Actions

Work Header

Po zamknięciu

Notes:

Jako sugerują tagi wrzucane na szybko, może pojawi się ciąg dalszy. A może nie. Nie przywiązujcie się w każdym razie.

Work Text:

- Ichijou. Coś się stało?
Ichijou westchnął i uśmiechnął się w stronę Murakamiego.
- Ależ skąd. Nic. Tylko wiesz, ten...
Murakami poczuł nadciągający ból głowy. No tak. Ten.
Ichijou zawsze świetnie oddzielał życie prywatne od zawodowego. Murakami bardzo go za to szanował. Od dwudziestej do szóstej rano - Murakami, pokaż panu drzwi, witam uprzejmie szanownych państwa, nie ma żadnej mafii. W pozostałych godzinach - możemy iść do mnie, gdzie się pchasz, niedojdo, patrz, otworzyli nową pralnię szmalu. I absolutnie nigdy nie wspominał o robocie, kiedy byli sami. Przynajmniej do niedawna.
- Rozumiesz, ochrona znowu widziała, jak się pchał. Karaluch, cholera by go... Przyjdzie inspekcja i co im powiem? Że sobie nie radzę z jedną ofiarą?
Prawdziwe pytanie brzmiało - czemu sam nie zadzwonił po wsparcie. Tak jak to zrobił wiele razy z klientami, którzy nie byli w połowie tak natrętni. I czemu zaczął się robić nerwowy, kiedy pan nałogowiec nie przyszedł dwa dni z rzędu. Murakami nawet o to zapytał, ale został zbyty krótkim  "On by się nie poddał ot tak. Na pewno coś knuje".
- Jak ja go nienawidzę...
Nie dało się ukryć. Zbyt wiele czasu spędził w biurze, krzywiąc się do nagrań z kamer, wbijając drżące ręce w oparcie fotela albo pisząc bezmyślnie po kalendarzu ZGIŃ PRZEPADNIJ (czasem opatrzone rysunkami poglądowymi). Tematy rozmów też nagle stały się dosyć monotonne.
- Nie myśl o tym - zaryzykował Murakami. I natychmiast tego pożałował.
- Jak niby?! Całą karierę mi zrujnuje, jak tak dalej pójdzie! Wiesz, ile ja poświęciłem?! Co ja robiłem?! I wszystko na nic przez jednego skurwiela z ulicy! Zresztą - dodał po chwili milczenia - nie mogę. Ciągle mi przyłazi do głowy. Wszystko mi musi zniszczyć, wszystko... Nie tylko tobie, pomyślał Murakami z goryczą. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz mieli normalną rozmowę. O innych rzeczach nie wspominając (Murakami pewnego dnia z przerażeniem zorientował się, że nie chce usłyszeć, co też mogłoby się Ichijou wymknąć przy seksie). Nawet popijawy poszły się bujać - ostatnia skończyła się długim sznurem wyzwisk pod wiadomym adresem. Ichijou wlókł typa ze sobą jak klątwę.
- Skoro aż tak ci nie daje spokoju, to idź do niego, zamiast siedzieć tu ze mną.
Zapadła cisza. Do Murakamiego dotarło, że powiedział to na głos. I że wcale tego nie żałuje.

Series this work belongs to: