.
— Nic się nie stało! — zapewniła go, kierując się w stronę drugiego wyjścia z placu zabaw.
Ajax patrzył za nimi przez dłuższą chwilę, widząc, jak mała istotka powoli uspokaja się w ramionach matki i wreszcie kładzie głowę na jej ramieniu.
— Co myślisz o naszych sąsiadkach, Teucer?
Chłopiec zmarszczył brwi.
— Luna nie zostanie rycerzem.
— Daj jej trochę czasu. Może nas jeszcze zaskoczyć.
