Chapter Text
Kiedy Steve wszedł następnego ranka do kuchni, nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Tony stał przy kuchence mieszając na patelni omlet i podśpiewując wesołą piosenkę pod nosem. Alice siedziała przy stole i radośnie wymachiwała nogami.
Podszedł do niej i cmoknął ją w policzek.
- Dzień dobry, skarbie.
- Cześć papa.
Potem z szerokim uśmiechem podszedł do męża. Przytulił się do jego pleców, oparł podbródek na jego ramieniu i mruknął:
- Dzień dobry, kochanie.
Tony zaśmiał się.
- Steve, nie przy dziecku.
Kapitan zerknął na małą i puścił do niej oczko.
- Nie ma nic przeciwko.
Mała pokiwała głową, a potem radośnie oznajmiła.
- Tata powiedział, że po śniadaniu jedziemy na wycieczkę!
- O! Naprawdę? Ale...
- Naprawdę i nie, nie na żaden bankiet. Zobaczymy białe plaże, ruiny... I takie tam turystyczne bzdury, na które tak się uparłeś.
Steve złośliwie wbił mu palce w bok, a Stark wydał z siebie wręcz dziewczęcy pisk.
- Ał... Nie rób tak!
- To nie dokuczaj.
- Papa! To ty dokuczasz tacie.
Uśmiechnęli się słysząc karcący głos córeczki. Steve przewrócił oczami i cicho mruknął:
- Córeczka tatusia.
Tak naprawdę jednak nie miał nic przeciwko. Tego właśnie chciał. Słodkich, domowych chwil spędzonych tylko z nimi. Puścił Tony'go, odwrócił się do dziecka i uniósł ręce do góry w geście poddania.
- Ok, ok. Już nie będę.
Usiadł obok córeczki i żartobliwie cmoknął ją w nosek.
Stark wkrótce do nich dołączył, kładąc na stole talerz ze stosem omletów, oblanych słodkim syropem i dwa kubki parującej kawy.
Steve wręcz westchnął z wdzięcznością.
Po skończonym posiłku, Tony spojrzał na Alice z błyskiem.
- Pokażesz papie, czego cię nauczyłem?
Mała ochoczo przytaknęła i stanęła na krześle. Steve automatycznie wyciągnął rękę by ją asekurować. Z zaciekawieniem czekał, co mają mu do pokazania. Mała wzięła głęboki oddech i zaczęła śpiewać.
- Lasciatemi cantare, con la chitarra in mano, lasciatemi cantare... Sono un Italiano!
Oczywiście nie było to idealne. Wciąż trochę myliła słowa i fałszowała, ale jej rodzice wręcz rozpływali się z zachwytu. Tony zaśmiał się i włączył muzykę, doskonale wiedząc, że resztę on musi dośpiewać.
- Buongiorno Italia gli spaghetti al dente, e un partigiano come presidente, con l'autoradio sempre nella mano destra, e un canarino sopra la finestra...
Chwycił męża za rękę i pociągnął do tańca. Steve zaczął się śmiać i kręcić głową, ale ostatecznie złapał za boki Tony'go i razem z nim kołysał się.
Mała zaczęła klaskać. Wkrótce Kapitan chwycił ją jedną ręką i całą trójką zaczęli się bujać w rytm piosenki. Poruszali się niezgrabnie, Tony co jakiś czas wpadał na męża, a blondyn manewrował tak, by dziewczynka nie spadła. Jednak ona wyglądała na zachwyconą.
Razem śpiewali refren, choć żadne z nich nie trafiało w nutę i dla kogoś z boku, zapewne wyglądało to tragicznie, ale oni byli szczęśliwi.
Steve nie wyobrażał sobie lepszych wakacji.
Kiedy piosenka się skończyła, cała trójka wybuchła śmiechem. Kapitan po chwili ostrożnie postawił córeczkę na podłodze i powiedział:
- Biegnij do pokoju i zacznij się pakować na wycieczkę. Zaraz przyjdę i ci pomogę
Wiedział, że najprędzej powrzuca do plecaka pełno zabawek.
- Tak!!!
W podskokach wybiegła z kuchni, Steve pokręcił głową.
- Wygląda na szczęśliwą - stwierdził Tony.
- Mhh... Większość dzieci jest zadowolona, gdy ich rodzice nie walczą ze sobą.
Stark nie zamierzał się z tym kłócić. Pamiętał te nieliczne chwile, kiedy jego mama i ojciec dogadywali się. Zawsze czuł się wtedy bezpieczniej.
- Zawrzyjmy układ.
Steve spojrzał na niego zaciekawiony.
- Jaki?
- Nie kłóćmy się już, do końca wakacji.
Kapitan przyciągnął go i głęboko pocałował.
- Jak dla mnie możemy się nie kłócić do końca życia.
- Uhh... Stevie, ale to byłoby takieeee nuuudneeee...
Blondyn przewrócił oczami i jeszcze raz szybko dziobnął usta partnera.
- Idę do małej, zanim zdąży wpakować "wszystko co niepotrzebne" do plecaka.
Tony pokiwał głową i jeszcze raz zaczął podśpiewywać pod nosem refren piosenki.
*
Przez następne dni wciąż spędzali czas wspólnie i byli szczęśliwi. Ku zdziwieniu Steve'a, Tony zabrał ich już tylko na dwa bankiety i byli na nich krótko. Jego mąż znów był sobą i zdawało się, że naprawdę jest zrelaksowany.
*
Trzy dni przed powrotem do domu, Stark wpadł na pewien pomysł, ale z pewną obawą opowiedział o nim mężowi.
- Podoba mi się. Naprawdę bym tego chciał.
Miliarder odetchnął z ulgą, ale wciąż widział ogromną przeszkodę.
- Myślisz, że Ali się zgodzi?
- Jeśli przedstawimy jej to w sposób łagodny, to chyba tak.
- Ale, gdy Lucia...
Steve zmarszczył brwi i wydawał się lekko zirytować.
- Tony, wiesz, że to była zupełnie inna sytuacja. Ona chciała ją do tego zmusić, a my poprosimy ją, żeby się zgodziła.
- Ok, ok... Chodźmy do niej i spróbujmy.
Dziewczynka siedziała w ogrodzie na kocu, otoczona zabawkami. Kiedy ich zobaczyła uśmiechnęła się szeroko i pomachała ręką.
Mężczyźni podeszli bliżej i przysiedli się.
- Jak idzie piknik? - zagadnął Steve.
- Świetnie! Wszyscy goście są zadowoleni. - Wskazała ręką na maskotki. - Nawet pan Italia.
Tony zerknął na jej nową zabawkę w kształcie białego lwa z chustką w kolorach włoskiej flagi.
Steve pokiwał głową i uśmiechnął się.
- To dobrze. - Zrobił krótką pauzę i powiedział: - Ja i tata chcemy chwilę z tobą porozmawiać.
Zmarszczyła brwi i nerwowo rozejrzała się.
- Zrobiłam coś złego?
Kapitan natychmiast wkroczył do akcji. Przybliżył się do niej i pocałował ją w czoło.
- Nie, skarbie. Wszystko jest w porządku.
Stark postanowił się wtrącić.
- Ali, kochanie... Widzisz, ja chciałbym zabrać papę na randkę...
Dziewczynka spojrzała na niego zaciekawiona.
- Tak, jak w filmach... Jak w "Zakochanym Kundlu"?
Steve zachichotał, a Tony zastanawiał, się czy w oczach córki jest Lady czy Trampem.
- Coś w tym stylu - odparł Kapitan.
- Czekaj. Czy ja jestem Lady? Bo w sumie pochodzę z lepszego domu, ale z kolei charakter mam...
- Tony, do rzeczy - ponaglił go mąż.
- Aaa... Ok. Więc tak, jak powiedziałem, chcę zabrać papę na randkę...
- Ale papa jest już twoim mężem - przerwała mu dziewczynka.
Brunet zerknął na partnera i mruknął:
- Widzisz, nie tak łatwo przejść "do rzeczy". - Ponownie skupił uwagę na dziecku. - Tak, ja i papa jesteśmy małżeństwem, ale to nie znaczy, że nie możemy chodzić na randki. Widzisz, randka to coś.... - Zamyślił się. - Co sprawia przyjemność, jest fajne... I scala związek.
Mała przekręciła główkę na bok, wyraźnie dając do zrozumienia, że niewiele rozumie. Steve postanowił ratować sytuację.
- Czasem rodzice potrzebują czasu tylko ze sobą. We dwoje. To trochę tak, jak wtedy, gdy chcesz się przytulać tylko do mnie, albo tylko do taty.
- Ach... To znaczy, że chcecie iść na randkę sami?
- No tak - odparł powoli Tony, przeczuwając do czego to zmierza.
- I ja mam zostać?
Steve wyczuwając lekki smutek w jej głosie natychmiast uśmiechnął się i złapał ją za rączki.
- To nie tak, że musisz, jeśli naprawdę tego nie chcesz, to nie pójdziemy albo pójdziesz z nami.
- Ale wtedy to nie będzie randka - odparła i nagle wydawała się być bardzo pewna siebie. - Zostanę... Ja, nie będę się bać być sama i...
- Whoa! Zwolnij, cukiereczku - wtrącił energicznie Tony. - Jakie sama? Nigdy, przenigdy nie zostawilibyśmy cię tu samą. Pomyśleliśmy, że lubisz Julię i może, gdybyś oczywiście chciała, to ona by cię popilnowała? Co ty na to?
- Jeśli tylko się zgodzisz - dodał szybko Steve.
Ku ich zdziwieniu, mała uśmiechnęła się i ochoczo pokiwała głową.
- Mogę z nią zostać.
- Naprawdę? - zapytał Tony. - Nie chcemy cię zmuszać.
- A będę mogła zrobić z Julią pizze? Powiedziała, że mi kiedyś pokaże... Taką prawdziwą, włoską.
Stark zaśmiał się i cmoknął ją w policzek.
- Co tylko chcesz. Możecie robić pizze, ciastka, oglądać bajki i grać w gry.
- Jeee!!!
Alice zaczęła radośnie podskakiwać, a Steve postanowił pominąć fakt, że prawdopodobnie nie było sensu ustalać godziny pójścia spać, bo będzie to wieczór wolności.
Spojrzał na męża z pobłażliwością i szepnął:
- Zaczynam się zastanawiać, kto tak naprawdę będzie miał zabawniejszy wieczór.
- Och - mruknął Tony i nachylił się do niego. - Uwierz, że też będziesz miał dużo zabawy.
***
Następnego dnia, wieczorem w ich domu zjawiła się dziewiętnastoletnia włoszka. Julia pracowała u nich dorywczo jako pomoc domowa. Z tego co się dowiedzieli, zbierała na studia.
Dziewczyna była pełna energii, nie przestawała się uśmiechać i świetnie mówiła po angielsku. Doskonale też dogadywała się z Alice, co zauważyli już w pierwszych dniach.
Tony nawet się temu nie dziwił, bo Julia przypominała mu trochę Petera.
Na jej widok dziewczynka zerwała się z kanapy i podbiegła do niej.
Włoszka przykucnęła i rozłożyła ramiona.
- Cześć, księżniczko.
Alice uścisnęła ją mocno.
- Cześć. Wiesz, że mój tata i papa idą na randkę? Taką, jak w Zakochanym kundlu, dlatego zostanę z tobą. Obejrzymy to dzisiaj? I zrobimy pizze? I potańczymy?
Włoszka tylko uśmiechała się i kiwała głową.
Steve, który stał kawałek dalej odetchnął z ulgą, podobnie, jak Tony. Ich córeczka była tak entuzjastycznie nastawiona, że byli spokojni zostawiając ją pod opieką kogoś innego.
- Ok, ok. Nie zamęcz Julii - powiedział Stark. - Pamiętaj, że masz być miła i słuchać się.
- Dobrze. - Po chwili podskoczyła w miejscu. - Pokażę ci mój fartuszek.
Pobiegła do kuchni, a Tony tylko przewrócił oczami.
Włoszka podniosła się, a Steve zwrócił się do niej.
- Na lodówce jest kartka z naszymi numerami telefonów. Dzwoń, gdy tylko coś będzie się działo. Nie przejmuj się. Wiemy, że Alice łatwo wpada w niepokój, więc jeśli zacznie płakać i będzie nas wołać, to nie wahaj się.
- Oczywiście, proszę pana.
Kapitan posłał jej wdzięczny uśmiech.
- Oczywiście zawartość lodówki jest do twojej dyspozycji. Aaa, i nie przejmuj się jeśli Alice nie będzie chciała zasnąć. Najlepiej puść jej wtedy bajkę w salonie, a kiedy zaśnie na kanapie to przenieś ją do jej pokoju.
Tony poklepał męża po plecach.
- Chodźmy już - mruknął.
Steve pokiwał głową i podszedł do dziewczynki. Wziął ją w ramiona i pocałował w policzek.
- Baw się dobrze, skarbie i pamiętaj, że ja i tata wrócimy wcześniej, jeśli będziesz za nami bardzo tęsknić.
- Wiem, papa... Chcę pokazać Julii mój fartuszek...
Alice zakręciła się niecierpliwie w jego ramionach, a Tony zaśmiał się na ten widok i tylko dał jej szybkiego buziaka.
Dziewczynka pomachała im jeszcze na pożegnanie, a włoszka życzyła udanej randki.
Idąc podjazdem w stronę żółtego ferrari, Steve zatrzymał się jeszcze i spojrzał z niepokojem w stronę domu. Stark przewrócił oczami i westchnął.
- Kotku, ona naprawdę nie wyglądała na nieszczęśliwą. Wręcz odniosłem wrażenie, że nie mogła się doczekać, kiedy się nas pozbędzie.
- Wiem, ale co jeśli za godzinę lub dwie opadnie entuzjazm i...
- To wtedy w ciągu pół godziny wrócimy do niej. Z resztą, jeśli chcesz, to za godzinę zadzwonimy, żeby upewnić się wszystko w porządku.
Steve spojrzał na niego z wdzięcznością i zajął miejsce pasażera.
*
Tony zawiózł ich do restauracji, w której już zarezerwował miejsca... Właściwie zarezerwował cały lokal, by zapewnić im przecudowny, spokojny wieczór. Steve z zadowoleniem spostrzegł, że nie była to żadna luksusowa restauracja, a przytulna knajpka znajdująca się dość blisko centrum miasta, ale w jednej z bocznych uliczek, co zapewniało niepowtarzalny klimat. Wejście było obrośnięte bluszczem, podobnie jak drewniane okiennice. Stoliki przykryte były białymi obrusami w czerwoną kratę i przystrojone świeczkami wetkniętymi w butelki.
Stark widział błysk w oczach męża. Położył dłoń na jego plecach i z udawanym smutkiem powiedział:
- Wiem... Nie robi wrażenia, ale podają tu najlepsze spaghetti od dwudziestu lat, więc... Mam nadzieję, że nie jesteś bardzo rozczarowany.
Steve posłał mu kpiące spojrzenie.
- Żartujesz? Doskonale wiesz, że nie znoszę tych drogich restauracji, w których jedno danie kosztuje tyle co twoje ferrari.
Brunet zaśmiał się i poprowadził ich bliżej wejścia, gdzie czekał już na nich uśmiechnięty właściciel.
Korpulentny, niski mężczyzna, po sześćdziesiątce uścisnął ich dłonie.
- Tony! Nic się nie zmieniasz przyjacielu!
Stark zaśmiał się i uścisnął Włocha.
- Fabio, doceniam twoje kłamstwo... Ale oboje wiemy, że nie jestem już tym trzydziestoletnim, szalejącym gówniarzem.
- Si, si.
Steve od razu pojął, że właściciel lokalu musi być dobrym znajomym jego partnera. Uśmiechnął się szeroko, gdy Włoch spojrzał na niego.
- Och, ty musisz być Steve. Ten wspaniały mąż, o którym tyle słyszałem.
Kapitan pokiwał głową.
- Tak, to ja. Chociaż nie wierzę, że Tony mnie zachwalał.
- Mówił, że...
Tony wszedł pomiędzy nich.
- Ok, ok... Koniec zapoznawania się. Jestem potwornie głodny. A ty Fabio nie waż się powtarzać tego, co mówiłem. Steve łatwo obrasta w piórka.
- To twoja domena, kochanie - odparł szybko blondyn.
Włoch zaśmiał się i poprowadził ich do stolika, na którym stały już kieliszki, wino oraz przystawki.
Gdy na stole pojawiło się pierwsze danie, Tony bez problemy zauważył, że jego mąż spogląda na telefon.
- Śmiało, dzwoń.
Steve zarumienił się lekko.
- Ja tylko... Sprawdzałem, która godzina.
- Jasne.
Widząc kpiące spojrzenie męża, potulnie pokiwał głową, wstał od stolika i oddalił się na chwilę. Wrócił rozluźniony i kiedy tylko zajął swoje miejsce, Tony zapytał:
- I?
- Jest tak zajęta pracą w kuchni, że nawet nie chciała ze mną rozmawiać. Słyszałem tylko jej śmiech.
Stark pokiwał głową i przechylił się nad stolikiem kierując w stronę ust partnera widelec z nabitym klopsikiem. Steve posłusznie otworzył usta i wziął jedzenie.
- Więc, czy teraz możemy zająć się sobą? - zapytał Tony, a jego mąż ochoczo przytaknął głową.
*
Po kolacji, obfitującej w pocałunki i wzajemne karmienie się, pożegnali się z Fabio i ruszyli na nocny spacer.
Ulice miasta były dość spokojne, ale co jakiś czas napotykali inne osoby lub małe grupki imprezowiczów. Ignorowali to jednak, idąc przytuleni do siebie.
W pewnym momencie Steve zwolnił obejmując mocniej ciało męża. Tony nie zaoponował. Uśmiechnął się tylko i wtulił w jego bok.
- Lubię, gdy taki jesteś - mruknął w jego ciemne włosy.
- Wiem.
- Ale wiem, że nie możesz być taki cały czas - dodał z lekkim smutkiem.
Stark splótł ich wolne dłonie.
- Nikt nie może być ciągle taki sam. Musimy się zmieniać. Dostosowywać do danej sytuacji. Jak moje zbroje.
Nagle Tony zatrzymał się, gdy pewna myśl przebiegła przez jego umysł i spojrzał z niepokojem na męża.
- Myślisz, że Lucia miała rację? Zmieniłem się…
Steve usłyszał w jego głosie lęk i natychmiast objął jego twarz dłońmi.
- Naprawdę, kochanie, przejmujesz się tym co ona powiedziała?
Stark lekko się zmieszał i mruknął:
- Nie o to chodzi. Po prostu chcę wiedzieć.
Kapitan westchnął, a potem spojrzał na niego z miłością.
- Małżeństwo zmienia. Rodzicielstwo zmienia. To nieuniknione. Nie potrafię powiedzieć czy na lepsze czy gorsze. Po prostu się zmieniamy.
- I nie tęsknisz za starym mną?
Blondyn zaśmiał się.
- Nie. Przeważnie nie. - Pocałował go głęboko. - Uwielbiam patrzeć, jak zmieniasz się przy Alice. Uwielbiam cię w roli jej taty i mojego męża.
Stark pozwolił by na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. Nie był w swojej firmie, ani na polu bitwy, czy przed grupą dziennikarzy. Był ze swoim ukochanym i mógł być sobą.
- Powinniśmy już chyba wracać - powiedział. - Prawdopodobnie, nasz mały skrzat wciąż nie śpi, a biedna Julia pada z nóg.
Steve pokiwał głową i lekko się zaśmiał.
- Mam nadzieję, że jakoś wytrzymała.
*
Kiedy weszli do domu, panowała cisza, a w większości pomieszczeń światła były zgaszone. Spojrzeli na siebie zaintrygowani i po cichu skierowali się w stronę salonu skąd dochodziły dźwięki filmu.
To co tam zastali wywołało ich ciche westchnięcia zachwytu. Julia siedziała na kanapie i drzemała. Obok dziewczyny leżała Alice z głową na jej kolanach, pogrążona we śnie. Na stoliku leżały resztki domowej pizzy.
Tony ostrożnie zatrzymał bajkę, która wciąż leciała, a Steve delikatnie podniósł swoją córeczkę. Wtedy Julia otworzyła oczy i natychmiast zaczęła mówić:
- Uch, przepraszam... Przepraszam, zasnęłam, ja...
- Ciii - szepnął Steve i puścił do niej oko. - Świetnie się spisałaś.
Zaczął powoli kierować się w stroną dziecięcego pokoju trzymając w ramionach wciąż śpiącą Alice.
Młoda włoszka opuściła wzrok i mruknęła:
- Ale miałam ją zanieść do łóżka i posprzątać w kuchni.
Stark zachichotał i położył dłoń na jej ramieniu.
- Naprawdę nic się nie stało - powiedział uspakajająco. - Jeden rzut oka mówi mi, że Alice świetnie się bawiła i nie tęskniła za nami. To mi wystarczy. No chodź. Czas, żebyś wróciła do domu i odpoczęła.
Julia poczuła się nieco lepiej i wraz ze Starkiem skierowała w stronę korytarza.
- Zamówiłem już dla ciebie taksówkę.
- Nie trzeba było... Mieszkam niedaleko, przeszłabym się.
Tony rzucił jej ostre spojrzenie.
- Nie ma mowy. Jest już późno, a nie wszystkie ulice w tym mieście są bezpieczne.
Dziewczyna potulnie pokiwała głową i zaczęła zakładać kurtkę. W międzyczasie dołączył do nich Steve.
- Śpi tak twardo, że nawet nie drgnęła, gdy ją odkładałem do łóżka. Zapłaciłeś już Julii.
- Czekałem na ciebie - odparł Stark i wyciągnął swoją książeczkę czekową.
Po chwili podał kartkę dziewczynie, a ta spojrzawszy na sumę pisnęła:
- Ale to za dużo! O jakieś trzy zera.
Mężczyźni uśmiechnęli się szeroko.
- To na twoje studia - powiedział Steve.
- Ja... Ja nie mogę. Nic takiego nie zrobiłam - powiedziała drżącym głosem.
Kapitan położył dłoń na jej ramieniu i lekko ścisnął.
- Ciężko pracujesz, żeby zarobić na studia. Nie narzekasz, jesteś ambitna i miła. Między innymi dlatego byliśmy pewni, że możemy zostawić z tobą naszą córeczkę. Zasługujesz na to Julio.
Po policzkach dziewczyny spłynęły łzy. Rzuciła się w objęcia Steve'a, a po chwili mocno uścisnęła też Starka.
- Dziękuję. Tak bardzo dziękuję.
- No już, już. - Tony poklepał ją po plecach. - Naprawdę na to zasługujesz. Nie płacz, tylko ciesz się.
Julia uśmiechnęła się szeroko i starła łzy. Przed wyjściem jeszcze raz mocno uścisnęła mężczyzn i w podskokach wybiegła z ich domu.
Steve zaśmiał się i pokręcił głową.
- Mam wrażenie, że ktoś tu dziś z wrażenia nie zaśnie.
- Ma jutro wolne, więc wyśpi się - odparł Tony i dodał: - Zrobiliśmy dobrze, prawda?
- Oczywiście.
- Mam wrażenie, że posiadanie dziecka naprawdę nas zmienia i zaczynamy wszystkie dzieci poniżej dwudziestego roku życia, otaczać ojcowską opieką.
Kapitan przewrócił oczami, a Stark skierował się w stronę salonu. Zerknął na ekran, na którym wciąż był zatrzymany kadr z bajki "Zakochany kundel 2" i nagle zaczął się szaleńczo śmiać.

Steve spojrzał na niego zaintrygowany, a on krzyknął:
- Wiem!
- Co?
- Jestem Chapsem!!!
- Że co?
- Z drugiej części Zakochanego Kundlaaa. A ty jesteś tą bezdomną Lili... Nawet wyglądem pasujesz... Mój, śliczny, złoty szczeniaczek...
- Upiłeś się...
Tony tylko rozpromienił się bardziej i zarzucił ręce na jego szyję. Steve kątem oka zerknął na ekran i nie mógł się powstrzymać przed głupim uśmiechem. Potem nagle podniósł swojego męża w ramiona mrucząc:
- Choć Chaps. Nauczę cię paru łóżkowych sztuczek.
Miliarder zaczął się jeszcze głośniej śmiać.
- Naprawdę, kochanie? Myślisz, że taki stary pies, jak ja, nie zna jakiejś sztuczki?
- Hmm... Przekonajmy się.
Tony zmrużył oczy i oblizał wargi.
- Ok. Zaintrygowałeś mnie teraz... Pokaż, czego nauczyła cię ulica.
*
Dwa dni później wrócili do Ameryki. Byli zarazem szczęśliwi, że wracają do domu, jak i smutni z powodu końca wakacji. Na lotnisku czekała na nich grupka przyjaciół.
Mężowie jednak szybko stwierdzili, że nie oni byli głównym powodem ich przybycia.
- Czy mi się zdaję, czy oni witają się tylko z Alice? - zapytał Stark obserwując jak jego mała córeczka przechodzi z rąk do rąk.
Steve pokiwał głową.
- Jep. Zdecydowanie dziecko nie zmieniło tylko nas.
Stark wzruszył ramionami.
- No cóż, chyba musimy się z tym po prostu pogodzić.
Obaj uśmiechnęli się do siebie i ruszyli do przyjaciół, którzy w końcu raczyli obdarzyć ich jakimś zainteresowaniem.
***
