Chapter Text
*Świat shinigami*
Kraina bogów śmierci przypominała jałową równinę. Wszystko było martwe, wysuszone. Czarno czerwony krajobraz wydawał rozlewać się w nieskończoność, swoją monotonią przypominając pustynię.
Nie zawsze tak tu wyglądało, jednak kraina ta czasy świetności pozostawiła daleko za sobą.
Mimo to, mieszkańcy nie wydawali się być zainteresowani tym faktem. Siedzieli w małych grupkach, zajmując się grą lub podglądaniem świata śmiertelników.
Tylko Pride przyglądał się nieurodzajnej ziemi z niezadowoloną miną, stroniąc od towarzystwa swoich pobratymców. Rozmyślał o tym, jakimi półgłówkami są, skoro tak beztrosko spędzają czas przy kościach, kiedy wszystko wokół nich powoli umiera.
On był inny. Chciał wyrwać się z tej krainy, zrobić coś, co nie będzie wiązało się z przedłużaniem swojego życia czy bezczynnym siedzeniem. Miał dość monotonii i tego całego towarzystwa.
Nie był sam w swoich rozmyślaniach. Ryuk popierał jego zdanie. Obaj szukali rozrywki, jednak tylko jednemu się udało.
Ryuk był w świecie ludzi długi czas. Notes, który upuścił znalazł odpowiedni człowiek, przez co powstało dość widowiskowe zamieszanie. Ludzie byli w panice, a shinigami w końcu był zainteresowani czymś, co nie tyczyło się ich samych. Konflikt narastał, a jego rozwiązanie i zawiłości były doprawdy spektakularne.
Zamieszanie spowodowane Death Note’m wyszło jednak na dobre. Dzięki temu i ludzie i bogowie śmierci nauczyli się wiele.
Przez to Pride również chciał spróbować zaingerować w życie tych śmiesznych istotek. Myślał nad tym długo i dokładnie. Szukał odpowiedniego miejsca i momentu, a co najważniejsze, odpowiedniej osoby. Nie chciał zdawać się na los. To on chciał o nim decydować.
Kiedy udało mu się opracować cały plan, inny shinigami zachciał się pobawić. Jednak osoba, której przekazał notes nie była dobrym królikiem doświadczalnym. Właśnie dlatego wszyscy przypuszczali, że Midra za niedługo wróci, niezadowolony z przebiegu wydarzeń. Pride tylko na to czekał.
Po jego powrocie musiałby jedynie poczekać, aż sytuacja w świecie ludzi się unormuje i kiedy nadarzy się odpowiedni moment. Wtedy rozpocznie realizację swojego planu.
Nie był niecierpliwy. Wiedział, że im dłużej będzie czekał, tym większą satysfakcję będzie czerpał podczas tego, co się wydarzy.
Westchnął, ponownie rozglądając się wokół. Mimo wszystko, czekanie w tym miejscu było męczące i chciał jak najszybciej je opuścić. Postanowił sprawdzić, jak idzie Midrze.
Przywołując na twarzy coś na kształt szyderczego uśmieszku, udał się w stronę swoich towarzyszy, by dowiedzieć się, jak się ma sytuacja w świecie tych śmiesznych istot, zwanych ludźmi.
***
