Work Text:
Piękny dzień zawitał w Yokohamie, a później piękna noc gdzie księżyc był na niebie bardzo widoczny gdzie nie było ani jednej chmurki na niebie która by mogła go zakryć. Dazai Osamu chodził po mieście, dlaczego? Ponieważ chciał dotrzeć do jednego miejsca, dokładnie do baru gdzie miał się spotkać z Odasaku jak i z Ango. Wchodząc do baru zauważył już jak siedzą na miejscach czekając na niego.
- Przyszedłeś dzisiaj wcześniej, dlaczego?
- A co nie można? - Zaśmiał się Dazai zajmując swoje miejscem które ma od lat.
Wziął sobie tradycyjny trunek który zamawiał , zaczęły się rozmowy o sprawach, nic ciekawego szczerze ujmując Dazaia nie interesowało to jakie mają sprawy ponieważ ciągle się powtarzały. Przecież to nudne jest! Nudne jak coś się ciągle powtarza, jeśli to nie samobójstwo to nie jest nudne, ale jeśli to jest sprawa która co dziennie się powtarza to już nie jest ciekawe ani fajne.
Mijały godziny odkąd zaczęli rozmowę, tematy były tym razem różne ale i tak się powtarzające co mogły bruneta zanudzić, no cóż co można poradzić? Niestety nic, lecz dokładnie teraz dostał wiadomość od Moriego Ougai że potrzebny jest teraz bo ważna sprawa dla niego jest. Przeprosił chłopaków za to że musi iść, wyszedł z baru idąc do portowej Mafii. Przechadza kącie się ulicami Yokohamy, Dazai patrzył w niebo gdzie były widoczne gwiazdy jak i księżyc, gdy patrzył w to niebo myślał o jednym, po co go szef wzywa? Jedyna rzecz która teraz interesowała młodego Dazaia, to musi być coś ważne bardzo że go wzywa lecz co by to mogło być?
Gdy dotarł do bazy portowej mafii poszedł do gabinetu szefa, zapukał czekając przed drzwiami , usłyszawszy głośne " Proszę wejść " wszedł od razu. Mori Ougai spojrzał na niego z uśmiechem, od razu przechodząc o co chodzi.
- Dazai na ciebie można liczyć... A więc ty i Chuuya Nakahara będziecie mieć poważna sprawę, trzeba napaść mafie jedną .. Znaczy najpierw dojść do porozumienia żeby była współpraca a jeśli nie będą chcieli to zabić - Powiedział uśmiechem Morii.
A więc do tegp go wzywał Morii? No cóż przynajmiej coś ciekawego, ale czy nie mógł mu kogoś innego dać? Tylko Chuuye? Czemu akurat jego co on dostanie za to że będzie z nim?
- A nie mogłabym z kimś innym niż z nim?
- A czemu nie chcesz z nim? Będziecie się razem dobrze bawić.
- Są inne osoby z którymi bym mógł.. ale na prawdę z nim? Nie można mi nikogo innego?
Morii tylko westchnął, Dazai zrozumiał że nie ma sensu się wykłócać, wyszedł z gabinetu nie żegnając się gdzie poszedł gdzieś wkurzony. Musieli mu dać rudego? Przecież wiele innych osób jest niż ten rudy palant! Poszedł do parku siadając w jednym z ławek, spojrzał na jedno z drzew , była na nim huśtawka pomyślał Dazai że to idealne do zabicia się. Od razu do niej podszedł gdzie zaczął majstrować z nią by móc się zabić. Jednak mu w tym przeszkodzono, a kto to by mógł zrobić? Zrobił to sam Chuuya Nakahara. Darł się na niego czemu to robi i co mi to da? A Dazai nic sobie nic z tym nie robił tylko słuchał bzdur których mówił rudy, oczywiście go to nie interesowało... A później zaczęła się jedna wielka bójka obojga, co można na to poradzić ? Nic niestety, kłocili się oraz walczyli ze soba.
Po długiej bijatyce tylko Chuuya był mądry i powiedział by zaczęli się zbierać i robić sprawę, ani jeden ani drugi nie był zadowolony z tego że muszą to robić razem. Nie chcieli ze sobą rozmawiać, lecz rozmawiali na różne tematy przy tym śmiejąc się. Szybko zmieniają do siebie nastawienie? Po długim czasie dotarli do maffi próbując jakoś się dogadać z ich szefem, szczerze mówiąc trudno było ich szefa przekonać.
- A co z tego będę mieć jeśli będę mieć z wami sojusz?
- Zbyt głupie pytanie... Wszystko co możliwe
- Interesujące... Lecz moja odpowiedź brzmi nie - Wyciągnął pistolet próbując strzelić w jednego jak i drugiego .
Zaczęła się akcja, cała mafia z którą chcieli mieć sojusz przyszła i zaczęła się wojna. Jednak jak można było zauważyć Dazai i Chuuya byli na dobrej wygranej.
- CHUUYA ZA TOBĄ! - Krzyknął Dazai
Rudowłosy się odwrócił gdzie jeden prawie go uderzył nożem, udało się Chuuyi z tego wybrnąć lecz trochę oberwał ale tylko trochę więc to nie było jakieś groźne. Po udanej walce obydwaj byli zażenowani.
- Miałem nadzieję że się zgodzą no cóż nie każdy chce mieć sojusz...
- Tak zgodzę się debile - Powiedział Rudy gdzie zaczął kaszleć, zakrył usta dłonią i to nie był zwykły kaszel , lecz kaszel z odrobiną krwi. W jego oczach pojawił się strach oraz przerażenie, szybko zakrył tą krew i tak by mógł zwalić na te osoby które zostały zabite oczywiście chociaż nie wiadomo czy on by w to uwierzył.
- Wszystko dobrze? - Zapytał Dazai.
- Tak wszystko dobrze, lepiej martw się samym sobą. - Powiedział do niego Rudy wkładając ręce do kieszeni bluzy, gdzie kierował się jak najszybciej ku wyjścia bo nie chciał tu być, oraz nie chciał by Dazai zobaczył.
- Ej czekaj na mnie co się tak spieszysz? - Krzyknął Dazai pod biegając do niego.
Chuuya przewrócił oczami i wracali razem do portowej mafii, zaczeli obgadywać ludzi którzy zostali zabici. Przyznając szczerze? Dobrze im się gadało o tym, lecz Chuuya miał inne myśli, dlaczego mógł kaszleć krwią? Nie rozumiał tego a powinen, ale też mało się tym przejmował co można poradzić? Nic, a Dazai myślał tylko o samobójstwie oraz zaczął o tym rozmawiać z nim, nic z tego nie rozumiał Chuuya ale starał się zrozumieć mimo że dla niego to są zbyt nie stworzone rzeczy.
- Wszystko z tobą dobrze ? Dziwnie się zachowujesz teraz, wyglądasz na zamyślonego...
- Zajmij się so... - Nie dokończył ponieważ zemdlał na ziemi.
Obudził się jedynie w szpitalu, od razu go raziło światło szpitalne które było ostre bardzo, próbował usiąść lecz nie mógł ponieważ nie czuł się na siłach... "co się do cholery dzieje?! " . Rozejrzał się, nikogo nie było, był sam w sali. Jak fajnie. Ale jednak już nie jest sam, wszedł do sali brunet z lekarzem oraz z szefem. Od razu Chuuya usiadł, a lekarz mówił by leżał i odpoczywał, od razu przeszedł do rzeczy. Chuuya ma raka. Nikt nie umiał zrozumieć dlaczego, jak to się stało nikt nie wiedział i nie rozumiał.... Ciepłe łzy spłynęły mu po policzku, czując ból w sercu który nara stał
