Actions

Work Header

Alicja we Włoszech

Chapter 4

Notes:

Oto ostatni rozdział "Alice we Włoszech". Wkrótce pojawi się kolejna seria "Alice po drugiej stronie portalu" ;) Nie będzie to już jednak aż tak słodkie, pojawi się trochę angstu.

(See the end of the chapter for more notes.)

Chapter Text

Kiedy Steve wszedł następnego ranka do kuchni, nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Tony stał przy kuchence mieszając na patelni omlet i podśpiewując wesołą piosenkę pod nosem. Alice siedziała przy stole i radośnie wymachiwała nogami.
Podszedł do niej i cmoknął ją w policzek.
- Dzień dobry, skarbie.
- Cześć papa.
Potem z szerokim uśmiechem podszedł do męża. Przytulił się do jego pleców, oparł podbródek na jego ramieniu i mruknął:
- Dzień dobry, kochanie.
Tony zaśmiał się.
- Steve, nie przy dziecku.
Kapitan zerknął na małą i puścił do niej oczko.
- Nie ma nic przeciwko.
Mała pokiwała głową, a potem radośnie oznajmiła.
- Tata powiedział, że po śniadaniu jedziemy na wycieczkę!
- O! Naprawdę? Ale...
- Naprawdę i nie, nie na żaden bankiet. Zobaczymy białe plaże, ruiny... I takie tam turystyczne bzdury, na które tak się uparłeś.
Steve złośliwie wbił mu palce w bok, a Stark wydał z siebie wręcz dziewczęcy pisk.
- Ał... Nie rób tak!
- To nie dokuczaj.
- Papa! To ty dokuczasz tacie.
Uśmiechnęli się słysząc karcący głos córeczki. Steve przewrócił oczami i cicho mruknął:
- Córeczka tatusia.
Tak naprawdę jednak nie miał nic przeciwko. Tego właśnie chciał. Słodkich, domowych chwil spędzonych tylko z nimi. Puścił Tony'go, odwrócił się do dziecka i uniósł ręce do góry w geście poddania.
- Ok, ok. Już nie będę.
Usiadł obok córeczki i żartobliwie cmoknął ją w nosek.
Stark wkrótce do nich dołączył, kładąc na stole talerz ze stosem omletów, oblanych słodkim syropem i dwa kubki parującej kawy.
Steve wręcz westchnął z wdzięcznością.

Po skończonym posiłku, Tony spojrzał na Alice z błyskiem.
- Pokażesz papie, czego cię nauczyłem?
Mała ochoczo przytaknęła i stanęła na krześle. Steve automatycznie wyciągnął rękę by ją asekurować. Z zaciekawieniem czekał, co mają mu do pokazania. Mała wzięła głęboki oddech i zaczęła śpiewać.
- Lasciatemi cantare, con la chitarra in mano, lasciatemi cantare... Sono un Italiano!
Oczywiście nie było to idealne. Wciąż trochę myliła słowa i fałszowała, ale jej rodzice wręcz rozpływali się z zachwytu. Tony zaśmiał się i włączył muzykę, doskonale wiedząc, że resztę on musi dośpiewać.
- Buongiorno Italia gli spaghetti al dente, e un partigiano come presidente, con l'autoradio sempre nella mano destra, e un canarino sopra la finestra...
Chwycił męża za rękę i pociągnął do tańca. Steve zaczął się śmiać i kręcić głową, ale ostatecznie złapał za boki Tony'go i razem z nim kołysał się.
Mała zaczęła klaskać. Wkrótce Kapitan chwycił ją jedną ręką i całą trójką zaczęli się bujać w rytm piosenki. Poruszali się niezgrabnie, Tony co jakiś czas wpadał na męża, a blondyn manewrował tak, by dziewczynka nie spadła. Jednak ona wyglądała na zachwyconą.
Razem śpiewali refren, choć żadne z nich nie trafiało w nutę i dla kogoś z boku, zapewne wyglądało to tragicznie, ale oni byli szczęśliwi.
Steve nie wyobrażał sobie lepszych wakacji.

Kiedy piosenka się skończyła, cała trójka wybuchła śmiechem. Kapitan po chwili ostrożnie postawił córeczkę na podłodze i powiedział:
- Biegnij do pokoju i zacznij się pakować na wycieczkę. Zaraz przyjdę i ci pomogę
Wiedział, że najprędzej powrzuca do plecaka pełno zabawek.
- Tak!!!
W podskokach wybiegła z kuchni, Steve pokręcił głową.
- Wygląda na szczęśliwą - stwierdził Tony.
- Mhh... Większość dzieci jest zadowolona, gdy ich rodzice nie walczą ze sobą.
Stark nie zamierzał się z tym kłócić. Pamiętał te nieliczne chwile, kiedy jego mama i ojciec dogadywali się. Zawsze czuł się wtedy bezpieczniej.
- Zawrzyjmy układ.
Steve spojrzał na niego zaciekawiony.
- Jaki?
- Nie kłóćmy się już, do końca wakacji.
Kapitan przyciągnął go i głęboko pocałował.
- Jak dla mnie możemy się nie kłócić do końca życia.
- Uhh... Stevie, ale to byłoby takieeee nuuudneeee...
Blondyn przewrócił oczami i jeszcze raz szybko dziobnął usta partnera.
- Idę do małej, zanim zdąży wpakować "wszystko co niepotrzebne" do plecaka.
Tony pokiwał głową i jeszcze raz zaczął podśpiewywać pod nosem refren piosenki.
*
Przez następne dni wciąż spędzali czas wspólnie i byli szczęśliwi. Ku zdziwieniu Steve'a, Tony zabrał ich już tylko na dwa bankiety i byli na nich krótko. Jego mąż znów był sobą i zdawało się, że naprawdę jest zrelaksowany.
*
Trzy dni przed powrotem do domu, Stark wpadł na pewien pomysł, ale z pewną obawą opowiedział o nim mężowi.
- Podoba mi się. Naprawdę bym tego chciał.
Miliarder odetchnął z ulgą, ale wciąż widział ogromną przeszkodę.
- Myślisz, że Ali się zgodzi?
- Jeśli przedstawimy jej to w sposób łagodny, to chyba tak.
- Ale, gdy Lucia...
Steve zmarszczył brwi i wydawał się lekko zirytować.
- Tony, wiesz, że to była zupełnie inna sytuacja. Ona chciała ją do tego zmusić, a my poprosimy ją, żeby się zgodziła.
- Ok, ok... Chodźmy do niej i spróbujmy.

Dziewczynka siedziała w ogrodzie na kocu, otoczona zabawkami. Kiedy ich zobaczyła uśmiechnęła się szeroko i pomachała ręką.
Mężczyźni podeszli bliżej i przysiedli się.
- Jak idzie piknik? - zagadnął Steve.
- Świetnie! Wszyscy goście są zadowoleni. - Wskazała ręką na maskotki. - Nawet pan Italia.
Tony zerknął na jej nową zabawkę w kształcie białego lwa z chustką w kolorach włoskiej flagi.
Steve pokiwał głową i uśmiechnął się.
- To dobrze. - Zrobił krótką pauzę i powiedział: - Ja i tata chcemy chwilę z tobą porozmawiać.
Zmarszczyła brwi i nerwowo rozejrzała się.
- Zrobiłam coś złego?
Kapitan natychmiast wkroczył do akcji. Przybliżył się do niej i pocałował ją w czoło.
- Nie, skarbie. Wszystko jest w porządku.
Stark postanowił się wtrącić.
- Ali, kochanie... Widzisz, ja chciałbym zabrać papę na randkę...
Dziewczynka spojrzała na niego zaciekawiona.
- Tak, jak w filmach... Jak w "Zakochanym Kundlu"?
Steve zachichotał, a Tony zastanawiał, się czy w oczach córki jest Lady czy Trampem.
- Coś w tym stylu - odparł Kapitan.
- Czekaj. Czy ja jestem Lady? Bo w sumie pochodzę z lepszego domu, ale z kolei charakter mam...
- Tony, do rzeczy - ponaglił go mąż.
- Aaa... Ok. Więc tak, jak powiedziałem, chcę zabrać papę na randkę...
- Ale papa jest już twoim mężem - przerwała mu dziewczynka.
Brunet zerknął na partnera i mruknął:
- Widzisz, nie tak łatwo przejść "do rzeczy". - Ponownie skupił uwagę na dziecku. - Tak, ja i papa jesteśmy małżeństwem, ale to nie znaczy, że nie możemy chodzić na randki. Widzisz, randka to coś.... - Zamyślił się. - Co sprawia przyjemność, jest fajne... I scala związek.
Mała przekręciła główkę na bok, wyraźnie dając do zrozumienia, że niewiele rozumie. Steve postanowił ratować sytuację.
- Czasem rodzice potrzebują czasu tylko ze sobą. We dwoje. To trochę tak, jak wtedy, gdy chcesz się przytulać tylko do mnie, albo tylko do taty.
- Ach... To znaczy, że chcecie iść na randkę sami?
- No tak - odparł powoli Tony, przeczuwając do czego to zmierza.
- I ja mam zostać?
Steve wyczuwając lekki smutek w jej głosie natychmiast uśmiechnął się i złapał ją za rączki.
- To nie tak, że musisz, jeśli naprawdę tego nie chcesz, to nie pójdziemy albo pójdziesz z nami.
- Ale wtedy to nie będzie randka - odparła i nagle wydawała się być bardzo pewna siebie. - Zostanę... Ja, nie będę się bać być sama i...
- Whoa! Zwolnij, cukiereczku - wtrącił energicznie Tony. - Jakie sama? Nigdy, przenigdy nie zostawilibyśmy cię tu samą. Pomyśleliśmy, że lubisz Julię i może, gdybyś oczywiście chciała, to ona by cię popilnowała? Co ty na to?
- Jeśli tylko się zgodzisz - dodał szybko Steve.
Ku ich zdziwieniu, mała uśmiechnęła się i ochoczo pokiwała głową.
- Mogę z nią zostać.
- Naprawdę? - zapytał Tony. - Nie chcemy cię zmuszać.
- A będę mogła zrobić z Julią pizze? Powiedziała, że mi kiedyś pokaże... Taką prawdziwą, włoską.
Stark zaśmiał się i cmoknął ją w policzek.
- Co tylko chcesz. Możecie robić pizze, ciastka, oglądać bajki i grać w gry.
- Jeee!!!
Alice zaczęła radośnie podskakiwać, a Steve postanowił pominąć fakt, że prawdopodobnie nie było sensu ustalać godziny pójścia spać, bo będzie to wieczór wolności.
Spojrzał na męża z pobłażliwością i szepnął:
- Zaczynam się zastanawiać, kto tak naprawdę będzie miał zabawniejszy wieczór.
- Och - mruknął Tony i nachylił się do niego. - Uwierz, że też będziesz miał dużo zabawy.
***
Następnego dnia, wieczorem w ich domu zjawiła się dziewiętnastoletnia włoszka. Julia pracowała u nich dorywczo jako pomoc domowa. Z tego co się dowiedzieli, zbierała na studia.
Dziewczyna była pełna energii, nie przestawała się uśmiechać i świetnie mówiła po angielsku. Doskonale też dogadywała się z Alice, co zauważyli już w pierwszych dniach.
Tony nawet się temu nie dziwił, bo Julia przypominała mu trochę Petera.
Na jej widok dziewczynka zerwała się z kanapy i podbiegła do niej.
Włoszka przykucnęła i rozłożyła ramiona.
- Cześć, księżniczko.
Alice uścisnęła ją mocno.
- Cześć. Wiesz, że mój tata i papa idą na randkę? Taką, jak w Zakochanym kundlu, dlatego zostanę z tobą. Obejrzymy to dzisiaj? I zrobimy pizze? I potańczymy?
Włoszka tylko uśmiechała się i kiwała głową.
Steve, który stał kawałek dalej odetchnął z ulgą, podobnie, jak Tony. Ich córeczka była tak entuzjastycznie nastawiona, że byli spokojni zostawiając ją pod opieką kogoś innego.
- Ok, ok. Nie zamęcz Julii - powiedział Stark. - Pamiętaj, że masz być miła i słuchać się.
- Dobrze. - Po chwili podskoczyła w miejscu. - Pokażę ci mój fartuszek.
Pobiegła do kuchni, a Tony tylko przewrócił oczami.
Włoszka podniosła się, a Steve zwrócił się do niej.
- Na lodówce jest kartka z naszymi numerami telefonów. Dzwoń, gdy tylko coś będzie się działo. Nie przejmuj się. Wiemy, że Alice łatwo wpada w niepokój, więc jeśli zacznie płakać i będzie nas wołać, to nie wahaj się.
- Oczywiście, proszę pana.
Kapitan posłał jej wdzięczny uśmiech.
- Oczywiście zawartość lodówki jest do twojej dyspozycji. Aaa, i nie przejmuj się jeśli Alice nie będzie chciała zasnąć. Najlepiej puść jej wtedy bajkę w salonie, a kiedy zaśnie na kanapie to przenieś ją do jej pokoju.
Tony poklepał męża po plecach.
- Chodźmy już - mruknął.
Steve pokiwał głową i podszedł do dziewczynki. Wziął ją w ramiona i pocałował w policzek.
- Baw się dobrze, skarbie i pamiętaj, że ja i tata wrócimy wcześniej, jeśli będziesz za nami bardzo tęsknić.
- Wiem, papa... Chcę pokazać Julii mój fartuszek...
Alice zakręciła się niecierpliwie w jego ramionach, a Tony zaśmiał się na ten widok i tylko dał jej szybkiego buziaka.
Dziewczynka pomachała im jeszcze na pożegnanie, a włoszka życzyła udanej randki.

Idąc podjazdem w stronę żółtego ferrari, Steve zatrzymał się jeszcze i spojrzał z niepokojem w stronę domu. Stark przewrócił oczami i westchnął.
- Kotku, ona naprawdę nie wyglądała na nieszczęśliwą. Wręcz odniosłem wrażenie, że nie mogła się doczekać, kiedy się nas pozbędzie.
- Wiem, ale co jeśli za godzinę lub dwie opadnie entuzjazm i...
- To wtedy w ciągu pół godziny wrócimy do niej. Z resztą, jeśli chcesz, to za godzinę zadzwonimy, żeby upewnić się wszystko w porządku.
Steve spojrzał na niego z wdzięcznością i zajął miejsce pasażera.
*
Tony zawiózł ich do restauracji, w której już zarezerwował miejsca... Właściwie zarezerwował cały lokal, by zapewnić im przecudowny, spokojny wieczór. Steve z zadowoleniem spostrzegł, że nie była to żadna luksusowa restauracja, a przytulna knajpka znajdująca się dość blisko centrum miasta, ale w jednej z bocznych uliczek, co zapewniało niepowtarzalny klimat. Wejście było obrośnięte bluszczem, podobnie jak drewniane okiennice. Stoliki przykryte były białymi obrusami w czerwoną kratę i przystrojone świeczkami wetkniętymi w butelki.
Stark widział błysk w oczach męża. Położył dłoń na jego plecach i z udawanym smutkiem powiedział:
- Wiem... Nie robi wrażenia, ale podają tu najlepsze spaghetti od dwudziestu lat, więc... Mam nadzieję, że nie jesteś bardzo rozczarowany.
Steve posłał mu kpiące spojrzenie.
- Żartujesz? Doskonale wiesz, że nie znoszę tych drogich restauracji, w których jedno danie kosztuje tyle co twoje ferrari.
Brunet zaśmiał się i poprowadził ich bliżej wejścia, gdzie czekał już na nich uśmiechnięty właściciel.
Korpulentny, niski mężczyzna, po sześćdziesiątce uścisnął ich dłonie.
- Tony! Nic się nie zmieniasz przyjacielu!
Stark zaśmiał się i uścisnął Włocha.
- Fabio, doceniam twoje kłamstwo... Ale oboje wiemy, że nie jestem już tym trzydziestoletnim, szalejącym gówniarzem.
- Si, si.
Steve od razu pojął, że właściciel lokalu musi być dobrym znajomym jego partnera. Uśmiechnął się szeroko, gdy Włoch spojrzał na niego.
- Och, ty musisz być Steve. Ten wspaniały mąż, o którym tyle słyszałem.
Kapitan pokiwał głową.
- Tak, to ja. Chociaż nie wierzę, że Tony mnie zachwalał.
- Mówił, że...
Tony wszedł pomiędzy nich.
- Ok, ok... Koniec zapoznawania się. Jestem potwornie głodny. A ty Fabio nie waż się powtarzać tego, co mówiłem. Steve łatwo obrasta w piórka.
- To twoja domena, kochanie - odparł szybko blondyn.
Włoch zaśmiał się i poprowadził ich do stolika, na którym stały już kieliszki, wino oraz przystawki.

Gdy na stole pojawiło się pierwsze danie, Tony bez problemy zauważył, że jego mąż spogląda na telefon.
- Śmiało, dzwoń.
Steve zarumienił się lekko.
- Ja tylko... Sprawdzałem, która godzina.
- Jasne.
Widząc kpiące spojrzenie męża, potulnie pokiwał głową, wstał od stolika i oddalił się na chwilę. Wrócił rozluźniony i kiedy tylko zajął swoje miejsce, Tony zapytał:
- I?
- Jest tak zajęta pracą w kuchni, że nawet nie chciała ze mną rozmawiać. Słyszałem tylko jej śmiech.
Stark pokiwał głową i przechylił się nad stolikiem kierując w stronę ust partnera widelec z nabitym klopsikiem. Steve posłusznie otworzył usta i wziął jedzenie.
- Więc, czy teraz możemy zająć się sobą? - zapytał Tony, a jego mąż ochoczo przytaknął głową.
*
Po kolacji, obfitującej w pocałunki i wzajemne karmienie się, pożegnali się z Fabio i ruszyli na nocny spacer.
Ulice miasta były dość spokojne, ale co jakiś czas napotykali inne osoby lub małe grupki imprezowiczów. Ignorowali to jednak, idąc przytuleni do siebie.
W pewnym momencie Steve zwolnił obejmując mocniej ciało męża. Tony nie zaoponował. Uśmiechnął się tylko i wtulił w jego bok.
- Lubię, gdy taki jesteś - mruknął w jego ciemne włosy.
- Wiem.
- Ale wiem, że nie możesz być taki cały czas - dodał z lekkim smutkiem.
Stark splótł ich wolne dłonie.
- Nikt nie może być ciągle taki sam. Musimy się zmieniać. Dostosowywać do danej sytuacji. Jak moje zbroje.
Nagle Tony zatrzymał się, gdy pewna myśl przebiegła przez jego umysł i spojrzał z niepokojem na męża.
- Myślisz, że Lucia miała rację? Zmieniłem się…
Steve usłyszał w jego głosie lęk i natychmiast objął jego twarz dłońmi.
- Naprawdę, kochanie, przejmujesz się tym co ona powiedziała?
Stark lekko się zmieszał i mruknął:
- Nie o to chodzi. Po prostu chcę wiedzieć.
Kapitan westchnął, a potem spojrzał na niego z miłością.
- Małżeństwo zmienia. Rodzicielstwo zmienia. To nieuniknione. Nie potrafię powiedzieć czy na lepsze czy gorsze. Po prostu się zmieniamy.
- I nie tęsknisz za starym mną?
Blondyn zaśmiał się.
- Nie. Przeważnie nie. - Pocałował go głęboko. - Uwielbiam patrzeć, jak zmieniasz się przy Alice. Uwielbiam cię w roli jej taty i mojego męża.
Stark pozwolił by na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. Nie był w swojej firmie, ani na polu bitwy, czy przed grupą dziennikarzy. Był ze swoim ukochanym i mógł być sobą.
- Powinniśmy już chyba wracać - powiedział. - Prawdopodobnie, nasz mały skrzat wciąż nie śpi, a biedna Julia pada z nóg.
Steve pokiwał głową i lekko się zaśmiał.
- Mam nadzieję, że jakoś wytrzymała.
*
Kiedy weszli do domu, panowała cisza, a w większości pomieszczeń światła były zgaszone. Spojrzeli na siebie zaintrygowani i po cichu skierowali się w stronę salonu skąd dochodziły dźwięki filmu.
To co tam zastali wywołało ich ciche westchnięcia zachwytu. Julia siedziała na kanapie i drzemała. Obok dziewczyny leżała Alice z głową na jej kolanach, pogrążona we śnie. Na stoliku leżały resztki domowej pizzy.
Tony ostrożnie zatrzymał bajkę, która wciąż leciała, a Steve delikatnie podniósł swoją córeczkę. Wtedy Julia otworzyła oczy i natychmiast zaczęła mówić:
- Uch, przepraszam... Przepraszam, zasnęłam, ja...
- Ciii - szepnął Steve i puścił do niej oko. - Świetnie się spisałaś.
Zaczął powoli kierować się w stroną dziecięcego pokoju trzymając w ramionach wciąż śpiącą Alice.
Młoda włoszka opuściła wzrok i mruknęła:
- Ale miałam ją zanieść do łóżka i posprzątać w kuchni.
Stark zachichotał i położył dłoń na jej ramieniu.
- Naprawdę nic się nie stało - powiedział uspakajająco. - Jeden rzut oka mówi mi, że Alice świetnie się bawiła i nie tęskniła za nami. To mi wystarczy. No chodź. Czas, żebyś wróciła do domu i odpoczęła.
Julia poczuła się nieco lepiej i wraz ze Starkiem skierowała w stronę korytarza.
- Zamówiłem już dla ciebie taksówkę.
- Nie trzeba było... Mieszkam niedaleko, przeszłabym się.
Tony rzucił jej ostre spojrzenie.
- Nie ma mowy. Jest już późno, a nie wszystkie ulice w tym mieście są bezpieczne.
Dziewczyna potulnie pokiwała głową i zaczęła zakładać kurtkę. W międzyczasie dołączył do nich Steve.
- Śpi tak twardo, że nawet nie drgnęła, gdy ją odkładałem do łóżka. Zapłaciłeś już Julii.
- Czekałem na ciebie - odparł Stark i wyciągnął swoją książeczkę czekową.
Po chwili podał kartkę dziewczynie, a ta spojrzawszy na sumę pisnęła:
- Ale to za dużo! O jakieś trzy zera.
Mężczyźni uśmiechnęli się szeroko.
- To na twoje studia - powiedział Steve.
- Ja... Ja nie mogę. Nic takiego nie zrobiłam - powiedziała drżącym głosem.
Kapitan położył dłoń na jej ramieniu i lekko ścisnął.
- Ciężko pracujesz, żeby zarobić na studia. Nie narzekasz, jesteś ambitna i miła. Między innymi dlatego byliśmy pewni, że możemy zostawić z tobą naszą córeczkę. Zasługujesz na to Julio.
Po policzkach dziewczyny spłynęły łzy. Rzuciła się w objęcia Steve'a, a po chwili mocno uścisnęła też Starka.
- Dziękuję. Tak bardzo dziękuję.
- No już, już. - Tony poklepał ją po plecach. - Naprawdę na to zasługujesz. Nie płacz, tylko ciesz się.
Julia uśmiechnęła się szeroko i starła łzy. Przed wyjściem jeszcze raz mocno uścisnęła mężczyzn i w podskokach wybiegła z ich domu.
Steve zaśmiał się i pokręcił głową.
- Mam wrażenie, że ktoś tu dziś z wrażenia nie zaśnie.
- Ma jutro wolne, więc wyśpi się - odparł Tony i dodał: - Zrobiliśmy dobrze, prawda?
- Oczywiście.
- Mam wrażenie, że posiadanie dziecka naprawdę nas zmienia i zaczynamy wszystkie dzieci poniżej dwudziestego roku życia, otaczać ojcowską opieką.
Kapitan przewrócił oczami, a Stark skierował się w stronę salonu. Zerknął na ekran, na którym wciąż był zatrzymany kadr z bajki "Zakochany kundel 2" i nagle zaczął się szaleńczo śmiać.

IMAGE DESCRIPTION

Steve spojrzał na niego zaintrygowany, a on krzyknął:
- Wiem!
- Co?
- Jestem Chapsem!!!
- Że co?
- Z drugiej części Zakochanego Kundlaaa. A ty jesteś tą bezdomną Lili... Nawet wyglądem pasujesz... Mój, śliczny, złoty szczeniaczek...
- Upiłeś się...
Tony tylko rozpromienił się bardziej i zarzucił ręce na jego szyję. Steve kątem oka zerknął na ekran i nie mógł się powstrzymać przed głupim uśmiechem. Potem nagle podniósł swojego męża w ramiona mrucząc:
- Choć Chaps. Nauczę cię paru łóżkowych sztuczek.
Miliarder zaczął się jeszcze głośniej śmiać.
- Naprawdę, kochanie? Myślisz, że taki stary pies, jak ja, nie zna jakiejś sztuczki?
- Hmm... Przekonajmy się.
Tony zmrużył oczy i oblizał wargi.
- Ok. Zaintrygowałeś mnie teraz... Pokaż, czego nauczyła cię ulica.
*
Dwa dni później wrócili do Ameryki. Byli zarazem szczęśliwi, że wracają do domu, jak i smutni z powodu końca wakacji. Na lotnisku czekała na nich grupka przyjaciół.
Mężowie jednak szybko stwierdzili, że nie oni byli głównym powodem ich przybycia.
- Czy mi się zdaję, czy oni witają się tylko z Alice? - zapytał Stark obserwując jak jego mała córeczka przechodzi z rąk do rąk.
Steve pokiwał głową.
- Jep. Zdecydowanie dziecko nie zmieniło tylko nas.
Stark wzruszył ramionami.
- No cóż, chyba musimy się z tym po prostu pogodzić.
Obaj uśmiechnęli się do siebie i ruszyli do przyjaciół, którzy w końcu raczyli obdarzyć ich jakimś zainteresowaniem.
***

Notes:

Piosenka, którą śpiewało nasze trio: https://www.youtube.com/watch?v=syc78JzHGTs

Notes:

Słowniczek:

- Oh Tony, che dolce bambino! - Och, Tony, co za słodkie dziecko!
- Vieni qui, angelo. - Chodź tu, aniołku.
- Come ti chiami, tesoro?- Jak masz na imię, kochanie?
- Si chiama Alice. Non parla ancora italiano. - Nazywa się Alice. Nie mówi jeszcze po włosku.
- Sei carino. Penso che ti terrò per sempre. - Jesteś słodka. Myślę, że zatrzymam cię na zawsze.
- Papà orso - Papa Bear (Tata niedźwiedź).
- Cucciolo di orso - Niedźwiadek.
- Buona notte piccola - Dobranoc malutka.

PS. Wiecie, jak wyglądał Steve zbliżający się do Lucii? Dokładnie tak XD
https://66.media.tumblr.com/493163a6b822b1feb5967dc8447051fb/tumblr_op3xnjJoh11r8j1j3o1_500.gifv

Series this work belongs to: