Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Character:
Additional Tags:
Language:
Polski
Series:
Part 1 of Historia pisana gęsim piórem.
Stats:
Published:
2023-02-22
Words:
11,906
Chapters:
1/1
Kudos:
3
Bookmarks:
2
Hits:
50

Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.

Summary:

Jesteś Zakonem Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, byłeś Prusami Książęcymi, Królestwem Pruskim, przewodnim krajem związkowym Republiki Weimarskiej, częścią III Rzeczy, NRD, a teraz jesteś Niemcami Wschodnimi.
Nazywasz się Gilbert Beilschmidt, a to twoja historia.
Jak się ona rozpoczęła? Gdzie jesteś teraz? Kim się stałeś?
UWAGA HISTORIA JEST OPISYWANA Z PERSPEKTYWY DRUGOOSOBOWEJ.
POD SAM KONIEC LEKKO SUGEROWANY GERMANCEST (Prusy/Niemcy)

Work Text:

Nadal jesteś państwem.

Istniejesz.

Jesteś zmieniony. Pokrzywiony. Ale żywy.

Odkąd pamiętasz w twoim życiu była gorycz.

Od zawsze wszystko wokół ciebie było nie tak.

Z tobą zawsze było coś nie tak. 

A przynajmniej takie sygnały dostawałeś od otoczenia od najmłodszych lat. Praktycznie wszystkie twoje najwcześniejsze wspomnienia związane są z Germanią. Personifikacją starego imperium który cię przygarnął.

Nadal nie rozumiesz czemu trzymał cię przy sobie skoro byłeś jednym wielkim rozczarowaniem i wstydem. Spojrzenie lodowo-niebieskich oczu skierowanych w twoją stronę zawsze było pełne wyrzutu, frustracji i ostrożności. Nigdy nie widziałeś nawet najmniejszego błysku uczucia w tych zimnych osądzających oczach. Do tej pory zastanawiasz się czy większym problemem w tobie był wygląd czy zachowanie. Germania od zawsze skrywał cię przed wszystkimi. Przed jego ludźmi, przed personifikacjami, przed przybranym rodzeństwem. A gdy już malutkie dzieciątko jakim był wtedy Święte Cesarstwo Rzymskie nie mające jeszcze nazwy spojrzał na ciebie po raz pierwszy w jego oczach dostrzegłeś ostrożność i nieufność.

Dziecina ledwo umiejąca chodzić i niepewnie sepleniąca pierwsze zdania spojrzała na ciebie jakbyś był brudem przylegającym do jego buta. Do tej pory pamiętasz pierwsze niewyraźne zdanie jakie do ciebie powiedział.

"Jesteś dziwny."

Germania zajęty ostrzeniem swojego miecza po drugiej stronie izby nie zareagował. Nie musiał.

Berbeć miał rację, Germania się z tym zgadzał, a ty wreszcie zacząłeś rozumieć.

Po kilku dniach od tamtego wydarzenia zapytałeś przybranego ojca czy na świecie są ludzie tacy jak ty. Z białymi włosami i oczami w kolorze świeżej krwi.

Popatrzył na ciebie pusto i zaprzeczył.

Wtedy zacząłeś rozumieć czemu nie pozwala ci wychodzić. Czemu cię ukrywa przed innymi.

Uznałeś równocześnie że wolałeś żyć w nieświadomości.

Święte Cesarstwo Rzymskie im starszy się stawał tym bardziej był lekceważący, wymagający i poniżający względem ciebie.

On był odpowiedni. Ty nie.

Chociaż nawet on miał jeden defekt. Chociaż był starszy od ciebie starzał się bardzo wolno, nawet jak na personifikację. Ale nawet mimo tej ułomności było znacznie lepszy niż ty.

Oczy tego samego koloru co wasz ojciec, piękny błękit czystego jeziora, włosy w kolorze słońca, rumiana różowa skóra.

Twoja cera była blada, włosy mleczno-białe jak u niewiasty u progu życia, oczy w kolorze świeżo przelanej krwi.

Byłeś nienaturalnym potworem którego wstydził się ojciec a starszy brat pogardzał z każdym dniem coraz bardziej.

Potem był Roderich. Gdy go poznałeś łudziłeś się że on zrozumie. Nie wyglądał jak demon, ale był inny. Hebanowe włosy, fiołkowe oczy, drobny, cichy, słaby.

Na początku rzeczywiście układało się między wami dość dobrze. Irytowała go twoja głośna natura i brak cierpliwości ale nie wzgardzał tobą i nie brzydził się.

Lecz Święty Rzym musiał to zniszczyć. Uwielbiał ci odbierać wszystko na czym ci zależało.

A tych rzeczy miałeś tak niewiele.

Chociaż Roderich sam dokonał wyboru. A może przyjrzał na oczy i zobaczył jak spaczony jesteś.

Nadal nie wiesz. Ale jednego jesteś pewien. Pomimo upływu wieków nadal pamiętasz jego porzucenie. Nadal boli. Nadal go nienawidzisz. Bo skoro raz ukąsił może zrobić to ponownie. 

Dlatego kąsasz jako pierwszy. 

Dlatego nigdy mu nie wybaczysz. Gdy Świętek stał się już Świętym Cesarstwem Rzymskim Austria coraz częściej pomijał cię, uczył doradzał i przyjaźnił się ze Świętkiem zbywając słabą dziwną personifikację Zakonu Krzyżackiego.

A potem Austria wyparł się i zgodził się na porzucenie Ludwiga.

Malutki niewinny niczemu Ludwig. Najmłodszy z trzech dzieci Germanii.

Gdy go poznałeś Ludwig był ledwie niemowlęciem.

Gdy po raz pierwszy go zobaczyłeś pochylając się z ostrożną nieufnością nad drewnianą kołyską wyłożoną futrami i skórami wyciągnął do ciebie malutkie pulchne rączki i zagulgotał z dziecinną radością.

To był pierwszy akt prawdziwej sympatii i dobroci jaki dostałeś.

Od nieświadomego niemowlęcia.

Niemowlęcia podobnie dziwnego co ty tylko że na inny sposób.

Świętek bardzo wolno się starzał. A Ludwig nie starzał się w ogóle.

A mimo tego Germania zawsze twierdził że Ludwig wyrośnie na kolejne potężne imperium które pośle świat do swych stóp.

Zawsze był w stosunku do niego cierpliwy łagodny, troskliwy. Ojcowski.

I robił to wszystko pomimo tego że dziecko mające kilkanaście lat nie rozwijało się w ogóle.

Nie miałeś pojęcia dlatego to robił i dlaczego w stosunku do Ludwiga. Do teraz nie jesteś w stanie tego zrozumieć.

Świętek był wyraźnie zazdrosny i sfrustrowany. Ale nie miał nigdy odwagi tego pokazać w obecności ojca.

Początkowo byłeś równie zły, zazdrosny i rozgoryczony co Świętek. Lecz ilekroć niemowlę uśmiechało się do ciebie, prosiło o uwagę lub podniesienie cały twój gniew topniał niczym lód w upalny dzień.

To wszystko nie było winą tego malucha.

Nie zamierzałeś być niesprawiedliwy i gniewać się na niemowlę tylko dlatego że to było tak bardzo łatwe.

Oczywiście nigdy nie wolno ci było podnosić Ludwiga. Chociaż Świętek również pozwolenia na to nie miał. Mogliście rozmawiać z nim, bawić się w kołysce lub poza nią gdy Germiania wyjmował Ludwiga na krótkie okresy czasu. Ale nie ufał żadnemu z was odnośnie poniesienia lub zajęcia się nim.

Chociaż pocieszała cię myśl że Świętek również miał ten zakaz. Inną sprawą był fakt że Świętek zupełnie nie interesował się Ludwigiem. Czasami witał się z nim lub niepewnie uśmiechał do niego gdy Germania mu kazał.

A ty po prostu chciałeś być blisko jedynej osoby która nie traktowała cię jak wynaturzanie i porażkę.

Chociaż patrząc w niebieskie oczy niemowlęcia zastanawiałeś czy to nie zmieni się gdy berbeć zacznie dorastać i rozumieć.

Ludwig był idealny, Świętek odpowiedni, ty byłeś rozczarowaniem.

Świętek to wiedział i chociaż stanowisko Ludwiga bardzo mu nie odpowiadało tak z twoim nie zamierzał się kłócić a wręcz ci o tym przypominał.

Czy Ludwig będąc świadomym i starszym gardziłby tobą jak Świętek? Lub jeszcze bardziej?

To pytanie cię zabijało wewnętrznie. Tak samo jak każdy przytyk Świętka lub rozczarowane sfrustrowane westchnięcie Germanii.

Im starszy byłeś tym było coraz gorzej. Germania słabł, był przez to coraz bardziej sfrustrowany tobą, zadowolony Świętkiem i oczarowany Ludwigiem.

Aż w końcu umarł.

I nawet przed śmiercią przypomniał ci po raz ostatni jak bezwartościowy jesteś.

Bo nie wystarczyło każde uderzenie w rękę gdy uczył cię pisać i chciałeś chwycić za pióro lewą dłonią.

Nie wystarczyły pomruki i westchnienia gdy uczył cię walki mieczem i popełniałeś ten sam błąd po raz dwudziesty.

Nie wystarczało gdy zostawiał cię z bardzo ostrą reprymendą słowną zdenerwowany i szedł sprawdzić jak się mają Ludwig i Świętek.

Musiał upokorzyć cię po raz ostatni i przypomnieć ci jak słabym wynaturzeniem jesteś.

Gdy konał powiedział wam jak rozdzielił między was ziemie. Między swoich trzech synów.

Reszta personifikacji pod jego opieką miał dostosować się do was. Nie wiedziałeś o  kim mówi, bo nie poznałeś nikogo prócz braci. 

Świętek dostał większość dawnych i rozległych ziem ojca, z zastrzeżeniem że gdy Ludwig zacznie rosnąć ma połowę oddać swemu bratu gdyż on zachodniej części ma tylko doglądać dla najmłodszego z was. I strzec oraz uczyć Ludwiga.

Przyrzekł pokornie i grzecznie. Lecz w młodych błękitnych oczach widziałeś fałsz, frustrację i zazdrość.

Wiedziałeś że kłamię. I sam zacząłeś czuć gniew. Nie ze względu na rozkaz Germanii, lecz ze względu na samego niewinnego Ludwiga który miał zostać skrzywdzony.

Potem przez dłuższy czas wylewnie rozmawiał z niemowlęciem na swojej piersi którego położył tam jeden z wiernych niewolników. Rozmowa był cieplejsza i dłuższa niż ta ze Świętkiem.

Znów czułeś zazdrość ale zapewne nie tak wielką jak Świętek. Nie żałowałeś go jednak.

Potem gdy niewolnik zabrał Ludwiga i trzymał bardzo ostrożnie tak aby Germania mógł na niego patrzeć, surowy zmęczony wzrok ojca zwrócił się w twoją stronę.

I wtedy nadszedł kolejny cios.

Ostatni od Germanii.

Najbardziej bolesny, upokarzający i zapadający w pamięć.

Słowa ojca były sztywne, grzeczne lecz nie tak ciepłe czy pełne dumy jak w stosunku do Świętka czy Ludwiga.

A potem powiedział które ziemi ci oddaje.

I krew w tobie zawrzała.

Byłeś niedoskonały. Byłeś jego wstydliwym sekretem. Hańbą której nie chciał. Teraz całkowity obraz tej sytuacji będący przez te kilkanaście lat zamglony stanął ci przed oczami w całej swej okrutnej drwiącej chwalę.

Chciał ci dać niewielki skrawek ziem na wschodzie.

Nawet nie 1/5 tego co dostali twoi bracia. Nieurodzajne zapomnienie suche ziemie o które nie walczyli nawet lokalni watażkowie i samozwańczy panicze. Ziemie o które nikt się nie upominał ze względu na złe położenie, brak zalet, fortyfikacji, czegokolwiek.

Dostałbyś resztki których nikt nie chciał. Zwykły ochłap za który byłbyś wyszydzany.

To przelało czarę goryczy.

Miałeś dość.

Popatrzyłeś ten pierwszy i ostatni raz bez strachu, żalu czy wstydu w oczy przybranemu ojcu i odmówiłeś. Czułeś wielki gniew. Powiedziałeś że nie potrzebujesz tej martwej ziemi. Nie potrzebujesz resztek i sam dojdziesz do wielkości nie ważne co on sądził przez te lata.

Wściekłość przysłoniła ci wiele z tej sytuacji.

Nie zarejestrowałeś zszokowanego dziwnie wystraszonego i nazbyt świadomego z jakiegoś nieznanego ci faktu spojrzenia jakie w ciebie wlepił.

Odwróciłeś się na pięcie nie patrząc więcej na ojca czy braci i wyszedłeś z izby.

Wtedy widziałeś Germanię po raz ostatni.

Na pożegnanie złamał ci serce i utwierdził w przekonaniu jak bezwartościowy jesteś.

Nigdy nie przyznasz się nikomu że tą noc przepłakałeś.

Że pozwoliłeś sobie na wypuszczenie tych wszystkich emocji po tylu latach.

Ze czułeś wstyd na wspomnienie swoich fantazji w których zdobywasz ziemie i sławę wracając do ojca który ten jedyny raz patrzy na ciebie z dumą i miłością.

Jak na swojego syna. Nie na porażkę. Niechciane brzmię. Wstydliwy sekret.

Zrozumiałeś że nigdy cię nie kochał.

Albo raczej wreszcie pogodziłeś się z tym faktem i przestałeś go ignorować tak jak robiłeś to przez lata.

Nigdy nie dałby ci bezwarunkowej miłości jaką obdarzył Ludwiga. Nie promieniałby dumą w stosunku do twoich działań jak zachowywał się ze Świętkiem.

Zastanawiałeś się czy ktokolwiek kiedykolwiek cię pokocha, skoro twój przybrany ojciec nie był w stanie.

Miałeś dwadzieścia jeden lat gdy Germania jako pierwszy złamał ci serce.

Miałeś dwadzieścia jeden lat, ciało trzynastolatka i ubranie na ciele.

Miecz zostawiłeś w izbie ojca.

Nie chciałeś czegoś co kiedyś ci dał. Wiedziałeś że nie dał ci go bo się o ciebie troszczył czy martwił. Dał ci go ponieważ go potrzebowałeś. A dla Germanii to musiał być pusty gest o którym nie myślał dwa razy.

Byłeś sam i nie miałeś nic. Nie wiedziałeś kim jesteś. Nie znałeś świata.

Wiedziałeś jedynie że różnisz się od wszystkich innych.

Bałeś się tego. Wiedziałeś że inność nie jest dobra.

Był VII wiek. Początek twojej tułaczki.

Okresu trwającego kilka wieków.

To był dla ciebie czas ucieczek, głodu, walki, samotności i bólu.

To wszystko było nowe. Złe i straszne.

Nie zaznałeś wcześniej takiego cierpienia. Germania mógł cię nie kochać, mógł narzucać ci surowy rygorystyczny trening podczas którego ścięgna i mięśnie paliły z bólu, na skórze pojawiały się różnobarwne siniaki a na dłoniach odciski od dzierżenia rękojeści. Ale zwykle byłeś najedzony, zdrowy, ubrany i bezpieczny.

A potem poznałeś uczucie palącego głodu i ssania w żołądku, ból krwawiących stóp gdy nie byłeś w stanie dalej iść, uczucie przeszywającego chłodu przenikające twoje ciało.

Nie pamiętasz z tego okresu wiele. Dni walki o przetrwanie zlewały się w tygodnie, potem miesiące, lata a w końcu w wieki.

Przez ten czas nie widziałeś braci czy Rodericha.

Lecz często zastanawiałeś się czy któryś z nich chociaż raz o tobie pomyślał. Czy może tęsknią.

A potem coś się zmieniło.

Był to rok 1190.

Wtedy stałeś się prawdziwą personifikacją.

Stałeś się Zakonem Braci Szpitala Niemieckiego Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie.

Chociaż początkowo nie rozumiałeś co się z tobą dzieje. Zacząłeś słyszeć głosy w głowie chociaż wokół ciebie było cicho i jak okiem sięgnąć nie widać było żywej duszy.

Twoje skaleczenia i rany chociaż nadal bolały tak samo to już tak bardzo nie ropiały i nie goiły się tak długo. Chociaż miałeś często problem ze znalezieniem jedzenia to z jakiegoś dziwnego powodu zacząłeś przybierać na wadze.

I chciałeś iść. Sam nawet nie widziałeś gdzie dokładnie. Lecz spoglądając w jedną ze stron świata czułeś dziwne swędzenie w duszy. Żelazne przekonanie że musisz się tam znaleźć. Powinieneś tam być.

A więc szedłeś.

Dzień w dzień kroczyłeś niestrudzenie pomimo zmęczenia, bólu, beznadziei.

Wiedziałeś że musisz się tam znaleźć.

Gdzie?

Nie byłeś pewien.

Wiedziałeś tylko że musisz być tam.

Gdy mijały kolejne miesiące wędrówki słyszałeś w swojej głowie coraz głośniej i wyraźniej jedno cały czas to samo zdanie.

Helfen, Heilen und Wehren.

Podobały ci się te słowa. Myślałeś że gdybyś kiedyś właśnie to robił to może stałbyś się kimś.

Byłbyś kimś więcej niż wypaczeniem.

W końcu znalazłeś się w Akce.

Znalazłeś ludzi którzy byli twoi.

Zbliżając się do nich czułeś że jesteś ich tak samo jak oni byli twoi.

Ku twojemu zdziwieniu i uldze wiedzieli kim jesteś. Ktoś podobno im to objaśnił.

I chociaż początkowo nie wierzyli to z czasem zaczęły ich nawiedzać sny. Nigdy ci nie powiedzieli co widzieli w stych snach ani kto im powiedział o takich jak ty.

Początkowo byli tobą rozczarowani. I nie ufali ci. Nie podobał im się twój wygląd.

Wyglądałeś jak dzieciak. Byłeś chudy, brudny, ranny.

Ale starałeś się. Próbowałeś i chciałeś im udowodnić że nie jesteś rozczarowaniem.

Ponownie musiałeś pokazać że nie jesteś ciężarem.

Wieki po tym jak przestałeś tego próbować z Germanią.

Powoli jednak akceptowali kim jesteś. Zacząłeś coś znaczyć w ich oczach.

Pierwszy Wielki Mistrz nazwał cię Gilbert.

Wcześniej miałeś imię nadane ci przez Germanię.

Lecz porzuciłeś je, tak jak miecz. Nie chciałeś od niego niczego.

Twoje nowe imię pochodziło oczywiście z języka Germańskiego. Gisel – przysięga i beracht – jasny. Wielki Mistrz uznał że to imię będzie idealnie odwzorowywało tym czym miał być zakon. Zakon którzy przysiągł ochraniać i opiekować się rannymi. Przynosić im światło w trudnych chwilach.

Nie zawsze było łatwo i dobrze. Ale stawałeś się kimś.

Często od twoich Mistrzów zakonnych zależało to jak byłeś traktowany.

Pamiętasz jedną z lekcji którą dał ci Germania.

Przywódcy są jedynymi którzy mogą wydawać ci rozkazy.

Jedynymi których musisz słuchać. Jesteś personifikacją, a oni rządzą twoimi ziemiami, ludźmi, zasobami naturalnymi. Wszystkim. A więc i tobą. Nie wolno ci się im sprzeciwiać. Nie ważne jak będą się zachowywać, traktować cię. Musisz być posłuszny. Każda personifikacja musi.

Czasami było źle. Ludzie byli zmienni, różni od siebie. Jeden mistrz zakonny traktował cię z szacunkiem jak osobę. Inny jak własność bez uczuć i myśli.

Gdy dowiadywali się że nie jesteś w stanie umrzeć na stałe niektórym z nich było jeszcze łatwiej traktować cię jak rzecz.

Gerhard von Malberg był tym który zapoznał cię ze śmiercią. Będąc ciekawym czy mówisz prawdę na temat śmierci postanowił to sprawdzić w bardzo okrutny sposób.

Pozwolił aby co bardziej krwiożerczy ludzie z okolicy uznali cię za demona i spalili żywcem. W końcu to robiło się z demonami, potworami, dziwadłami.

Bałeś się, chciałeś się sprzeciwić. Germania jednak tyle razy powtarzał ci tą najważniejszą zasadę o posłuszeństwie że wyryła ci się w pamięci.

Przywiązali cię do słupa wokół którego ustawiono stos z drewna i siana. A następnie go podpalono. I chociaż wiedziałeś że personifikację są silniejsze od ludzi to sam byłeś jeszcze bardzo młody, słabszy, a sznury grube i mocno zawiązane.

Dym i czad chodź wdzierały się do twoich płuc uniemożliwiając oddychanie, dusząc cię i sprawiając że dławiłeś się przy każdym oddechu to nie spowodował twojej śmierci. Wiedziałeś że trudniej było personifikację zabić. W końcu płomienie do ciebie dotarły liżąc agresywnie twoją skórę topiąc ją.

Bolało. Niewyobrażalnie. Wrzeszczałeś, wiłeś się jednocześnie nadal ostro się dławiąc . Teraz już nie tylko z powodu dymu ale i przerażającego smrodu swojego własnego palonego ciała. A skoro personifikację umierały ciężej niż zwykli ludzie to twoja męka trwała długo.

Dla ciebie były to godziny. A jak czas płynął w rzeczywistości?

Nie wiedziałeś. Nie miało to znaczenia.

Był tylko ból przyćmiewający wszystko inne.

Chorobliwie chciałeś już umrzeć. Nie ważne czy wrócisz czy nie. Po prostu marzyłeś o tym by ból się skończył.

Zacząłeś tracić przytomność i umierać dopiero gdy płomienie objęły już twój brzuch i zaczęły dotykać piersi.

Nie wiesz ile minęło czasu. Nie pamiętałeś żadnych snów. Niczego.

Gdy ponownie otworzyłeś oczy leżałeś w swoim skromnym łóżku.

Pierwszy brat zakonny który wszedł do twojej komnaty wyjaśnił ci że znaleźli cię następnego dnia po spaleniu przy murach zamku.

W jego oczach widziałeś ostrożność, nieufność, ale i współczucie.

Teraz potwierdziło się że naprawdę nie jesteś człowiekiem.

Wcześniej wielu z nich wątpiło. Ale teraz wiedzą i będą przekazywać tę wiedzę nowym braciom.

Wtedy jednak cię to nie obchodziło. Twoje ciało było obolałe. Kości, ścięgna, mięśnie. Był to jednak ból który można było znieść. Na skórze nie miałeś żadnych śladów. Tylko wspomnienia. Wspomnienia które potem prześladowały cię w nocnych koszmarach.

Wtedy umarłeś po raz pierwszy.

I wtedy zrozumiałeś co oznacza całkowite posłuszeństwo rządzącemu.

Chociaż znienawidziłeś Gerharda von Malberga to wiedziałeś że nie wolno ci się sprzeciwiać temu co mówi i robi.

Ku twojemu szczęściu jednak tyran po jakimś czasie narobił sobie tyle problemów że został odsunięty od władzy.

Potem było raz lepiej raz gorzej. Lata mijały, ty się uczyłeś i doskonaliłeś. Służyłeś bogu. Nawet jeśli wcześniej praktycznie nic o nim nie wiedziałeś. Ale kolejną z rzeczy którą przekazał ci Germiania była przestroga że ludzie mają tendencję do zmiany bogów gdy jest im to na rękę. Gdy inny mistyczny pan może dać im więcej mocy, poczucia bezpieczeństwa czy prestiżu w oczach innych nie wahali się porzucić swojego poprzedniego. Ty wierzyć nie musiałeś wystarczyło że robiłeś to czego oczekiwano.

A więc gdy byłeś zmuszany do wielogodzinnych żarliwych modlitw ściskając różaniec w dłoniach, zamiast posyłać modły słuchałeś.

Pomimo świadomości że jako personifikacja Zakonu Krzyżackiego Bóg jest filarem twojego obecnego istnienia to, po prostu nie umiałeś wierzyć i podążać za nim.

Zamiast tego wykorzystywałeś panującą cisze gdy msze się kończyły i wymagano tylko bezgłośnej modlitwy.

Nasłuchiwałeś i uczyłeś się wyczuwać rosnące zastępy twoich ludzi. Ludzi którzy będą cię coraz bardziej definiować, umacniać i doskonalić. Ponieważ personifikacja jest tak silna jak silni są jego ludzie tworzący wspólnotę.

Więc pochylając głowę i udając że posyłasz do pana żarliwe modły ty w rzeczywistości uczyłeś się wyłapywać ciche uderzenia serc i śpiew krwi. Póki twoich ludzi było mniej niż tysiąc mogłeś rozróżnić każde bicie serca i wyczuć cienką metaforyczną nić życia.

Oczywiście coś takiego wymagało miesięcy ćwiczeń, prób i żelaznej cierpliwości. Na początku nie słyszałeś nic prócz szumu swojej własnej krwi w uszach. Nauka była trudna, długa i początkowo nie przynosząca żadnych efektów.

Po miesiącach starania i skupienia udało ci się usłyszeć.

Bum

Pierwsze uderzenie serca było tak niespodziewane że otworzyłeś swoje oczy patrząc na kamienną podłogę.

Bum

Przerwało to twoją koncentrację łamiąc tą kruchą po raz pierwszy wyczuwalną nić.

Gdy szok już minął zamknąłeś oczy mając nadzieję na ponowne poczucie.

Udało się.

Do pierwszego uderzenia serca dołączyło drugie, potem trzecie, czwarte.

Po czasie cicha przeplatająca się ze sobą kakofonia uderzeń sprawiła że miałeś problem aby spróbować wyczuć który dźwięk prowadzi do kogo. Ale nawet mimo tego dla ciebie każde uderzenia serca było różne od drugiego. Byłeś w stanie je rozróżniać.

Jednak im więcej ludzi wstępowało w szeregi tym większy problem miałeś z wyczuwaniem pojedynczych uderzeń serc każdego z twoich braci.

W końcu mieszające się ze sobą uderzenia zamieniły się w stałą cichszą obecność. Już nie czułeś i nie słyszałeś uderzeń serc. Było ich bowiem tak wiele że stworzyły one jedną wielką ciepłą całość. Stały się pocieszającą łaskoczącą obecnością z tyłu twojego umysłu. Wyczuwaną tylko wtedy gdy mocno się skupiłeś. Lecz teraz było znacznie łatwiej po nią sięgnąć niż gdy była jeszcze mieszanką bijących serc.

W końcu opuściliście ziemię świętą. Stało się to gdy Cesarz rzymski Henryk VI Hohenstauf postanowił wykorzystać bractwo do swoich celów i nadał mu kolejne ziemie w południowych Włoszech.

Słysząc po raz pierwszy tytuł tego człowieka zacząłeś zdawać sobie sprawę że twój brat Świętek stał się Świetnym Cesarstwem Rzymskim. Władcy twojego brata udało się również wyjednać u papieża przyznanie bractwu statusu pełnego zakonu rycerskiego. Jednocześnie zwalniając zakon od płacenia dziesięciny.

No tak. Zakon podlegał teoretycznie tylko papieżowi. Ale w praktyce musieli liczyć się z Cesarzem Niemieckim. Świętek znów był w lepszym położeniu niż ty.

Bolało. Nawet jeśli Świętka nie widziałeś od bardzo dawna to nie sądziłeś żeby myślał on o tobie lepiej niż za czasów życia waszego ojca.

W końcu nie jesteś nawet personifikacją państwa a Zakonu.

Kolejny powód aby twój brat uważał cię za gorszego.

Krótko zastanawiałeś się też nad Ludwigiem martwiąc się czy wszystko z nim w porządku.

Zepchnąłeś to jednak w głąb umysłu mówiąc sobie że chociaż Świętek jest podły to nie jest okrutny. Na pewno zajął się odpowiednio waszym bratem. Możliwe że chłopak już zaczął rosnąć i uczyć się od Świętka. A ten zapewne powiedział Ludwigowi o czarnej owcy germańskiej rodziny.

O tobie.

Uznałeś że nie warto zawracać sobie tym głowy.

Lata mijały, zakon umacniał swoją pozycję zyskując coraz to nowsze nadania i donację. Rósł w siłę, rozrastał się przyjmując w swoje szeregi młodych szlachetnie urodzonych mężczyzn.

Jedną z pierwszych personifikacji którą poznałeś były Węgry.

Hermanna von Salza był twoim Wielkim Mistrzem o ogromnych ambicjach. Miał ambicją aby stworzyć niezależne państwo zakonne. Zdawał sobie sprawę, że zdobycze na terenie Palestyny są nietrwałe i starał się znaleźć zakonowi nowe lokum. Najpierw był to południowo-wschodni Siedmiogród, gdzie król węgierski Andrzej II zaprosił zakon dla obrony swoich wschodnich rubieży przed koczowniczymi plemionami Kumanów. W 1212 roku król nadał wam ziemię Borsa w formie uposażenia. Budowaliście tam zamki oraz sprowadzaliście niemieckich osadników. Jeden z nich nazwaliście Marienburg.

W 1224 r. Krzyżacy podjęli próbę uwolnienia się spod zależności lennej od króla Węgier i przekazania dzierżawionych dóbr – jako lenno – papiestwu. W 1225 r. zostałeś wraz ze swoimi ludźmi za to wygnany przez króla, którego poparł episkopat węgierski.

Personifikacja węgier była młodą z wyglądu zbliżoną do ciebie hardą młodą damą. Nie bała się powiedzieć co myśli ani uderzyć. Nie wiedziałeś co bardziej dominuje w twoim sercu na myśl o niej. Zazdrość z powodu silnych zasad i umiejętności sprzeciwienia się czy wściekłość z powodu barbarzyńskiej śmiałości.

Ignorowałeś że była jedną z niewielu kobiet do których podszedłeś tak blisko. Udawałeś że nie oczarował cię widok jak obracając głowę jej kasztanowo brązowy warkocz płynie w powietrzu. Nie zahipnotyzowała cię zieleń jej oczu.

Odszedłeś pokonany i poniżony.

Po kilku miesiącach dostaliście jednak kolejną dobrze zapowiadającą się propozycję. Nieznane ci zbyt dobrze wcześniej królestwo Polskie pomimo wewnętrznego rozbicia nadal starło się zajmować i poznawać tereny przyległe. Takie które dało się jeszcze zagarnąć i pozyskać. Pozyskanie jednak często oznaczało nawracanie pogan.

W tym przypadku jeden z książąt, niejaki Konrad Mazowiecki zaprosił twój zakon na swoje ziemie oczekując pomocy w chrystianizacji pogańskich plemion Prus. Przyznali wam w dzierżawę ziemię chełmińską oraz michałowską. Ziemie te miały stanowić dla zakonu bazę do rozpoczęcia walk z plemionami Prusów, które zagrażały północnym rubieżom Mazowsza.

Po jakimś czasie poznałeś Polskę. Kolejną personifikację wyglądem wieku zbliżoną do ciebie. Bardzo szybko jednak zaczął działać ci na nerwy swoim zachowaniem. Był wyniosły, nieposłuszny, chełpliwy i niecierpliwy. Możliwe że trochę przypominał ci Świętka.

Zaskoczeniem było jednak to że nie wydawał się jakoś bardzo zniesmaczony czy zaciekawiony twoim wyglądem. Węgry pomimo swojej waleczności względem ciebie była ostrożna. Wydać było że jeździ po tobie wzrokiem. Możliwe że czuła niepokój spowodowany twoim odstającym od normy wyglądem.

Polska wydawał się całkowicie ignorować to jak wyglądasz. Wątpiłeś że chodziło o dobroć serca. Prawdopodobnie jego buńczuczna natura była tak egoistyczna że nie poświęcał zbyt dużej wagi do wyglądu kogokolwiek kto nie był jednym z jego ludzi.

W końcu Konrad próbował wam ziemię odebrać ze względu na powstające waśnie i problemy wewnętrze jak i zewnętrzne.

Później była wojna piętnastoletnia podczas której Polacy starali się odzyskać wpływy na swoich ziemiach.

Lecz nie przyniosło im to niczego. Twoje walki z Prusami papież wyniósł do rangi krucjat. Były też mniejsze unie i sojusze z zakonami czy stowarzyszeniami. Nowi bracia napływali do zakonu zachęceni rosnącym znaczeniem i powodzeniami.

Jeśli chodzi o stosunki z polską to były one raz lepsze raz gorsze. Książęta w podzielonym państwie zmieniali się, Polska nadal był nieznośny, ty i twoi ludzie wykonywaliście nadane wam zadania.

Aż w końcu coś w Polsce zaczęło się dziać przykuwając twoją uwagę. Ktoś po raz kolejny próbował zjednoczyć rozbite polskie ziemie w jedno silniejsze królestwo. I tym razem wydawało się że może się to niejakiemu Łokietkowi udać.

W 1308 roku dostałeś w swoje ręce niebywałą okazję wzmocnienia i zdobycia nowych ziem.

Władysław Łokietek wezwał na pomoc twój zakon w celu odparcia ataku Brandenburczyków na Pomorze Gdańskie. Udzieliliście pomocy ale Pomorza i Gdańska nie opuściliście. Po wymordowaniu polskiej załogi w mieście zajęliście także kolejne grody pomorskie i odkupiliście od Brandenburczyków prawa do Pomorza.

Wściekły władca po przepychankach i bitwach w 1319 interweniował u papieża. Nie skończyło się to dla ciebie najlepiej. Procesy w sprawie zagarnięcia Pomorza odbył się w Brześciu oraz Inowrocławiu zakończyły się wyrokiem który nakazywał twojemu zakonowi przekazanie Pomorza i zapłatę 30 000 grzywien królowi polskiemu. Wielki Mistrz podjął decyzję aby złożyć apelację i chwilowo sprawa uległa zawieszeniu.

Po jakimś czasie i kilku działaniach z obu stron wybuchła pełnoprawna wojna między tobą a Polską. Miało to miejsca w 1327. 

Po podpisaniu pokoju zmuszony byłeś oddać Kujawy i ziemię dobrzyńską, zaś jako „jałmużnę" zatrzymywałeś Pomorze. Pokój ten doprowadził do zwrócenia twojej uwagi na kogoś innego.

Litwę.

Ekspansja na Litwę wydawała się bezpieczniejsza niż ciągłe kłótnie z Polską.

Przynajmniej dopóki Polska i Litwa nie zawarły unii poprzez małżeństwo polskiej królowej i litewskiego księcia.

Potem była te nieszczęsna bitwa pod Grunwaldem.

A szczytem upokorzenia okazał się Hołd Pruski.

W końcu jednak po kolejny setkach lat, różnych sojuszach, wojnach i przejściu na luteranizm stałeś się królestwem.

Po setkach lat pracy, walk, służenia innym wreszcie coś osiągnąłeś.

Już nie byłeś tylko zakonem, niczyimi lennikiem ani księstwem. Stałeś się królestwem.

Wraz z Brandenburgią utworzyłeś Królestwo Pruskie w 1701.

Gdy ty piąłeś się w górę Świętek powoli słabł.

Jego czasy świetności mijały. Ziemi ubywało, wojsko się kurczyło, wojny domowe o władze wybuchały niebezpiecznie często, było też w przeszłości kilka wojen religijnych.

Na tronie zasiadała dynastia Habsburgów, podporządkowując Cesarstwo Austrii. Kraj był rozdzierany wewnętrznie.

Z Austrią dobre stosunki straciłeś dawno.

Pamiętałeś gdy odrzucił cię na rzecz brata. Personalnie nie chciał utrzymywać z tobą stosunków jako że byłeś początkowo tylko zakonem. Gdy ty znajdowałeś dopiero swoje miejsce w Europie Cesarstwo Rzymskie nadal miał władzę i moc na kontynencie. Austria lubił go wtedy rozpieszczać, odwiedzać i nadmuchiwać i tak wielkie ego Świętka.

W końcu rozpieszczonym bachorem tam łatwo było manipulować.

Politycznie byłeś dla niego dużo mniej waży.

Rozumiałeś to i mogłeś to znieść. Lecz odrzucenia prywatnego jako osoba nie byłeś w stanie mu wybaczyć.

W pierwszych latach XVIII wieku Świętek przybył do ciebie w nieoczekiwanej sprawie.

Tym razem nie żądał wsparcia, uważając że twoja lojalność należy tylko do niego.

W poprzednich wiekach kilka razy już tego próbował. Zawsze odmawiałeś a on zawsze odchodził patrząc na ciebie z wściekłością i zdradą w nadal młodych lecz już tak zmęczonych oczach.

Wymagał od ciebie posłuszeństwa i wykonywania rozkazów.

Jakbyś był rzeczą.

Jego rzeczą.

Po tylu wiekach to już nawet nie bolało. Po prostu męczyło. Co ciekawe ciało Świętka nadal przywodziło na myśl kruchego dziesięciolatka podczas gdy twoje stało się dobrze naostrzoną bronią.

Byłeś już dorosły, ciało pokryły twarde mięśnie i blizny. Lecz wygląd nadal miałeś demona.

Ale to było mało ważne. Nigdy nie obchodził cię wygląd zewnętrzny twój czy kogokolwiek wokół ciebie. Prychałeś z pogardą słysząc plotki o trwającym setki lat napięciu seksualnym między personifikacją Anglii i Francji, przewracałeś oczami na wiadomość o ślubie personifikacji Węgier i Austrii.

Gdy byłeś dzieckiem Węgry cię oczarowała. Możliwe że nawet się zauroczyłeś w zadziornej młodej dziewczynie. Lecz to była tylko dziecięca fanaberia która jest teraz naprawdę żałosnym wspomnieniem. Nie potrzebowałeś małżeństwa z kimkolwiek, żadnych głębszych sojuszy i na pewno nie zamierzałeś łączyć się na głębszym poziomie uczuć z jakąkolwiek personifikacją.

To była najprostsza droga aby pozwolić wbić sobie nóż w plecy.

Świętek przybył do ciebie po raz kolejny, tym razem jednak po to aby obarczyć cię odpowiedzialnością.

Aby podrzucić ci waszego młodszego brata Ludwiga.

Cesarstwo Rzymskie ogłosił że ma dość niańczenia tego ciężaru. Robił to tylko dlatego że miał nadzieję że w końcu dziecko zaniknie. Po tak długim czasie był już zmęczony czekaniem.

W jego oczach dostrzegłeś jednak coś jeszcze podczas tłumaczenia tego.

Strach.

Świętek najwyraźniej obawiał się że Ludwig zacznie dorastać i stawać się silniejszy z powodu ciągłych problemów w Cesarstwie. A wtedy Świętek musiałby oddać mu należne ziemie. Których już i tak w większości nie miał jako że terytorium znacznie się skurczyło.

Nie widziałeś Ludwiga od setek lat. Odkąd opuściłeś dom waszego konające ojca.

Ani razu Ludwiga nie odwiedziłeś, ani nie zażądałeś wizyty. Ta świadomość sprawiła że w twoim żołądku zaczęło palić się poczucie winy. Byłeś w stosunku do niego taki lekceważący.

Przyjąłeś więc do siebie Ludwiga. Świętek pośpiesznie wrócił na swoje ziemie nie żegnając się z niemowlęciem. Z tobą jakoś bardzo też nie.

Po raz pierwszy wziąłeś go w ramiona. Bojąc się aby go nie skrzywdzić. Nie będąc pewnym jak w ogóle poprawnie dziecko trzymać.

Oczywiście mogłeś oddać go pokojówką a potem wyznaczyć mu mamkę, lecz nie chciałeś tego zrobić. Domyślałeś się że dziecko i tak przez te wszystkie lata w większości było właśnie tak traktowane. Chciałeś to zmienić. Dać mu dom.

Zasłużył na to. W końcu był tylko dzieckiem i nikomu prawdziwie nie zawinił.

Po jakimś czasie wziąłeś udział w rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wreszcie mogłeś pozbyć się upierdliwego dawnego mocarstwa. Wtedy miałeś nadzieje że to już ich koniec. Litwy i Polski. Jednak głównie Polski.

Niestety twój triumf i spokój nie trwały długo.

Bo na scenie pojawił się Napoleon Bonaparte wykorzystując Polaków przeciwko tobie.

Dodatkowo odpowiedzią na przyjęcie przez Napoleona tytułu cesarza Francuzów, Franciszek II Habsburg przyjął dziedziczny tytuł cesarza Austrii, jako Franciszek I. W ten sposób formalnie powstało Cesarstwo Austrii, obejmujące wszystkie dziedziczne posiadłości Habsburgów.

Przez niecałe dwa lata Franciszek był nazywany „cesarzem Niemiec i Austrii".

Na widok nieszczęścia i słabnącego zdrowia Świętka byłeś rozdarty. To był twój przybrany brat, powinieneś się o niego troszczyć. Ale gdzieś w głębi umysłu czułeś że chcesz rozpadu Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Chcesz tego co ci się należy.

Już dawno przestałeś być cichym chorobliwie pragnącym uznania Germanii chłopcem. Nie jesteś już taki miękki jak kiedyś.

Jedyną osobą mająca do ciebie jakiekolwiek roszczenia był Ludwig. Ten słodki chłopak przez te kilka lat całkowicie przedarł się przez gruby mur otaczający twoje serce. Był zwykle taki spokojny, łagodny i słodki.

Rozumiałeś czemu Germania go tak kochał. Był takim idealnym dzieckiem.

I to właśnie on był kolejnym powodem czemu chciałeś rozpadu Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Świętek zagarnął ziemię które miały należeć do Ludwiga. Coraz częściej zastanawiałeś się czy to nie z tego powodu Ludwig nadal pozostaje w ciele niemowlęcia. Może to najpierw Germania a potem Świętek zahamowywali możliwość rozwijania się dziecka.

Prawda była taka że Świętek nic już dla ciebie nie znaczył.

Powinieneś się o niego troszczyć i go kochać. Tak.

Ale nie umiałeś. Już dawno temu przestałeś próbować.

On przecież o ciebie nie troszczył się nigdy.

W końcu po klęsce w bitwie pod Austerlitz Franciszek II został przymuszony przez Francuzów do zrzeczenia się godności cesarza rzymskiego i króla niemieckiego oraz do zwolnienia swoich wasali ze zobowiązań wobec Cesarstwa. Większość państw niemieckich utworzyła Związek Reński, którego Napoleon został oficjalnym protektorem Ty pozostałeś poza związkiem, tak samo jak Austria. Nie zamierzałeś się uginać i stawać posłusznie w szeregu. Dzięki temu Napoleon mógł, jako władca Francji i hegemon Niemiec, kreować się na dziedzica dawnego państwa Franków.

W ten sposób, po ponad ośmiu wiekach, Święte Cesarstwo Rzymskie przestało istnieć.

Nigdy tak naprawdę nie dowiedziałeś się do stało się ze Świętkiem. Między personifikacjami krążyło wiele plotek. Możliwe że został zabity podczas bitwy trzech cesarzy. W końcu zdarzało się że personifikacje walczyły w bitwach jako znaczące wzmocnienie wojska. Byli w końcu szybsi, silniejsi, wytrzymalsi.

Francja osobiście biorący udział w bitwie mówił że nie widział go podczas tych wydarzeń. Austrii na polach bitwy jak zwykle nie było. Jeśli nie miał przez swojego władcę wydanego żelaznego rozkazu to nigdy się nie angażował.

Była to kolejna rzecz przez którą tak nim gardziłeś.

Bojący się pobrudzić strachliwy paniczyk.

Niektórzy zakładali że Świętek po prostu zniknął w pierwszych godzinach istnienia Związku Reńskiego. Nikt jednak tego nie widział. I nikt nie wiedział nawet gdzie wtedy mógłby być.

Nikt tak naprawdę jednak dłużej o tym nie myślał. Świętek był kolejną martwą już personifikacją. Jego tragizm polegał jedynie na tym że na zawsze zapamiętany zostanie jako dziesięcioletni chłopiec którego ciało się nie starzało. A jako że ciało się nie starzało to i umysł w niektórych przypadkach pozostał też dziecięcy. Nie był dzieckiem per se, żył i widział zbyt wiele. Ale jego mózg był niedostatecznie rozwinięty żeby uznać go za całkowicie dorosłego.

Fakt był faktem. Świętek zniknął. Święte Cesarstwo Rzymskie, imperium i dawna nadzieja Germanii przepadła, podczas gdy tak wielkie rozczarowanie jak ty nadal istniało.

Pomyślałeś złośliwie że gdyby Germania to widział to umarłby po raz drugi.

Tym razem za zgryzoty.

Napoleon Bonaparte umacniał swe panowanie w Niemczech, gdzie doprowadził do ogromnego przewrotu; zmusił małe państwa Świętego Cesarstwa Rzymskiego do połączenia się z większymi. Wcześniej rozdrobniona Rzesza skupiała ponad 300 państw.

Działania Francuzów bardzo cię drażniły. Tym razem to oni zagarnęli ziemie, które powinny należeć do Ludwiga.

Nie chciałeś ich już nawet dla siebie. Chciałeś ich dla swojego brata. Brata który był najcenniejszym skarbem o który gotów byłeś walczyć z całym światem.

Słyszałeś że stopniowe rozszerzanie się związku Niemcy początkowo przyjmowali przychylnie, jako krok w stronę zjednoczenia.

Wiedziałeś jednak że to wierutne kłamstwo i do żadnego prawdziwego zjednoczenia nie dojdzie. Nie póki cokolwiek do powiedzenia miał Bonaparte.

W rzeczywistości Francuzi zamierzali utworzyć barierę dla ciebie i Austrii.

Na całe szczęście ten paskudny twór zaczął się sypać zaskakująco szybko, bo tylko po siedmiu latach. Nikt nie widział nawet czy miał on jakąś personifikację. Na szczęście jeszcze Ludwig nie zaczął dorastać więc nie został w to jeszcze wciągnięty.

To nie był jeszcze jego czas.

Wzmocnisz go i oddasz mu należne ziemie gdy pozbędziesz się Francji.

Związek rozpadł się w 1813, kiedy kolejne państwa wchodzące w skład Związku przystępowały do koalicji przeciw Napoleonowi. Został rozwiązany w 1813 po porażce Napoleona w bitwie pod Lipskiem.

Podczas obrad kongresu wiedeńskiego w 1815 rozważano reaktywację Świętego Cesarstwa, na co naciskali zwłaszcza Brytyjczycy, król brytyjski jako elektor Hanoweru był przywiązany do tej tradycji, ponadto widział w reaktywacji Cesarstwa sposób na uniemożliwienie zarówno Francji, jak i tobie umocnienia pozycji na kontynencie, jednakże Austria, był temu przeciwny, widząc w Starej Rzeszy bardziej obciążenie niż korzyść dla swoich władców.

Zgrzytałeś zębami na dwulicowość Austrii który niegdyś rozpieszczał i przyjaźnił się ze Świętkiem. Nawet jeśli twoja złość skierowana na niego była niesprawiedliwa. Wiedziałeś że to jego władca miał decydujący głos. Że czegokolwiek Austria jako osoba chciałby, musiałby milczeć.

Utworzono jedynie Związek Niemiecki (8 czerwca 1815), który miał być instrumentem austriackiej hegemonii w Niemczech. Prezydentem Związku zostawał każdorazowo cesarz Austrii. Wielka Brytania zaakceptowała Związek Niemiecki jako przeciwwagę dla agresywnej polityki Francji i Rosji. Związek miał zastąpić rozwiązane w 1806 Święte Cesarstwo Rzymskie.

Postał kolejny paszkwil służący za podnóżek Austrii.

Potem byłeś osłabiony wydarzeniami Wiosny Ludów w 1848 zostałeś zmuszone przez Austrię do wyrzeczenia się planu zjednoczenia północnych Niemiec. W 1864 obaj tymczasowo działaliście wspólnie w zwycięskiej zwycięskiej wojnie przeciw Danii.

W końcu jednak straciłeś cierpliwość, od tak dawna rywalizowałeś z Austrią o przewodnictwo w utworzonym Związku Niemieckim. Miałeś tym razem po swojej stronie Otto von Bismarcka premiera Prus.

Po śmierci i po wydarzeniach do których przyłoży rękę zostanie uznany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych polityków europejskich XIX. Jednego z najważniejszych prusaków.

Wtedy tego jednak nie wiedziałeś.

Wojna prusko-austriacka została przez ciebie wygrana.

Najważniejszym skutkiem wojny było wycofanie się Austrii z polityki niemieckiej, rozwiązanie Związku Niemieckiego i utworzenie Związku Północnoniemieckiego, co później umożliwi w 1871 zakończenie jednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Królestwa Prus i powołanie Cesarstwa Niemieckiego.

Po jakimś czasie Bismarck wykonał kolejny ruch. Sfałszował depeszę z Ems, która doprowadziła do wojny prusko-francuskiej i do zjednoczenia Niemiec.

Kanclerzem Związku Północnoniemieckiego został Bismarck.

Związek Północnoniemiecki został po kilkunastu latach przekształcony w Drugą Rzeszę Niemiecką, a kanclerzem nadal był Bismarck. Było to już całkowite zjednoczenie Niemiec.

A Ludwig stał się personifikacją nowego państwa. Chociaż oczywiście na czele stałeś ty i twoi ludzie. Lecz po kilku miesiącach od powołania Drugiej Rzeszy Niemieckiej zauważyłeś że Ludwig zaczyna rosnąć. Ożywał, stawał się bardziej ruchliwy i ciekawski.

Zastanawiałeś się czemu wcześniej nie stał się personifikacją Związku Północnoniemieckiego lub nawet Związku Niemieckiego. I chociaż Związek Niemiecki nadal był zbieraniną osobnych mniejszych państw więc mogło mieć to znaczenie to w przypadku Związku Północnoniemieckiego nadal nie byłeś pewien.

Później jednak nie miało to aż takiego znaczenia, ponieważ Ludwig nareszcie rósł. Wreszcie był personifikacją. Na stanie się kimś czekał tyle setek lat. W porównaniu z nim twoje zmagania od czasu śmierci Germanii do podróży do Akii były tylko szybkim przebłyskiem.

Wiedziałeś że Ludwig jest młodszy od ciebie.

Germania zmarł w VII wieku. Gdy miałeś około dwudziestu jeden lat. Nie wiedziałeś o ile Ludwig jest od ciebie młodszy. Ale to nie miało nawet znaczenia, sam nawet nie znałeś roku swojego własnego urodzenia.

Ale nawet licząc od VII wieku czyli od wieku gdy Germania przeminął do 1871 czyli roku powstania Rzeszy czyli drugiej połowy XIX wieku. Ludwig czekał na swój czas dwanaście wieków. Około tysiąc dwieście lat, podczas gdy ty zostałeś Zakonem Krzyżackim XXII wieku. Pięć wieków. Pięćset lat.

W obecnych czasach śmierć Germanii, wyprawa do Akii, porzucenie imienia nadanego ci przez ojca, to wszystko wydawało się tak odległe i tak dawne że prawie nierealne.

Wydarzyło się jednak. To wszystko było twoim początkiem. I nie zamierzałeś nigdy o tym zapominać. Nawet jeśli kiedyś było tak ciężko, smutno i samotnie.

Teraz było lepiej, byłeś silny, miałeś Ludwiga i wreszcie coś znaczyłeś.

A fakt że przybrany ojciec dawno temu nie zakładał że uda ci się dokonać nawet połowy rzeczy które zrobiłeś nie miało znaczenia.

Lata mijały dalej, Ludwig rósł uczył się, stawał silniejszy. Wyrósł najpierw na cichego grzecznego chłopca wyglądem tak podobnego do Świętka. Oczy koloru jasnego bezchmurnego nieba, włosy w kolorze złotych zbóż, rumiane okrągłe policzki. W niczym prócz wyglądu jednak nie przypominał zmarłego starszego brata.

Był skromniejszy, cierpliwszy, poważniejszy. Czasami byłeś wręcz zaskoczony jak dziecko może wykazywać się takim stoicyzmem.

Możliwe że niesamowicie długo okres niemowlęctwa jakoś się do tego przyczynił. Podczas gdy ty w jego wieku chciałeś biegać po lasach, rozganiać ptaki i robić żarty to Ludwig pochylał się z ciekawością nad książkami, słuchał nauczycieli wykładających mu przeszłość czy najlepiej jak umiał uczył się od ciebie posługiwania bronią.

Bo chociaż miecze i tarcze odeszły w zapomnienia na rzecz pistoletów i strzelb ty chciałeś nauczyć swojego brata wszystkich umiejętności które mogły mu się przydać.

To co cię zaskoczyło to cierpliwość. Cierpliwość jaką zobaczyłeś w sobie. Nigdy nie byłeś uważany za osobę spokojną czy cierpliwą. A mimo to podczas nauki brata powtarzałeś ruchy tak długo jak Ludwig tego potrzebował.

Gdyby na jego miejscu był ktokolwiek inny, żołnierz, czy personifikacja byłbyś ostrzejszy, złośliwszy, mniej wyrozumiały.

A jednak nie potrafiłeś być taki w stosunku do brata. I chociaż czasami bałeś się że za bardzo go rozpieszczasz, wiedziałeś że świat jest okrutny i jeśli ty go na to nie przygotujesz to młody może przeżyć szok, to nie potrafiłeś inaczej.

Ludwig pocieszająco często jednak rozwiewał twoje wątpliwości uderzając swoją klingą o twoją z zaskakującą siłą, robiąc zmyślny unik czy wytrzymując twój cios najlepiej jak potrafił.

Germania wychowywał cię szorstko i surowo, a to bolało bardzo. Żyłeś wtedy pragnąc chodź odrobiny uznania i ciepła z jego strony. Nigdy jednak tego nie dostałeś, nie ważne jak bardzo się starałeś i próbowałeś.

Nigdy nie chciałeś tak samo wychowywać Ludwiga. Nigdy nie skrzywdziłbyś go tak samo jak skrzywdzono ciebie w przeszłości. A więc pomimo obaw nadal byłeś cierpliwy i pokrzepiający.

Twój temperament usypiał jak dziki drapieżnik ilekroć miałeś styczność ze swoim cennym bratem. Ten sam temperament odpowiedzialny za niszczenie sojuszy, postrzeganie cię jako potwora, rozszarpywanie wrogów na polu bitwy.

Jedno spojrzenie tych niewinnych błękitnych oczu wystarczało że wszystko w tobie się uspokajało.

Ludwig był twoją dumą, nieświadomie przebijając wszystko czego od niego po cichu oczekiwałeś. Im starszy się stawał tym większe zainteresowanie wykazywał wojskiem będąc bardziej niż chętnym do słuchania opowieści, przeglądania rynsztunków czy mundurów. Im więcej się uczył tym dokładniej chciał wszystko robić. Ludwig okazywał się swoim największym krytykiem cały czas chcąc robić wszystko lepiej, dokładniej, bardziej. Nawet jeśli robiąc coś nie uda mu się sto razy to za sto pierwszym zrobi to jak najdokładniej i najlepiej. Wydawało się że każda porażka czegoś go uczyła i zamiast zniechęcać go jak każde dziecko w jego wieku to napędzała go do działania bardziej.

Już dawno przebił Świętka, był mądrzejszy, zaradniejszy, silniejszy. Chociaż to ostatnie nie było trudne do osiągnięcia jako że Świętek odkąd pamiętasz był słabszy fizycznie od ciebie. Z mieczem szło mu dużo gorzej niż tobie i Germania starał się nauczać go i poprawiać dopóki sam miał siłę dzierżyć miecz.

Ludwig był od ciebie sto razy lepszy. I nie chodziło o walkę bo do pokonania cię brakowało mu przynajmniej kilkudziesięciu lat wytężonego treningu. Ale był lepszą osobą od ciebie pod każdym względem.

Kiedyś był cudownym dzieckiem Germanii i chociaż do dzisiaj nie masz pojęcia jakim cudem Germania to wyczuł, ale po prostu wiedział.

Jako dziecko sądziłeś że Ludwig był idealny, Świętek odpowiedni, ty byłeś rozczarowaniem

I chociaż Ludwig jest idealny a ty nadal zapewne byłbyś rozczarowaniem dla Germanii to Świętek okazał się za słaby.

Ale teraz to już nie miało znaczenia. Święte Cesarstwo Rzymskie już nie istnieje, a Ludwig jest tu i teraz.

I wiesz że zrobisz wszystko, poświęcisz wszystko, nawet samego siebie żeby Ludwig był zdrowy i bezpieczny.

W końcu Ludwig wyrósł na coraz poważniejszego rozsądnego młodzieńca. Nawet jeśli dorastanie obeszło się z nim gorzej niż z tobą. Nagły zryw wzrostu sprawił że stał się sięgającym ci do ramienia nastolatkiem. Chudym bardziej niezręcznym ruchowo. Długie kończyny, nowo pojawiająca się niezdarność i niepewność.

Rozwój i szkolenie Ludwiga oraz pozorny spokój został przerwany przez morderstwo w Sarajewie w 1914 roku.

Jeden bezużyteczny następca tronu został zastrzelony a świat nagle oszalał. Nic cię nie obchodził następca tronu Austro-Węgier i jak dla ciebie mogli zabić samego cesarza, wiedziałeś jednak że większość państw europejskich od lat siedziała na beczce prochu. To musiało w końcu wybuchnąć wszystkim w twarz.

Wielka Wojna jak została nazwana okazała się największym konfliktem zbrojnym w Europie od czasów wojen napoleońskich.

Wiele państw było niezadowolonych z nowego podziału świata, imperializm, konflikty na tle etnicznym, żądania dawno zniszczonych państw do uzyskania niepodległości, zażarty wyścig zbrojeń.

To musiało w końcu wybuchnąć i byłeś tego świadomy. Nie podobało ci się jednak że stało się to teraz gdy Ludwig nadal się rozwijał i uczył.

Prawdopodobnie jeszcze wiek wcześniej gdyby ktoś ci powiedział że będziesz martwił się wojną ze względu na kogoś innego niż ty sam to rozprułbyś takiemu delikwentowi brzuch a potem rzucił się w wir wojny pochłaniający Europę z podnieceniem.

Czy to możliwe że tak bardzo się zmieniłeś z powodu jednego głupiego chłopaka?

Ta myśl zaskakująco cię zaniepokoiła. Nie zamierzałeś stawać się słaby. Słabość oznaczała upadek. Upadek oznaczał marny koniec. Skończyłbyś tak jak Germania, Świętek, Polska, Zakon Templariuszy i wielu innych.

Nie miałeś jednak czasu aby pochylać się nad tymi problemem dłużej gdy wokół rozgorzała największa i najkrwawsza wojna jaką kiedykolwiek widziałeś.

I jednocześnie ta wojna była pierwszym takim doświadczeniem Ludwiga. Bardzo zimny i bardzo okrutny prysznic.

Sam oczywiście też cierpiałeś gdy tysiące żołnierzy było rozszarpywanych przez kule. Lecz dla ciebie to cierpienie było znajome, to nie było pierwsze twoje doświadczenie z wojną. Gdyby tego wszystkie było mało w pewnym momencie do wojny przyłączyły się Stany Zjednoczone. Znałeś personifikację Ameryki. Młody, porywczy dzieciak który wyrwał się Anglii spod kontroli. Był zuchwały, głośny i arogancki, pomimo młodego wieku w niczym nie przypomniał twojego Ludwiga.

Czego mogłeś się jednak spodziewać po wychowanku Anglii?

Woja była straszna, ciężka i przegrana.

Cesarstwo Niemieckie poprosiło o wstrzymanie ognia 3 października 1918. Kiedy cesarz Wilhelm II rozkazał flocie Rzeszy wypłynąć na samobójczy rejs przeciwko marynarce brytyjskiej, marynarze niemieccy 29 października 1918 zbuntowali się w porcie w Wilhelmshaven.

To było upokarzające. A restrykcje nałożone na was okazały się jeszcze gorsze.

Austro-Węgry zawarły rozejm, po którym imperium się rozpadło. To nie zabolało cię jakoś bardzo, prędzej połknąłbyś szkło niż współczuł Austrii.

Razem z Ludwigiem zostaliście zmuszeni do bezwarunkowego uznania suwerenności Belgii, Polski, Czechosłowacji i Austrii. Ponadto utraciliście około 13% terenów ze stanu sprzed wojny. Twoja Alzacja i Lotaryngia wróciły do Francji, Belgia również wyrwała wam ziemię. Przeklęta Polska non stop szturchała was i wyrywała kolejne miasta i połacie ziemi. Nawet Dania coś wam zabrał. Litwa zyskał wasz port. A jakby tego było mało to straciliście wszystkie swojego imperium kolonialnego, które zostało podzielone głównie pomiędzy Anglię i Francję.

Byłeś wściekły, żądny krwi, upokorzony.

Podczas gdy jeszcze trzydzieści lat wcześniej sprawiałeś że duża część personifikacji Europejskich patrzyła na ciebie z ostrożnością bojąc się ciebie teraz wszyscy szydzili i cieszyli się z twojego upokorzenia.

Ludwig znosił to przynajmniej powierzchownie lepiej niż ty. Jego twarz była pozbawioną uczucia maską, ton chłodny lecz grzeczny, postawa sztywna lecz pewna. Podczas gdy ty chciałeś rzucić się każdemu zagranicznemu politykowi do gardła. Zresztą personifikacją również, chociaż niepisana zasada między waszą grupą mówiła że nie obwinia się personifikacji o działania jego ludzi.

Podczas powojennego spotkania z Anglią gdy stwierdził że Ludwig wyszedłby lepiej gdyby został pod opieką Austrii o mało nie rzuciłeś mu się do gardła. Młody z trudem cię przytrzymał żebyś nie wydrapał sukinsynowi oczu.

Potem odpowiedział z chłodną uprzejmością Anglii coś co znów pokazało że jest osobą znacznie lepsza od ciebie.

"To spotkanie ma charakter polityczny i tego typu obserwacja ani nikogo nie obchodzą ani nie są nikomu potrzebne."

Potem gdy już zostaliście sami złapał cię za ramię i rzucił z pogardliwością.

"To że Anglia okazał się słabym opiekunem nie oznacza że powinien zakładać że wszyscy są tak samo nieudolni. Dziś wygrali, niech się cieszą tym zwycięstwem póki mogą."

Widząc młodego spokojnego Ludwiga patrzącego na ciebie z taką pewnością pomimo traum jakie zapewniła mu Wielka Wojna zrozumiałeś że twoje pobłażanie w wychowaniu go nie wyszły mu na złe.

Byłeś z niego cholernie dumny. Byliście pokonani, ale nie zniszczeni.

Austria miał znacznie gorzej i chociaż upokorzenie bolało, to wiedziałeś że nadal masz Ludwiga podczas gdy Austria został sam.

Nawet było ci go trochę żal, nawet jeśli nigdy tego nie przyznasz.

132 miliardów marek w złocie za straty poniesione podczas I wojny światowej, tyle mieliście zapłacić. Jakby utrata kolonii i ziem nie była wystarczając poniżająca. Twoja wściekłość utrzymywała się jeszcze lata po zakończeniu konfliktu, chciałeś rozedrzeć kontynent na strzępy msząc się na każdym państwie które was skrzywdziło.

Marzenia były jedynym co ci w tym przypadku zostało jako że stan wewnętrzny był straszny.

Na miejsce Drugiej Rzeszy powstała Republika Weimarska, powstała w wyniku rewolucji listopadowej. Monarchia została obalona a w jej miejsce postała mieszanka prezydencko-parlamentarna. Republika była ogłaszana jako "udana próba wprowadzenia liberalnej demokracji w stylu zachodnim".

Jakbyście musieli w czymkolwiek naśladować te zachodnie śmieci które tak was upokorzyły. Co tak złego było w starej dobrej sprawdzonej monarchii?!

Próby obalenia państwa, hiperinflacja a potem ten przeklęty wielki kryzys. Lata po zakończeniu wielkiej wojny nadal byłeś słaby, pogrążony w chaosie i rozgoryczony. Podobał ci się jedynie kolejny prezydent republiki. Paul von Hindenburg, prusak z krwi i kości.

W Republice byłeś jednym z państw związkowych. Największym, najliczniejszym i najsilniejszym ze stolicą w Berlinie, utrzymałeś również dominującą pozycję, miałeś szeroki zakres samodzielności wewnętrznej.

Ludwig pomimo bycia dokładną personifikacją Republiki Weimarskiej w rzeczywistości traktował cię jak równego sobie. Drugą personifikację w kraju. Swoją drugą połówkę.

To było, miłe. Nie byłeś zaskoczony w końcu byliście braćmi, wychowałeś go, lecz wcale nie musiał traktować cię jako równego sobie.

Nie musiał stawać w twojej obronie podczas spotkania z Anglią.

Świętek na pewno żadnej z tych rzeczy by nie zrobił.

A jednak przecież już setki razy powtarzałeś sobie że nie powinieneś porównywać Świętka z Ludwigiem.

W latach 1924–1929 mimo wszelkich napięć i konfliktów, młoda demokracja zdawała się odnosić coraz więcej sukcesów. Reforma walutowa i kilka innych rozsądnych działań doprowadziły do względnej stabilizacji gospodarczej i politycznej. Przez te pięć lat Ludwig przerósł cię, nabrał mięśni a jego głos stał się jeszcze głębszy, nie tak chrapliwy i szorstki jak twój, naznaczony setkami lat wykrzykiwania żołnierskich rozkazów. Nadal fizycznie nie mógł cię pokonać lecz ty miałbyś już duży problem z pokonaniem jego.

To w tych latach podarowałeś bratu żelazny krzyż, zrobiony na zamówienie już lata wcześniej.

Był to dowód waszej nierozerwalności, głębokiej więzi i twoje podziękowanie. Podziękowanie za to że cię zaakceptował, nie porzucił jak wszyscy inni. Oczywiście tego ostatniego nigdy mu nie powiedziałeś. Prędzej połknąłbyś własny język niż się do tego przyznał.

W polityce międzynarodowej wasi ludzie starali się abyście znów zaczęli liczyć się na arenie międzynarodowej. Żeby zaczęto was traktować jak równoprawnych partnerów, a nie żądne krwi zwierzęta jak uroczo pokazywały to plakaty i hasła propagandowe z okresu Wielkiej Wojny.

Oczywiście nie było mowy o odzyskaniu potęgi sprzed Wielkiej Wojny, przynajmniej jeszcze nie teraz. Może za dwadzieścia, lub trzydzieści lat. Chociaż odzyskanie kolonii i ziem które teraz należały do Francji, Polski, Czechosłowacji, Danii czy Belgii wydawało się praktycznie niemożliwe do zrobienia nawet za lat trzydzieści.

Ale w obecnych chwilach potrzebowaliście wszystkiego. Szacunek, uznanie i podziw zniknęły, żeby zacząć ponownie być wielcy musieliście znów pokazać się na arenie międzynarodowej. Zwłaszcza że stosunki między państwami w obecnych czasach wydawały się coraz ważniejsze.

Nie byłeś do tego przyzwyczajony, do pozorów, grzeczności zawiązywania sojuszy, utrzymywania dobrych relacji. Tym w większości teraz zajmował się Ludwig. Twój młodszy brat miał więcej cierpliwości, chęci i pomysłów do tego. Ty jako dawne imperium nastawione na wojny i ekspansję nigdy do takich rzeczy nie przystawałeś. Sojusz miał być na tu i teraz a gdy już nie będę potrzebni sojusz w razie potrzeby zostanie zerwany.

Przy pomocy Ludwiga udało się zawrzeć umów gospodarcze z Węgrami, Rumunią i Bułgarią wzmocniło to akceptację republiki na arenie międzynarodowej. Ludwig dla starych personifikacji był stosunkowo nieznany. Świętek trzymał go z daleka od siebie i innych. A ty czekałeś aż urośnie, nabierze umiejętności i siły aż będzie mógł pokazywać się innym personifikacją.

Nie byłeś nadopiekuńczy, lecz zdroworozsądkowy.

Ludwig był wychowywany przez ciebie więc prawdopodobnie wiele personifikacji początkowo było ostrożnych spodziewając się porywczego niechcącego słuchać smarkacza na twój wzór.

Podobno niektórzy z nich nieźle się zdziwili gdy przeprowadzili z nim pierwsze rozmowy.

Austria który nawet podczas Wielkiej Wojny nie widział Ludwiga na oczy według relacji twojego brata był zmieszany i zawstydzony. Młody zapytał cię o co mogło chodzić.

Oczywiście wiedziałeś.

Jak niby tchórzliwy nie posiadający kręgosłupa Austria mógł spojrzeć w oczy Ludwigowi którego odrzucił na rzecz Świętka radząc mu żeby nie tracił czasu ani nerwów na "pomyłkę która nie ma przyszłości"?

Świętek bardzo lubił mielić ozorem i powtarzać co takiego rozsądnego powiedział mu Austria tym razem.

Nie zamierzałeś jednak mówić Ludwigowi prawdy. Nie zasłużył na taki okrutny cios.

Zresztą takie plotki o Ludwigu chodziło po Europie przez steki lat. Wielu wiedziało że gdzieś jest germańska personifikacja która z jakiegoś powodu pozostaje niemowlęciem. Nie wielu wiedziało cokolwiek więcej. Oczywiście teraz połączono kropki i wszyscy doszli do wniosku że tym dzieckiem był Ludwig. Ale teraz gdy stał przez nimi silny dorosły i onieśmielający stare informacje nie miały znaczenia.

Wszystkie nadzieje na długoterminową stabilizację niemieckiej demokracji okazały się płonne. Śmierć Gustava Stresemanna w październiku 1929 była początkiem końca republiki. Później jakby nie było wystarczająco źle nadszedł Wielki Kryzys.

Wiele krótkoterminowych kredytów zostało wycofanych z Niemiec. Gospodarka niemiecka uległa zupełnemu rozpadowi. Wskaźnik bezrobocia rósł zastraszająco szybko.

I wtedy na scenę wszedł Adolf Hitler.

Już w 1923 nieudolnie próbował przejąć władzę w wyniku nieudanego zamachu stanu w Monachium. Poszedł siedzieć i myślałeś że więcej o nim nie usłyszysz.

Jednak, niech szlak trafi Wielką Wojnę, Papena i samego Hitlera ten nieudolny wariat jakimś cudem doszedł do władzy.

Wybory prezydenckie w 1932 r. wygrał ponowie Paul von Hindenburg, jednak Hitler w pierwszej i drugiej turze zajął drugie miejsce.

Hitler oczywiście był Austriakiem. Żaden Niemiec czy Prusak nie byłby takim postrzelonym nieudacznikiem jak ten oszołom z wąsem.

Odkąd tylko o nim usłyszałeś nie zapałałeś do niego sympatią. Ludwig, młodszy nadal nieco naiwny był neutralny. Postanowił czekać i obserwować.

Jego partia po wyborach we wrześniu 1930 otrzymała 107 mandatów do Reichstagu i stała się najpierw drugą, a potem pierwszą frakcją w parlamencie.

30 stycznia 1933, dzięki poparciu sfer konserwatywnych, większości generalicji i czołowych przedstawicieli przemysłu i finansjery, został kanclerzem, powołany został przez Hindenburga. Prezydent widocznie już robił się naprawdę stary że zgodził się na ten okropny pomysł.

Hitler był oczarowany Ludwigiem. Miał obsesję na punkcie czystości aryjskiej krwi. Stek bzdur, ale ludzie chętnie tego słuchali. Wszyscy lubią słyszeć że są ponadprzeciętni, lepsi od ogółu.

Hindenburg ku twojemu rozczarowaniu i niezadowoleniu umarł w 1934, jego ciało nie zdążyło jeszcze ostygnąć a Hitler już wyciągnął łapy po urząd prezydenta.

Po dojściu do władzy Adolfa Hitlera, w następstwie unifikacji państwa niemieckiego, Prusy w latach 1933–1935 utraciły odrębność i stały się częścią III Rzeszy.

Ten beznadziejny maniak podeptał setki lat twojej historii wciskając twoje niegdyś wielkie imperium w część państwa niemieckiego które powstało tylko dzięki tobie i twoim ludziom.

Tego dnia byłeś wściekły, Ludwig nierozsądnie wszedł ci w drogę próbując usprawiedliwiać działania Hitlera. Wtedy po raz pierwszy się pokłóciliście. Po raz pierwszy na niego nawrzeszczałeś.

Wyszedłeś z domu na cały dzień nie oglądając się za siebie.

Po powrocie do domu Ludwig cię przeprosił mówiąc że nie miał prawa się wtrącać.

Zbyłeś to machnięciem ręki, nie byłeś zły na brata, nakazałeś mu jedynie zachować rozsądek i zapamiętać że nawet gdy przywódcy mają dobre chęci nie zawsze są one zdrowe.

Z roku na rok i ty i Ludwig byliście coraz bardziej zaniepokojeni działaniami Hitlera.

Działania wymierzone w stronę żydów, noc kryształowa, podpisanie ustaw norymberskich zabieranie, różnego rodzaju poniżające zakazy. Cała tak zwana "polityka rasowa" stawała się przerażająca i coraz bardziej niepokojąca. Prusy nic nie miał do żydów. Byli twoimi ludźmi tak samo jak inni. Często dla personifikacji nie miały znaczenia szczegóły takie jak kolor skóry, stan szlachecki,  czy mniejsze ułomności fizyczne. Ty sam zwłaszcza trzymałeś się tej zasady. W końcu sam nie byłeś do końca normalny jeśli chodzi wygląd. 

Piętnowanie kogoś dlatego że urodził się taki jaki się urodził i nie miał na to wpływu było marnowaniem czasu, sił i zwykłą głupotą. A ty naoglądałeś się tego typu działań już wystarczająco.

Działania Hitlera w końcu doprowadzą Niemcy na skraj kolejnej tragedii, czułeś to. Ludwig też czuł się coraz bardziej niepewnie. Ilekroć słyszał o aryjskiej ideologii, rasie panów czy aryjskim wyglądzie czuł się wyraźnie niewygodnie. Inną sprawą było że Hitler najwyraźniej upatrzył  sobie twojego brata jako nowego pieska salonowego którego lubi zapraszać do siebie na przyjęcia i spotkania. Ty byłeś oczywiście również zaproszony, ku swojemu własnemu niezadowoleniu i niepokojowi Ludwiga. 

Miałeś słabsze nerwy niż młodszy brat i zdecydowanie bardziej cięty język. 

Z każdym rokiem działania Hitlera stawały się coraz bardziej agresywne,  na początku działania te na szczęście nie wychodziły po za obręby waszych granic. 

Ludzie znikali, przeciwnicy polityczni, żydzi, osoby nieprzychylne nowej władzy. 

A potem był tylko gorzej gdy doszło do anschlussu Austrii i aneksji części Czechosłowacji .  

Tym razem państwa zachodu tak mądre i wyszczekane po pierwszej wojnie światowej nie zrobiły nic. Potrafili jedynie żądać pieniędzy i waszych ziem, bezwartościowa banda tchórzy. Londyn i Paryż uznały układ monachijski za zwycięstwo swej dyplomacji. Groźba wojny wydawała się zażegnana.

Gdy Austria patrzył wrogo na ciebie i Ludwiga warknąłeś na niego jedynie że Hitler jest w końcu Austriakiem po czym wyszedłeś. 

Bo czego niby oczekiwał, żebyście złamali jedną z podstawowych wpajanych wam zasad i sprzeciwili się rządzącemu waszymi ziemiami? 

Bałeś że na zebraniu tych dwóch państw głód Hitlera tylko wzrośnie gdy już przekonał się że zachód od razu go nie zatrzyma. 

I w rzeczywistości nie trzeba było długo czekać na kolejny ruch Hitlera którym był zbrojny atak na Polskę 1 września 1939 roku. 

Wtedy rozpoczęła się kolejna wojna. Wojna światowa która doprowadziła do jeszcze większych zniszczeń. 

Zniszczenie, śmierć waszych ludzi na frontach i obozach, obrzydliwa propaganda III Rzeszy i twoja niemoc. 

Ty i Ludwig byliście złapani w ogień krzyżowy tych przerażających wydarzeń. Pragnąłbyś waszej przegranej gdyby to było takie łatwe. Ale przegrana oznaczała kolejne kary, możliwe że straszniejsze od tych za Wielką Wojnę. Ten koszmar sprzed dwudziestu lat nazywany podniośle "Wojną która zakończy wszystkie wojny" okazał się tylko preludium do tego co się działo teraz. 

Austria, Czechosłowacja, Polska, Dania, Norwegia, Holandia, Francja, Belgia. 

Potem była powietrzna bitwa o Anglię która okazała się pierwszą klęską Hitlera. Wielka Brytania się obroniła, na razie.

Podbój Jugosławii i Grecji z pomocą Włoch. A później był szalony pomysł z atakiem na ZSRR. 

Im dłużej trwała wojna tym gorzej ludzie twoi i Ludwiga radzili sobie na frontach, Hitler dzielił już ziemie których jeszcze nie mieliście i była coraz mniejsza szansa na ich zdobycie. Ludzie cierpieli i ginęli a wy czuliście ich ból. 

Aż w końcu wasi ludzie byli zmuszeni na wycofywanie się z zajętych terenów. Ucieczkę i beznadziejną walkę o każde miasto. 

Aż w końcu zaatakowany został sam Berlin. Broniły go dzieci i starcy ledwo mogący utrzymać broń. Ich wyszkolenie było w najlepszym razie podstawowe.

Berlin w końcu skapitulował bezwarunkowo po tym jak Goebbels i Hitler wraz z żonami popełnili samobójstwo. 

Ty i Ludwig zostaliście od siebie odseparowani i wzięci do niewoli. 

Byłeś trzymany w dobrych warunkach, Ludwig podobno również. Personifikacje mógłby być wściekłe, rządne zemsty, sprawiedliwości i zadość uczynienia, ale nigdy nie obarczaliby was winą za to co się działo.

Mimo to w ich oczach widziałeś zmęczenie i wściekłość. Pytali cię czemu nie próbowałeś tego chociaż powstrzymać.

Wściekły odpowiedziałeś że łatwo im mówić o sprzeciwianiu się podczas gdy była to jedna z kluczowych zasad której nauczona była każda personifikacja. Lojalność przywódcy, choćby nie wiadomo co się działo. 

W obecnych czasach coraz gorzej najwyraźniej to działało, ale trudno było porzucić nawyki wyuczone setki lat temu jak mantrę. Zarzuciłeś ich przywódcą że potrafili żądać, zabierać i upokarzać ciebie i Ludwiga po pierwszej wojnie światowej, ale gdy zaczęło dziać się źle to skulili ogony i pozwolili na anschluss, aneksję Czechosłowacji czy ociągali się z udzielaniem pomocy Polsce.

Warczałeś na nich wściekły że ich przywódcy i ich tchórzostwo ponoszą chociaż jakąś część win za to co się stało. Potem rozgorzała między wami ogromna kłótnia.

Personifikacji aliantów nie widziałeś potem miesiącami. Ale nie żałowałeś tego co powiedziałeś. 

W 1947 zapłaciłeś za tę wojnę, możliwe że za słowa wykrzyczane do personifikacji ten rok i kilka miesięcy temu.

Uchwałą nr 46 Alianckiej Rady Kontroli ogłoszono likwidację państwa pruskiego i decyzją tej rady ziemię pruskie podzielono pomiędzy ZSRR, Polskę i NRD.

Poczułeś jakby ktoś miażdżył całe twoje istnienie, zabierał ci twoje jestestwo.  Jedną uchwałą zabrano ci coś na co ciężko pracowałeś przez setki lat. Na coś co zaczęło tworzyć się już w Akce w 1190. Obdarli cię z rzeczy definiujących każdą personifikację.

Z państwa. 

Oczywiście zawsze mogło być gorzej. Nadal byłeś Zakonem Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie więc nie groziło ci zniknięcie. Nie umrzesz. Zakon nigdy nie został oficjalnie rozwiązany przez papieża jak to miało miejsce na przykład w przypadku Zakonu Templariuszy. 

 Ale zostałeś trwale upokorzony i zdegradowany w oczach swoich i każdej personifikacji. Nawet obecnie nie wiesz w jakiej postaci jest twój zakon. Już w XV wieku przestałeś się nimi interesować zajęty sprawami państwa. 

Wiedziałeś podstawowe rzeczy, to znaczy że w związku z przejściem części braci na luteranizm i kalwinizm zakon stał się wspólnotą trzech wyznań – przy czym jednak każdy wielki mistrz musiał być wyznania katolickiego.

Ale teraz był to malutki zakon zajmujący się działalnościami charytatywnymi i szpitalnymi. Nie mógł liczyć więcej niż 500 osób. Zwłaszcza po tej cholernej wyniszczającej wojnie.

Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec uznała, że militaryzm i ekspansjonizm niemiecki jest historycznie związany z Prusami. Wiedziałeś że to był zaledwie wierzchołek góry lodowej. 

Nie prusacy byli odpowiedzialni za powstanie Hitlera i jego dojście do władzy. Ale wszyscy teraz zyskali pretekst by się ciebie pozbyć. Bali się, zawsze byłeś krajem silnie zmilitaryzowanym, brutalnym, mściwym. Możliwe że bali się zemsty za pierwszą i drugą wojnę światową. Możliwe że chcieli też zemścić się za poprzednie wojny. 

Nadal jednak czułeś. Mijały dni twojej izolacji ale ciepła pocieszające obecność z tyłu twojego umysłu nadal była. Słabsza niż wcześniej ale była. 

Później okazało się że stałeś się personifikacją NRD - Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Niemcami Wschodnimi, państwem powstałym na terenie radzieckiej strefy okupacyjnej. Stałeś się państwem komunistycznym bloku wschodniego. 

Jakby tego było mało to w twoim niegdyś cennym, obecnie zrujnowanym i pogardzanym Berlinie powstał  mur odgradzający Niemcy Wschodnie od Zachodnich. Ciebie od twojego brata. Miało to miejsce w 1961 roku. Ludwiga nie widziałeś od końca wojny i kapitulacji. Od szesnastu lat. Z każdym rokiem ta samotność i izolacji bolała coraz bardziej. Kiedyś zanim przyjąłeś Ludwiga do siebie nigdy za nikim byś tak nie tęsknił a na samą myśl o takiej słabość wzdrygnąłbyś się obrzydzony.

Ale to byłoby przed XVIII wiekiem, gdy byłeś inną osobą. Bardziej arogancką, pewniejszą siebie, nie tak zmęczoną i złamaną. 

I chociaż znów masz państwo, to już nie jesteś Prusami. Twoja flaga, godło, hymn to wszystko odeszło w zapomnienie. A teraz jesteś tylko malutkim kontrolowanym przez bandę oszołomów państewkiem socjalistycznym. 

Gdy mur został już całkowicie wzniesiony zająłeś się pracą, odbudową, odnajdowaniem się w tej nowej rzeczywistości. Unikałeś innych personifikacji państw socjalistycznych. Mimo że większość cię nie obwiniała i nie obrzucała cię winą za to co się stało to nie mogłeś patrzeć im w oczy. 

Byli wokół ciebie ostrożni, bali się, nie ufali ci. I chociaż kiedyś śmiałbyś się, cieszył ich strachem i słabościami to teraz czujesz się jak groźne zwierzę z którym nikt nie chce mieć nic do czynienia. 

Obecnie nie rozumiesz czemu czyjkolwiek strach przed tobą tak bardzo cię bawił i dawał tyle satysfakcji w przeszłości. Czechy i Słowacja patrzyli na ciebie z nieukrywaną nieufnością, Węgry była wokół ciebie bardzo nieufna, Rumunia wyglądał jakby uważał na każdy krok czy słowo, Bułgaria zachowywał bezpieczny dystans, państwa Jugosławii zachowywały się ostrożnym szacunkiem ale to była chyba najmniejsza zmiana z nich wszystkich, Albania był neutralny nie pokazując praktycznie żadnych emocji, Łotwa wzdrygał się i zaczynał trząść gdy podchodziłeś, ale ten gość bał się praktycznie wszystkiego, Estonia był grzeczny ale ostrożny, Litwa wydawał się chyba najbardziej wrogi z nich wszystkich, Białoruś nie wyglądała na zainteresowaną, Ukraina patrzyła na ciebie ze smutkiem i żalem.

Z Polską styczność miałeś najpóźniej, z tego co słyszałeś od innych personifikacji, nie żeby ktokolwiek rozmawiał z tobą jeśli nie musiał, nie pokazywał się nikomu. Nawet jego rodzeństwo czy Węgry po wojnie go nie widzieli.

W 1972 roku Polska i Niemiecka Republika Demokratyczna wprowadziły ruch bezpaszportowy i bezwizowy pomiędzy państwami, jednak samego Feliks zobaczyłeś po raz pierwszy w 1975. 

Jak gdyby nigdy nic przyszedł do twojego mieszkania wyglądając na zmęczonego. Gdy otworzyłeś mu drzwi zaskoczony on w ręce wcisnął ci butelkę piwa i wepchnął się do twojego malutkiego mieszkania. 

Ostatni raz widziałeś go, jakoś po drugich rozbiorach, a z tego co słyszałeś po trzecich rozpłynął się w powietrzu.

Nie miałeś pojęcia po co przyjechał, siadł na kanapie otworzył swoje piwo i stwierdził zmęczony że jak nazizm zdechł to i socjalizm kiedyś do niego dołączy. A potem zaczął rozmowę i tak przesiedzieliście godzinę, dwie, trzy. Nie patrzył na ciebie ze strachem, ostrożnością czy podejrzliwością. 

Patrzył na ciebie ze zmęczeniem i zamyśleniem i to było dziwnie pocieszające. Był pierwszą personifikacją od czasów zakończenia drugiej wojny która nie patrzyła na ciebie jak na dziką bestię. 

Gdy zbierał się do wyjścia nie zdążyłeś się ugryźć w język i spytałeś czy ci wybaczył skoro tu jest. 

Odpowiedział że tobie nie ma czego wybaczać bo nigdy nie uważał cię za winnego czemukolwiek. Pożegnał się i wyszedł. 

Od tego spotkania przyjeżdżał do ciebie przynajmniej raz w tygodniu, po jakimś czasie ty zacząłeś jeździć do Warszawy chociaż miałeś w tym problem. 

Pokazano ci zdjęcia zniszczonej Polskiej stolicy, tych wszystkich obozów i pomordowanych jeńców i mieszkańców okupowanych terenów. Bałeś się stawiać stopy na Polskiej ziemi. Czułeś że po tym wszystkim nie powinieneś ty być. 

Stolica była już jednak w dużej części odbudowana, nawet jeśli często w komunistyczny paskudny sposób. Polska mieszkał w podobnie małym mieszkaniu w bloku co ty.

Często rozmawialiście, piliście i narzekaliście. Po jakimś czasie zaczęliście sobie dogryzać i rzucać złośliwościami, ale nie było w tym już tej starej agresji czy złości. 

Nie tylko ty się zmieniłeś. On również. 

Te setki lat odarły go z arogancji, gnuśności, rozwydrzenia i dziecinnej pewności siebie. Widziałeś blizny, udrękę, zmęczenie. A kiedyś zobaczyłeś te małe cyferki na przedramieniu. Widząc twój wstrząśnięty wzrok poprawił rękaw i nakazał ci abyś zostawił ten temat.  

Po jakimś czasie zacząłeś uważać go za... przyjaciela.

Nigdy nie miałeś przyjaciół. Miałeś sojuszników, sprzymierzeńców, koalicjantów. Ale nigdy przyjaciół. 

Ale czy nie tego chciałeś jako dziecko? 

Chciałeś zaprzyjaźnić się ze Świętkiem, uważałeś kiedyś że twoim przyjacielem może zostać Austria, nim cię porzucił, chciałeś aby inni cię polubili zamiast czuć obrzydzenie twoim wyglądem.

Ale gdzieś po drodze porzuciłeś te marzenia. 

Całkowicie o nich zapomniałeś o samą ideom przyjaźni zacząłeś gardzić.

Kiedy dokładnie? 

Po tym gdy umarł Germania a ty porzuciłeś nadane przez niego imię i miecz? Po tym jak Świętek gardził tobą coraz bardziej? Gdy Austria cię odrzucił? Po tym jak zostałeś wygnany z Węgier? 

A może twoje marzenia o przyjaciołach umierały po trochu przy każdej z tych okazji.

Czy posiadanie przyjaciela to słabość? Czy koreluje z byciem personifikacją? 

Germania powiedziałby ci że tak. Ale wiesz teraz że on w wielu przypadkach nie miał racji. 

Posiadanie przyjaciół na pewno jest trudne, bo przede wszystkim musisz myśleć o swoich ludziach, ale personifikacje nie obwiniają się przecież na wzajem taka jest zasada i większość osób się jej trzyma żeby nie oszaleć i nie znienawidzić 80% uosobień wokół siebie. Więc nie trzeba od razu przyjaźni zrywać po jednym błędzie. Możliwe że utrzymanie ich nie będzie proste, ale może jest wykonalne.

A czy to jest słabość? 

Byłeś silny, samotny i niezależny. A gdzie skończyłeś teraz? Samotny, wzgardzany przez tych których kiedyś wyszydzałeś i poniżałeś nie chcąc ich poznać, bez brata czy kogokolwiek przy sobie. 

Teraz jesteś słaby, będąc bez przyjaciół. Mając ich nie możesz być już słabszy. 

Nic ci do zaryzykowania nie zostało. 

Nawet dumę co odebrano.

Ale z drugiej strony skoro jako dziecko które próbowało, wszyscy cię odtrącali to dlaczego Feliks miałby być wyjątkiem? 

Lata mijały bez większych zmian ani nadziej że ten cholerny komunizm wreszcie padnie aż nadszedł rok 1978 i zmarł Jan Paweł I. Nie byłoby dla ciebie to niczym dziwnym, może prócz tego że sprawował swój urząd zaledwie trzydzieści trzy dni. Byli papieże którzy sprawowali urząd krócej więc chociaż jego śmierć tak szybko była nieoczekiwana to nie była dla ciebie niczym aż tak dziwnym. 

Jego następca okazał się jednak wyborem, bardziej szokującym niż dziwnym. 

Polak.

Karol Wojtyła. 

Został pierwszym papieżem nie będącym Włochem od 455 lat. Patrząc w szoku na telewizor zacząłeś się śmiać z niedowierzaniem patrząc na stojącego nowo wybranego papieża.

Polak, duchowny z bloku wschodniego. 

W Moskwie pewnie już zaczęli toczyć pianę z pysków. 

Może coś się wreszcie zmieni. Naprawdę tego chciałeś. Wreszcie być wolny, zobaczyć brata.

Tydzień później uśmiechnięty od ucha do ucha Feliks wparował do twojego mieszkania z wódką w ręce. 

Chyba po raz pierwszy od setek lat cieszyłeś się szczerze z sukcesu Polaka.

Tego dnia Feliks po razy pierwszy został u ciebie na noc. Albo raczej usnął na twoim ramieniu obśliniając ci koszulkę. 

A jednak jakoś bardzo ci to nie przeszkadzało.

Chociaż bałeś powiedzieć mu w twarz że jest ci przyjacielem, chyba pierwszym jakiegoś miałeś prócz Ludwiga to taka właśnie była prawda.

Papież był jedną z rzeczy które sprawiły że komunizm zaczął się niebezpiecznie chwiać, ale nie był jedyną. 

Solidarność, wizyta papieża, strajki, pierwsze częściowo wolne wybory w historii Polski po drugiej wojnie światowej, pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej wolne wybory parlamentarne na Węgrzech. 

W czerwcu rozpoczęły się protesty w Niemieckiej Republice Demokratycznej, a 9 listopada mieszkańcy Berlina rozpoczęli burzenie Muru Berlińskiego.

Przeszkody odgradzającej cię od najważniejszej osoby w twoim życiu. 

Stolicą RFN był Bonn, nie wiedziałeś gdzie obecnie mieszka Ludwig. 

Gdy mur zaczął być burzony a ludzie z dwóch stron zaczęli mieszać się ze sobą poczułeś strach. Paraliżujący i pożerający cię od środka strach.

W końcu upadłeś, załamałeś się i udowodniłeś że Germania miał rację nie inwestując w ciebie zbyt wiele. Twoja potęga była chwilowa, chociaż cudowna to równie straszna. A upadek był bardzo bolesny. Świętek miał powód do pogardy, Austria rozsądnie cię odrzucił. 

Zawiodłeś. 

Upadłeś.

Stałeś się żałosny.

Jesteś nikim.

Nic ci już nie zostało. Jesteś komunistycznym biednym krajem którego nikt by nie chciał. 

Jesteś obciążeniem. 

Jako osoba, personifikacja i kraj.

Widziałeś zdjęcia i słyszałeś plotki. 

Niemcy Zachodnie rozkwitły od zakończenia wojny

A jeśli rozkwit był możliwy bo został oddzielony od swojego gorszego Wschodu?

Niemcy Zachodnie podobno znów były pięknym miejscem.

 A ty byłeś tylko pustą skorupą swojego dawnego ja. 

Nie musiałeś patrzeć w lustro, by wiedzieć, że nie jest już budzącą podziw personifikacją, jaką byłeś kiedyś.

Wojna i rozwiązanie zebrały swoje żniwo, a potem przyszły dziesięciolecia za żelazną kurtyną.

Nie miałeś nic do zaoferowania prócz długów, biedy, problemów. 

Dlaczego Ludwig chciałby cię z powrotem? 

Ludwig w całej swej okazałości i sile, dojrzały, samodzielny. Będący lepszą osobą i personifikacją niż ty kiedykolwiek byłeś.

Dlaczego chciałby przyjąć swoją brzydką, słabą wschodnia część?

Nie zasłużyłeś na odzyskanie drugiej części swojego serca, duszy, jestestwa. 

Nikomu już nie jesteś potrzebny. 

Siedziałeś więc w swoim cichym ponurym małym mieszkaniu. 

Ponownie byłeś samotny, opuszczony i złamany. Tak jak po śmierci Germanii. Lecz tym razem to nie był twój początek, a twój koniec. 

Te ziemię nawet nie były twoje. Należały już do Ludwiga, ty jako państwo zostałeś rozwiązany. Nie ma już Prus. I nigdy nie będzie bo nikt już cię nie potrzebuje. 

Zastanawiasz się czy w ogóle naprawdę kiedykolwiek byłeś komuś potrzebny na dłużej. 

Może Anglia miał rację po pierwszej wojnie światowej i Ludwigowi byłoby lepiej z Austrią. 

Twoja Nokia 8110 którą dostałeś ze względu na pracę zaczęła dzwonić. Po raz kolejny dzisiaj, nie chciało ci się nawet sprawdzać czy to z rządu czy może jedyny numer nie służbowy należący do Feliksa. Nie zamierzałeś odbierać.

Trzy godziny później ktoś zapukał do twoich drzwi. Zirytowany wstałeś chcą zrugać jakiegoś przygłupiego posłańca wysłanego co ciebie przez szefostwo, lecz stanąłeś jak wryty po otwarciu drzwi widząc stojącego przed tobą Ludwiga.

Twojego brata, wyższego od ciebie, bardziej umięśnionego, z zaczesanymi do tyłu włosami. Tak idealnego i pięknego.

 Bez słowa chwycił cię za rękę, przyciągnął do siebie i przytulił mocno. 

Znów byliście razem. 

Po czterdziestu czterech latach.

Po raz pierwszy od setek lat z twoich oczu popłynęły łzy mocząc koszulę twojego brata. 

Zjednoczenie było trudne, gorzkie, niezręczne. Ale w końcu po kilku latach staliście się jednym państwem. Wschodem i Zachodem. 

Sądziłeś że po połączeniu NRD i RFN przestaniesz czuć mieszkańców Niemiec Wschodnich. Że zostanie tylko zimna pustka której niecałe tysiąc osób składających się na Zakon Krzyżacki nie będzie w stanie wypełnić. 

Lecz nadal ich czułeś. Więcej, lepiej, dokładniej. Nie tylko mieszkańców Wschodnich Niemiec lecz wszystkich. Całe państwo. 

Nie sądziłeś że to możliwe. 

Czułeś też Ludwiga. Najjaśniejsza iskra w twoim umyśle, ciepło i uczucie bezpieczeństwa. Nigdy wcześniej nie czułeś innej personifikacji. Nigdy wcześniej nie dzieliłeś z nikim takiej zażyłości czegoś tak prywatnego i intymnego. 

Prawda była taka że niewiele personifikacji kiedykolwiek tak głębokiego połączenia doświadczyło.

Byliście jednym nierozerwalnie połączonym państwem. Kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat potrwa zanim Wschód i Zachów zrównają się w dobrobycie, nim wspomnienia przestaną boleć. 

Ale wreszcie byłeś w miejscu w którym czułeś się kompletny. Po raz pierwszy od początków swojego istnienia czułeś że jesteś tam gdzie powinieneś. 

Miałeś swojego Ludwiga. 

I nowe dziwne uczucie w żołądku gdy na niego patrzyłeś, uścisk w gardle i przyśpieszone bicie serca. Ale to było zbyt nowe i nieznane żebyś mógł to jeszcze zrozumieć, a co dopiero odważył się nazwać.

Zrozumiesz dopiero po latach dlaczego wszystko wokół ciebie sprawia wrażenie jaśniejszego i lepszego gdy Ludwig jest obok. 

Pierwsze światowe spotkanie w roku 1992 wydawało ci się przerażające. Byłeś tam jako 1/2 personifikacji Niemiec. Równie ważny co Ludwig, nawet jeśli zapewne większość pomieszczenia nie będzie chciała cię oglądać.

Idąc korytarzem koło brata poczułeś jak od tyłu z pełną premedytacją ze śmiechem wpada na ciebie Feliks. 

Idąca z nim Węgry obdarzyła cię niepewnym uśmiechem klepiąc cię w plecy. Uśmiechnąłeś się do niej zadziornie bez wcześniej wszechobecnej w tobie złości czy agresji. 

Nie jesteś już tym samym zagubionym dzieckiem które uciekło z izby konające ojca, ani tym samym krwiożerczym imperium, złamany wrak z czasów drugiej wojny światowej też powoli zaczyna być przeszłością.

Oczywiście nadal jesteś głośny, złośliwy i może nieco zbyt agresywny, ale znalazłeś swoje miejsce.

Zmiany są czymś co jest dobrze znane personifikacją państw. 

Najpierw stałeś się Zakonem Krzyżackim.

Potem Prusami Zakonnymi.

Upokarzający hołd zmienił cię w Prusy Książęce.

Potem byłeś na tyle silny by stać się Królestwem Prus.

Klęska przygniotła cię zmieniając w Kraj Związkowy Prus.

Szaleniec posłał cię na kolana wcielając do III Rzeszy.

Upodlono cię nie z twojej winy i oddano jako Narodową Republikę Demokratyczną.

A teraz jesteś wreszcie szczęśliwy.

Jesteś tym kim od początku chciałeś być.

Jesteś sobą. 

Jesteś Niemcami Wschodnimi.

 

Helfen, Heilen und Wehren

 

Series this work belongs to: