Work Text:
Rok 1992.
Trzy lata temu Rzeczpospolita Polska odzyskała niepodległość. Dwa lata temu nastąpiło zjednoczenie RFN i NRD. Rok temu rozpadł się Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Dużo się ostatnimi czasy zmieniało, Feliks nareszcie mógł uczestniczyć w spotkaniu personifikacji państw. Swego czasu marzył, o tym aby mieć coś do powiedzenia, aby być traktowanym poważnie. Teraz jednak gdy naprawdę tu był i uczestniczył w spotkaniu czuł złość i rozczarowanie. Nie miał prawdziwego prawa głosu, nie miał znaczenia.
- Jesteś słabym byłym państwem komunistycznym Polsko. Milcz i pozwól że prawdziwe kraje zajmą się mówieniem. - Powiedział mu z wyższością Artur gdy Feliks zaproponował pomoc dla Rumunii. Wszyscy popatrzyli na niego z ciekawością, niektórzy wyglądali jakby zgadzali się z Anglią. Feliks milczał, na jego twarzy malowało się znudzenie i niezainteresowanie słowami Anglii. W głowie Feliks jednak odbywała się prawdziwa burza. Niedowierzanie i wściekłość mieszały się z uczuciem poniżenia. Już dawno Feliks odkrył jaką świnią potrafi być Anglia. Dokładniej odkrył to podczas drugiej wojny światowej gdy został wyrzucony przez Aliantów jak zużyta prezerwatywa. Zrobił swoje i przestał być potrzebny. To nadal bolało, chciał jednak im wybaczyć. Jak mógł to zrobić gdy ci nadal traktowali go z góry? Jedynie Chiny i Kanada przeprosiły go przed rozpoczęciem spotkania. Słyszeli co nieco o tym co działo się w Polsce podczas wojny i nie czuli się najlepiej. Wiedzieli jak Polska została potraktowana i mieli z tego powodu wyrzuty sumienia. Przeprosiny od nich były miłe, ale nie czuł że na nie zasługuje. Nie od nich, chciał usłyszeć przeprosiny głównie od Francji i Anglii, chciał zobaczyć w ich oczach skruchę. Miał nadzieję że będą żałowali wszystkiego co się stało, porzucenia w 39, upokorzenia, nie zaproszenia na paradę zwycięzców. Oni jednak patrzyli na niego ze znudzeniem i obojętnością. To sprawiało że Łukasiewicz poczuł żółć w gardle.
- Radzę ci to odszczekać, da? - Odezwał się niebezpiecznie spokojnym głosem Ivan. -.Naprawdę jesteś na tyle głupi aby drażnić państwo słowiańskie? Wiadomym jest że każde z moich kuzynów jest wart sto razy więcej niż ty.
Po groźnych słowach Ivana zapanowała cisza. Zanim jednak ktokolwiek zdążył się odezwać, drzwi do sali otworzyły się z hukiem i wpadła do sali grupa uzbrojonych zamaskowanych mężczyzn. Jeden z nich posłał dwa strzały w sufit, chyba chcąc wystraszyć zgromadzonych. Większość państw jednak nie wydawała się być pod wrażeniem. Przeżyli liczne krwawe wojny i bitwy, grupa wariatów z bronią nie mogła ich prawdziwie wystraszyć.
- Niech którykolwiek z was się ruszy a zaczniemy strzelać. - Zagroził mężczyzna stojący na czelę grupy która celowała w państwa.
Feliks zaklął mentalnie patrząc na grupę idiotów. Amerykanie. Mówili w swoim języku, chcieli strzelać, jaka inna nacja byłaby na tyle głupa żeby spróbować takiego napadu. Nie licząc Rosjan oczywiście ale gdyby byli to ludzie Ivana to kraje miałyby większy problem. Rosjanie według Feliksa byli dużo groźniejsi. Spoglądając spokojnie na grupę uzbrojonych terrorystów Feliks zaczął liczyć. Piętnastu, nie dużo, zawsze mogło być gorzej. Powinni zdecydowanie wziąć większą grupę, o ile wiedzieli kogo pojmali.
- Nie jesteście nikim wysoko postawionym. - Krzyknął jeden z mężczyzn podchodząc do Feliksa i chwytając go za szczękę. Łukasiewicz siedział blisko drzwi pomiędzy Austrią a Włochami. Nie lubił gdy ktoś niepowołany go dotykał. Pożałują tego.
- Informator na okłamał. - Zaklął inny z mężczyzn.
- Dlaczego więc hotel był tak pilnie strzeżony? - Terroryści zaczęli się wściekać i rozmawiać ze sobą.
- Spójrz na nich szefie. Ten nie wygląda na starszego niż osiemnaście lat! Co to ma być?! - Odezwał się mężczyzna trzymający Feliksa za szczękę. Czarnoskóry mężczyzna podszedł do Feliksa z wściekłym wyrazem twarzy, on najwyraźniej był przywódcą grupy.
- Kim jesteście? - Warknął szef przykładając lufę karabiny do policzka Polski. Inne kraje patrzyły na niego zaniepokojeni. Feliks doskonale wiedział że kraje nie mogły nic zrobić, nie mieli wystarczających informacji. Czy jest więcej terrorystów? Czy opanowali cały hotel? Co się dzieje na zewnątrz? Byli zmuszeniu pozostać biernymi w tej sytuacji.
Dodatkowo nie mieli ze sobą broni palnej. Byli sprawdzani pod tym kontem gdy wchodzili do hotelu. To miała być zapewne ochrona aby się nie pozabijali, zwłaszcza podczas tego spotkania. W końcu po raz pierwszy w tym spotkaniu udział biorą dawne państwa socjalistyczne, bano się zwłaszcza Ivana.
- Twój informator miał rację. - Odezwał się Feliks rozbawiony. - Jesteśmy ważni. Jesteśmy wysoko postawieni. A wy jesteście w dupie.
Denerwowali się, byli niepewni i agresywni. Próbowali zastraszenia i dziecinnych przewidywalnych gróźb. Nie wiedzieli kogo mają na muszce. Byli słabo przygotowani, to było widać po ich strachu. Byli amatorami, Feliks widział kontem oka że dwoje terrorystów trzyma broń w niepoprawny sposób. W każdy wojsku czy na strzelnicy zostali by natychmiast skrytykowani. Nie byli więc jakoś porządnie wyszkoleni. Większość grupy trzymała karabiny w sposób niepewny, nieprzystosowany, widać było że nie są obeznani z bronią palną. Feliks widział ludzi dla których karabin był przedłużeniem ręki, często tak było w przypadku żołnierzy. Więc najprawdopodobniej wyklucza to wojsko lub jakąś większą silną grupę terrorystyczną. Jednak nie mogli działać sami. Mała grupka nieprzygotowanych zamachowców która wkrada się na międzynarodowe spotkanie, nie byliby aż tak głupi.
- Nie ważne kim są. - Krzyknął szef uderzając Feliksa w twarz. - Dostaniemy za nich okup.
W jego głosie była nutka strachu, ledwo słyszalna. W więc okup, słabe przygotowanie, brak umiejętności. Głupi słabi amatorzy. Cudownie. To będzie szampańska zabawa.
Lufa broni przywódcy terrorystów nadal znajdowała się blisko twarzy Feliksa drugi mężczyzna jednak odszedł do reszty grupy. Stali zbici w ciasną grupkę, byli przestraszeni i zagubieni. Co za żałość, jak tym idiotom udało się zajść tak daleko.
- Jak się wydostaniemy? Hotel pewnie jest już obstawiony. Nas jest tylko piętnastu. - Feliks naprawdę nie mógł uwierzyć jak głupi byli. Zaczął się cicho śmiać patrząc mrocznie na przywódcę.
- Z czego się śmiejesz? Mam ci rozpierdolić łeb? - Krzyknął wściekły przywódca.
- Naprawdę jesteście debilami. Nie dość że właśnie jeden z twoich ludzi wyjawił nam ilu was jest to jeszcze wszyscy najwyraźniej jesteście w tym pomieszczeniu. Przygotowanie godne porządnych terrorystów. Ty w ogóle wiesz co robisz?
Nie czekając na odpowiedź Feliks ruszył do przodu lewą dłonią wyrywając broń terroryście a prawą sięgając za pasek i używając jednego ze swoich noży do rzucania które udało mu się przemycić. Nóż wbił się jednemu z zamachowców prosto w środek czoła z którego trysnęła krew. Następnie w sekundzie używając wyrwanej broni zaczął strzelać w stojących w grupie terrorystów. Nie trafił w ani jednego.
- Co do kurwy? - Warknął Feliks po czym spojrzał na terrorystów którzy otworzyli ogień na niego. Ślepaki? Rzucając karabin i unikając pięści przywódcy wyciągnął kolejny nóż i sprawnym ruchem stanął za szefem, złapał go za ramię i przejechał po gardle nożem.
- Czy wy idioci naprawdę używacie ślepych naboi? - Spytał Feliks ze śmiechem. Większość kul które wystrzelili utknęła w ścianach. Ruszył biegiem w stronę zamrożonych i wyraźnie przestraszonych mężczyzn. Używając ostatniego noża cisnął nim w stronę najlepiej strzelającego. Dlaczego mieli ślepaki? Kto normalny tak przygotowuje się do ataku? Następnie widząc że mężczyzną skończyła się amunicja jednemu z nich wbił kciuk i palce wskazujący w oczy po czym ścisnął mocno. Mężczyzna zawył z bólu, mając pewność że napastnik został oślepiony Feliks rzucił go na ziemie.
W tym samym czasie gdy kraje zerwały się z miejsc aby pomóc Polsce zatrzymał ich głos Ivana.
- Stójcie. Nie chcecie przerywać mu zabawy. - Zaśmiał się Rosjanin patrząc z dziwnym uczuciem w oczach na Polaka.
- Feliks nie lubi jak mu się przeszkadza. - Odezwał się cicho Litwa. - Poradzi sobie.
- Żartujesz? To Feliks! - Odezwał się Artur.
- Osoba która kiedyś trzęsła połową Europy. Siadaj i ciesz się spektaklem. - Odezwała się Turcja siedząc spokojnie i patrząc jak Polska podbiega do któregoś z mężczyzn i jednym silnym ruchem skręca mu kark.
- Nadal jest tak samo groźny. Ile ja bym dał żeby znów z nim walczyć. To były emocje, to była zabawa. - Mruczał Turek.
- Jest brutalny. - Odezwał się Szwecja. Patrząc na dawnego wroga.
- To coś nowego. Najwyraźniej komunizm i nazizm zamiast go zniszczyć nauczyły go agresji. - Przyznał Turcja. - Może to zabrzmi okropnie ale cieszę się że nie jest już taki potężny jak kiedyś. Gdyby nadal był potęgą to mielibyśmy ciężkie życie.
- Musisz przyznać że nadal jest silny. - Odezwała się Węgry patrząc groźnie na Turcję.
- Oczywiście że jest. Ale upadek z piedestału czegoś go najwyraźniej nauczył.
Kraje patrzyły w różnych stadiach szoku jak Polska brutalnie gołymi rękami masakruje agresorów. Jeden z nich wił się zakrywając oczy, reszta leżała martwa na podłodze w niewielkich kałużach krwi. Gdy cała piętnastka leżała na ziemi Feliks odwrócił się do siedzących krajów.
- Dlaczego u diabła oni mieli ślepaki? - Spytał Feliks nie przejmując się smugami krwi na dłoniach. - To byli beznadziejni amatorzy, jak u licha udało im się tu dostać?
- W Ameryce nie jest problemem zdobycie broni. - Odezwał się Hiszpania.
- Rany, broń to jedno ale jakim cudem dostali się do hotelu? - Spytał Feliks.
Wszyscy spojrzeli na włoskich braci u których odbywało się spotkanie. Felicjano pociągał nosem i wycierał mokre oczy natomiast Romano patrzył na leżących terrorystów skrzywiony.
- Spróbuje się czegoś dowiedzieć. - Westchnął Romano.
Nagle drzwi do pomieszczenia otworzyły się ponownie i wbiegła do środku uzbrojona grupa włochów.
- Puntualità italiana. - Powiedział Feliks stukając w swój zegarek palcem.
Włosi popatrzyli na brudnego Feliksa i ciała leżąca u jego stóp. Z czego tylko troje żyło.
Gdy ciała zostały już wyciągnięte z sali razem z trzema jeszcze żywymi terrorystami odezwał się Artur.
- Naraziłeś nas na szwank. - Syknął Artur. Feliks popatrzył na niego zdziwiony. - Nigdy nie umiesz nic zrobić dobrze. Gdyby naprawdę mieli ostrą amunicję to ktoś by zginął. Zupełnie nie myślisz.
Cały czas słyszał wyrzuty i pretensje Artura. Strofował go, nie zauważając jak oczy Feliksa zaczynają niebezpiecznie błyszczeć. Krew się w nim gotowała, serce przyśpieszyło a zęby zacisnęły. Osiągnął swój limit, wystarczy, ma dość.
Podchodzi powoli do Artura patrząc na niego zimno. Inne kraje milczą zaniepokojone furią jaka ogarnęła Polskę.
- Wrzesień. - Warczy Feliks cicho. Artur milknie i patrz z niezrozumieniem na Polskę.
- Co? - Pyta marszcząc swoje grube brwi.
- Pierwszy raz upokorzyłeś mnie we wrześniu 39. Podpisałem ten cholerny świstek papieru. Nie pomogłeś mi. Potem poszło z górki. Moi kryptolodzy rozszyfrowali Enigmę, lecz gdy przybyli do Anglii to zostali zignorowani, moi ludzie zdobyli Monte Cassino, walczyli nad Londynem. Sprzedałeś mnie w Jałcie razem z Churchillem. Sowieci zabrali nam kresy, a w moim domu ustanowili swoje obrzydliwe rządy. Do dziś pamiętam co Churchill powiedział do Andersa. „Wy sami jesteście temu winni. Już od dawna namawiałem was do załatwienia sprawy granic z Rosją sowiecką i oddania jej ziem na wschód od linii Curzona. Gdybyście mnie posłuchali, dzisiaj cała sprawa wyglądałaby inaczej. Myśmy wschodnich granic Polski nigdy nie gwarantowali. Mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może Pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich." Tylko wiesz co, sukinsynu? Nie chodziło tylko o moją granicę. - Po tym monologu Feliks zaśmiał się zimno sprawiając że dreszcz przebiegł po plecach wielu osobom. Państwa widziały w zielonych oczach Feliksa martwą pustkę, która była przerażająca. - Dla ciebie wojna trwała pięć lat. Dla mnie trwał pięćdziesiąt. Gdy ty w 45 roku byłeś wolny ja musiałem patrzeć jak moi ludzie dalej giną. Komunizm doszczętne zniszczył wszystko co przez dwadzieścia lat odbudowywałem. A teraz gdy nareszcie jestem wolny ty nadal traktujesz mnie jak ścierwo. Oczekujesz że będziesz pluł mi bezkarnie w twarz a ja będę grzecznie mówił że pada deszcz.
Feliks pochylił się nad Arturem z szaleńczym błyskiem w oku i powiedział zimno.
- Nie będzie tak. Spróbuj upokorzyć mnie jeszcze raz a gorzko tego pożałujesz.
- To groźba? . - Spytał Artur lecz jego głos nieco zadrżał.
Po tym pytaniu Feliks zaczął chichotać cicho i oblizał spierzchnięte usta.
- Nie Anglio. To obietnica. - Szepnął z mściwym uśmiechem. W sali panowała jednak taka cisza że wszyscy doskonale usłyszeli słowa Feliksa.
- Nie możesz mi nic zrobić, relacje międzynarodowe nie...
- Nie obchodzą mnie nasze stosunki międzynarodowe czy twoje stosunki z kimkolwiek. Zdenerwuj mnie jeszcze raz z zedrę ci skórę z twarzy i każe ją zjeść.
- Jesteś chory. - Powiedział Artur starając się odsunąć od Feliksa.
- Jestem. - Przyznał wesoło. - Ale czyja to wina? - Spytał retorycznie.
Następnie omiótł spojrzeniem całą salę, spojrzał większości krajów europejskich w oczy z mściwą satysfakcją, posyłając im nieme ostrzeżenie. Po czym ruszył do wyjścia.
Po jego wyjściu nikt nie powiedział nawet słowa. Wszyscy siedzieli w ciszy, słychać było tylko oddechy państw. Większość osób analizowała to co powiedział Feliks oraz jego zachowanie.
- Był straszny. - Odezwał się jako pierwszy Felicjano przestraszony. - Polska nie był taki.
- Dwudziesty wiek go zniszczył. - Wszyscy spojrzeli na Gilbert który siedział koło brata. - Nie można powiedzieć że jest nienormalny, powiedziałbym raczej że pokaleczony. I tak jestem pod wrażeniem że nie jest w gorszym stanie.
- Zwykle się tak nie zachowuje. - Dodała Ukraina.
- Anglia nacisnął mu na odcisk. A to jest naprawdę głupie. - Dodała Węgry. - Skąd miałem wiedzieć że tak zareaguje?! - Spytał oburzony Artur.
- Od samego początku jak tylko wrócił w 89 traktujesz go jak kogoś gorszego. Tylko dlatego że nie chcesz przyznać się do krzywdy jaką mu wyrządziłeś. Usłyszał w ogóle od ciebie przeprosiny? - O dziwo osobą która teraz się odezwała była Argentyna. - Poznałam Feliksa, jest dobrą osobą. Jest porywczy ale ma serce po dobrej stronie.
- Za co niby miałem go przepraszać? - Warknął Anglik.
- Za drugą wojnę idioto. Nie słyszałeś co mówił?! Alan Turing nie złamałby maszyny szyfrującej Enigma, gdyby nie polscy matematycy. Złamanie kodu Enigmy uważane jest za znaczący wkład w zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej. Według historyków, mogło ono skrócić wojnę o 2-3 lata i w konsekwencji uratowało życie 20-30 milionom ludzi w Europie i na świecie. Ty jednak nie masz nawet tyle przyzwoitości żeby się do tego przyznać i przypisujesz to człowiekowi który, o ironio, został oskarżony za bycie gejem i poddany kuracji hormonalnej oraz stracił certyfikat dostępu do poufnych informacji oraz odsunięto go od badań związanych z konstrukcją komputera. Tak upodlony i upokorzony popełnił samobójstwo. Ale hej, łatwo jest mu przypisywać zasługi rozszyfrowania Enigmy i traktować jak bohatera mimo że za swojego życia był traktowany jako przestępca i ktoś obrzydliwy. - Tym razem głos zabrał Gilbert.
- To twoi ludzie go skrzywdzili. Przypomnieć ci kto rozpoczął drugą wojnę światową - Spytał Artur cały czerwony ze złości i zażenowania.
- Ja miałem na tyle przyzwoitości żeby go przeprosić. - Warknął Gilbert. - Chodź bruder. Chce znaleźć Feliksa, wole go w takim stanie samemu nie zostawiać. On bywał autodestrukcyjny. - Mówiąc to wstał i chwycił nadal oniemiałego brata za krawat aby ten się ruszył.
Zanim Gilbert wyszedł z pokoju rzucił jeszcze przez ramię.
- Mam nadzieję że żadnemu idiocie nie wpadnie już do głowy pomysł żeby denerwować Feliksa. Jak zauważyliście, źle się to kończy.
***
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł żebym szedł z tobą. - Odezwał się Ludwig.
- Chciałeś spotkać się z Feliksem, sam tak twierdziłeś. - Zauważył Gilbert.
- Ale on mnie unika.
- Gott, oczywiście że cię unika. Boi się konfrontacji. - Przyznał Gilbert przewracając oczami.
Gdy wyszli już w korytarza prowadzącego do sali konferencyjnej Gilbert rozejrzał się wzdychając.
- Rozdzielmy się. - Postanowił Gilbert. - Ja pójdę na górę ty przeszukasz parter.
Ludwig niechętnie zgodził się na pomysł brata. Bał się stanąć twarzą w twarz z Feliksem, bał się zobaczyć w jego oczach nienawiść i obrzydzenie.
Znalezienie Polaka okazało się bardzo łatwe oraz dziwne jednocześnie. Łukasiewicz stał na tarasie za hotelem przewieszając się przez barierkę i spoglądając w ziemie.
- Co ty robisz? - Spytał Ludwig patrząc krytycznie na Polskę. Feliks nie spodziewając się nikogo przestraszył się i poleciałby za barierkę gdyby nie refleks Ludwiga który złapał go za ramię.
- Odbiło ci chcesz mnie zabić? - Syknął Feliks. - Nie skradaj się do cholery!
- Przepraszam. Skąd miałem wiedzieć że robisz...to?!
Polak rozejrzał się szukając kogoś innego, niestety w pobliżu nie było żywej duszy. Hotel był cały wynajęty dla państw, prócz nich była tylko obsługa która jak na złość teraz się nie kręciła w pobliżu. Nie uśmiechało się Feliksowi przebywanie sam na sam z Niemcami.
- Co tu robisz? - Spytał Feliks starając się zachować spokój. Wiedział że jego lęk jest bezpodstawny i głupi, mimo to nadal nie mógł patrzeć na Ludwiga i nie pamiętać tego co się stało.
- Gilbert chciał cię poszukać, martwił się. Wziął mnie ze sobą. Postanowiliśmy się rozdzielić.
- Nic mi nie jest. - Mruknął Feliks opierając się o balustradę nie patrząc na Ludwiga.
- Unikasz mnie. - Zauważył spokojnie Ludwig. Feliks na jego stwierdzenie nic nie powiedział. - Gdy tu przyleciałem miałem konkretny cel. Chciałem z tobą porozmawiać. Po powrocie do domu Gilbert dużo o tobie mówi, kilka razy podobno też był w Warszawie.
Dlaczego chciałeś ze mną porozmawiać? - Spytał głucho Feliks nadal nie patrząc na Ludwiga który oparł się o barierkę po jego prawej stronie.
- Może to zabrzmi żałośnie ale wreszcie chciałem przeprosić. Moje słowa nic nie znaczą w obliczu tego co się stało, minęło tez kilkadziesiąt lat od zakończenia tego wszystkiego. Mimo to chciałem żebyś wiedział że nigdy nie pragnąłem twojej krzywdy. Nie chciałem aby twoi ludzie umierali, nigdy nie życzyłem ci śmierci lub cierpienia. Wiedz jednak że gdybym tylko mógł cofnąć czas to powstrzymał całe to szaleństwo.
Feliks spojrzał z niedowierzaniem na Ludwiga. Jego pierwszym uczuciem była złość, dlaczego go przepraszał? Nic to nie zmieni, sam przecież to powiedział. Chciał się wybielić? Poczuć lepiej? Co chciał osiągnąć, co chciał ugrać? Na pewno nie robił tego z pobudek altruistycznych.
Z drugiej jednak strony za żelazną kurtyną Gilbert często opowiadał Feliksowi o skrytym, inteligentnym nieśmiałym chłopcu. Niewinnym dziecku które uwielbiało grę Gilberta, zwierzęta oraz naukę. Gdy Feliks spojrzał w oczy Ludwiga nie zobaczył zwykłego chłodu i powagi, widział ból i wstyd. Zanim jednak Feliks zdążyłby otworzyć usta Ludwig kontynuował.
- Myślałem że dobrze robię pozwalając moim ludziom słuchać Hitlera. Widziałem w ich oczach nadzieję, szczęście i wiarę. Nie sądziłem że moi ludzie będą w stanie sami się zniszczyć, po drodze mordując miliony niewinnych.
Feliksowi stanęły przed oczami znane obrazy z przeszłości. Mężczyzna z rozdartą koszulą leżący u progu sali sejmowej. W tamtym czasie on sam też nie wierzył że jego ludzie będą w stanie sprzedać jego i samym siebie, a jednak. Lecz wtedy był dużo młodszy, naiwny, słaby i arogancki. Feliks ponownie spojrzał na Ludwiga. On nie był arogancki, za to był młody, niepewny, rzucony w wir Europy po pierwszej wojnie światowej. Zdając sobie sprawę dokąd mkną jego myśli zganił się. Rozbiory nie miały żadnych punktów wspólnych z Trzecią Rzeszą. Ludzie Feliksa popełnili błąd, nie zamordowali jednak milionów niewinnych ludzi. Ich błąd polegał na głupocie i pazerności. Nie na nienawiści i okrucieństwie. Ale skoro tak to czemu Feliks nie może pozbyć się uczucia deja vu?
- Wiedziałeś o tym co się dzieję? - Spytał Feliks zdrapując z balustrady starą farbę.
- Nie wiedziałem jakim strasznym represjom są poddawani ludzie w okupowanych krajach. Nie wiedziałem o rozstrzeliwaniach i torturach. Nigdy nie zgodziłbym się na coś takiego i Hitler doskonale o tym wiedział. Przez całą wojnę przebywałem w Berlinie. Niekiedy tylko wyjeżdżałem razem z Hitlerem, jednak zawsze wtedy wszystko było normalne, ludzie których widziałem nie byli najszczęśliwsi, ale nie byli terroryzowani. Dopiero po latach zdałem sobie sprawę że to gra, przygotowywali to wszystko wcześniej aby mnie uspokoić. Pierwszy raz o obozach dowiedziałem się na początku 45.
To co powiedział Ludwig pokrywało się z tym co wyjawił Feliksowi Gilbert. Byli trzymani z daleka, w niewiedzy i spokoju.
Feliks odszedł od barierki po czym usiadł na ziemi koło drzwi, widząc zdziwiony wzrok Ludwiga poklepał miejsce obok siebie. Niemiec po chwili niechętnie usiadł koło Polski.
- Mógłbym zadać ci pytanie? - Feliks spojrzał na Ludwiga zaciekawiony.
Niemiec jedynie skinął głową niepewny.
- Co czułeś gdy Alianci zdobywali Berlin? - Ludwig spojrzał zdziwiony na Polskę. Nigdy nikomu nie powiedział o tym co czuł, jedynie Gilbert wiedział jak przerażony wtedy był, jak to wszystko bolało. Jak bardzo bał się tego co stanie się z nim i Gilbertem po upadku Trzeciej Rzeszy. Feliks jednak przeżył coś podobnego, tylko że on na to nie zasługiwał.
- W tym czasie Hitler, coraz bardziej tracąc kontakt z rzeczywistością, liczył wciąż na dwa czynniki mające zapewnić przełom w trwającej wojnie: Wunderwaffe – swą cudowną broń oraz rozbieżności wśród sojuszników, które jego zdaniem nieuchronnie powinny się pojawić. Sytuacja armii niemieckiej ogólnie, a zwłaszcza na froncie wschodnim, była bardzo ciężka. Trwały rozpaczliwe walki w Prusach Wschodnich, w Kurlandii, opór stawiał też Wrocław i inne izolowane miasta. Brakowało jednolitego, jasnego łańcucha dowodzenia, każda decyzja OKW mogła zostać anulowana przez Hitlera, najwyższego zwierzchnika i naczelnego dowódcę sił zbrojnych, który w tym okresie podupadł już bardzo na zdrowiu. W kręgach najwyższego dowództwa wciąż niezwykle żywe pozostawały echa niedawnego zamachu na Hitlera, generałowie zaangażowani byli w liczne intrygi polityczne, a osoby najtrzeźwiej oceniające sytuację odsuwano od dowództwa pod zarzutem szerzenia defetyzmu. Wtedy zacząłem dostrzegać kim dokładnie jest Hitler, wcześniej nie chciałem przyjąć do wiadomości jak bardzo się myliłem. Człowiek któremu zaufałem okazał się słabym żałosnym szaleńcem wierzącym w mrzonki i żyjącym złudzeniem.
Gdy Berlin był niszczony w jego obronie stawały dzieci poniżej 16 roku życia i starcy powyżej 60 roku życia. Z każdym niszczonym budynkiem i z każdą mordowaną grupą moich ludzi czułem jakby moje serce było rozdzierane na strzępy. A Hitler jedynie rozstawiał na mapach dywizje których dawno już nie miał oraz mówił o zwycięstwie kiedy wiedzieliśmy że wynik wojny jest przesądzony.
Po tych słowach zamilkł gładząc dwoma palcami żelazny krzyż zawieszony na szyi. Widząc zaciekawiony wzrok Feliksa ponownie się odezwał. - Dostałem ten krzyż od mojego brata w prezencie. Oficjalnie zostały wprowadzone we Wrocławiu 10 marca 1813 przez króla Prus Fryderyka Wilhelma III podczas wojen napoleońskich. Jednak mój brat dostał taki krzyż dużo wcześniej, od Fryderyka Wielkiego poprzedniego króla Prus, kilka lat później Gilbert dał mi taki krzyż w prezencja jako symbol naszej jedności. Nasze dwa krzyże są unikalne ponieważ oba mają wygrawerowane w środku B od naszego nazwiska. Krzyże żelazne są trzy stopniowe, w tym przypadku nasze nie mają określonego stopnia. nosimy je jednak na szyi jak powinno nosić się krzyże drugiej klasy. Nawet to Hitler potrafił zniszczyć. Później krzyż stał się symbolem Luftwaffe oraz stał się odznaczeniem przyjętym przez Trzecią Rzeszę. Teraz gdy o tym myślę jest mi niedobrze. Coś co stworzyli ludzie mojego brata zostało zbezczeszczone z mojej winy. Po roku 1945 Krzyż Żelazny został usunięty z wachlarza odznaczeń niemieckich. Zgodnie z prawem z 26 lipca 1957 dozwolone jest noszenie tego odznaczenia z usuniętą swastyką. W wypadku jego naruszenia czekają surowe sankcje. Ale to już nie to samo.
- Ty jednak nadal go nosisz. - obserwował Feliks zaciekawiony.
- Mówiłem ci, jest symbolem mojej jedności z Gilbertem. - Po chwili namysłu dodał. - Pamiętam tego, że przez moją ślepotę i głuchotę mój brat zniknął z dróg.
Po kilku chwilach ciszy Feliks podniósł się z ziemi i ruszył w stronę drzwi.
- Nadal mam do ciebie żal, nie mam ci jednak czego wybaczać. Jestem wściekły i czuję żal do twoich ludzi. Ale wydaje mi się, że ty też byłeś niejako ofiarą.
Mówiąc do korytarza nie reagując na siebie. Jeszcze tego nie wiedzieli, ale ta rozmowa w Ludwigiem ich bliską przyjaźń.
Jeśli chodzi o okładkę, to zrobiono to przez Zembolog
Jeszcze raz Ci dziękuję, że okładka jest świetna.
