Chapter Text
Prolog
Magia wybuchła gwałtownie w Nowym Jorku i odczuło to całe miasto. Helikopterom i ludziom w powietrzu udało się uciec, bo choć zniszczenia były rozległe, to rozprzestrzeniały się po ziemi i sięgały jedynie kilku pierwszych pięter budynków.
Oznaczało to nagłą i szybką ewakuację wszystkich ludzi, którzy wciąż byli w mieście.
Nowy Jork został objęty kwarantanną przez Tarczę, która, wraz z kilkoma pozostałymi Avengersami, czekała aż zaklęcie zostanie odwrócone lub zniknie.
Nikt w pełni nie rozumiał, co się stało i dopiero później, na podstawie zeznań paru osób, które były w pobliżu, ale poza zasięgiem zaklęcia, TARCZA była w stanie ustalić mniej więcej, co się wydarzyło.
Toczono bitwę o losy miasta, w centrum byli Avengersi, a Loki, Stephen Strange i nieznany czarodziej z kosmosu walczyli ze sobą, próbując zdobyć magiczny artefakt.
Ich trójka była na środku prawie pustej ulicy, gdy wszyscy weszli w kontakt z artefaktem w złym momencie, wywołując dziwną reakcję, rozprzestrzeniając magię, która zarażała każdego, kogo dotknęła.
Na miejscu każdej osoby pojawiło się coś rzadko widzianego czy rozumianego przez śmiertelników: coś duchowego, pierwotnego, przez co wszyscy w okolicy nagle patrzyli na świat przez oczy stworzenia, z którym byli najbardziej połączeni: ulice i budynki Nowego Jorku nagle zapełniły się zwierzęcymi istotami, które tkwią w sercu każdego.
Ludzki umysł zniknął, a instynkty szalały, miasto stało się placem zabaw małych i dużych zwierząt – to właśnie tam, w środku zniszczonego pola bitwy czerwona zbroja otworzyła się i wypadł z niej rudy lis, który na ziemi szybko odzyskał równowagę.
Ostrożnie powąchał gruzy, łapiąc zapach, którego nie był w stanie rozpoznać, ale musiał za nim podążać.
Ruszył nagle przez ulice Nowego Jorku w stronę ulotnego zapachu. Przemknął obok dużego łabędzia, który rozprostowywał skrzydła przy okrągłej tarczy. Całkowicie zignorował pingwina siedzącego pod lewitującą czerwoną peleryną.
Zwierzę zatrzymało się dopiero, gdy zauważyło czarnego lisa wąchającego dwa sztylety leżące na cemencie. Ogon rudego zadrżał z podniecenia, a on sam szczeknął głośno i radośnie. Czarny lis z machnięciem ogona odwrócił się w stronę dźwięku i zwierzęta zaczęły podchodzić do siebie.
Kiedy stanęły obok siebie, zaczęły obwąchiwać się z ciekawością, szybko można było zauważyć ich wzrastającą, wraz z głośnością szczeknięć, radość. Czarny lis zaatakował w zabawie drugiego, podgryzając go, a rudy szybko wciągnął go w turlanie się po ziemi.
W końcu rudy lis odskoczył, najpierw ocierając się o twarz czarnego, potrząsnął ogonem, odbiegł trochę, zatrzymał się i znów ruszył, zachęcając czarnego przyjaciela do pościgu.
Czarny lis szczeknął i ruszył za nim, a w jego oczach pojawił się zielony błysk czegoś magicznego, gdy biegł, by dogonić wybranego przez siebie towarzysza – tego, o którym instynktownie wiedział, że jest jego partnerem.
W innym miejscu w mieście TARCZA starała się w pośpiechu zrozumieć, co się dzieje, desperacko szukając zaginionych Avengersów i szybko wyłapując co niebezpieczniejsze zwierzęta, stworzone przez magiczny wybuch.
Niezauważony przez nikogo jastrząb wzbił się ze szczytu budynku, odlatując poza miasto. Biały łabędź napotkał ciemnoszarego z jednym dziwnie ubarwionym skrzydłem z ciemnoczerwonym piętnem na środku i wylądował delikatnie obok niego.
Zwinnej lamparcicy udało się uniknąć agentów Tarczy, gdy grasowało po uliczkach Nowego Jorku. Duży, kudłaty pies przypominający golden retrievera, a jednak wyraźnie inny podniósł w pysku trzonek młota i szczęśliwy pobiegł przed siebie w poszukiwaniu jedzenia.
Ale, co istotniejsze, wpadłszy do Central Parku, dwa lisy biegały i bawiły się razem, coraz szczęśliwsze i radośniejsze, przechodząc wzajemnie swoim zapachem, wsłuchując się w wezwanie swoich dusz, które znalazły i wybrały dla siebie idealną połówkę.
Zielona magia błyskała wokół nich, gdy bawiły się i szukały w parku miejsca, które byłoby ich własnym, a gdy w końcu zapadła noc i wtuliły się w siebie , inny, mniejszy wybuch magii otoczył je we śnie.
Była to stara, potężna magia, której mógł użyć jedynie mag i to przy zgodzie obu uczestników, a poddani instynktom swoich dusz, pragnieniu lisów, żeby być razem na zawsze, w ciągu jednej chwili Loki, Kowal Kłamstw i Tony Stark zostali związani potężną więzią.
