Actions

Work Header

Króliczki wyciągnięte z kapelusza

Summary:

Króliczki wyciągnięte z kapelusza, to zbiór krótkich opowiadań nie zawsze ściśle powiązanych z główną serią. Czasami to będą fragmenty dziejące się pomiędzy jakimiś rozdziałami.

Zachęcam was do zostawiania sugestii w komentarzach lub na tumlrze. Piszcie o czym chcielibyście przeczytać ;)

Link do tumblr: https://lionlena.tumblr.com/

Notes:

Na prośbę mojej przyjaciółki Ady, która chciała więcej relacji Steve/Tony bez Alice...
No dobra jest tu trochę Alice, ale mało.

Przypuszczalnie akcja dzieje się, gdzieś pomiędzy 13 a 14 rozdziałem "Alicji w krainie Avengers".

Chapter 1: Koszmary

Chapter Text

Steve ostrożnie odłożył córeczkę do łóżka. Przez chwilę przyglądał się jej uważnie, upewniając, że zapadła w spokojny sen. W końcu delikatnie musnął ustami jej czoło i szepnął:
- Kocham cię. Śpij spokojnie.
Przed wyjściem z jej pokoju jeszcze raz na nią spojrzał.
Zawsze się o nią martwił po tym, jak obudził ją koszmar. Nienawidził tego, że jego mała dziewczynka musiała się borykać ze złymi snami. Jeszcze bardziej nienawidził faktu, że nie mógł tego pokonać swoją siłą.
Wiedział, że mogą ją uspokajać, że z czasem, miłość, którą ją obdarzali zaowocuje i koszmary odejdą w przeszłość.
Zdawał sobie jednak też sprawę, że mogą z nią zostać do końca życia, choć będą rzadziej zakłócać jej sen.

Skąd to wiedział?

Bo sam od wielu lat borykał się z tym problemem. Nawet po tym, jak poczuł, że ma dom, rodzinę, miłość, wciąż zdarzały się noce, gdy wybudzał się zlany potem.
Zarówno on, jak i Tony borykali się PTSD. Psycholodzy stwierdzili u nich zespół stresu pourazowego, ale tak naprawdę nie potrzebowali ich fachowej oceny. Sami doskonale zdawali sobie sprawę, że po wszystkim co przeżyli, zostały w ich psychice głębokie rany.
Właściwie prawie każdy avengers miał takie problemy.
Mogliby założyć nawet grupę terapeutyczną.
Steve na chwilę uśmiechnął się na tą niedorzeczną myśl i wyobraził sobie, jak wszyscy siedzą w kółku i opowiadają, czego najczęściej dotyczą ich koszmary.

U niego to było proste.
Z reguły śnił o otaczającym go lodzie, o tym, że znów wszystkich traci. Ne mógł się ruszyć, krzyczeć... Wszędzie był lód.
Czasami powracał koszmar utraty Bucky'go. Zdarzało się jednak, że zamiast niego, w przepaść spadał Tony.
Jeśli zaś chodzi o jego męża, to sprawa się komplikowała. Stark miewał przeróżne sny. Wspomnienia z Afganistanu i wodnych tortur. Atak kosmitów na Nowy York i śmierć całej drużyny. Czasami w koszmarach widział Howarda. Innym razem dręczyły go wizje, że Steve go opuszcza.
Bez względu na to jednak czego dotyczyła mara senna, zawsze potrzebował tego samego...
Silnych ramion Kapitana, które mocno go opatulały.
*
Steve po cichu wrócił do łóżka, ale Tony i tak się przebudził i niewyraźnie wymruczał:
- Koszmar?
-Tak, ale już śpi - odparł spokojnie blondyn.
Miliarder przytaknął głową i po chwili zapadł w głęboki sen.

Jakiś czas później, coś przerwało odpoczynek Steve'a. Wpół rozbudzony zdał sobie sprawę, że to szloch i pomyślał o Alice. Za chwilę jednak, gdy jego mózg zaczął się rozbudzać, zrozumiał, że to niemożliwe. Zostawił malutką w jej łóżeczku. Choć zawsze istniała możliwość, że ta przyszła do ich sypialni.
Jeszcze kilka sekund i był już na tyle świadomy, że wszystko zrozumiał.
Tony miał koszmar. Kręcił się niespokojnie po łóżku i załamanym głosem powtarzał: "Nie".
W pokoju panowała ciemność, ale światło z reaktora było na tyle jasne, że widział twarz męża wykrzywioną w bólu.
Natychmiast znalazł się przy jego boku. Objął dłońmi twarz bruneta, a kciukami gładził jego policzki.
- Tony... Kochanie, obudź się. Jestem tu. Jesteś bezpieczny. Jesteś w domu.
Stark zamrugał oczami i przez chwilę patrzył na niego z przerażeniem.
- Steve?
- Jestem tu.
Nachylił się i delikatnie musnął go w usta.
- Alice? - wychrypiał Tony, a Kapitan zmarszczył brwi.
- Śpi - odparł nie będąc pewnym o co pyta jego mąż.
Brunet pokiwał głową i zaczął brać głębokie oddechy. Steve położył się przy jego boku doskonale znając procedury.

I tak jak zawsze, Tony po chwili przeturlał się w jego stronę, wciskając twarz w nagą pierś Kapitana, umieszczając czubek głowy tuż pod jego brodą, a ramiona mocno owinął wokół solidnego ciała.
Steve zaś jedną rękę przycisnął do tyłu jego głowy, delikatnie gładząc ciemne włosy, a drugą ręką pocierał plecy ukochanego.

Przez kilka minut szeptał wprost we włosy Tony'go pocieszające słowa. Kiedy poczuł, że uścisk męża nieco zelżał, pocałował go w głowę i zapytał:
- Co to było?
Tony na początku milczał i Steve był już pewien, że tym razem nie usłyszy odpowiedzi. Nie miał tego za złe ukochanemu. Czasami też wolał nie opowiadać o koszmarze.
Jeśli Stark potrzebował tylko pocieszenia, to on zamierzał mu to dać.
Jednak miliarder w końcu wykrztusił:
- Zabrali nam ją.
Było to tak ciche, że tylko dzięki wzmocnionemu słuchowi zdołał wyłapać słowa.
- Alice? - zapytał, chcą upewnić się w swoich obawach.
Tony przytaknął głową, a on zmarszczył brwi.
To było coś nowego i przerażającego. Zaczął zataczać intensywniejsze koła na nagich plecach męża.
Przedtem nie myślał o tym, że codzienne obawy związane z wychowywaniem córeczki mogą wkraść się do ich koszmarów. Nerwowo przełknął ślinę i wyobraził sobie, jak śni o tym, że w przepaść spada Alice, a on nie jest w stanie jej złapać. Albo, że jest razem z nim w lodzie...
Przeszedł go dreszcz.
Cichy głos Stark'a przywrócił go do rzeczywistości.

- To było takie realne... Nie mogłem jej znaleźć, a potem... Zabrali ją, nawet nie widziałem ich twarzy i nie mogłem się ruszyć... Byłem...
- Ciii. To był tylko sen.
- Cholernie realny. Nie znoszę takich.
Steve po chwili mruknął:
- Wszystkie są realne i straszne.
- Taaa? Jak śnił mi się gigantyczny chomik pożerający moje zbroje, to zamiast mnie pocieszać, śmiałeś się.
Kapitan nie mógł się powstrzymać i zachichotał.
- Ok, bo ten jeden był naprawdę nierealny.
Tony prychnął lekko i mruknął:
- Poczekamy aż tobie przyśni się gigantyczny królik pożerający twoją tarczę.

Na kilka chwil obaj ponownie byli rozluźnieni, ale spokojna atmosfera nie wróciła na dobre. Tony w końcu westchnął i odsunął się nieco, chcąc spojrzeć w niebieskie oczy.

- To naprawdę było zbyt realistyczne.
Steve przygryzł na chwilę wargę, a potem zerwał się z łóżka i wyciągnął dłoń mówiąc:
- Chodź.
Stark zawahał się i w końcu niepewnie złapał za rękę Kapitana. Ten pociągnął go na nogi, a potem wyprowadził z sypialni. Po sekundzie, miliarder już wiedział dokąd zmierzają.
*
Stanęli na progu jej pokoju. Tony z przodu, a Steve tuż za nim z podbródkiem opartym na jego ramieniu.
- Spójrz - szepnął i przytulił się do jego pleców. - Nikt nam jej nie zabrał i nie zabierze... Nie pozwolę na to.
Stark uśmiechnął się i odetchnął. Mała leżała na plecach z jedną rączką zarzuconą nad głowę. Kołdra lekko się z niej zsunęła, ale nie na tyle, by musieli to natychmiast naprawić. Na jej dziecięcej buzi wymalowany był spokój.
Tony złączył palce z dłonią blondyna, którą ten przyciskał do jego brzucha i mruknął:
- Wiesz, mrożonko, naprawdę lubię to, że jesteś moim mężem.
- Ja też playboyu - wymruczał tuż do jego ucha. - Wracamy do łóżka?
- Jeszcze chwilkę... Tak dla celów naukowych, a nie dlatego, że robię się stary i zdziadziały... Nie dlatego, że stałem się domownikiem, bo wiesz, że wciąż...
- Tak, tak - szepnął Steve. - Postoimy tu ta długo, jak będą tego wymagały twoje badania.

Tony w końcu uśmiechnął się w pełni uszczęśliwiony, bo wiedział, że nieważne, jak straszny koszmar stworzy jego umysł, ani jak bardzo realny, to i tak odzyska spokój.
W końcu miał swoją małą rodzinę.
Jego idealny sen.
***